Gazeta Lokalna
- Автор: Lapid Shulamit
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:
To wzruszające przemówienie wygłosił w obecności policjantów Koresza i Karnafula oraz prokurator Edny Schulz, znanej jako „Straszna Schulz”. Teczka ze sprawą Hornsztyka została przekazana w jej ręce. Koresz i Karnaful przysięgli, że bez zgody pani prokurator nie wykonają najmniejszego ruchu.
Już następnego dnia Salwador Tut udał się do Jerozolimy ze wszystkimi dostępnymi materiałami: raportem ze śledztwa w sprawie morderstwa, szczegółowym sprawozdaniem o interesach Aleksandry Hornsztyk, rozmaitymi rachunkami, opisem kłopotów w Sade Oznai, zeznaniami Idona Gabrielowa i Archimedesa Lewiego, notatką na temat znajomości denatki z Jackiem Danzigiem i Bruchimem, raportem o kradzieży kaset i relacją o stosunkach Aleksandry z mężem, nie pomijającą afery z zatrutym winem, i wieloma innymi informacjami.
„Straszna Schulz” przeczytała wszystkie te materiały. Wieczorem Salwador Tut wrócił do Beer Szewy z pozwoleniem na zbieranie informacji i śledzenie poczynań sędziego Pinchasa Hornsztyka. Nie wiedzieli wówczas, że kiedy Tut był jeszcze w drodze z Jerozolimy na Południe, pani prokurator zadzwoniła do Taany Berger i opowiedziała jej o podejrzeniach. Schulz była koleżanką Taany (która nazywała ją zdrobniale Fajgą) jeszcze z czasów studiów. Wiedziała, że jest uczciwa i praworządna do granic śmieszności. Polegała na jej intuicji. Policja mimo wszystko jest tylko policją, tak samo jak doradca rządowy jest tylko doradcą rządowym. Tu zaś chodzi o sprawę wymagającą wiele delikatności i inteligencji, czyli dokładnie tych cech, które zawsze przypisywała Taanie. Krótko mówiąc, pani prokurator potrzebowała jej cichej pomocy w tych ciężkich chwilach.
Tak więc Taana Berger wiedziała, że policja Beer Szewy uwzględnia możliwość, że to sędzia okręgowy zabił swoją żonę, i w największej tajemnicy prowadzi w tej sprawie śledztwo. Nic więcej nie chciała wiedzieć. Ze zdwojoną uwagą studiowała teczki leżące na jej biurku i unikała kolegi z pokoju. Kiedy Lizzi, mijając ją na korytarzu sądu, zapytała o czeki, sędzina zrozumiała, że coś wisi w powietrzu. Hornsztyk nic nie wiedział o toczącym się śledztwie. Dziennikarka stanowiła zagrożenie. Jeżeli zabił żonę, z pewnością nie zawaha się przed zabiciem dziennikarki.
– Nawet jeżeli była to możliwość jedna na sto, nie chciała cię narażać. Postanowiła wrócić do pokoju chociaż na chwilę, aby Hornsztyk wiedział, że widziała go w twoim towarzystwie. Kiedy doszła do drzwi, usłyszała odgłos klucza przekręcanego w zamku. Zawróciła więc i w drodze na salę sądową powiedziała stażystce, żeby jak najszybciej wezwała policję do biura Hornsztyka.
Pani prokurator miała rację, że sędzinę Berger cechuje niezwykła intuicja. Na myśl o tym Lizzi aż zadrżała.
– Wyglądała groźnie – rzekła.
– Silni ludzie są groźni – potwierdził Benci. – Co z tą kawą?! – krzyknął w stronę kuchni.
Krzyk Benciego przyspieszył to, co od pewnego czasu działo się w głowie Lizzi. Zamknęła oczy i dała się unieść strumieniowi lawy, który porwał ją ze sobą, bezskutecznie szukającą punktu zaczepienia.
Rozdział 38
Kiedy się przebudziła, w pokoju panowała ciemność. W kuchni paliło się światło, szurały krzesła, słychać było stłumione głosy.
Po chwili Benci i Ilan zajrzeli do niej z wąskiego korytarza łączącego kuchnię z sypialnią. Pojawiła się też matka ze szczotką w ręku. Lizzi nigdy jeszcze nie widziała jej z pustymi rękami. Z pewnością wykorzystała swój pobyt u mnie, żeby wysprzątać szafki w kuchni – pomyślała.
