Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lot nad kukułczym gniazdem». Краткое содержание книги:

Lot nad kukułczym gniazdem to jedna z najgłośniejszych i najszerzej w świecie znanych powieści amerykańskich drugiej połowy XX wieku. Ukazuje brutalne dławienie indywidualności na przykładzie zamkniętego zakładu psychiatrycznego, w którym pacjentów odziera się z resztek wolności i godności osobistej. Powieść stanowi wnikliwą analizę psychologiczną szaleństwa zbiorowości.
Książka Keseya wstrząsnęła opinią amerykańską, a przybyły w tym czasie do USA, zrewoltowany przeciw władzy komunistycznej czeski reżyser Milosz Forman nakręcił na jej podstawie film ze słynną kreacją Jacka Nicholsona. Film ten przydał sławy powieści (podobnie jak jej adaptacja teatralna), uwypuklając metaforyczną, antytotalitarną wymowę. W krajach ówczesnego bloku sowieckiego przyjęto go szczególnie żywo, jako czytelną aluzję do sowieckich psychuszek, w których osadzano i prześladowano opozycjonistów.
1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 79
Перейти на страницу:

– Niektórzy pacjenci, siostro, wykazują ogromną poprawę zdrowia od chwili powstania drużyny; uważam, że to najlepiej dowodzi jej wartości terapeutycznych – oświadczył.

Oddziałowa przez moment przyglądała mu się ze zdumieniem. A więc i on zaczynał podskakiwać. Zapamiętała ton jego głosu, żeby porachować się z lekarzem, kiedy odzyska władzę, skinęła głową i wróciła do dyżurki bawić się tarczami na tablicy rozdzielczej. Nowa szyba nie była jeszcze gotowa, więc portierzy wstawili tymczasem tekturę w okno nad biurkiem oddziałowej; siedziała za nią dzień w dzień, jakby jej tam nie było albo jakby widziała przez nią wszystko, co się dzieje w świetlicy. Schowana za prostokątem tektury przypominała obrazek odwrócony przodem do ściany.

Czekała i nie mówiła ani słowa, kiedy rano McMurphy latał w szortach w białe wieloryby po oddziale, grał w gazdę jednocentówkami lub ganiał po korytarzu, dmuchając w blaszany sędziowski gwizdek i uczył Okresowych poruszania się z piłką – biegali od drzwi oddziału do drzwi izolatki, kozłując piłkę z dudnieniem głośnym jak salwy armatnie, a on darł się na nich niczym sierżant na musztrze:

– Szybciej, takie syny, szybciej!

W tym czasie McMurphy i oddziałowa odnosili się do siebie z największą kurtuazją. McMurphy prosił ją na przykład uprzejmie o wieczne pióro, żeby machnąć podanie o przepustkę na samodzielne wyjście ze szpitala, pisał je na biurku oddziałowej, wręczał jej, zwracał pióro i mówił grzecznie: “Dziękuję”, ona zaś spoglądała na kartkę i równie grzecznie mówiła, że musi poradzić się personelu – wracała mniej więcej po trzech minutach i oświadczała, że bardzo jej przykro, ale nie uważa się, aby wydanie mu przepustki było aktualnie wskazane ze względów terapeutycznych. McMurphy znów jej dziękował, wychodził z dyżurki i dął w gwizdek tak głośno, że w całej okolicy drżały szyby.

– Ćwiczymy, takie syny! Łapać piłkę, lenie, nie bójcie się zmęczenia! – wrzeszczał.

Był już na oddziale miesiąc, a więc dostatecznie długo, żeby się wpisać na wywieszoną na tablicy ogłoszeń listę pacjentów ubiegających się o przepustkę na wyjście pod opieką. Podszedł z wiecznym piórem oddziałowej do tablicy i w rubryce OSOBA TOWARZYSZĄCA napisał: “Candy Starr, znajoma dziwka z Portland”, po czym z taką siłą postawił kropkę, że wygiął stalówkę. Sprawę jego przepustki rozpatrzono na zebraniu kilka dni później, akurat tego dnia, w którym szklarze wstawili nową szybę w oknie dyżurki. Gdy więc McMurphy usłyszał, że jego prośba spotkała się z odmową, co umotywowano tym, że panna Starr nie wydaje się najwłaściwszą osobą do opieki nad pacjentem, wzruszył ramionami, mówiąc “takie buty”, wstał z fotela, podszedł do nowej szyby, na której wciąż widniała w rogu nalepka firmy szklarskiej, i przebił ją pięścią – po czym, stojąc z zakrwawioną ręką, zaczął tłumaczyć się oddziałowej, że był przekonany, iż po prostu wyjęto z okna tekturę.

– Kiedy, do licha, wstawiono tę cholerną szybę? Tylko powoduje wypadki!

Oddziałowa założyła mu w dyżurce opatrunek, a Scanlon i Harding wyciągnęli ze śmieci tekturę i przylepili z powrotem do ramy okiennej plastrem z tej samej rolki, z której brała go oddziałowa, żeby zamocować opatrunek na ręce McMurphy’ego. Kiedy dezynfekowała mu skaleczenie, posadziwszy go na stołku, krzywił się straszliwie i mrugał nad jej głową do Scanlona i Hardinga. Twarz oddziałowej nadal była spokojna i gładka niby porcelana, ale jej nerwy dawały znać o sobie. Po tym, jak szarpała plaster, owijając nim ciasno rękę McMurphy’ego, widać było, że nie panuje nad sobą jak dawniej.

