Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Angielski pacjent [The English Patient - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Angielski pacjent [The English Patient - pl]

Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:

Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść, która zaczyna się pod koniec drugiej wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka, Hana, opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. Angielski pacjent jest historią miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 63
Перейти на страницу:

Było to uczucie wzajemne. Gdyby spytano Łososia, kogo najbardziej kocha, wymieniłby swą ayah przed matką. Jej miłość była bardziej kojąca od miłości matczynej i miłości seksualnej. Jak później pojął, przez całe życie wyrywał się z rodzinnego kręgu w poszukiwaniu takiej miłości. Platonicznej czułości, a we właściwym czasie intymności seksualnej okazanej przez kogoś obcego. Był już zupełnie stary, kiedy to zrozumiał, zanim jeszcze samemu sobie zadał pytanie, kogo kochał najbardziej.

Tylko jeden raz w życiu wiedział, że zdołał odwzajemnić jej czułość i że wreszcie pojęła, jak ją kocha. Kiedy zmarła jej matka, wszedł do pokoju piastunki i przytulił do siebie jej stare ciało. Leżał obok niej milcząc w małym pokoiku dla służby, ona płakała gwałtownie i zgodnie z obyczajem. Przypatrywał się, jak zlewa łzy do małego szklanego kubeczka, który sobie przyciska do twarzy. Wiedział, że weźmie je z sobą na pogrzeb. Przywierał do jej wstrząsanego łkaniem ciała, jego dziewięcioletnie ramiona oplatały jej barki, a kiedy się na chwilę uspokajała, między kolejnymi przypływami żalu, głaskał ją poprzez sari, potem odchylał je i muskał jej skórę — tak jak teraz Hana przejmuje tę tkliwą sztukę, jego paznokcie gładzą miliony komórek jej skóry, w jego namiocie, w roku 1945, kiedy ich kontynenty spotkały się w tym górskim miasteczku.

IX

Grota Pływaków

Przyrzekłem, że ci opowiem, jak to jest, kiedy się zakochujesz.

W roku 1936 młody człowiek nazwiskiem Geoffrey Clifton spotkał w Oksfordzie przyjaciela, który mu wspomniał o tym, czym się zajmujemy. Człowiek ten skontaktował się ze mną, następnego dnia wziął ślub, a w dwa tygodnie później przyleciał wraz z żoną do Kairu. Przeżywali ostatnie dni swego miodowego miesiąca. To był początek naszej historii.

Katherine była zamężna, kiedy ją poznałem. Mężatka. Clifton wysiadł z samolotu, a potem, niespodziewanie, bo przewidywaliśmy udział w ekspedycji tylko jego samego, w ślad za nim wysiadła z samolotu ona. Szorty koloru khaki, kościste kolana. W owym czasie była do wyprawy z nami usposobiona zbyt entuzjastycznie jak na warunki pustynne. Wyżej ceniłem jego młodość niż zapał jego młodej żony. On był pilotem, gońcem, zwiadowcą. Przelatując nad pustynią i wypisując na długich kolorowych taśmach zakodowane znaki, doradzające, którędy mamy się posuwać, przynależał do Nowego Wieku. Dzielił się z otoczeniem swą adoracją jej osoby. Czterech mężczyzn i kobieta, i jej mąż, wszyscy uczestniczyli w tym werbalnym miodowym miesiącu. Polecieli do Kairu i powrócili w miesiąc później, i wszystko zaczęło się na nowo. Ona była już tym razem spokojniejsza, ale z niego tryskała młodość. Przysiadała na jakiejś puszce po oleju, opierała brodę na pięściach, łokcie na kolanach i wpatrywała się w jakiś trzepoczący na wietrze skrawek namiotowego brezentu, a Clifton wyśpiewywał na jej cześć hymny pochwalne. Próbowaliśmy z niego żartować, ale gdyby miał stać się bardziej powściągliwy, musiałby zaprzeć się samego siebie, a nikt z nas tego nie chciał.

Po tym miesiącu spędzonym w Kairze stała się milcząca, ciągle coś czytała, zamknęła się w sobie, jakby się jej coś przydarzyło albo uświadomiła sobie jakąś zdumiewającą prawdę o ludzkim życiu, która ją odmieniła. Nie miała szans na to, by zostać towarzysko usposobioną żoną poszukiwacza przygód. Odkrywała samą siebie. Przykro było na to patrzeć, ponieważ Clifton tego nie widział, nie dostrzegał tej jej pracy nad sobą. Czytała na temat pustyni, co się tylko dało. Była przygotowana do rozmów o Uweinacie i zaginionej oazie, wyławiała nawet pomniejsze artykuły.

