Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]
Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]

Электронная книга - «Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]». Краткое содержание книги:

Severian, wygnany z konfraterni katów za złamanie zasad, dotarł do Thraxu. Obejmuje stanowisko liktora i sumiennie wypełnia obowiązki strzegąc więźniów i ścinając skazańców. Mimo poszukiwań nie zdołał zwrócić Pazura Łagodziciela — klejnot o uzdrawiającej mocy zaczyna mu ciążyć, odbierając spokój i sen. Severian wyczuwa coraz bardziej mrok gromadzący się nad światem, zaczyna wątpić w swoje powołanie, aż wreszcie wbrew rozkazowi archonta daruje życie kobiecie skazanej na uduszenie. Musi uciekać z Thraxu i udaje się na północ, w góry zamieszkane przez istoty, które odrzuciły człowieczeństwo. Rozpoczyna niebezpieczną podróż, która wyjaśni wiele kłębiących się wokół niego tajemnic.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 74
Перейти на страницу:

— Przysięgnij mi wierność i uwierz, że kiedy się pojawi, ja stanę się jego panem, a on moim najpodlejszym sługą.

Wtedy zadałem cios.

Jeżeli w pewien specjalny sposób uderzy się ręką w nos, rozszczepiona kość wbija się głęboko w mózg. Trzeba to jednak zrobić bardzo szybko, gdyż zaatakowany błyskawicznie podniesie ręce do twarzy, jak tylko zorientuje się, gdzie zmierza uderzenie. Nie byłem tak szybki jak Typhon, ale niewiele mu z tego przyszło, gdyż zasłonił własną twarz, ja natomiast zmiażdżyłem nos Piatona. Usłyszałem cichy, okropny trzask zwiastujący śmierć; zaraz potem serce, które od tylu chiliad nie chciało słuchać swego prawowitego właściciela, znieruchomiało na zawsze.

Po chwili zepchnąłem ciało w przepaść otwierającą się u moich stóp.

ROZDZIAŁ XXVII

NA GÓRSKIM SZLAKU

Latająca łódź nie chciała mnie słuchać, gdyż nie znałem hasła. (Bardzo żałowałem, że wcześniej nie poświęciłem trochę uwagi Piatonowi, gdyż przypuszczalnie próbował mi je przekazać w taki sam sposób, w jaki powiedział mi, żebym go zabił). W końcu musiałem wyjść przez prawe oko i ruszyć w dół po urwisku. Nigdy w życiu tak się nie bałem. W tej przydługiej relacji z moich przygód często podkreślałem, że niczego nie zapominani, ale szczegóły akurat tego jednego wydarzenia zatarły się w mej pamięci, ponieważ byłem tak wyczerpany, że poruszałem się jakby we śnie. Kiedy wreszcie na uginających się nogach wszedłem ponownie do milczącego miasta u stóp metalowych katafraktów, była już noc, położyłem się więc przy ścianie dającej mi osłonę przed wiatrem i natychmiast zasnąłem.

* * *

Góry mają w sobie okrutne piękno nawet wówczas, kiedy o mało nie stają się przyczyną czyjejś śmierci. Myślę nawet, że właśnie wtedy najłatwiej je dostrzec i że na przykład myśliwi, którzy idą w góry syci i dobrze ubrani, a po polowaniu opuszczają je w równie doskonałej kondycji, chyba nie zdają sobie z niego sprawy. W górach cały świat wygląda jak naturalny zbiornik doskonale czystej, lodowatej wody.

Nazajutrz pokonałem spory szmat drogi, cały czas kierując się w dół i wreszcie dotarłem do ciągnących się milami równin porośniętych słodką trawą oraz kwiatami, jakich nie spotyka się na mniejszych wysokościach; szybko rozkwitają, są nieduże i wydają się bardziej czyste od najczystszych róż.

Równiny te często są ograniczone skalnymi ścianami. Kilka razy byłem już niemal pewien, że będę musiał zawrócić, ale zawsze udawało mi się znaleźć jakąś drogę prowadzącą w dół lub w górę, parłem więctwardo naprzód. Nigdzie nie widziałem żołnierzy, co przyjąłem z ulgą — obawiałem się, że nadal ścigają mnie patrole rozesłane przez archonta — z drugiej jednak strony napełniało mnie niepokojem, ponieważ dowodziło, iż oddaliłem się od szlaku, którym armii dostarczano zaopatrzenie.

Znowu zaczęło mnie prześladować wspomnienie alzabo. Zdawałem sobie sprawę, że góry zamieszkuje wiele tych stworzeń, a w dodatku jakoś nie mogłem uwierzyć, żeby to, z którym już się spotkałem, naprawdę nie żyło. Kto wie, jakie jeszcze nadzwyczajne właściwości może posiadać taka istota? Co prawda za dnia udawało mi się o nim nie myśleć, gdyż albo niepokoiłem się nieobecnością żołnierzy, albo podziwiałem zapierające dech w piersi widoki szczytów, wodospadów oraz obszernych dolin, jednak nocą wspomnienia uparcie powracały, a kiedy leżałem w jakimś skalnym załomie, zawinięty w płaszcz i drżący od gorączki, wydawało mi się, że słyszę zbliżające się, miękkie stąpnięcia i chrobot pazurów.

