Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 146
Перейти на страницу:

— Pan Jon Lukas? — spytał przybysz.

— To ja.

Oczy mężczyzny przesunęły się znacząco w górę i omiotły ściany.

— Tu nie ma podsłuchu — uspokoił go Jon wstrzymując oddech. — Wchodzi pan tutaj na oczach wszystkich i obawia się inwigilacji?

— Potrzebne mi lewe papiery.

— Pana nazwisko? Kim pan jest?

Mężczyzna podszedł bliżej, ściągnął z palca złoty pierścień, wyjął z kieszeni stacyjną kartę identyfikacyjną i położył je na biurku przed Jonem.

Należały do Dayina.

— Pan wystąpił z pewną propozycją — powiedział nieznajomy.

Jon siedział jak skamieniały.

— Żądam ochrony, panie Lukas.

— Kim pan jest?

— Przybywam z Oka Łabędzia. Czasu mam niewiele. Załadują prowiant i zaraz startujemy.

— Człowieku, nazwisko. Nie zadaję się z cieniami.

— Nazywaj mnie pan, jak chcesz. Wyznacz zaufanego człowieka, który wsiądzie za mnie na pokład Oka Łabędzia. Zakładnika, który może prowadzić rozmowy w pańskim imieniu, jeśli zajdzie tego potrzeba. Ma pan syna.

— Tak, Vittoria.

— Niech pan wyśle jego.

— On się do tego nie nadaje.

Gość utkwił w nim zimny, nie znoszący sprzeciwu wzrok. Jon schował do kieszeni pierścień i kartę i wyciągnął zdrętwiałą rękę do przycisku interkomu.

— Vittorio.

Drzwi otworzyły się. Do gabinetu wszedł cicho Vittorio i zamknął drzwi za sobą. Jego oczy spoglądały bystro.

— Statek, którym przyleciałem — powiedział nieznajomy dostarczy ciebie, Vittorio Lukasie, na inny statek o nazwie Młot oczekujący w pobliżu stacji; nie musisz się lękać załogi czy kogokolwiek innego. Wszystkim można zaufać. Nawet kapitan Oka Łabędzia ma wielki interes w zapewnieniu ci bezpieczeństwa… jeśli chce odzyskać swoją rodzinę. Będziesz dosyć bezpieczny…

— Rób, jak mówi — powiedział Jon.

Twarz Vittoria przybrała barwę pasty do zębów.

— Iść? Tak po prostu?

— Nic ci nie grozi — uspokoił go Jon. — Jesteś bezpieczny… bezpieczniejszy niż tutaj, kiedy już dojdzie do tego, na co się zanosi. Twoje dokumenty, twoja karta, twój klucz. Oddaj mu to wszystko. Wejdź na Oko Łabędzia z jednym z tragarzy. Zachowuj się naturalnie i już nie zsiadaj. To nie takie trudne.

Vittorio gapił się na niego bez słowa.

— Jesteś bezpieczny, zapewniam cię — wtrącił się nieznajomy. — Wejdź na pokład, usiądź i czekaj. Będziesz naszym łącznikiem.

— Naszym.

— Powiedziano mi, że mnie zrozumiecie.

Vittorio sięgnął do kieszeni i wydobył z niej wszystkie swoje dokumenty. Na jego twarzy malowało się tępe przerażenie.

— Numer komputera — ponaglił przybysz; Vittorio zapisał mu go na kartce z notesu.

— Poszczęściło ci się — powiedział Jon. — Mówię ci, że lepiej wyjdziesz na tym będąc tam, zamiast tutaj.

— To samo mówiłeś Dayinowi.

— Dayin Jacoby miewa się dobrze — wtrącił nieznajomy.

— Nie pokpij sprawy — pouczył go Jon. — Weź się w garść. Jak coś tam sknocisz, poślą nas wszystkich na przystosowanie. Rozumiesz, co do ciebie mówię?

— Tak jest — jęknął załamującym się głosem Vittorio.

Jon skinieniem głowy wskazał mu drzwi. Vittorio wyciągnął niepewnie rękę. Jon uścisnął ją od niechcenia — nie potrafił, nawet teraz, wykrzesać z siebie odrobiny sympatii do własnego syna. Chociaż może w tej właśnie chwili, kiedy okazało się, że Vittorio może mu się na coś przydać, ta niechęć trochę stopniała.

— Doceniam to — mruknął chcąc uprzejmością zaleczyć rany.

Vittorio skinął tylko głową.

— Ten dok — poinstruował Vittoria nieznajomy przeglądając jego dokumenty. — Stanowisko dwa. I pośpiesz się.

