Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52
Перейти на страницу:

To wzruszające przemówienie wygłosił w obecności policjantów Koresza i Karnafula oraz prokurator Edny Schulz, znanej jako „Straszna Schulz”. Teczka ze sprawą Hornsztyka została przekazana w jej ręce. Koresz i Karnaful przysięgli, że bez zgody pani prokurator nie wykonają najmniejszego ruchu.

Już następnego dnia Salwador Tut udał się do Jerozolimy ze wszystkimi dostępnymi materiałami: raportem ze śledztwa w sprawie morderstwa, szczegółowym sprawozdaniem o interesach Aleksandry Hornsztyk, rozmaitymi rachunkami, opisem kłopotów w Sade Oznai, zeznaniami Idona Gabrielowa i Archimedesa Lewiego, notatką na temat znajomości denatki z Jackiem Danzigiem i Bruchimem, raportem o kradzieży kaset i relacją o stosunkach Aleksandry z mężem, nie pomijającą afery z zatrutym winem, i wieloma innymi informacjami.

„Straszna Schulz” przeczytała wszystkie te materiały. Wieczorem Salwador Tut wrócił do Beer Szewy z pozwoleniem na zbieranie informacji i śledzenie poczynań sędziego Pinchasa Hornsztyka. Nie wiedzieli wówczas, że kiedy Tut był jeszcze w drodze z Jerozolimy na Południe, pani prokurator zadzwoniła do Taany Berger i opowiedziała jej o podejrzeniach. Schulz była koleżanką Taany (która nazywała ją zdrobniale Fajgą) jeszcze z czasów studiów. Wiedziała, że jest uczciwa i praworządna do granic śmieszności. Polegała na jej intuicji. Policja mimo wszystko jest tylko policją, tak samo jak doradca rządowy jest tylko doradcą rządowym. Tu zaś chodzi o sprawę wymagającą wiele delikatności i inteligencji, czyli dokładnie tych cech, które zawsze przypisywała Taanie. Krótko mówiąc, pani prokurator potrzebowała jej cichej pomocy w tych ciężkich chwilach.

Tak więc Taana Berger wiedziała, że policja Beer Szewy uwzględnia możliwość, że to sędzia okręgowy zabił swoją żonę, i w największej tajemnicy prowadzi w tej sprawie śledztwo. Nic więcej nie chciała wiedzieć. Ze zdwojoną uwagą studiowała teczki leżące na jej biurku i unikała kolegi z pokoju. Kiedy Lizzi, mijając ją na korytarzu sądu, zapytała o czeki, sędzina zrozumiała, że coś wisi w powietrzu. Hornsztyk nic nie wiedział o toczącym się śledztwie. Dziennikarka stanowiła zagrożenie. Jeżeli zabił żonę, z pewnością nie zawaha się przed zabiciem dziennikarki.

– Nawet jeżeli była to możliwość jedna na sto, nie chciała cię narażać. Postanowiła wrócić do pokoju chociaż na chwilę, aby Hornsztyk wiedział, że widziała go w twoim towarzystwie. Kiedy doszła do drzwi, usłyszała odgłos klucza przekręcanego w zamku. Zawróciła więc i w drodze na salę sądową powiedziała stażystce, żeby jak najszybciej wezwała policję do biura Hornsztyka.

Pani prokurator miała rację, że sędzinę Berger cechuje niezwykła intuicja. Na myśl o tym Lizzi aż zadrżała.

– Wyglądała groźnie – rzekła.

– Silni ludzie są groźni – potwierdził Benci. – Co z tą kawą?! – krzyknął w stronę kuchni.

Krzyk Benciego przyspieszył to, co od pewnego czasu działo się w głowie Lizzi. Zamknęła oczy i dała się unieść strumieniowi lawy, który porwał ją ze sobą, bezskutecznie szukającą punktu zaczepienia.

Rozdział 38

Kiedy się przebudziła, w pokoju panowała ciemność. W kuchni paliło się światło, szurały krzesła, słychać było stłumione głosy.

Po chwili Benci i Ilan zajrzeli do niej z wąskiego korytarza łączącego kuchnię z sypialnią. Pojawiła się też matka ze szczotką w ręku. Lizzi nigdy jeszcze nie widziała jej z pustymi rękami. Z pewnością wykorzystała swój pobyt u mnie, żeby wysprzątać szafki w kuchni – pomyślała.

