Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]
Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]

Электронная книга - «Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]». Краткое содержание книги:

Severian, wygnany z konfraterni katów za złamanie zasad, dotarł do Thraxu. Obejmuje stanowisko liktora i sumiennie wypełnia obowiązki strzegąc więźniów i ścinając skazańców. Mimo poszukiwań nie zdołał zwrócić Pazura Łagodziciela — klejnot o uzdrawiającej mocy zaczyna mu ciążyć, odbierając spokój i sen. Severian wyczuwa coraz bardziej mrok gromadzący się nad światem, zaczyna wątpić w swoje powołanie, aż wreszcie wbrew rozkazowi archonta daruje życie kobiecie skazanej na uduszenie. Musi uciekać z Thraxu i udaje się na północ, w góry zamieszkane przez istoty, które odrzuciły człowieczeństwo. Rozpoczyna niebezpieczną podróż, która wyjaśni wiele kłębiących się wokół niego tajemnic.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 74
Перейти на страницу:

Dwugłowy mężczyzna szedł przede mną tak spokojnie, jakby wiedział, że na pewno za nim podążę oraz że nie grozi mu z mojej strony żadne niebezpieczeństwo. Dopiero kiedy skręciliśmy za róg, uświadomiłem sobie, że wbrew temu, co mi się wydawało, wcale nie byłem na jednej ze zbiegających się promieniście głównych ulic. Znaleźliśmy się przed okrągłym budynkiem. Drzwi — nie te, przez które wszedłem z małym Severianem — były nadal szeroko otwarte. Wkroczyliśmy do środka: najpierw dwugłowy mężczyzna, potem ja.

— To tutaj — oznajmiła ta sama głowa co poprzednio. — Wsiadaj.

Wskazał mi łódź przypominającą nieco miękko wyściełane, nenu-farowe łodzie z ogrodu Autarchy; tamte jednak unosiły się na wodzie, ta zaś wisiała w powietrzu. Kiedy dotknąłem burty, łódź zakołysała się lekko, choć wyczuwalnie.

— To chyba ślizgacz — powiedziałem. — Pierwszy raz widzę coś takiego z bliska.

— Gdyby ślizgacze były jaskółkami, to coś musiałoby być… boja wiem, chyba wróblem. Albo ćmą, lub też latającą zabawką w kształcie ptaka, którą dzieci uderzają paletkami, każąc jej latać w tę i z powrotem. Obawiam się, iż zasady grzeczności wymagają, abyś wsiadł pierwszy. Zapewniam cię, że nie grozi ci żadne niebezpieczeństwo.

Ja jednak zawahałem się. W tym pojeździe było coś tak tajemniczego, że nie mogłem się zmusić, aby postawić w nim nogę.

— Przybywam z Nessus, ze wschodniego brzegu Gyoll — powiedziałem. — Uczono nas tam, że w każdym pojeździe najbardziej honorowe miejsce zajmuje ten, kto ostatni do niego wchodzi, a pierwszy wychodzi.

— Otóż to — odparła głowa i zanim zrozumiałem, co się dzieje, mężczyzna chwycił mnie wpół i cisnął do łodzi tak łatwo, jakbym był dzieckiem. Tym razem zakołysała się mocniej, a w chwilę potem jeszcze raz, kiedy on do niej wskoczył. — Chyba nie myślałeś, że naprawdę pozwolę ci mieć pierwszeństwo przede mną? — Szepnął coś do łodzi, która natychmiast ruszyła z miejsca, powoli nabierając szybkości. — Prawdziwa grzeczność nie ma nic wspólnego z przestrzeganiem zasad dobrego wychowania, gdyż stanowi jedynie potwierdzenie oczywistych faktów. Kiedy plebejusz klęka przed monarchą i pochyla głowę, odsłania kark, gdyż wie, że władca i tak mógłby skazać go na ścięcie, gdyby tego chciał. Prości ludzie powiadają nieraz — a raczej powiadali, w dawnych, lepszych czasach — że nie kocham prawdy. Tymczasem prawdę kocham najbardziej ze wszystkiego, gdyż stanowi jednoznaczne stwierdzenie faktów.

Leżeliśmy na dnie łodzi oddaleni od siebie na szerokość dłoni. Niedorozwinięta głowa o imieniu Piaton przez cały czas wybałuszała na mnie oczy i bełkotała coś niezrozumiale. Spróbowałem usiąść, ale mój towarzysz chwycił mnie silną jak imadło ręką i pociągnął z powrotem w dół.

— Uważaj, to niebezpieczne. Konstrukcja tych pojazdów wymaga, aby w nich leżeć. Chyba nie chcesz stracić głowy, prawda? Zapewniam cię, że jest to niemal równie nieprzyjemne, jak zyskanie dodatkowej.

Łódź skierowała się dziobem w dół i dała nura w ciemność. Przez chwilę byłem pewien, że zaraz zginiemy, ale potem ogarnęło mnie upojenie prędkością, dokładnie takie samo, jakie odczuwałem wówczas, kiedy zimą zjeżdżaliśmy na świerkowych gałęziach wśród grobowców przykrytych białymi czapami śniegu.

