Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 62
Перейти на страницу:

— Nie.

— To zdaje się moja sprawa i do tego ściśle tajna — zaprotestował łagodnie Yáng-Yeovil.

— Masz tak samo mało tajemnic przede mną, jak ja przed tobą — Dagenham uśmiechnął się niewesoło. — Zobaczymy, Jiz, czy zdołasz wyprzedzić Centralę Wywiadowczą i wrócić tu z tym meldunkiem przed nimi. Ruszaj.

Zniknęła.

— Wracając do praw własności — mruknął Yáng-Yeovil — to czy wolno mi będzie zapewnić Presteigna, że Centrala Wywiadowcza gwarantuje mu pełną odpłatność za jego prawa, tytuł i zainteresowanie względem PirE?

— Nie rozpieszczaj go, Yeovil.

— Nasza narada jest rejestrowana — oznajmił chłodno Presteign. — Oferta kapitana znajduje się już w aktach — tu zwrócił swą bazyliszkową twarz ku Dagenhamowi. — Pracuje pan dla mnie, Mr. Dagenham. Proszę, aby powstrzymał się pan od wygłaszania takich aluzji pod moim adresem.

— I pod adresem twoich praw własności? — zapytał Dagenham z uśmiechem denata. — Ty i te twoje cholerne prawa własności. To wy z waszymi prawami własności wpędziliście nas w tę kabałę. W imię twojego prawa własności cały układ znajduje się na granicy unicestwienia. Wcale nie przesadzam. Ta wojna, jeśli jej nie przerwiemy, będzie trwała tak długo, dopóki wszyscy się nie powyrzynamy.

— Zawsze istnieje możliwość kapitulacji — odparł Presteign.

— Wykluczone — odezwał się Yáng-Yeovil. — Dyskutowano już o tym w dowództwie i stanowczo odrzucono taką ewentualność. Znamy plany, jakie Satelity Zewnętrzne przygotowały na wypadek odniesienia zwycięstwa. Dotyczą one całkowitego wyeksploatowania Planet Wewnętrznych. My mamy być wyniszczeni i pracować, dopóki nic nie pozostanie. Kapitulacja byłaby dla nas tak samo zgubna, jak klęska.

— Ale nie dla Presteigna — dodał Dagenham.

— Czy nie należałoby raczej powiedzieć: wyłączając tu obecnych? — spytał wdzięcznie Yáng-Yeovil.

— W porządku, Presteignie — Dagenham bujał się na swym krześle. — Mów.

— Że co proszę, sir?

— Dowiedzmy się wreszcie wszystkiego o PirE. Mam pomysł, jak zmusić Foyla do mówienia i jak zlokalizować miejsce, w którym ukrył on ten towar, ale najpierw muszę wszystko o nim wiedzieć. Teraz ty wnieś w to swój udział.

— Nie — odparł Presteign.

— Co nie?

— Postanowiłem wycofać się z naszego stowarzyszenia informacyjnego. Nic nie powiem na temat PirE.

— Na miłość boską, Presteignie! Czyś oszalał? Co w ciebie wstąpiło? Znowu walczysz przeciwko partii liberalnej Regisa Sheffielda?

— To bardzo proste, Dagenham — wtrącił Yáng-Yeovil. — Z moich informacji na temat sytuacji, jaka rozwinęłaby się w następstwie naszej kapitulacji lub klęski wynika, że Presteign poprawiłby swoją pozycje. Nie ulega wątpliwości, iż nosi się on z zamiarem prowadzenia negocjacji w sprawie sprzedaży substancji PirE nieprzyjacielowi, w zamian za… korzyści osobiste.

— Czy nic już cię nie wzrusza? — spytał Dagenham Presteigna. W jego głosie brzmiała pogarda. — Czy niczym już nie można cię dotknąć? Jesteś samą własnością, niczym więcej? Odejdź, Jiz! To wszystko na nic.

Do Komnaty Gwiaździstej wjauntowała się ponownie Jisbella.

— Nadszedł meldunek od Brygady Komandosów — powiedziała. — Wiemy już co się stało z Foylem.

— No, co?

— Wpadł w ręce Presteigna.

— Co?! — Dagenham z Yáng-Yeovilem zerwali się z miejsc.

— Odleciał z Marsa prywatnym jachtem, został zestrzelony i widziano, jak zabiera go na pokład SS „Vorga” Presteigna.

— Niech cię diabli, Presteignie — warknął Dagenham. — To dlatego byłeś…

— Zostaw go — rzucił Yáng-Yeovil. — Dla niego to też nowina. Popatrz tylko na niego.

