Angielski pacjent [The English Patient - pl]
- Автор: Ондатже Майкл
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Muza
- ISBN: 83-7079-253-7
- Переводчик: Waclaw Sadkowski
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:
Ranny zwraca ku niej głowę. Ona dotyka jego stopy dłonią, po której spaceruje biedronka. Biedronka schodzi z niej i wkracza na czarną skórę. Unikając bieli prześcieradła, rozpoczyna długą wędrówkę wzdłuż ciała pokrytego zwęglonym naskórkiem, jej czerwień odcina się od niego jak żarzący się okruch lawy wulkanicznej.
W bibliotece kasetka zapalnika strącona przez Caravaggia, który odwrócił się nagle na radosny okrzyk Hany w hallu, spada z półki i zawisa w powietrzu. Zanim dosięga podłogi, Łosoś wślizguje się pod nią i chwyta ręką.
Caravaggio spogląda w dół, widzi, jak cała krew odpłynęła młodemu człowiekowi z twarzy.
Uzmysławia sobie nagle, że zawdzięcza mu życie.
Łosoś wybucha śmiechem, przestając się krępować starszego, potrząsa zwojem kabli.
Caravaggio zapamięta ów poślizg. Oddali się stąd, nigdy już nie zobaczy tego chłopca, ale nigdy go nie zapomni. Po latach w Toronto, kiedy będzie wysiadał z taksówki, przytrzyma drzwi chcącemu do niej wsiąść mężczyźnie z Indii i pomyśli o Łososiu.
A teraz saper śmieje się Caravaggiowi w twarz i zadziera głowe ku górze.
— O sarongach wiem wszystko — Caravaggio pomachał dłonią Łososiowi i Hanie — widywałem Hindusów we wschodniej części Toronto. Włamywałem się do jakiegoś domu i okazywało się, że należy do rodziny hinduskiej. Budzili się odziani w te sarongi, w których sypiali, co mnie intrygowało. Wieleśmy o tym rozmawiali, czasem udawało im się mnie namówić, żebym to przymierzył. Zdejmowałem ubranie i zakładałem sarong, a oni nagle rzucali się na mnie i wyrzucali mnie półnagiego w noc.
— Mówisz prawdę?
— Jedną z wielu.
Wiedziała o nim dosyć, by mu nieomal uwierzyć. Caravag-gio przywiązywał dużą wagę do czynnika ludzkiego w czasie włamań. Kiedy wkradał się do jakiegoś domu w czasie Gwiazdki, nie omieszkał zerwać kartki z kalendarza, jeśli nie pokazywał on właściwej, świątecznej daty. Często wdawał się w pogawędkę z pozostawionymi w mieszkaniu zwierzętami, omawiając z nimi kwestie związane z pokarmem, karmił je i był przez nie serdecznie witany, jeśli mu się zdarzyło być doprowadzonym ponownie na miejsce przestępstwa.
Podchodzi do półki z książkami zamknąwszy oczy i na chybił trafił wyciąga jakiś tom. Znajduje nie zadrukowaną stronę pomiędzy rozdziałami i wpisuje na nią:
Mówi, że Lahore jest miastem starożytnym. Londyn jest młodziutki w porównaniu z Lahore. Dobrze, odpowiadam, a ja pochodzę z kraju jeszcze młodszego. Mówi, że oni tam zawsze znali się na prochu. Już w siedemnastym stuleciu malarstwo dworskie przedstawiało fajerwerki.
On jest nieduży, niewiele wyższy ode mnie. Ma ujmujący uśmiech, którym może oczarować każdego. Nie okazuje siły swego charakteru. Anglik mówi, że jest jednym z tych świętych wojowników. Ale ma szczególne poczucie humoru, które jest bardziej przekorne, niż można by sądzić po jego zachowaniu. Pamiętasz to „Podłączę go na powrót rano”? Ho ho ho!
Mówi, że Lahore ma trzynaście bram — nazwanych imionami świętych i cesarzy, i miejsc, do których wiodą.
Wyraz bungalow pochodzi z języka bengali.
O czwartej po południu opuścili Łososia, zawieszonego na szelkach, w głąb dołu, aż zanurzył się po pas w bagnistej wodzie, przylgnął ciałem do korpusu bomby Esau. Miała ponad trzy metry długości, czubkiem wbiła się w mul u jego stóp. Pod powierzchnią wody oplatał udami metalową bryłę w sposób, jaki podpatrzył u żołnierzy tańczących z dziewczętami w klubie NAAFI. Kiedy mu się zmęczyły ręce, uchwycił się oszalowanych drewnem ścian wykopu. Saperzy wykopali ten dół wokół bomby Esau i umocnili go, zanim przybył na miejsce. Bomby Esau z zapalnikiem Y zaczęto zrzucać w 1941; to był drugi taki zapalnik, z jakim miał do czynienia.