Vittorio wyszedł. Obcy wsunął dokumenty i numer komputera do kieszeni.

— Okresowe korzystanie z tego numeru nie powinno wzbudzić podejrzeń komputera — powiedział.

— Kim jesteś?

— Powiedzmy, że nazywam się Jessad — odparł tamten. A dla komputera, Vittorio Lukas. Gdzie on mieszka?

— Ze mną — powiedział Jon żałując, że nie jest inaczej.

— Jest tam ktoś jeszcze? Jakaś kobieta, bliscy przyjaciele, którzy mogliby się okazać niezbyt mi życzliwi…?

— Mieszkamy sami.

— Tyle powiedział nam Jacoby. Dzielenie mieszkania z tobą… to bardzo wygodne. Czy nie wzbudzi to komentarzy, jeśli pójdę tam w tym ubraniu?

Jon przysiadł na krawędzi biurka i ukrył twarz w dłoniach.

— Nie ma się czym przejmować, panie Lukas.

— Czy oni… czy Flota Unii leci do nas?

— Przybyłem tutaj, żeby poczynić pewne przygotowania. Jestem konsultantem, panie Lukas. To chyba najwłaściwsze określenie mojej funkcji. Pionkiem spisanym na straty. Cóż znaczy człowiek, statek czy nawet dwa… wobec wyższych celów. Ale ja chcę żyć, rozumie pan, i nie zamierzam dać się zbić… bez wyraźnej potrzeby. Niech więc pan lepiej nie zmienia przekonań, panie Lukas.

— Przysłali tu pana… bez żadnego wsparcia…

— Wsparcia będzie aż za wiele, kiedy Flota tu dotrze. Porozmawiamy o tym dziś wieczorem w mieszkaniu. Jestem zdany całkowicie na pańską łaskę i niełaskę. Zauważyłem, że nie łączą pana z synem zbyt silne więzi.

Rumieniec wystąpił Jonowi na twarz. — Nie pańska sprawa, panie Jessad.

— Nie? — Jessad zmierzył go powoli wzrokiem od stóp do głów. — To się zbliża, może być pan pewien. Zdecydował się pan opowiedzieć po stronie, która zwycięży w tej konfrontacji. Zaoferował pewne usługi… w zamian za pozycję. Będę oceniał pańskie zaangażowanie. Zupełnie tak jak w interesach. Pan wie, co mam na myśli. Ale zrobi pan dobrze, słuchając moich rozkazów i nie robiąc nic bez konsultacji ze mną. Mam pewne doświadczenie w tych sprawach. Poinformowano mnie, że nie uznajecie podsłuchu domowego; że Pell jest bardzo czuła na tym punkcie; że nie ma tu żadnej aparatury służącej do tego celu.

— Nie ma — przyznał Jon przełykając głośno ślinę. — To zabronione przez prawo.

— Bardzo dobrze. Źle bym się czuł spacerując pod okiem kamery. A moje ubranie, panie Lukas? Nie zwróci uwagi na korytarzu?

Jon odwrócił się, poszperał w biurku i znalazł odpowiedni formularz. Serce waliło mu przez cały czas. Gdyby zatrzymano tego człowieka, gdyby wzbudził jakiekolwiek podejrzenia, jego podpis na dokumencie… ale było już za późno. Jeśli wejdą na pokład Oka Łabędzia i przeszukają statek, jeśli ktoś zauważy przed jego wyjściem z doku, że Vittorio z niego nie zszedł…

— Proszę — powiedział wydzierając przepustkę. — Nie ma obowiązku legitymowania się tym przed nikim, chyba że zatrzyma pana służba bezpieczeństwa. — Nacisnął przycisk komunikatora i nachylił się do mikrofonu. — Jest tam jeszcze Bran Hale? Dajcie mi go tutaj. Samego.

— Panie Lukas — wtrącił Jessad — nie potrzeba nam wspólników.

— Pytał pan o korytarze. Niech pan zastosuje się do mojej rady. Jeśli ktoś pana zatrzyma, powie pan, że jest kupcem, któremu skradziono dokumenty. Idzie pan w tej sprawie do administracji, a Hale pana eskortuje. Proszę mi oddać dokumenty Vittoria. Ja się nimi zaopiekuję. Nie mogą ich przy panu znaleźć, bo wtedy nie uwierzą w tę historyjkę. Wyjaśnię wszystko dokładniej dziś wieczór, u mnie w mieszkaniu.

Jassad oddał mu papiery i otrzymał w zamian przepustkę. A co robią z kupcami, którym skradziono dokumenty?

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)