Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]
Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]

Электронная книга - «Ludzie z gwiazdy Pella [=Stacja Podspodzie / Downbelow Station - pl]». Краткое содержание книги:

Gwiazda Pella, strategiczny punkt w konflikcie zbrojnym Kompanii Ziemskiej i międzygwiezdnych kolonii. Ten, kto kontroluje Stacje Pella, decyduje o zasięgu ziemskich sił obronnych bądź o skali ziemskiej ekspansji w celu odzyskania utraconego imperium. Ale Pell jest zdecydowany utrzymać neutralność za wszelką cenę.
Ludzie z Gwiazdy Pella to obszerna, wielowątkowa i dramatyczna wizja przyszłości, ukazująca charaktery, postawy i ambicje nie odbiegające od naszych. Przez stronice tej powieści przewija się galeria fascynujących postaci, ludzkich i nieludzkich, których losy zależą od wyniku tytanicznych zmagań w skali kosmicznej.
Powieść ta otrzymała nagrodę Hugo w roku 1982.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 146
Перейти на страницу:

— Wpadł Damon — mruknęła Alicja. — Był z Eleną. Na śniadaniu. Było miło. Elena dobrze wygląda. Jest taka szczęśliwa.

Często tu zaglądali, jedno albo drugie… zwłaszcza teraz, kiedy nie było Emilia i Miliko. Przypomniał sobie o niespodziance, o taśmie, którą wrzucił do kieszeni bojąc się, że zapomni ją wziąć. — Przyszła wiadomość od Emilia. Odtworzę ci.

— Angelo, czy coś się stało?

Wstrzymał nagle oddech i potrząsnął ponuro głową.

— Spostrzegawcza jesteś, kochanie.

— Umiem czytać z twojej twarzy, kochany. Złe wiadomości?

— Nie od Emilia. Tam na dole wszystko idzie dobrze; jest dużo lepiej. Donosi o znacznym postępie w zakładaniu nowych obozów. Nie mają żadnych kłopotów z personelem z Q, droga jest już przeprowadzona do dwóch i są liczni chętni do przeniesienia się dalej.

— Zdaje mi się, że słyszę zawsze tylko lepszą stronę tych meldunków. Obserwuję korytarze. Ja też to wiem, Angelo.

Delikatnie odwrócił jej głowę, żeby mogła go lepiej widzieć. — Wojna wzmaga się coraz bardziej — powiedział. — Czy to nie wystarczająco przygnębiające?

Te piękne oczy… wciąż piękne w wychudłej, bladej twarzy… były żywe i spokojne.

— Jak jest blisko?

— Po prostu kupcy stają się nerwowi. Wcale nie jest blisko; nie ma żadnych tego oznak. Ale ja skupiam się na morale. Poruszyła oczyma wskazując na ściany.

— Pięknie urządziłeś cały ten mój świat. Pięknie jest… tam, na zewnątrz.

— Pell nic nie grozi. Na nic się nie zanosi. Wiesz przecież, że nie potrafię przed tobą kłamać. — Usiadł na krawędzi łóżka, na czystym, gładkim prześcieradle i wziął ją za rękę. — Już od dawna wiemy, że działania wojenne nabierają rozmachu, a jednak nadal tu jesteśmy.

— Jaka jest sytuacja?

— Właśnie przed chwilą rozmawiałem z kapitanem kupieckiego statku; opowiadała mi o postawach kupców; mówiła o miejscach w dalekim Kosmosie dobrych na przyczajenie się i przeczekanie. Wiesz, przyszło mi do głowy, że są jeszcze jakieś inne stacje; nie pozostała przecież sama Pell; jakieś okruchy skał w nieprawdopodobnych miejscach… kupcy wiedzą o takich rzeczach. Może Mazian też; Mazian na pewno. Są po prostu miejsca, które znają tylko statki. Przecież jeśli istnieją burze… to jest jakieś niebo prawda. Jeśli dojdzie do jakiejś beznadziejnej sytuacji, dokonamy pewnych wyborów.

— Odszedłbyś? Potrząsnął głową.

— Nigdy. Nigdy. Ale pozostaje jeszcze szansa namówienia do tego chłopców, prawda? Wyperswadowaliśmy jednemu, żeby udał się na Podspodzie; pracuj nad swoim najmłodszym; pracuj nad Eleną… ona jest twoją największą nadzieją. Ona ma tam przyjaciół; ona wie i ona może przekonać Damona. — Ścisnął jej rękę. Alicja Lukas-Konstantin potrzebowała Pell, potrzebowała maszyn, sprzętu, którego utrzymanie w ruchu na statku nie było sprawą prostą. Była przykuta do Pell i do maszyn. Wszelkie przenosiny jej środowiska składającego się z metalu i ekspertów nie uszłyby uwagi, byłby to sądny dzień przekazywany na czołowych miejscach w wideoprogramach. Przypomniała mu o tym. „Ja jestem Pell”, śmiała się nie śmiejąc. Stała kiedyś u jego boku. Nie opuści jej. W ogóle nie brał pod uwagę takiej ewentualności… odejść bez niej, porzucając to, co jego rodzina budowała przez tyle lat, co budowali wspólnie. — Jest jeszcze daleko — powtórzył. Ale bał się, że to nieprawda.

