Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 62
Перейти на страницу:

Wciąż pod przyspieszeniem, nie tracąc czasu na sprawdzenie, czy na jachcie ktoś nie pozostał, pomknął na dziób do sterowni, popchnął dźwignie zwalniającą i gdy tylko jacht zaczął się wznosić po wiązce antygrawitacyjnej, dał pełny ciąg 10G. Nie przypasał się do fotela pilota. Wpływ zrywu 10G na jego pozostające w stanie przyspieszenia i nie zabezpieczone ciało był potworny.

Siła przeciążenia porwała go w swoje szpony i wyrzuciła z fotela. Jak lunatyk, cal po calu, posuwał się w kierunku tylnej ściany sterowni. Dla jego przyspieszonych zmysłów, ściana zdawała się najeżdżać na niego. Wyciągnął przed siebie ręce i oparł się o nią obiema dłońmi. Spowolniona siła, pchająca go w kierunku rufy, rozkrzyżowała mu ramiona i przyciskając do ściany, zrazu lekko, potem coraz to silniej i silniej, wgniotła wreszcie w metal jego twarz, szczeki, pierś i całe ciało.

Narastające przeciążenie stawało się nie do wytrzymania. Czynił wysiłki, aby przełączyć językiem klawiaturę w ustach, ale przygniatająca go do ściany siła odrzutu uniemożliwiała wykonanie najmniejszego choćby ruchu odkształconymi ustami. Grzmot eksplozji, który doszedł go gdzieś z dolnego krańca pasma częstotliwości akustycznych powiedział mu, że Brygada Komandosów ostrzeliwuje jacht z powierzchni planety. Statek rwał pełnym ciągiem w granatowo-czarny mrok kosmosu, a on zaczął wrzeszczeć skrzeczącym głosem nietoperza, aż wreszcie litościwi bogowie odebrali mu przytomność!

ROZDZIAŁ 14

Foyle ocknął się w ciemnościach. Przyspieszenie zmysłów było wyłączone, ale ze stanu wyczerpania w jakim się znajdował mógł wnioskować, że w czasie nieprzytomności pozostawał jakiś czas pod przyspieszeniem. Albo wyczerpał się zasilacz, albo… powoli sięgnął ręką za plecy. Zasilacza nie było. Wyjęto go.

Pomacał wokół siebie trzęsącymi się palcami. Leżał w łóżku. Słyszał cichy pomruk licznych wentylatorów i klimatyzacji oraz trzaski i buczenie serwomechanizmów. Znajdował się na pokładzie jakiegoś statku. Był przypięty do łóżka pasami. Statek leciał z wyłączonym ciągiem silników.

Foyle odpiął się, wparł łokcie w materace i wzniósł się w górę. Szybował poprzez mrok szukając po omacku wyłącznika światła lub przycisku dzwonka. Dłonie natrafiły nagle na karafkę z wodą. Na gładkim szkle naczynia wyczuł wypukłe litery. Rozpoznawał je przesuwając po zgrubieniach opuszkami palców. S, S — wyczuł — V, O, R, G, A.

— „Vorga” — krzyknął. Drzwi kabiny otworzyły się Wpłynęła przez nie jakaś postać rysująca się ciemną sylwetką na tle jasno oświetlonej luksusowej kabiny.

— Tym razem cię zabraliśmy — odezwała się znajomym głosem.

— Olivia?

— Tak.

— A więc to prawda?

— Tak, Gully.

Foyle poczuł, że z oczu płyną mu łzy.

— Jesteś jeszcze osłabiony — powiedziała łagodnie Olivia Presteign. — Chodź, położysz się.

Nakłoniła go, żeby wszedł do jej kabiny i położył się na kanapie. Była jeszcze ciepła od jej ciała.

— Byłeś nieprzytomny przez sześć dni. Nie sądziliśmy, że przeżyjesz. Zanim chirurg znalazł na twych plecach baterię, uszły z ciebie wszystkie siły.

— Gdzie jest ta bateria? — wyrzęził.

— Dostaniesz ją, kiedy tylko będziesz chciał. Nie przejmuj się tym teraz, mój drogi.

Spojrzał na nią przeciągle; na swoją Śnieżną Dziewicę, na swoją ukochaną Królową Lodu… ta satynowo biała skóra, te ślepe, koralowe oczy i subtelne koralowe usta. Dotknęła jego wilgotnych powiek pachnącą chusteczką.

— Kocham cię — powiedział.

— Sza. Wiem o tym, Gully.

— Ty wiesz o mnie wszystko. Od jak dawna?

— Od początku wiedziałam, że Gully Foyle, kosmonauta z „Nomada”, jest moim wrogiem. Do chwili naszego pierwszego spotkania nie wiedziałam, że Fourmyle to ty. Ach, gdybym wiedziała o tym wcześniej. Ileż oszczędziłoby to nam kłopotów.