W trakcie dyskusji przygotowawczych ustalono, że jedynym sposobem postępowania z nowym zapalnikiem jest jego zamrożenie. Była to ogromna bomba, przypominająca kształtem strusia. Zszedł do dołu boso, powoli zapadał się w błoto, nie znajdując dla stóp mocnego oparcia w zimnej brei. Nie miał na sobie butów, bo uwięzłyby w glinie i wydobywając się z niej mógłby sobie złamać nogę w kostce.
Przytknął policzek do metalowego korpusu bomby, starając się wytworzyć w sobie ciepło, wychwytując skąpe promyki słońca, które wpadły do tej głębokiej na siedem metrów studni i ogrzewały mu plecy. To, czego dotykał, mogło wybuchnąć w każdej chwili, przy jakimkolwiek wstrząsie, przy pobudzeniu zapalnika. Nie istniała żadna magia ani żadne promienie Roentgena, które by wskazały, kiedy mała kapsułka zostanie zgnieciona, kiedy w jakimś zwoju nastąpi zwarcie. Te małe mechaniczne semafory działały jak zawał serca, nagle powalający człowieka spokojnie idącego ulicą.
W jakim znajdował się mieście? Nie przypominał sobie.
Usłyszał czyjś głos i spojrzał w górę. Hardy spuszczał mu na linie plecak z narzędziami, utrzymywał jej koniec w ręku, podczas gdy Łosoś rozmieszczał różne przybory w kieszeniach bluzy. Zanucił piosenkę, którą Hardy śpiewał w jeepie w czasie jazdy:
Osuszył miejsce wokół zapalnika i zaczął miesić glinę, formując z niej rodzaj miseczki. Następnie otworzył słój i nalał do niej trochę ciekłego tlenu. Ostrożnie przyłożył miseczkę do metalu. I znów musiał czekać.
Tak blisko przylgnął do bomby, że wyczuł zmianę temperatury. Gdyby się znajdował na suchej powierzchni, mógłby się przejść i wrócić za dziesięć minut. A tak musiał warować przy bombie. W ciasnej przestrzeni znajdowały się więc dwa podejrzane stwory. Kapitan Carlyle też posługiwał się ciekłym tlenem w szybie i cała jama stanęła w jednej chwili w płomieniach. Szybko go wyciągnęli, ale był już nieprzytom ny, kiedy szelki wyłoniły się na powierzchnię.
Gdzie się znajdował? W Lisson Grove? Na Old Kent Road?
Łosoś zanurzył bawełniany tampon w mulistej wodzie i przytknął go do korpusu bomby dwadzieścia centymetrów od zapalnika. Odpadł, co znaczyło, że jeszcze trzeba poczekać. Kiedy tampon przywierał, było wiadomo, że dostatecznie duża część bomby wokół zapalnika jest już zamrożona i można zaczynać. Dolał tlenu do miseczki.
Strefa zamrożona miała już ze trzydzieści centymetrów średnicy. Jeszcze kilka minut. Przyjrzał się nalepce, którą ktoś nakleił na bombę. Czytali ją tego ranka, zaśmiewając się, znajdowała się w jakimś przedawnionym pakiecie rozsyłanym wszystkim oddziałom saperskim.
Kiedy eksplozja jest z uzasadnionych przyczyn dopuszczalna?
Jeśli wartość życia ludzkiego oznaczymy jako X, ryzyko jako Y, a przewidywane skutki eksplozji jako V, logik może zakładać, iż kiedy V jest mniejsze od X+Y, bomba powinna zostać eksplodowana; lecz jeśli V+Y jest większe niż X, powinno się podjąć starania, by unikać eksplozji in situ.
Kto wypisywał takie rzeczy?
Przebywał w szybie z bombą już ponad godzinę. Nadal zamrażał ją ciekłym tlenem. Na wysokości jego ramienia, po prawej ręce, znajdowała się rura, przez którą wdmuchiwano mu normalne powietrze, aby nie dostał zawrotu głowy od tlenu. (Widywał żołnierzy leczących kaca tlenem). Znów próbował przytknąć do bomby zwilżony tampon, który tym razem przymarzł. Miał teraz jakieś dwadzieścia minut. Po tym czasie temperatura baterii wewnątrz bomby zacznie ponownie rosnąć. Ale w tej chwili zapalnik był zamrożony i można było przystąpić do jego usuwania.