Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]
Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]

Электронная книга - «Gwiazdy — moje przeznaczenie [The Stars My Destination - pl]». Краткое содержание книги:

Niezbyt odległa przyszłość, człowiek opanował układ słoneczny, posiadł też umiejętność teleportowania się z miejsca na miejsce, o ile zna koordynaty miejsca docelowego. Teleportować można się w obrębie planety, nikomu jednak nie udał się skok przez kosmiczną pustkę.
Ta umiejętność odmieniła cały świat, ale nie odmieniła samego człowieka. Jego postępowaniem kierują wciąż te same namiętności — a Gwiazdy, moje przeznaczenie są jedną z najlepszych książek o zemście.
Niejaki Foyle jest zwykłym pracownikiem na statku kosmicznym, ani inteligentnym, ani ambitnym, szary człowiek jakich wiele. Do czasu, gdy wrak rozbitego statku, na którym z determinacją walczy o życie jedyny rozbitek — Foyle właśnie — zostaje obojętnie ominięty przez inny statek. Foyle wpada we wściekłość i poprzysięga zemstę ludziom, którzy nie chcieli uratować rozbitka.
Od tej chwili akcja nabiera nieprawdopodobnego tempa. Samotny mściciel w dążeniu do zemsty staje się nadczłowiekiem, zdolnym do nieprawdopodobnych czynów.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 62
Перейти на страницу:

— Z kim?

— „Z kapitanem. Sklo… Skpo…” - dziecko jąkało się, lamentując coraz głośniej. — „Idź sobie. Jesteś zły. Zło jest w twojej głowie i płonący ludzie i…”

— Chodź no tu, Sigurd.

— „Nie pójdę. NIANIU! NIA-NIUUU!”

— Stul dziób, gówniarzu!

Foyle porwał z ziemi siedemdziesięcioletnie dziecko i potrząsnął nim w powietrzu.

— To będzie dla ciebie nowe doświadczenie, Sigurd. Po raz pierwszy w swoim życiu dostaniesz w skórę.

Podstarzałe dziecko odczytało go i zawyło.

— Zamknij się! Idziemy na wycieczkę do Kolonii Skopców. Musisz być grzeczny i robić, co ci każę. Potem odstawię cię bezpiecznie do domu i dam lizaka, czy czym cię tam, u diabła, przekupują. A jak nie będziesz grzeczny, to stłukę cię na kwaśne jabłko.

— „Nie, nie zrobisz tego… Nie zrobisz tego. Jestem Sigurd Magsman. Jestem Sigurd telepata. Nie odważysz się.”

— A ja jestem Gully Foyle, synku. Wróg Publiczny Numer Jeden Układu Słonecznego. Jestem o krok od zakończenia całorocznego polowania… ryzykuję własną głową, bo muszę wyrównać rachunki z sukinsynem, który… Jestem Gully Foyle, synku i nie ma takiej rzeczy, na którą bym się nie ważył.

Telepata zaczął nadawać przerażenie z takim natężeniem że w całym Mars St. Michele rozdźwięczały się dzwonki alarmowe. Foyle przycisnął do piersi stare dziecko, przyspieszył i wyniósł je z twierdzy, po czym jauntował się.

* * *

PILNE. SIGURD MAGSMAN UPROWADZONY PRZEZ CZŁOWIEKA ZIDENTYFIKOWANEGO TYMCZASOWO JAKO GULLIVER FOYLE, ALIAS FOURMYLE Z CERES, WRÓG PUBLICZNY NUMER JEDEN UKŁADU SŁONECZNEGO. PRAWDOPODOBNE MIEJSCE PRZEZNACZENIA USTALONO. ZAALARMOWAĆ BRYGADĘ KOMANDOSÓW. POWIADOMIĆ CENTRALĘ WYWIADOWCZĄ. PILNE!

* * *

Starożytna sekta Skopców z Białej Rusi, wierząc, iż korzeniem wszelkiego zła jest seks, praktykowała ohydną samokastrację celem wykarczowania tego korzenia. Nowocześni Skopcy, wierząc, iż korzeniem wszelkiego zła pozostają zmysły, praktykowali jeszcze bardziej barbarzyński zwyczaj. Wstępując do Kolonii Skopców i płacąc za ten przywilej fortunę, nowicjusze poddawali się radośnie operacji, w trakcie której odłączano im układ zmysłów postrzegania i dożywali swych dni pozbawieni zmysłów wzroku, słuchu, węchu, smaku, dotyku oraz mowy.

Kiedy nowicjusz po raz pierwszy wkraczał do monastyru, pokazywano mu elegancką, wyłożoną kością słoniową cele, w której, jak mu dawano do zrozumienia, spędzi troskliwie pielęgnowany resztę życia w skupionej kontemplacji. W rzeczywistości, pozbawione zmysłów stworzenia pakowano do katakumb, gdzie siedziały na nieociosanych, kamiennych płytach i były karmione oraz oporządzane raz dziennie. Przez dwadzieścia trzy z dwudziestu czterech godzin każdej doby, nieszczęśnicy ci wegetowali samotnie w ciemnościach, nie pielęgnowani, nie strzeżeni i przez nikogo nie kochani.

