Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lot nad kukułczym gniazdem». Краткое содержание книги:

Lot nad kukułczym gniazdem to jedna z najgłośniejszych i najszerzej w świecie znanych powieści amerykańskich drugiej połowy XX wieku. Ukazuje brutalne dławienie indywidualności na przykładzie zamkniętego zakładu psychiatrycznego, w którym pacjentów odziera się z resztek wolności i godności osobistej. Powieść stanowi wnikliwą analizę psychologiczną szaleństwa zbiorowości.
Książka Keseya wstrząsnęła opinią amerykańską, a przybyły w tym czasie do USA, zrewoltowany przeciw władzy komunistycznej czeski reżyser Milosz Forman nakręcił na jej podstawie film ze słynną kreacją Jacka Nicholsona. Film ten przydał sławy powieści (podobnie jak jej adaptacja teatralna), uwypuklając metaforyczną, antytotalitarną wymowę. W krajach ówczesnego bloku sowieckiego przyjęto go szczególnie żywo, jako czytelną aluzję do sowieckich psychuszek, w których osadzano i prześladowano opozycjonistów.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 79
Перейти на страницу:

Scanlon wtrąca, że o ile mu wiadomo, rzeźnik używał młota, nie bomby; Harding jednak nie wdaje się z nim w dyskusję, tylko wraca do swojej opowieści.

– Rzeźnik istotnie posługiwał się młotem. I właśnie dlatego drugi psychiatra miał pewne zastrzeżenia. No bo przecież człowiek to nie krowa. Młot mógł się ześliznąć i złamać pacjentowi nos albo nawet powybijać zęby. Ładnie by wtedy wyglądali psychiatrzy, gdyby musieli pokrywać koszty robót dentystycznych! Jeżeli już mieli walić pacjentów po głowie, potrzebowali czegoś pewniejszego i bardziej precyzyjnego od młota; tak więc zdecydowali się na prąd.

– Jezu! Czy nie pomyśleli o szkodach, jakie mogą wyrządzić? Co na to opinia publiczna? Nikt nie podniósł wrzasku?

– Nie rozumiesz jednego, przyjacielu; w Ameryce, jeśli coś się psuje, to najszybszy sposób usunięcia usterek uchodzi za najlepszy.

McMurphy potrząsa głową.

– Kurwa! Prąd przez głowę! Zupełnie jak krzesło elektryczne dla mordercy!

– Te dwie metody są jeszcze bliżej spokrewnione, niż myślisz; w obu przypadkach celem jest kuracja.

– I mówisz, że to nie boli?

– Masz moje słowo. Cały zabieg jest zupełnie bezbolesny. Jeden błysk i natychmiast tracisz przytomność. Bez narkozy, zastrzyku czy młota. Nic cię nie boli. Tylko że nikt nie ma na to po raz drugi ochoty. Bo… bo człowiek się zmienia. Zapomina różne rzeczy. Zupełnie jakby… – Harding przyciska dłonie do skroni i zamyka oczy -… jakby wstrząs puszczał w ruch oszalałe koło fortuny złożone z obrazów, uczuć i wspomnień. Znasz te koła; naganiacz przyjmuje od ciebie forsę i naciska guzik. Trach! Błyska, dzwoni, migają zamazane numery i albo wygrywasz, albo przegrywasz i musisz grać dalej. Szybciej, szybciej, obstawiamy następną kolejkę!

– Spokojnie, Harding.

Drzwi się otwierają i wyjeżdża z nich łóżko na rolkach z facetem przykrytym prześcieradłem; technicy wychodzą i idą na kawę. McMurphy przebiega dłonią po włosach.

– Nie mieści mi się to wszystko w głowie.

– Co? Chodzi ci o wstrząsy?

– Tak. Nie, nie tylko. O wszystko… – Zatacza ręką krąg. – Wszystko, co się tu dzieje.

Harding dotyka jego kolana.

– Nie przejmuj się, przyjacielu. Według wszelkiego prawdopodobieństwa nie masz się co obawiać elektrowstrząsów. Już niemal zupełnie wyszły z mody; stosowane są tylko w ostateczności, jeśli inne środki nie dają rezultatu, podobnie jak lobotomia.

– Lobotomia to odcinanie kawałka mózgu, tak?

– Znów trafiłeś w dziesiątkę. Twoja znajomość żargonu jest coraz lepsza. Tak, lobotomia to odcinanie kawałka mózgu. Kastracja czołowego płata. Jeśli nie może przejechać ci nożem po kroczu, chętnie przejedzie ci nim po oczach!

– Mówisz o Ratched?

– Zgadłeś.

– Nie wiedziałem, że ona ma coś do gadania w tych sprawach.

– Ma, i to dużo.

Widać, że McMurphy ma już dość słuchania o elektrowstrząsach i lobotomii, jest zadowolony, że rozmowa zeszła na Wielką Oddziałową. Pyta Hardinga, co jego zdaniem jest z babą nie w porządku. Harding, Scanlon i jeszcze kilku mają podzielone opinie. Przez chwilę dyskutują o tym, czy to ona jest źródłem wszelkiego zła na oddziale; Harding uważa, że winna jest niemal wszystkiemu. Inni zgadzają się z nim – jedynie McMurphy nie jest tego pewien. Mówi, że początkowo też tak myślał, ale teraz sam nie wie. Sądzi, że pozbycie się oddziałowej niewiele by dało; coś większego od niej jest przyczyną całego zła – zaraz postara się im to lepiej wytłumaczyć. Ale nie potrafi i wreszcie milknie.

Nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy, ale najwyraźniej zaczyna przeczuwać, co ja pojąłem już dawno: to nie Wielka Oddziałowa jest główną siłą zła, lecz ogromny, obejmujący cały kraj Kombinat, w którym oddziałowa jest tylko jednym z wyższych funkcjonariuszy.

Inni pacjenci nie zgadzają się z McMurphym. Krzyczą, że dobrze wiedzą, co jest przyczyną zła, i w końcu zaczynają się sprzeczać o to między sobą. Kłócą się, aż McMurphy im przerywa.

– Rzygać mi się chce od tego waszego gadania! – woła. – Wciąż tylko narzekacie, narzekacie i narzekacie! Na oddziałową, na personel, na cały szpital. Scanlon chce wysadzić oddział w powietrze. Sefelt wini leki. Fredrickson wini swoją rodzinę. Przecież to same wykręty!

Mówi, że Wielka Oddziałowa jest tylko zgorzkniałą starą kobietą, zaś podjudzanie go, żeby brał się z nią za łby, było od początku kretyńskim pomysłem – nikomu by to nie wyszło na dobre, zwłaszcza jemu. Zresztą usadzenie oddziałowej niewiele by dało; ich zaćwok i narzekania mają o wiele rozleglejsze i głębsze podłoże.

– Tak sądzisz? – pyta Harding. – Więc bądź łaskaw nas objaśnić, skoro nagle stałeś się taki biegły w sprawach psychiatrii, co to za podłoże? Skąd się bierze – jak to zgrabnie ująłeś -nasz zaćwok?

– Nie wiem, stary, wierz mi. Nic podobnego w życiu nie widziałem. – Przez chwilę siedzi bez ruchu, wsłuchując się w szum płynący z gabinetu radiologicznego, po czym dodaje: – Ale gdyby tu szło o starą oddziałową i jej brak wyżycia, wystarczyłoby ją przedmuchać, żeby rozwiązać wszystkie wasze problemy, tak?

Scanlon klaszcze w dłonie.

– Niech mnie licho! To jest pomysł. Robota akurat dla ciebie, Mack; taki jurny chłop jak ty najlepiej to załatwi.

– Nigdy w życiu. Znajdź sobie innego frajera.

– Dlaczego? Myślałem, że to ty właśnie jesteś tu największy kogut.

– Nie, stary. Mam zamiar trzymać się od tej jędzy z daleka.

– Zauważyłem, że już dłuższy czas to robisz – wtrąca z uśmiechem Harding. – Co między wami zaszło? Miałeś ją już na linach, gdy nagle spauzowałeś. Zrobiło ci się żal naszego anioła miłosierdzia?

– Nie, po prostu dowiedziałem się paru rzeczy. Zacząłem się rozpytywać i zrozumiałem, dlaczego wy wszyscy włazicie jej w dupę, płaszczycie się przed nią, pozwalacie, żeby wam chodziła po głowie. Zorientowałem się, do czego chcieliście się mną posłużyć.

– Tak? To ciekawe.

– Pewnie, kurwa, że ciekawe. Ciekawe, że żaden z was, łajdaków, nie uprzedził mnie, co ryzykuję, stając jej okoniem. To, że baba nie przypadła mi do serca, bynajmniej nie znaczy, że gotów jestem przykręcać jej śrubę, aż dorzuci mi rok do odsiadki. Trzeba wiedzieć, z kim nie zadzierać, i umieć schować dumę do kieszeni.

– Czyżby pogłoska, że pan McMurphy podporządkował się regulaminowi w nadziei uzyskania wcześniejszego zwolnienia, nie była całkowicie bezpodstawna, przyjaciele?

– Nie zawracaj głowy, Harding. Dlaczego mi nie powiedziałeś, że baba może mnie tu trzymać, jak długo zechce?

– Na śmierć zapomniałem, że jesteś tu przymusowo. – Uśmiech przepołowił twarz Hardinga. – Tak. Stałeś się wyrachowany. Jak my wszyscy.

– Pewnie, że stałem się wyrachowany. Dlaczego to ja mam się ciągle wykłócać na zebraniach o te różne głupstwa, jak niezamykanie na dzień drzwi sypialni czy zwrot papierosów trzymanych w dyżurce? Z początku nie mogłem zrozumieć, dlaczego przylatujecie do mnie ze wszystkim, jakbyście mieli mnie za swojego zbawcę. Ale później dowiedziałem się przypadkiem, jak bardzo liczy się jej opinia przy wypisywaniu ze szpitala. Natychmiast przejrzałem na oczy. A to numer, pomyślałem sobie, ale mnie skurwysyny zrobiły na szaro! Dałem się wykiwać jak pierwszy naiwny! – Odchyla głowę i uśmiecha się do nas. – Nie czujcie się urażeni, moi drodzy, ale pieprzę taką zabawę. Nie mniej od was pragnę się stąd wydostać. A przecież włażąc w drogę tej jędzy, ryzykuję tyle samo co ty, Harding.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)