Pewnego dnia nasza drużyna – Harding, Billy Bibbit, Scanlon, Fredrickson, Martini i McMurphy, który włączał się do akcji, gdy tylko ręka przestawała mu krwawić – zagrała w sali gimnastycznej mecz z drużyną sanitariuszy. W jej skład wchodzili obaj rośli czarni z naszego oddziału i byli najlepszymi zawodnikami na sali – biegali obok siebie po boisku, podobni do cieni w czerwonych spodenkach, strzelając kosz po koszu z precyzją automatów. Nasi reprezentanci byli za niscy i za wolni, a na dodatek Martini przekazywał piłkę graczom, których nie widział nikt prócz niego, tak że w końcu przeciwnicy pobili nas o dwadzieścia punktów. Ale wydarzyło się coś, co mimo wszystko pozwoliło nam odejść z pewnym poczuciem zwycięstwa: w trakcie walki o piłkę czarny nazwiskiem Washington oberwał łokciem w twarz i cała drużyna sanitariuszy musiała go trzymać, żeby nie rzucił się na McMurphy’ego, który usiadł spokojnie na piłce i nie zwracał najmniejszej uwagi na czarnucha, gdy ten – z krwią cieknącą mu z wielkiego nosa i spływającą po klatce piersiowej niczym czerwona farba po szkolnej tablicy – wyrywał się kumplom i wrzeszczał:

– Puszczajcie! Ten skurwiel sam się o to prosi!

McMurphy znów zaczął przyklejać do muszli klozetowych kartki przeznaczone dla oddziałowej. Wypisywał o sobie w dzienniku różne niestworzone historie i sygnował je “Życzliwy”. Czasami spał do ósmej. Siostra karciła go za to bez złości, a on czekał, aż skończy, po czym psuł cały efekt jej słów, pytając na przykład, czy nosi dwójkę, trójkę, czy też może w ogóle chodzi bez stanika?

Inni Okresowi poszli w jego ślady. Harding zaczął się zalecać do młodych pielęgniarek, Billy Bibbit przestał wpisywać do dziennika swoje – jak je nazywał – “obserwacje”, a kiedy w okno dyżurki wstawiono szybę z namalowanym na niej wielkim iksem, by McMurphy nie mógł w razie czego twierdzić, że jej nie zauważył, Scanlon stłukł ją niechcący piłką, zanim farba zdążyła wyschnąć. Piłka się przedziurawiła, więc Martini wziął ją z posadzki niby martwego ptaka i zaniósł oddziałowej, która siedziała nieruchomo w dyżurce wpatrzona w odłamki szkła zalegające jej biurko, i zapytał, czy nie mogłaby jej skleić plastrem albo jakoś inaczej naprawić? Tak, żeby znów była cała? Oddziałowa, nic nie mówiąc, wyrwała mu ją z ręki i wepchnęła głęboko do kosza na śmieci.

Sezon koszykówki najwyraźniej skończył się na dobre, więc McMurphy postanowił przerzucić się na wędkarstwo. Znów wystąpił o przepustkę, mówiąc zawczasu lekarzowi, że we Florence nad zatoką Siuslaw ma przyjaciół, którzy – jeśli personel nie miałby nic przeciwko temu – chętnie zabraliby na ryby ośmiu czy dziewięciu pacjentów, po czym napisał na liście wywieszonej na korytarzu, że tym razem zaopiekują się nim “dwie przemiłe ciotunie mieszkające w małym miasteczku niedaleko Oregon City”. Na zebraniu udzielono mu przepustki na najbliższą sobotę. Oddziałowa zanotowała to oficjalnie w dzienniku, po czym sięgnęła do koszyka stojącego przy jej krześle, wyjęła artykuł wycięty z porannej gazety i przeczytała, że aczkolwiek połowy na przybrzeżnych wodach Oregonu są w tym roku wyjątkowo obfite, to jednak łososie pojawiły się niezwykle późno i ocean jest już burzliwy i niebezpieczny. Radziła wszystkim dobrze się zastanowić.

– Świetny pomysł! – zawołał McMurphy, przymknął oczy i ze świstem wciągnął przez zęby powietrze. – Tak jest! Słony zapach rozhukanej wody, fale bijące o dziób, stawianie czoła żywiołom tam, gdzie najlepiej widać, co wart jest człek i co warta łódź… Przekonała mnie siostra! Jeszcze dziś zadzwonię i wynajmę łajbę. Może siostrę też zapisać?

Oddziałowa w milczeniu podeszła do tablicy ogłoszeń i przypięła artykuł.

Nazajutrz McMurphy zaczął zapisywać chętnych na wyprawę i zbierać od nich po dziesięć dolców na wynajęcie łodzi, a oddziałowa zaczęła systematycznie znosić wycinki prasowe o rozbitych łodziach i nagłych sztormach. McMurphy wyśmiewał ją razem z jej wycinkami, mówiąc, że jego ciotki, które większą część życia spędziły w portach, bujając na falach z różnymi marynarzami, przysięgają, że uczestnicy wyprawy będą bezpieczni jak u mamy pod pierzyną i mają się niczym nie przejmować. Oddziałowa jednak dobrze znała swoich pacjentów. Wycinki przeraziły ich bardziej, niż McMurphy się spodziewał. Sądził, że wszyscy będą chcieli jechać, a tymczasem musiał namawiać i przekonywać. W przeddzień wyjazdu wciąż było o dwóch chętnych za mało, żeby zapłacić za wynajęcie łodzi.

1 ... 45 46 47 48 49 50 51 52 53 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)