Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Cerber: Wilk w owczarni [Cerberus: A Wolf in the Fold - pl]
Cerber: Wilk w owczarni [Cerberus: A Wolf in the Fold - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Cerber: Wilk w owczarni [Cerberus: A Wolf in the Fold - pl]

Электронная книга - «Cerber: Wilk w owczarni [Cerberus: A Wolf in the Fold - pl]». Краткое содержание книги:

Druga księga epickiej tetralogii Jacka Chalkera opowiada o Qwin Zhang i o pokrytym wodami świecie planety Cerber, gdzie szansę przeżycia mają tylko jednostki najbardziej bezwzględne i pozbawione wszelkich skrupułów. Roboty przenikały w obszar Federacji.
Ktoś porywał ludzi i podstawiał zamiast nich doskonałe syntetyczne sobowtóry. Gdzieś w kosmosie obcy prowadzili badania nad Federacją, stosując doskonałe technologie. Trop prowadził na planetę Cerber i do jej władcy. Planeta Cerber była jednym ze światów Wardena. Istniejąca tam mikroskopijna forma życia wnikała we wszelką materię i każdy, kto został nią zainfekowany, umierał w momencie oddalenia się stamtąd. Można było tam dotrzeć, ale bez możliwości powrotu. Federacja miała jednak swoje własne technologie. Dzięki nim pozbawiła pamięci i osobowości umysł kryminalistki o imieniu Qwin Zhang, zastępując je pamięcią i osobowością swojego najlepszego agenta. Agenta tego — w ciele kobiety — zesłała na Cerber, planetę-więzienie. Cel misji: odnaleźć władcę, zabić go i przejąć ster rządów! Na Cerberze istniały jednak rzeczy i sprawy, o których Federacja nie miała pojęcia…
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 75
Перейти на страницу:

Nie, musiał istnieć jakiś prostszy sposób.

— Dylan?

— Tak, Qwin?

— Na jakiej zasadzie działają torpedy na łodziach? To znaczy, co powoduje ich wybuch?

— Urządzenie detonujące, umocowane z boku i wyposażone w minikomputer. Polecenie uzbrojenia i wybuch przesyłane jest drogą radiową.

— Hmm. A skąd wiesz, która jest która? Innymi słowy, w jaki sposób za pomocą jednego urządzenia do zdalnego sterowania jesteś w stanie poradzić sobie z całą ich grupą?

— To żaden problem. Wszystko działa na tej samej częstotliwości, a torpedy są uniwersalne. Każda posiada swój kod. Wczytujesz każdy z tych kodów do swojego nadajnika i odpalasz je przy pomocy numerów kodowych, bo jedynie na nie reagują. Skoro już masz te numery w komputerze zawiadującym uzbrojeniem, nie musisz się o nic więcej martwić.

Skinąłem głową. — A kto wczytuje nowe numery? Czy znajdują się one na rachunkach i fakturach przychodzących z nową dostawą, czy jak?

— Chyba żartujesz. Ufałbyś w sprawach życia i śmierci jakimś fakturom? Nie. Każdy kapitan ładuje torpedy na swoją kanonierkę, po czym osobiście odczytuje numery i osobiście wczytuje je do komputera.

— Hmm. A gdzie wybite są te numery?

— Na pokrywie detonatora. Małych drzwiczkach zaspawanych na stałe po umieszczeniu wewnątrz minikomputera. Możesz iść do magazynu i obejrzeć to sobie dokładniej.

Zrobiłem to i byłem bardzo zadowolony z oględzin. Okazało się bowiem, że nie chciało im się wybijać wszystkich tych numerów i tylko je malowali. Z rozmów, które przeprowadziłem, wynikało, iż czasami zdarzały się niewłaściwe numery. Istniał jednak kod testujący, wysyłający sygnał do komputera uzbrojenia w celu weryfikacji numeru. Był on dość prosty: brałeś jakiś numer, powiedzmy FG7654-321AA i zastępowałeś ostatnią literę A literą T.

Ta informacja wielce mnie zainteresowała i zadałem Dylan w związku z nią kilka istotnych pytań. — Te minikomputery dostarczane są już wraz z programem i pokrywa jest zaspawana. Zakładam tedy, że przesyła się je na żywo, że się tak wyrażę?

Skinęła głową. — Nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Przed ich uzbrojeniem stosuje się specjalny test. Żaden z kodów nie jest powtarzany ani używany po raz drugi, stosowana częstotliwość jest używana tylko i wyłącznie do tego celu, a nadajniki stanowią integralną część łodzi i znajdują się pod kontrolą. Skąd to nagłe zainteresowanie torpedami? Czyżbyś coś planował?

— To, czego nie wiesz, nie jest w stanie pogwałcić twoich psychicznych rozkazów — powiedziałem. — Oczywiście, że coś planuję.

— Zwykła zmiana kodów nie wystarczy — zauważyła. — Nie przeszłyby testu.

Uśmiechnąłem się. — Jaki jest zakres nadawania sygnałów przez te urządzenia?

— Ze względów bezpieczeństwa tylko trzy kilometry. Dla dobrego kapitana to więcej niż dosyć.

— Dla mnie również, mój skarbie — odpowiedziałem ze śmiechem i ucałowałem ją serdecznie.

Następnego dnia wpadłem do Tookera i przejrzałem faktury oraz dokumenty dotyczące frachtu. Nawet jeśli Emyasail pracował teraz dla Laroo, to jednak ciągle była to nasza firma i korzystała z naszych dróg transportu. Naturalnie potrzebne jej były torpedy na wypadek napotkania jednego czy dwu borków po drodze, na Wyspę Laroo.