Byłem o piętnaście lat od niej starszy, rozumiesz. Osiągnąłem ten etap życia, w którym utożsamiałem się z cynicznymi draniami z książek. Nie wierzyłem w stałość, w związki, które trwają przez wieki. Byłem o piętnaście lat starszy. Ale ona była sprytniejsza. Bardziej złakniona odmiany, niż sądziłem.

Co ją tak odmieniło w czasie owego opóźnionego miodowego miesiąca spędzonego u ujścia Nilu pod Kairem? Przebywaliśmy z nimi najpierw tylko kilka dni — przylecieli w dwa tygodnie po swym weselu w Cheshire. Wziął z sobą pannę młodą, tak jakby nie mógł jej pozostawić ani też złamać umowy z nami. Z Madoxem i ze mną. Czuł się wobec nas zobowiązany. Wskutek tego jej kościste kolana wyłoniły się owego dnia z samolotu. I to zaciążyło nad naszą historią. Nad naszą sytuacją.

Clifton wygłaszał peany na cześć jej rąk, smukłej linii jej łokci. Opisywał, jak pływa. Opowiadał o bidetach w pokojach hotelowych. I jej niezwykłym apetycie w czasie śniadań.

Nic nie odpowiadałem na to wszystko. Popatrywałem chwilami na nią, kiedy mówił, i wychwytywałem jej spojrzenia dostrzegające moje milczące rozdrażnienie, a potem jej smutny uśmiech.

Tkwiła w tym pewna ironia. Byłem starszy. Byłem człowiekiem światowym, który przed dziesięciu laty przeszedł z oazy Dakhla do Gilf Kebir, który wyrysował mapę Farafry, znał Cyre-najkę i więcej niż dwukrotnie zagubił się na Morzu Piaskowym. Poznała mnie już z bagażem oklejonym tymi nalepkami. Mogła była też odwrócić wzrok o kilka stopni i przyjrzeć się nalepkom zdobiącym bagaż Madoxa. Ale poza środowiskiem Geographi-cal Society nie byliśmy znani, stanowiliśmy dalekie obrzeże wspólnoty kultowej, do której wstąpiła przez małżeństwo.

Słowa jej męża wysławiające jej urodę nic nie znaczyły. Ale ja jestem człowiekiem, którego życiem, nawet jako odkrywcy, wielokrotnie powodowały słowa. Podania i legendy. Wyrysowane mapy. Zapiski, które się zachowały. Wyczucie słowa. Powtórzyć coś na pustyni to jak rozlać więcej wody na ziemię. Każdy niuans przenosił cię o setki kilometrów.

Nasza wyprawa znajdowała się o sześćdziesiąt kilometrów od Uweinatu, Madox i ja mieliśmy wyruszyć sami na rekonesans. Cliftonowie i pozostała część grupy mieli pozostać na miejscu. Przeczytała już wszystko, co wzięła z sobą, i poprosiła mnie o książki. Miałem tylko mapy.

— A ta książka, którą przeglądasz wieczorami?

— To Herodot. Chcesz?

— Nie sądzę. Są w niej notatki osobiste?

— Tak, wpisuję w nią różne spostrzeżenia. I wklejam wycinki. Chciałbym ją mieć przy sobie.

— To byłaby bezczelność z mej strony, wybacz, proszę.

— Pokażę ci tę książkę, kiedy wrócę. Nie przywykłem się z nią rozstawać.

Wszystko to odbyło się z wdziękiem i elegancją. Wyjaśniłem, że jest to coś więcej niż zwykła książka, i ona przyjęła to wyjaśnienie. Mogłem wyruszyć w drogę nie czując się w żadnym stopniu sobkiem. Doceniałem jej łaskawość. Cliftona przy tym nie było. Byliśmy sami. Pakowałem się właśnie do drogi w swym namiocie, kiedy zwróciła się do mnie z tą prośbą. Jestem człowiekiem, który odwrócił się tyłem do większości społecznych konwenansów, ale czasem doceniam delikatność obejścia.

Wróciliśmy po tygodniu. Wiele się wydarzyło, jeśli chodzi o gromadzenie i porządkowanie informacji. Byliśmy w dobrych nastrojach. W obozie odbyła się mała uroczystość. Cłifton był zawsze skory do pompatycznych ceremonii. I to było zaraźliwe.

Podeszła do mnie z kubeczkiem wody w ręce.

— Gratuluję. Właśnie się dowiedziałam od Geoffreya.

— Tak.

— Proszę, wypij to.

Wyciągnąłem rękę, a ona włożyła mi kubek w dłoń. Woda wydawała się bardzo zimna po tej cieczy, którą pijaliśmy w kantynach.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)