– Która godzina? – zapytała i szybko dodała: – Mówcie po cichu.

– Piąta.

– Rano czy po południu?

– Po południu. Spałaś sześć godzin. Zapalić ci światło?

– Tak.

– Lepiej się czujesz?

Spróbowała poruszyć głową. Wulkan się uciszył i nawet mdłości nieco ustąpiły.

– Wydaje mi się, że tak.

– Jesteś głodna, Lizzi? – spytała matka.

– Tak.

– Lizzi, musimy już iść – powiedział Ilan. – Narada rodzinna.

Uśmiechnął się i Lizzi znów pomyślała, jakim cudem Georgette mogła woleć Benciego. Kiedy Ilan się uśmiechał, jego twarz przybierała niewinny wyraz, który podbijał wszystkie serca.

– Idźcie, idźcie – powiedziała matka.

– W jakiej sprawie macie naradę?

– Spółdzielnia zaproponowała, żebyśmy wykupili na własność nasze mieszkania. Myślę, że stać nas na to. Warunki są w miarę dogodne.

– Och! – zawołała Lizzi.

– Co się stało?

– O mało nie zapomniałam! Benci, nie zabij mnie. Dahan i Szibolet, nasza sekretarka, zapisują w specjalnym zeszycie wszystkie zamówione ogłoszenia. Jest tam też ogłoszenie Aleksandry Hornsztyk o sprzedaży domu w Omerze, sześć pokoi i basen. Ukazało się tylko raz. Jakiś mężczyzna zadzwonił i polecił je zdjąć. Porozmawiaj o tym z Dahanem.

– Gdzie jest ten zeszyt?

– Dahan obiecał mi, że zaniesie go do sejfu w swoim banku.

– Jesteś bystrzejsza, niż na to wyglądasz, Lizzi.

– Ty też, Benci.

– Jeśli cię wyrzucą z gazety, przyjdź do nas.

– Jeśli cię wyrzucą z policji, przyjdź do nas.

– Ona wyzdrowiała.

Kiedy Benci i Ilan poszli, mama przyniosła Lizzi tacę zjedzeniem i postawiła ją na łóżku.

– Dlaczego mieliby wyrzucić cię z gazety? – zapytała urażonym tonem. – Napisali, że jesteś bohaterką.

– Kto tak napisał?

Matka podeszła do toaletki i podała Lizzi wczorajszy numer „Czasu”. Na pierwszej stronie widniała jej fotografia, a wyżej wydrukowane słowa: MIEJSCOWA BOHATERKA. Pod nimi było napisane: „Sędzia zaatakował dziennikarkę”. Autor: Doron Cement. Więcej nie przeczytała. Mimo protestów matki usiadła na łóżku, wzięła telefon i wykręciła numer redakcji w Tel Awiwie. Arielego nie było w biurze. Kiedy zadzwoniła do domu, dziecięcy głos powiedział, że tata jest na obiedzie u ambasadora Szwecji, i spytał, czy można coś przekazać. Lizzi miała ogromną ochotę coś przekazać. „Mówi Lizzi Badihi, a ty jesteś świnią, Gedalio Arieli”. Zmieniła jednak zdanie, bo w końcu co dziecko jest winne. Rzuciła słuchawkę i zadzwoniła do Dahana. Był zachwycony, słysząc głos Lizzi, i dał temu wyraz w okrzykach, które o mało nie rozsadziły jej czaszki.

– Cement został? – zapytała.

Dahan nawet nie usłyszał pytania, pochłonięty zachwytami nad odwagą Lizzi. Co nas w ogóle obchodzi jakiś Cement w tej wielkiej chwili?

– Lizzi, jesteśmy najlepsi! – krzyknął jej do ucha. – Nawet „Dziennik Południa” musiał przełknąć żabę i napisać o twoim bohaterskim wyczynie. Beni Adulam poświęcił ci całą stronę.

– Czy Cement został? – zapytała znowu Lizzi.

– Zostanie, dopóki nie wyzdrowiejesz.

– Kto tak powiedział?

– Arieli. I dostałaś premię, Lizzi. Pół pensji.

– Jesteś pewien, że Cement wróci do Tel Awiwu, jak wyzdrowieję?

– Tak. Pytałem go o adres, telefon i tym podobne, a on powiedział, że nie zostaje.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)