Przystojna twarz Presteigna przybrała barwę popiołu. Próbował podnieść się z krzesła i opadł na nie z powrotem.

— Olivia… — wyszeptał. — Z nim… Z tym mętem…

— Presteignie?

— Moja córka, panowie… od pewnego czasu zaangażowana jest w… pewnego rodzaju działalność. To wada rodzinna. Krew i… Starałem się przymykać na to oczy… Utwierdziłem się niemal w przekonaniu, iż się mylę. Ale… Foyle! Ten lump! Ta gnida! Trzeba go zniszczyć! — głos Presteigna osiągnął zatrważająco wysoką nutę, głowa opadła mu do tyłu, jak wisielcowi, a ciałem zaczęły wstrząsać gwałtowne drgawki.

— Co ci…?

— To epilepsja — powiedział Yáng-Yeovil. Ściągnął Presteigna z krzesła na podłogę. — Łyżeczkę, Miss McQueen. Szybko! — Podważył Presteignowi zęby i wsunął miedzy nie łyżeczkę, zabezpieczając w ten sposób język przed odgryzieniem. Atak skończył się tak samo nagle, jak się zaczął. Drgawki ustały. Presteign otworzył oczy.

— „Petit mal” — mruknął Yáng-Yeovil, wyciągając łyżeczkę z ust Presteigna. — Ale będzie przez chwile oszołomiony.

Wtem Presteign zaczął mówić niskim, monotonnym głosem:

— PirE jest stopem piroforycznym. Pirofor to metal, który uderzony lub zadrapany emituje iskry. PirE emituje energie i dlatego do przedrostka Pir dodano literę E — symbol energii. PirE jest roztworem izotopów transplutonowców w stanie starym i wyzwala energie termojądrową, której wielkość porównać można z energią wytwarzaną podczas wybuchu gwiazdy. Jego odkrywca był zdania, że wyprodukował ekwiwalent pierwotnej protomaterii, z eksplozji której powstał Wszechświat.

— Mój Boże! — krzyknęła Jisbella.

Dagenham uciszył ją ruchem ręki i pochylił się nad Presteignem.

— W jaki sposób jest on sprowadzany do masy krytycznej, Presteignie? Jak jest wyzwalana ta energia?

— Tak samo, jak z chwilą ruszenia zegara Wszechświata, uwolniona została pierwotna energia — odparł monotonnym głosem Presteign. — Za sprawą Woli i Idei.

— Dochodzę do przekonania, że on jest Chrześcijaninem Piwnicznym — mruknął Dagenham do Yáng-Yeovila. Podniósł głos. — Może nam to bliżej wyjaśnisz, Presteignie.

— Za sprawą Woli i Idei — powtórzył Presteign. — PirE można detonować tylko przez psychokinezę. Jego energię wyzwolić można jedynie myślą. Trzeba chcieć, żeby eksplodował i przekazać ten rozkaz myślą bezpośrednio do niego. To jedyny sposób.

— I nie ma żadnego klucza? Żadnej formuły?

— Nie. Potrzebne są tylko Wola i Idea — błyszczące oczy zamknęły się.

— Słodki Boże! — Dagenham otarł czoło z potu. — Czy to powstrzyma Satelity Zewnętrzne przed dalszymi atakami, Yeovil?

— To powstrzyma przed atakami nas wszystkich.

— To prosta droga do piekła — odezwała się Jisbella.

— A więc odnajdźmy to i usuńmy z drogi. To moje zdanie, Yeovil. Foyle już majstrował przy tym diabelstwie w swoim laboratorium u św. Patryka, starając się dokonać jego analizy.

— Powiedziałam ci to w największej tajemnicy — wybuchnęła Jisbella.

— Przepraszam cię, kochana. Nie pora teraz na dyskrecję i przyzwoitość. Słuchaj, Yeovil, musiały pozostać jakieś okruchy tego świństwa… rozsypane tu i tam… jak kurz. W roztworach, w osadach. Musimy zdetonować te pozostałości i wydmuchać całe to diabelstwo z cyrku Foyla.

— Dlaczego?

— Żeby zaczął działać w pośpiechu. Przeważającą cześć PirE musiał gdzieś dobrze ukryć. Uda się tam, żeby ją uratować.

— A co będzie, jeśli ona również wybuchnie?

— Nie wybuchnie. Nie może wybuchnąć, ponieważ jest zamknięta w sejfie z Obojętnego Izomeru Ołowiu.

— Może nie wszystko jest zamknięte w sejfie.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)