– Która godzina? – zapytała i szybko dodała: – Mówcie po cichu.
– Piąta.
– Rano czy po południu?
– Po południu. Spałaś sześć godzin. Zapalić ci światło?
– Tak.
– Lepiej się czujesz?
Spróbowała poruszyć głową. Wulkan się uciszył i nawet mdłości nieco ustąpiły.
– Wydaje mi się, że tak.
– Jesteś głodna, Lizzi? – spytała matka.
– Tak.
– Lizzi, musimy już iść – powiedział Ilan. – Narada rodzinna.
Uśmiechnął się i Lizzi znów pomyślała, jakim cudem Georgette mogła woleć Benciego. Kiedy Ilan się uśmiechał, jego twarz przybierała niewinny wyraz, który podbijał wszystkie serca.
– Idźcie, idźcie – powiedziała matka.
– W jakiej sprawie macie naradę?
– Spółdzielnia zaproponowała, żebyśmy wykupili na własność nasze mieszkania. Myślę, że stać nas na to. Warunki są w miarę dogodne.
– Och! – zawołała Lizzi.
– Co się stało?
– O mało nie zapomniałam! Benci, nie zabij mnie. Dahan i Szibolet, nasza sekretarka, zapisują w specjalnym zeszycie wszystkie zamówione ogłoszenia. Jest tam też ogłoszenie Aleksandry Hornsztyk o sprzedaży domu w Omerze, sześć pokoi i basen. Ukazało się tylko raz. Jakiś mężczyzna zadzwonił i polecił je zdjąć. Porozmawiaj o tym z Dahanem.
– Gdzie jest ten zeszyt?
– Dahan obiecał mi, że zaniesie go do sejfu w swoim banku.
– Jesteś bystrzejsza, niż na to wyglądasz, Lizzi.
– Ty też, Benci.
– Jeśli cię wyrzucą z gazety, przyjdź do nas.
– Jeśli cię wyrzucą z policji, przyjdź do nas.
– Ona wyzdrowiała.
Kiedy Benci i Ilan poszli, mama przyniosła Lizzi tacę zjedzeniem i postawiła ją na łóżku.
– Dlaczego mieliby wyrzucić cię z gazety? – zapytała urażonym tonem. – Napisali, że jesteś bohaterką.
– Kto tak napisał?
Matka podeszła do toaletki i podała Lizzi wczorajszy numer „Czasu”. Na pierwszej stronie widniała jej fotografia, a wyżej wydrukowane słowa: MIEJSCOWA BOHATERKA. Pod nimi było napisane: „Sędzia zaatakował dziennikarkę”. Autor: Doron Cement. Więcej nie przeczytała. Mimo protestów matki usiadła na łóżku, wzięła telefon i wykręciła numer redakcji w Tel Awiwie. Arielego nie było w biurze. Kiedy zadzwoniła do domu, dziecięcy głos powiedział, że tata jest na obiedzie u ambasadora Szwecji, i spytał, czy można coś przekazać. Lizzi miała ogromną ochotę coś przekazać. „Mówi Lizzi Badihi, a ty jesteś świnią, Gedalio Arieli”. Zmieniła jednak zdanie, bo w końcu co dziecko jest winne. Rzuciła słuchawkę i zadzwoniła do Dahana. Był zachwycony, słysząc głos Lizzi, i dał temu wyraz w okrzykach, które o mało nie rozsadziły jej czaszki.
– Cement został? – zapytała.
Dahan nawet nie usłyszał pytania, pochłonięty zachwytami nad odwagą Lizzi. Co nas w ogóle obchodzi jakiś Cement w tej wielkiej chwili?
– Lizzi, jesteśmy najlepsi! – krzyknął jej do ucha. – Nawet „Dziennik Południa” musiał przełknąć żabę i napisać o twoim bohaterskim wyczynie. Beni Adulam poświęcił ci całą stronę.
– Czy Cement został? – zapytała znowu Lizzi.
– Zostanie, dopóki nie wyzdrowiejesz.
– Kto tak powiedział?
– Arieli. I dostałaś premię, Lizzi. Pół pensji.
– Jesteś pewien, że Cement wróci do Tel Awiwu, jak wyzdrowieję?
– Tak. Pytałem go o adres, telefon i tym podobne, a on powiedział, że nie zostaje.