Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 62
Перейти на страницу:

— Jiz mówi, że jest… przynajmniej tak twierdził Foyle.

— Nie mieszaj mnie do tego — powiedziała Jisbella.

— Tak czy inaczej, musimy ryzykować.

— Ryzykować! — wykrzyknął Yáng-Yeovil. — Igrać z wybuchem gwiazdy? Zmienisz Układ Słoneczny w zarzewie kolejnej novej.

— A co nam pozostało? Wskaż inny sposób… i to też będzie sposób grożący zagładą. Czy mamy jakikolwiek wybór?

— Możemy zaczekać — wtrąciła Jisbella.

— Na co? Aż Foyle, majsterkując, sam wysadzi nas wszystkich w powietrze?

— Możemy go ostrzec.

— Nie wiemy, gdzie jest.

— Możemy go odszukać.

— Ile czasu to zajmie? Czy to też nie będzie ryzyko? A co, jeśli to świństwo leży porozsypywane po różnych kątach i tylko czeka, aż ktoś przemyśli je w energię? Załóżmy, że jakiś szaber-jauntowiec włamuje się do miejsca, w którym jest ukryte i szukając kosztowności rozpruwa sejf? A wtedy mielibyśmy już nie tylko pył czekający na przypadkową myśl, ale całe dwadzieścia funtów.

Jisbella pobladła. Dagenham zwrócił się do agenta Wywiadu.

— Decyduj, Yeovil. Robimy tak, jak proponuję, czy czekamy?

Yáng-Yeovil westchnął ciężko.

— Tego się obawiałem — powiedział. — Niech diabli porwą wszystkich naukowców. Będę zmuszony podjąć swą decyzję w oparciu o fakty, których nie znasz, Dagenham. Tą sprawą zajmują się również Satelity Zewnętrzne. Mamy powody, aby przypuszczać, że ich agenci szukają Foyla nie przebierając w środkach. Jeżeli będziemy zwlekać, mogą dopaść go przed nami. Prawdę mówiąc, już mogą go mieć.

— Jaka jest więc twoja decyzja?

— Detonować. Być może zmusimy tym Foyla do działania w pośpiechu.

— Nie! — krzyknęła Jisbella.

— Jak? — spytał Dagenham, ignorując dziewczynę całkowicie.

— Mam odpowiednią osobę do tej roboty. To półtelepatka nazwiskiem Robin Wednesbury.

— Kiedy?

— Natychmiast. Ewakuujemy całą okolicę. Komunikat nadamy na wszystkich kanałach w dzienniku telewizyjnym. Jeśli Foyle przebywa gdzieś na Planetach Wewnętrznych, usłyszy o tym.

— Nie o tym — powiedziała z rozpaczą w głosie Jisbella. — On usłyszy TO. To będzie ostatnia rzecz, jaką każde z nas usłyszy.

— Wola i Idea — szepnął Presteign.

* * *

Jak zawsze, po powrocie z burzliwej rozprawy w leningradzkim sądzie cywilnym, Regis Sheffield był z siebie zadowolony jak zarozumiały bokser zawodowy, który wygrał właśnie trudną walkę. Po drodze zatrzymał się w Berlinie, gdzie wypił drinka i porozmawiał trochę o wojnie, drugiego drinka wychylił w prawniczej spelunce na Quai D’Orsay, gdzie również prowadził dyskusję o wojnie, a trzecią, podobną sesję odbył w Skin and Bońes, naprzeciwko Tempie Bar. Kiedy dotarł wreszcie do swojego nowojorskiego biura, był już nieźle wstawiony.

Osobista sekretarka z pełną garścią mnemopaciorków przywitała go, gdy wielkimi krokami przemierzał gwarne korytarze i biura zewnętrzne…

— Zakasowałem Djargo-Danczenkę — oznajmił tryumfalnie Sheffield. — Wyrok i pełne odszkodowanie. Stary DD był zły jak diabli. Prowadzę z nim teraz 11:5. — Wziął mnemopaciorka, pożonglował nimi trochę i zaczął je rozrzucać po całym biurze, celując do najmniej oczekiwanych naczyń, włączając w to rozdziawione usta zagapionego urzędnika.

— Naprawdę, panie Sheffield?! Czy pan pił?

— Fajrant na dzisiaj. Wieści z wojny są zbyt ponure. Muszę coś ze sobą zrobić, żeby pozostać w dobrym nastroju. Co by pani powiedziała, gdybyśmy tak poszumieli na ulicy?

— Ależ panie Sheffield!

— Czy czeka na mnie coś, co nie może poczekać jeszcze jeden dzień?