— Żywe trupy — mruknął Foyle. Wyłączył przyspieszenie, postawił Sigurda Magsmana na ziemi i zapalił reflektorki siatkówkowe w swych oczach, próbując nimi przebić mrok. Na powierzchni była północ. Pod ziemią, w katakumbach, północ panowała wiecznie. Sigurd Magsman nadawał przerażenie i udrękę z takim telepatycznym rykiem, że Foyle zmuszony był znowu potrząsnąć dzieciakiem.

— Zamknij się! — szepnął. — Nie wolno ci obudzić tych trupów. Znajdź mi teraz Lindseya Joyce’a.

— „Oni są chorzy… wszyscy chorzy… jakby mieli w głowach robaki i chorobę i…”

— Chryste, sam to wiem. No, skończ już z tym. Będzie jeszcze gorzej.

Szli krętym labiryntem korytarzy katakumb. Ze ścian, od podłogi po sklepienie, sterczały półki. Skopcy, biali jak ślimaki, niemi jak trupy, nieruchomi jak Buddowie, wypełniali groty odorem żywych umarłych. Telepatyczne dziecko płakało i wrzeszczało. Foyle ani na chwile nie poluźnił bezlitosnego chwytu jakim przyciskał je do siebie, ani na chwile nie ustawał w tropieniu.

— Johnson, Wright, Keeley, Graff, Nastro, Underwood… Boże, są tu ich tysiące. — Foyle odczytywał brązowe tabliczki identyfikacyjne przymocowane do każdej płyty-półki. — Skup się, Sigurd. Znajdź mi Lindseya Joyce’a. Nie będziemy ich przecież odczytywać nazwisko po nazwisku. Regal, Cone, Brady, Vincent… Co u…?

Foyle odskoczył do tyłu. Jedna z kościstobiałych postaci przykuła jego wzrok. Kołysała się i wiła; jej twarz wykrzywiała się w dziwnych grymasach. Foyle rozejrzał się Wszystkie białe ślimaki kręciły się i wiły na swych półkach. Nieprzerwany, telepatyczny przekaz udręki i przerażenia nadawany przez Sigurda Magsmana dosięgnął ich mózgów i sprawiał im tortury.

— Zamknij się — warknął Foyle. — Przestań. Wyjdziemy stąd jak znajdziesz Lindseya Joyce’a. Skoncentruj się i odszukaj go.

— „Tam”- chlipnął Sigurd. — „Tam, przed nami. Na dole. Siedem, osiem, dziewiąta półka od dołu. Ja chce do domu. Jestem chory. Ja…”

Foyle na łeb na szyję pognał katakumbami ciągnąc za sobą Sigurda Magsmana i odczytując po drodze tabliczki identyfikacyjne, dopóki nie natrafił na tę, która głosiła:

„LINDSEY JOYCE. BOUGAINVILLE. VENUS”

To był jego wróg, sprawca jego moralnej śmierci i śmierci sześciuset ludzi z Callisto. To był wróg, w stosunku do którego snuł swe plany zemsty i którego tropił przez wiele miesięcy. To był wróg, któremu przygotowywał cierpienia w luksusowej kabinie z lewej burty swego jachtu. To była „Vorga”. Była kobietą.

Foyle stanął jak rażony piorunem. W owych czasach, czasach podwójnego kryterium, kiedy to kobiety trzymano w odosobnieniu, krążyło wiele pogłosek o przypadkach podawania się kobiet za mężczyzn, celem dostania się do zamkniętego dla ich płci świata, nigdy jednak nie słyszał o kobiecie, która by służyła w marynarce handlowej… maskowała się przez całą, długą drogę do najwyższej rangi oficerskiej.

— To? — wykrzyknął wreszcie rozwścieczony. — To jest Lindsey Joyce? Lindsey Joyce z „Vorgi”? Spytaj ją.

— „Nie wiem co to jest „Vorga.”

— Spytaj ją.

— „Ale ja nie… Ona była… Ona lubiła rozkazywać.”

— Czy była kapitanem?

— „Nie podoba mi się to, co w niej jest. Wszystko tam jest chore i ponure. To boli. Ja chcę do domu.”

— Spytaj ją. Spytaj, czy była kapitanem „Vorgi”.

— „Tak, była. Proszę cię, proszę, proszę, nie każ mi już w nią wchodzić. Tam jest źle i boli. Nie lubię jej.”

— Powiedz jej, że jestem człowiekiem, którego nie zabrała na pokład 16 sierpnia 2436 roku. Powiedz jej, że zabrało mi to dużo czasu, ale w końcu przyszedłem, żeby wyrównać rachunki. Powiedz jej, że zamierzam się zemścić.

— „N… nie rozumiem. Nie rozumiem.”

— Powiedz jej, że ją zabiję. Umrze powoli i w męczarniach. Powiedz, że na jachcie mam kabinę urządzoną tak samo, jak mój schowek na pokładzie „Nomada”, w którym gniłem przez sześć miesięcy… w którym zostawiono mnie z jej rozkazu, żebym umarł. Powiedz jej, że będzie gnić i umierać tak jak ja. Powiedz jej! — Foyle potrząsnął ze złością zasuszonym dzieciakiem. — Zrobię tak, żeby to poczuła. Nie ucieknie przed tym, chociaż została Skopcem. Powiedz jej, że ją zarżnę. Czytaj mnie i mów jej wszystko!

— „Ona… O… oona nie wydała tego rozkazu.”

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)