Często się mówi, że światem rządzi jakiś plan, wszystko jedno, czy przygotowany przed jego powstaniem, czy stworzony już za jego istnienia dzięki naturalnej logice zmian i wzrostu. Skoro tak, to każda, nawet najmniejsza rzecz musi stanowić miniaturowe odbicie wielkich cudów, te ogromne zaś są powiększeniami wszystkiego, czego nie sposób dostrzec gołym okiem. Po to, aby odciągnąć moje myśli od potworności, próbowałem koncentrować je na tym aspekcie natury alzabo, który pozwala zwierzęciu wchłonąć osobowość pożartego przez nie człowieka. Stworzenie odpowiedniej paraleli nie nastręczyło mi żadnych kłopotów: alzabo można porównać do pewnych owadów okrywających swoje ciała gałązkami i trawą, dzięki czemu stają się niewidzialne dla nieprzyjaciół. Z jednej strony trudno jest mówić o jakimkolwiek oszustwie, bo przecież gałązki, trawa i kawałki liści są jak najbardziej prawdziwe — z drugiej jednak pod przykryciem czai się przecież owad… Tak samo ma się sprawa z alzabo. Kiedy Becan przemawiał ustami tego stworzenia przekonując, że chce połączyć się z żoną i synem, wierzył, iż wypowiada własne pragnienia, i tak z pewnością było. Jednak pragnienia te miały posłużyć zaspokojeniu apetytu alzabo, którego świadomość kryła się za głosem Becana.

Wcale mnie nie zdziwiło, że znacznie trudniejszy okazał się problem skorelowania alzabo z jakąś wyższą prawdą; ostatecznie doszedłem do wniosku, iż można je porównać do absorpcji przez świat materialny myśli i czynów nieżyjących już ludzi, którzy jednak wywarli na niego ogromny wpływ dzięki stworzonym przez siebie dziełom sztuki, wzniesionym budowlom lub dokonanym odkryciom, że osiągnięcia te w pewnym sensie stanowią przedłużenie ich życia. Tak właśnie Severa doradziła alzabo, żeby przysunęło sobie stół pod otwór prowadzący na strych, mimo że sama już przecież nie żyła.

O świcie ruszyłem w dalszą drogę, często pytając o radę Theclę, której cząstka kryła się gdzieś w głębi mego umysłu. Niewiele mogła mi pomóc, ale ponieważ wielokrotnie ostrzegano ją przed niebezpieczeństwami czyhającymi w górach, bez przerwy nakłaniała mnie do szybszego marszu w dół, cały czas w dół, ku nizinom i ciepłu.

Nie czułem już głodu, ponieważ głód mija, kiedy się długo nie je. Zamiast niego pojawiło się osłabienie, któremu towarzyszyła nadzwyczajna jasność umysłu. Wieczorem drugiego dnia po tym, jak wyszedłem z kamiennej komnaty przez źrenicę gigantycznego oka, natknąłem się na pasterski szałas wzniesiony z kamieni, w nim zaś znalazłem palenisko, garnek i mały zapas kaszy gryczanej.

W odległości zaledwie dziesięciu kroków płynął górski strumień, ale w okolicy nie było ani odrobiny drewna nadającego się na opał. Niemal cały wieczór spędziłem więc na zbieraniu opuszczonych ptasich gniazd ze ściany urwiska oddalonego o jakieś pół mili na zachód, a kiedy już zgromadziłem ich wystarczająco duża, skrzesałem iskrę za pomocą Terminus Est, rozpaliłem ogień i ugotowałem prosty posiłek. Ze względu na wysokość trwało to niezmiernie długo. Kolacja okazała się jednak nadzwyczaj smakowita. Wydawało mi się, że czuję wyraźny smak miodu, jakby w niewielkich ziarnach przechowało się nieco aromatu kwiatów, tak jak na powierzchni niektórych kamieni gromadzi się sól zawarta w morzach Urth.

Postanowiłem zapłacić za to, co zjadłem, dokonałem więc przeglądu zawartości mojej sakwy w poszukiwaniu czegoś, co mógłbym zostawić pasterzowi. Z brązową książką Thecli nie rozstałbym się nigdy w życiu — poza tym, było bardzo mało prawdopodobne, żeby ubogi pasterz potrafił czytać. Nie chciałem także pozbyć się złamanej osełki, zarówno dlatego, że stanowiła pamiątkę spotkania z zielonym człowiekiem, jak i dlatego, że akurat w tym miejscu nie byłaby cennym darem, gdyż wszędzie dokoła leżało mnóstwo kamieni, które równie dobrze, albo i lepiej, mogły pełnić tę samą funkcję co ona. Nie miałem pieniędzy, gdyż wszystkie oddałem Dorcas. Wreszcie zdecydowałem się na szkarłatną pelerynę, którą znaleźliśmy w błocie na ulicy kamiennego miasta, na długo przed dotarciem do Thraxu. Co prawda była bardzo brudna i za cienka, żeby stanowić skuteczną ochronę przed chłodem, ale miałem nadzieję, że dzięki gęstym frędzlom i żywej barwie spodoba się temu, kto mnie nakarmił.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)