Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
- Автор: Бестер Альфред
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 83-89951-51-7
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
Wciąż pod przyspieszeniem, nie tracąc czasu na sprawdzenie, czy na jachcie ktoś nie pozostał, pomknął na dziób do sterowni, popchnął dźwignie zwalniającą i gdy tylko jacht zaczął się wznosić po wiązce antygrawitacyjnej, dał pełny ciąg 10G. Nie przypasał się do fotela pilota. Wpływ zrywu 10G na jego pozostające w stanie przyspieszenia i nie zabezpieczone ciało był potworny.
Siła przeciążenia porwała go w swoje szpony i wyrzuciła z fotela. Jak lunatyk, cal po calu, posuwał się w kierunku tylnej ściany sterowni. Dla jego przyspieszonych zmysłów, ściana zdawała się najeżdżać na niego. Wyciągnął przed siebie ręce i oparł się o nią obiema dłońmi. Spowolniona siła, pchająca go w kierunku rufy, rozkrzyżowała mu ramiona i przyciskając do ściany, zrazu lekko, potem coraz to silniej i silniej, wgniotła wreszcie w metal jego twarz, szczeki, pierś i całe ciało.
Narastające przeciążenie stawało się nie do wytrzymania. Czynił wysiłki, aby przełączyć językiem klawiaturę w ustach, ale przygniatająca go do ściany siła odrzutu uniemożliwiała wykonanie najmniejszego choćby ruchu odkształconymi ustami. Grzmot eksplozji, który doszedł go gdzieś z dolnego krańca pasma częstotliwości akustycznych powiedział mu, że Brygada Komandosów ostrzeliwuje jacht z powierzchni planety. Statek rwał pełnym ciągiem w granatowo-czarny mrok kosmosu, a on zaczął wrzeszczeć skrzeczącym głosem nietoperza, aż wreszcie litościwi bogowie odebrali mu przytomność!
ROZDZIAŁ 14
Foyle ocknął się w ciemnościach. Przyspieszenie zmysłów było wyłączone, ale ze stanu wyczerpania w jakim się znajdował mógł wnioskować, że w czasie nieprzytomności pozostawał jakiś czas pod przyspieszeniem. Albo wyczerpał się zasilacz, albo… powoli sięgnął ręką za plecy. Zasilacza nie było. Wyjęto go.
Pomacał wokół siebie trzęsącymi się palcami. Leżał w łóżku. Słyszał cichy pomruk licznych wentylatorów i klimatyzacji oraz trzaski i buczenie serwomechanizmów. Znajdował się na pokładzie jakiegoś statku. Był przypięty do łóżka pasami. Statek leciał z wyłączonym ciągiem silników.
Foyle odpiął się, wparł łokcie w materace i wzniósł się w górę. Szybował poprzez mrok szukając po omacku wyłącznika światła lub przycisku dzwonka. Dłonie natrafiły nagle na karafkę z wodą. Na gładkim szkle naczynia wyczuł wypukłe litery. Rozpoznawał je przesuwając po zgrubieniach opuszkami palców. S, S — wyczuł — V, O, R, G, A.
— „Vorga” — krzyknął. Drzwi kabiny otworzyły się Wpłynęła przez nie jakaś postać rysująca się ciemną sylwetką na tle jasno oświetlonej luksusowej kabiny.
— Tym razem cię zabraliśmy — odezwała się znajomym głosem.
— Olivia?
— Tak.
— A więc to prawda?
— Tak, Gully.
Foyle poczuł, że z oczu płyną mu łzy.
— Jesteś jeszcze osłabiony — powiedziała łagodnie Olivia Presteign. — Chodź, położysz się.
Nakłoniła go, żeby wszedł do jej kabiny i położył się na kanapie. Była jeszcze ciepła od jej ciała.
— Byłeś nieprzytomny przez sześć dni. Nie sądziliśmy, że przeżyjesz. Zanim chirurg znalazł na twych plecach baterię, uszły z ciebie wszystkie siły.
— Gdzie jest ta bateria? — wyrzęził.
— Dostaniesz ją, kiedy tylko będziesz chciał. Nie przejmuj się tym teraz, mój drogi.
Spojrzał na nią przeciągle; na swoją Śnieżną Dziewicę, na swoją ukochaną Królową Lodu… ta satynowo biała skóra, te ślepe, koralowe oczy i subtelne koralowe usta. Dotknęła jego wilgotnych powiek pachnącą chusteczką.
— Kocham cię — powiedział.
— Sza. Wiem o tym, Gully.
— Ty wiesz o mnie wszystko. Od jak dawna?
— Od początku wiedziałam, że Gully Foyle, kosmonauta z „Nomada”, jest moim wrogiem. Do chwili naszego pierwszego spotkania nie wiedziałam, że Fourmyle to ty. Ach, gdybym wiedziała o tym wcześniej. Ileż oszczędziłoby to nam kłopotów.