— Jakiś gentleman jest w pańskim biurze.

— Wpuściła go pani tak daleko? — Sheffield sprawiał wrażenie przejętego. — Kim on jest? Bogiem, czy jak?

— Nie podał swojego nazwiska. Wręczył mi tylko to.

Sekretarka wręczyła Sheffieldowi zapieczętowaną kopertę. Widniał na niej napis PILNE. Sheffield rozerwał ją. Jego otępiała twarz pofałdowała się z ciekawości. Wybałuszył oczy. W kopercie znajdowały się dwa banknoty po 50 000 kredytek każdy. Sheffield odwrócił się bez słowa i wpadł jak bomba do swego prywatnego biura. Foyle podniósł się z krzesła.

— One są autentyczne — wykrzyknął Sheffield.

— O ile mi wiadomo, to tak.

— Dokładnie dwadzieścia sztuk takich banknotów wydrukowano w zeszłym roku. Wszystkie złożono do depozytu w skarbcach ziemskich. Jakim cudem wszedł pan w posiadanie tych dwóch?

— Przekupiłem kogo trzeba.

— Po co one panu?

— Pomyślałem sobie wtedy, że wygodnie będzie mieć je do dyspozycji.

— Do jakiej dyspozycji? Na następne łapówki?

— Jeżeli honorarium prawnika można nazwać łapówką…

— Sam ustalam wysokość moich honorariów — powiedział Sheffield wciskając banknoty z powrotem Foylowi. — Możesz je pan znowu wyciągnąć, jeśli zdecyduję się wziąć pańską sprawę i jeżeli zdecyduję, że jestem ich wart. Jakie masz pan kłopoty?

— Natury kryminalnej.

— Nie wchodź pan jeszcze zbytnio w szczegóły. No więc…?

— Chcę się oddać w ręce sprawiedliwości.

— Znaczy się policji?

— Tak.

— Za jaką zbrodnię?

— Za zbrodnie.

— Wymień pan dwie.

— Rabunek i gwałt.

— Wymień pan jeszcze dwie.

— Szantaż i morderstwo.

— Są jeszcze jakieś inne pozycje?

— Zdrada i ludobójstwo.

— Czy to wyczerpuje pański katalog?

— Myślę, że tak. Kiedy dojdziemy do szczegółów, uda się może wyłowić jeszcze parę.

— Napracowałeś się pan, co? Albo jesteś pan Królem Łajdaków, albo szaleńcem.

— Jestem i jednym, i drugim, panie Sheffield.

— Dlaczego chce się pan ujawnić?

— Opamiętałem się — odparł cierpko Foyle.

— Coś mi się nie wydaje. Kryminalista nigdy się nie podda, dopóki jest na fali. Po panu widzę, że jesteś pan na fali. Co jest więc przyczyną tej decyzji?

— Najcholerniejsza rzecz, jaka może przytrafić się człowiekowi. Zapadłem na rzadką chorobę, która zwie się sumieniem.

Sheffield parsknął.

— Tak, to często może się fatalnie skończyć.

— To już się fatalnie skończyło. Nagle zdałem sobie sprawę, że postępowałem jak zwierzę.

— I teraz chce się pan oczyścić?

— Nie, to nie takie proste — powiedział ponuro Foyle. — Dlatego właśnie przyszedłem do pana… na poważną operację. Człowiek, który zapaskudził społeczeństwu morfologię, jest rakiem. Człowiek, który stawia swoje prywatne sprawy ponad interesy społeczeństwa, jest kryminalistą. Ale istnieją jeszcze reakcje łańcuchowe. Oczyszczenie z winy tutaj nie wystarcza. Trzeba to wszystko naprawić. Proszę Boga, żeby dało się wszystko wyleczyć przez wysłanie mnie z powrotem do Gouffre Martel lub rozstrzelanie.

— Z powrotem? — przerwał mu ostro Sheffield.

— Mam się wdawać w szczegóły?

— Jeszcze nie. Proszę mówić dalej. Perorujesz pan tak, jakby narastały w panu skrupuły natury etycznej.

— Tak właśnie jest. — Foyle przechadzał się wzburzony po gabinecie mnąc nerwowo banknoty w palcach. — To jest jedna, cholerna bryndza, Sheffield. Jest pewna dziewczyna, która musi zapłacić za wstrętną, ohydną zbrodnie. Fakt, że ją kocham… Nie, mniejsza z tym. Ona ma raka, którego trzeba wyciąć… tak samo jak mnie. To by znaczyło, że do mojego katalogu będę musiał dodać donosicielstwo. Fakt, że jednocześnie sam się ujawniam, nie robi to żadnej różnicy.

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)