Nikt nie trzymał dużych zapasów torped, niezależnie od tego, za jak bezpieczne je uważał. Budziły one przerażenie służb przeciwpożarowych, a miejscowe władze z niechęcią myślały o nagromadzeniu materiałów wybuchowych w jednym miejscu. Niewielki pożar magazynów mógłby bowiem zdmuchnąć z powierzchni ziemi sporą połać zamieszkanego terenu.

Musiałem z wielką niecierpliwością czekać przeszło dziesięć dni, nim Ernyasail złożył kolejne zamówienie, a opiewało ono jedynie na dwadzieścia sztuk. Niemniej, była to ilość wystarczająca, uwzględniając fakt, iż miały one zastąpić jedynie te, które zostały już wystrzelone, nie stanowiły natomiast ilości niezbędnej do całkowitego przezbrojenia łodzi.

Niewielkie zmiany na formularzach spowodowały, że torpedy te musiały trafić wpierw do Hroyasail i do mojej skromnej osoby.

Dylan nie miała z tym wszystkim nic wspólnego. Nie wolno jej było uczestniczyć w czymkolwiek, co mogłoby wyrządzić komuś krzywdę. Sanda, natomiast, była bardzo zadowolona, że może być do czegoś przydatna.

Na początku obawiałem się reakcji Dylan na obecność Sandy w pobliżu, jednak okazało się, iż mamy do czynienia z odwróceniem sytuacji. Sanda miała ogromne wyrzuty sumienia i winiła się za wszystko, co się stało. Unikała mojej obecności, a szczególnie obecności Dylan, kiedy to tylko było możliwe. Zatrudniłem ją w porcie, gdzie pracowała przy malowaniu łodzi i tym podobnych zajęciach. Wydawała się być zadowoloną ze swego losu. Teraz wszakże miałem inną robotę malarską do wykonania i to taką, którą należy zrobić cicho i szybko.

Cały ten ich system związany z wykorzystywaniem torped posiadał jedną wadę — skoro były one praktycznie niepodatne na sabotaż, zostały poddane pełnej standaryzacji. Dzięki temu, Sanda i ja, pracując przez całą noc nad nowymi torpedami Emyasail, byliśmy w stanie usunąć numery i zastąpić je nowymi. Podziwiałem przy okazji sam proces produkcji tych pocisków: numery były wypalane i usunięcie ich było ciężkie jak wszyscy diabli, ale moje wierne komputery od Tookera pomogły mi w znalezieniu odpowiedniego rozpuszczalnika, który znacznie ułatwił całą tę pracę, chociaż nowe numery nie były umieszczone już tak solidnie jak stare. Och, wyglądały świetnie, ale nie były na pewno takie trwałe. Miałem jedynie nadzieję, iż nic się nie zetrze podczas transportu.

Sanda nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć, mimo to była podniecona samym faktem, że bierze udział w jakiejś nowej akcji.

— Nie rozumiem, co może dać zmiana numerów — skomentowała naszą pracę, bardziej z ciekawości niż z jakiegokolwiek innego powodu. — Po prostu nie przejdą testu i zostaną odrzucone, jak te trzy nasze, które tam leżą.

Uśmiechnąłem się. — Ale one przejdą swój test — powiedziałem. — My nie zmieniamy tak po prostu numerów. My je wymieniamy. Wszystkie numery są prawidłowe, tyle że znajdują się na niewłaściwych torpedach. Kiedy je załadują i kiedy będą je testować, otrzymają odpowiedź komputerów dotyczącą torped znajdujących się w magazynie, ale komputer główny nie będzie znał prawdy. W każdym razie im jej nie ujawni. Wypłyną przeto w morze z przetestowanymi torpedami pod pokładem, ale kiedy będą chcieli je użyć, okaże się, że nie działają.

— Wygląda na to, że zamiast tego ty wysadzisz ten port w powietrze.

— Nie. Jest mało prawdopodobne, by borki pojawiły się w odległości mniejszej niż trzy kilometry od lądu. Strefa niebezpieczeństwa zaczyna się zaś pięć kilometrów od brzegu. A to już za daleko. Niemniej, w przypadku jakiegoś drobiazgowego śledztwa, mogę wysadzić port w powietrze z którejkolwiek z naszych łodzi.

Patrzyła na mnie lekko wstrząśnięta. — O! — powiedziała jedynie.

Manipulacje z torpedami rozwiązywały tylko część problemu. Pozostawało upewnienie się, iż znajdzie się okazja do ich użycia. W tym celu zająłem się szczegółowym badaniem wszystkiego, co mogłoby podniecić borki.

Okazało się, że najpewniejsze i najskuteczniejsze środki były całkiem proste. Pewne rozpuszczalne siarczki przyciągały je natychmiast, o ile tylko znajdowały się w pobliżu, i wprawiały je w stan szału (zupełnie jak gdyby nie był to dla nich stan naturalny). Jednak dla przyciągnięcia ich z większej odległości potrzebne mi było coś innego. I znów rozwiązanie okazało się względnie proste. Jak większość stworzeń morskich na wielu światach, borki były nadzwyczaj wrażliwe na dźwięki wysokiej częstotliwości. Najwyraźniej używały ich same, broniąc swego terytorium, walcząc, łącząc się w pary (coś, co trudno nawet sobie wyobrazić, choć z drugiej strony, skądś się te wszystkie borki brały) i w tym podobnych sytuacjach. „Słownictwo” miały ograniczone, ale było ono dobrze ludziom znane i w związku z tym silniki na łodziach oraz inne urządzenia wykonywano zgodnie z obowiązującymi standardami w taki sposób, by nie emitować dźwięków tego rodzaju na akwenach, na których te stworzenia występowały.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)