— Wiedziałaś wszystko i śmiałaś się ze mnie.
— Nie.
— Obserwowałaś mnie z boku i trzęsłaś się ze śmiechu.
— Obserwowałam cię z boku i powoli zaczynałam cię kochać… Nie, nie przerywaj mi. Próbuję być racjonalna, a to nie jest dla mnie łatwe — rumieniec okrasił jej marmurowe lica. — Nie igram teraz z tobą. Ja… zdradziłam cię mojemu ojcu. Tak, zdradziłam. Była to, jak myślę, samoobrona. Teraz, kiedy się wreszcie na nim poznałam, widzę, że jest zbyt niebezpieczny. W godzinę później wiedziałam już, że popełniłam błąd, gdyż zdałam sobie sprawę, iż cię kocham. Teraz płacę za to. Nie potrzeba, żebyś wiedział…
— Myślisz, że w to uwierzę?
— Po co więc tu jestem? — drżała lekko. — Dlaczego przyleciałam tu za tobą? To bombardowanie było upiorne. Gdybyśmy nie wzięli cię na pokład, zginąłbyś w przeciągu minuty. Twój jacht był wrakiem…
— Gdzie teraz jesteśmy?
— Co to za różnica? Orbitujemy wokół Ziemi.
— Jak zdołałaś mnie wytropić?
— Wiedziałam, że będziesz szukał Lindseya Joyce’a. Wzięłam jeden ze statków mojego ojca. Tak się złożyło, że jest to znowu „Vorga”.
— Czy on o tym wie?
— Nigdy nie wie co robię. Żyje swoim własnym, prywatnym życiem.
Nie mógł oderwać od niej oczu, chociaż patrzenie na nią sprawiało mu ból. Pragnął i nienawidził… pragnął, aby rzeczywistość nie była faktem dokonanym, nienawidził prawdy za to, czym była. Przyłapał się na tym, że gładzi drżącymi palcami jej chusteczkę.
— Kocham cię, Olivio.
— Kocham cię, Gully, mój wrogu.
— Na miłość boską! — wybuchnął. — Dlaczego to zrobiłaś? Byłaś na pokładzie „Vorgi”, gdy przewoziła oszukanych uchodźców. Wydałaś rozkaz wyrzucenia ich w próżnię. Wydałaś rozkaz pozostawienia mnie na pastwę losu. Dlaczego! Dlaczego!
— Co? — odskoczyła od niego. — Żądasz przeprosin?
— Żądam wyjaśnień.
— Nie będę się przed tobą tłumaczyć!
— Krew i pieniądze, jak mawia twój ojciec. Ma racje. Och… Suka! Suka! Suka!
— Tak, krew i pieniądze; i nie wstydzę, się tego.
— Tonę, Olivio. Podaj mi rękę.
— To toń. Mnie nikt nigdy nie ratował. Nie, nie… To nie tak, wszystko nie tak. Poczekaj, mój drogi, poczekaj. — Uspokoiła się i zaczęła mówić bardzo czule. — Mogłabym skłamać, kochany Gully i zrobić to w taki sposób, że uwierzyłbyś, ale będę szczera. Wyjaśnienie jest proste. Żyję swoim własnym, prywatnym życiem. Wszyscy tak żyjemy. Ty także.
— Ale jakie jest to twoje życie?
— Nie różni się od twojego… nie różni się od trybu życia, jaki prowadzi reszta świata. Oszukuję, kłamię, niszczę… jak wszyscy. Jak wszyscy jestem kryminalistką.
— Ale dlaczego? Dla pieniędzy? Ty ich nie potrzebujesz.
— Nie, nie potrzebuję.
— Więc dla kontroli… dla władzy?
— Nie dla władzy.
— No to dlaczego?
Wzięła głęboki oddech, jakby to co miała wyznać, było pierwszą prawdą jaka przechodzi przez jej usta i to sprawiało jej cierpienie.
— Z nienawiści… Żeby wam odpłacić, wam wszystkim.
— Za co?
— Za to, że jestem ślepa — powiedziała ledwo dosłyszalnym głosem. — Za to, że oszukuję. Za to, że jestem bezradna. Powinni byli mnie zabić, kiedy tylko przyszłam na świat. Czy ty wiesz, co to znaczy być ślepym? Czerpać życie z drugiej ręki? Być ciągle zdanym na kogoś, błagającym kaleką? „Sprowadzić ich do mojego poziomu” powiedziałam sobie w moim sekretnym życiu. „Jeśli jesteś ślepa, uczyń ich jeszcze bardziej ślepymi. Jeśli jesteś ślepa, uczyń ich bezradnymi, okalecz ich. Odpłać im… im wszystkim”.