— Czy urodziłeś się taki, jaki teraz jesteś? — zapytałem, gdy już oswoiłem się nieco z tym prawie zapomnianym uczuciem. — A może Piaton został do ciebie dołączony wbrew twojej woli?

Chyba już wówczas zrozumiałem, iż moje życie może zależeć od tego, jak wiele zdołam dowiedzieć się o tej zdumiewającej istocie. Inteligentniejsza głowa roześmiała się głośno.

— Nazywam się Typhon. Możesz nazywać mnie tym imieniem. Słyszałeś o mnie? Kiedyś władałem tą planetą, a także wieloma innymi.

Byłem pewien, że kłamie, odparłem więc ostrożnie:

— Legendy o twojej potędze żyją po dziś dzień, Typhonie. Zaśmiał się ponownie.

— Niewiele brakowało, a nazwałbyś mnie Imperatorem albo kimś w tym rodzaju, prawda? Jeszcze zdążysz to uczynić. Nie, nie urodziłem się taki, jaki teraz jestem. W ogóle się nie urodziłem, w twoim rozumieniu tego słowa, ani też Piaton nie został do mnie dołączony. To mnie dołączono do niego. Co o tym myślisz?

Łódź pędziła tak szybko, że powietrze świszczało nad naszymi głowami, ale lot odbywał się już niemal poziomo.

— Czy życzyłeś sobie, aby to uczyniono?

— K a z a ł e m to zrobić.

— Po co?

— Po to, żebym mógł żyć, ma się rozumieć. — Było już za ciemno, abym mógł dostrzec którąkolwiek twarz, choć głowa Typhona leżała na dnie łodzi w odległości piędzi od mojej. — Każda forma życia dąży do tego, żeby przedłużyć swoje istnienie. Tak właśnie brzmi prawo egzystencji. Nasze ciała umierają na długo przed nami; można chyba powiedzieć, że właśnie ich śmierć jest przyczyną naszej. Moi lekarze — najlepsi, jakich udało się znaleźć na wielu planetach — powiedzieli mi, że mógłbym przenieść się do nowego ciała, choć początkowo planowali jedynie przełożyć mój mózg do czaszki innego człowieka. Dostrzegasz błąd, jaki kryje się w tym rozumowaniu?

— Obawiam się, że nie — odparłem, zastanawiając się jednocześnie, czy powinienem brać na serio jego słowa.

— Chodzi o twarz. Twarz! Straciłbym ją, a poddani przyzwyczajają się do twarzy tego, kto wydaje im rozkazy. — Poczułem, jak zaciska rękę na moim ramieniu. — Powiedziałem im więc, że nic z tego nie będzie, a wówczas jeden z nich zaproponował, żeby przeszczepić całą głowę. Twierdził nawet, że teraz zadanie okaże się znacznie łatwiejsze, gdyż skomplikowane połączenia nerwowe odpowiedzialne za mowę i wzrok pozostaną nienaruszone. Obiecałem mu palatynat, jeżeli operacja zakończy się sukcesem.

— Wydaje mi się…

Jednak Typhon nie pozwolił mi dokończyć.

— Że najpierw należałoby usunąć głowę prawowitego właściciela ciała? Owszem, ja też tak uważałem. Jednak technika wykonywania połączeń nerwowych była bardzo skomplikowana, lekarz ów doszedł więc do wniosku — dzięki wielu eksperymentom przeprowadzonym na obiektach doświadczalnych, których mu dostarczałem — że będzie najlepiej, jeśli chirurgicznie dokona się przeniesienia jedynie odruchów warunkowych. Bezwarunkowe miały przenieść się samodzielnie, naturalnie po pewnym czasie, a wówczas będzie można usunąć starą, niepotrzebną głowę. Co prawda po zabiegu zostanie wyraźna blizna, ale bez trudu uda się zasłonić ją koszulą.

— Coś jednak poszło nie tak, jak należy?

Odsunąłem się już od niego tak daleko, jak tylko mogłem w wąskiej łódce.

— Właściwie chodziło głównie o czas. — Po przerażającej energii, jaką do tej pory słyszałem w jego głosie, zostało tylko wspomnienie. — Piaton był jednym z moich niewolników, co prawda nie najpotężniejszym, ale na pewno najsilniejszym. Badaliśmy ich wszystkich po kolei. Nigdy bym nie przypuszczał, że ktoś taki jak on będzie w stanie powstrzymać akcję serca…

— Rozumiem — mruknąłem, choć w gruncie rzeczy nic nie rozumiałem.

— Poza tym w owym czasie panowało wielkie zamieszanie. Moi astronomowie powiedzieli mi, że aktywność tego słońca zacznie się stopniowo zmniejszać, zbyt powoli jednak, aby dało się zaobserwować ten proces za życia jednego pokolenia. Mylili się. W ciągu zaledwie kilku lat słońce straciło co najmniej dwie tysiączne części swojej mocy, po czym ustabilizowało się na pewien czas. Klęska nieurodzaju stała się przyczyną głodu i rozruchów. Powinienem był natychmiast opuścić tę planetę.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)