— Wiedziałaś wszystko i śmiałaś się ze mnie.

— Nie.

— Obserwowałaś mnie z boku i trzęsłaś się ze śmiechu.

— Obserwowałam cię z boku i powoli zaczynałam cię kochać… Nie, nie przerywaj mi. Próbuję być racjonalna, a to nie jest dla mnie łatwe — rumieniec okrasił jej marmurowe lica. — Nie igram teraz z tobą. Ja… zdradziłam cię mojemu ojcu. Tak, zdradziłam. Była to, jak myślę, samoobrona. Teraz, kiedy się wreszcie na nim poznałam, widzę, że jest zbyt niebezpieczny. W godzinę później wiedziałam już, że popełniłam błąd, gdyż zdałam sobie sprawę, iż cię kocham. Teraz płacę za to. Nie potrzeba, żebyś wiedział…

— Myślisz, że w to uwierzę?

— Po co więc tu jestem? — drżała lekko. — Dlaczego przyleciałam tu za tobą? To bombardowanie było upiorne. Gdybyśmy nie wzięli cię na pokład, zginąłbyś w przeciągu minuty. Twój jacht był wrakiem…

— Gdzie teraz jesteśmy?

— Co to za różnica? Orbitujemy wokół Ziemi.

— Jak zdołałaś mnie wytropić?

— Wiedziałam, że będziesz szukał Lindseya Joyce’a. Wzięłam jeden ze statków mojego ojca. Tak się złożyło, że jest to znowu „Vorga”.

— Czy on o tym wie?

— Nigdy nie wie co robię. Żyje swoim własnym, prywatnym życiem.

Nie mógł oderwać od niej oczu, chociaż patrzenie na nią sprawiało mu ból. Pragnął i nienawidził… pragnął, aby rzeczywistość nie była faktem dokonanym, nienawidził prawdy za to, czym była. Przyłapał się na tym, że gładzi drżącymi palcami jej chusteczkę.

— Kocham cię, Olivio.

— Kocham cię, Gully, mój wrogu.

— Na miłość boską! — wybuchnął. — Dlaczego to zrobiłaś? Byłaś na pokładzie „Vorgi”, gdy przewoziła oszukanych uchodźców. Wydałaś rozkaz wyrzucenia ich w próżnię. Wydałaś rozkaz pozostawienia mnie na pastwę losu. Dlaczego! Dlaczego!

— Co? — odskoczyła od niego. — Żądasz przeprosin?

— Żądam wyjaśnień.

— Nie będę się przed tobą tłumaczyć!

— Krew i pieniądze, jak mawia twój ojciec. Ma racje. Och… Suka! Suka! Suka!

— Tak, krew i pieniądze; i nie wstydzę, się tego.

— Tonę, Olivio. Podaj mi rękę.

— To toń. Mnie nikt nigdy nie ratował. Nie, nie… To nie tak, wszystko nie tak. Poczekaj, mój drogi, poczekaj. — Uspokoiła się i zaczęła mówić bardzo czule. — Mogłabym skłamać, kochany Gully i zrobić to w taki sposób, że uwierzyłbyś, ale będę szczera. Wyjaśnienie jest proste. Żyję swoim własnym, prywatnym życiem. Wszyscy tak żyjemy. Ty także.

— Ale jakie jest to twoje życie?

— Nie różni się od twojego… nie różni się od trybu życia, jaki prowadzi reszta świata. Oszukuję, kłamię, niszczę… jak wszyscy. Jak wszyscy jestem kryminalistką.

— Ale dlaczego? Dla pieniędzy? Ty ich nie potrzebujesz.

— Nie, nie potrzebuję.

— Więc dla kontroli… dla władzy?

— Nie dla władzy.

— No to dlaczego?

Wzięła głęboki oddech, jakby to co miała wyznać, było pierwszą prawdą jaka przechodzi przez jej usta i to sprawiało jej cierpienie.

— Z nienawiści… Żeby wam odpłacić, wam wszystkim.

— Za co?

— Za to, że jestem ślepa — powiedziała ledwo dosłyszalnym głosem. — Za to, że oszukuję. Za to, że jestem bezradna. Powinni byli mnie zabić, kiedy tylko przyszłam na świat. Czy ty wiesz, co to znaczy być ślepym? Czerpać życie z drugiej ręki? Być ciągle zdanym na kogoś, błagającym kaleką? „Sprowadzić ich do mojego poziomu” powiedziałam sobie w moim sekretnym życiu. „Jeśli jesteś ślepa, uczyń ich jeszcze bardziej ślepymi. Jeśli jesteś ślepa, uczyń ich bezradnymi, okalecz ich. Odpłać im… im wszystkim”.

1 ... 46 47 48 49 50 51 52 53 54 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)