PELL: DOK BIAŁY:
BIURA SPÓŁKI LUKASA:
GODZ. 1100

Jon Lukas zebrał potrzebne papiery i spojrzał na ludzi tłoczących się w jego biurze mieszczącym się przy dokach. Patrzył tak przez dłuższą chwilę, żeby podkreślić wagę swojej decyzji, potem położył plik dokumentów na krawędzi biurka, a Bran Hale wziął je i rozdał pozostałym ludziom.

— Dziękujemy bardzo — powiedział Hale.

— Spółka Lukasa nie potrzebuje właściwie nowych pracowników. Rozumiecie. Postarajcie się dowieść swojej przydatności. Robię to tylko dla was, spłacam dług, jeśli wolicie. Cenię sobie lojalność.

— Będzie pan z nas zadowolony — zapewnił go Hale.

— Siedźcie po prostu cicho. Zbytnia gorliwość kosztowała was wylanie ze służby bezpieczeństwa. Pracując dla mnie będziecie trzymać nerwy na wodzy. Ostrzegałem was. Ostrzegałem, kiedy pracowaliśmy razem na Podspodziu…

— Pamiętam — bąknął Hale. — Ale wylano nas, panie Lukas, z pobudek osobistych. Konstantin tylko szukał pretekstu. On tam zmienia zaprowadzone przez pana porządki, przewraca wszystko do góry nogami, burzy wszystko, czego pan dokonał. Staraliśmy się, sir.

— Nic na to nie poradzę — powiedział Jon. — Nie jestem tam na dole. Nie mam na to wpływu. A teraz wy też nie. Wolałbym, żeby Jacoby wywalczył dla was jakąś łagodniejszą karę, ale macie za swoje. Jesteście teraz na posadach prywatnych. Rozparł się w fotelu. — Mogę was potrzebować — powiedział rzeczowo. — Więc miejcie to względzie. I tak wszystko mogło się dla was skończyć gorzej… jesteście teraz na stacji, koniec z błotem, koniec z bólami głowy od skisłego powietrza. Pracujecie dla firmy bez względu na to, co się wydarty i robicie użytek ze swych głów. Nie będziecie narzekać.

— Tak jest, sir — powiedział Hale.

— Ty, Lee… — Jon spojrzał beznamiętnie na Lee Quale’a. Ty może staniesz od czasu do czasu na straży majątku Lukasa. Możesz nosić przy sobie broń. Ale nie będziesz z niej strzelał. Wiesz, jak niewiele ci brakowało do skierowania na przystosowanie?

— Ten skurczybyk rąbnął mi w lufę — mruknął Quale.

— Biurem Radcy Prawnego kieruje Damon Konstantin. To brat Emilia, człowieku. Angelo trzyma wszystko w garści. Gdyby miał lepsze argumenty, przepuściłby ciebie przez młyn. Na drugi raz, kiedy przyjdzie ci do głowy wejść w drogę Konstantinom, pomyśl o konsekwencjach.

Otworzyły się drzwi. Do gabinetu wśliznął się Vittorio, ignorując chwilowy grymas niezadowolenia na twarzy Jona. Zbliżywszy się do ojca pochylił się do jego ucha.

— Przyszedł jakiś człowiek — szepnął. — Ze statku o nazwie Oko Łabędzia.

— Nie słyszałem o żadnym Oku Labędzia — odszepnął Jon. — Niech zaczeka.

— Nie — nalegał Vittorio pochylając się jeszcze niżej. — Posłuchaj, wydaje mi się, że on nie ma zezwolenia.

— Jakiego zezwolenia?

— Papierów. Nie jestem pewien, czy na statku wiedzą, że on znajduje się na terenie stacji. Czeka tutaj. Nie wiem, co z nim zrobić.

Jon wstrzymał na chwilę oddech czując, jak nagły dreszcz przechodzi mu po plecach. Biuro pełne świadków. Pełny świadków dok.

— Wpuść go tutaj — zdecydował i zwracając się do Hale’a i jego ludzi rzucił: — Przejdźcie do sąsiedniego pokoju, wypełnijcie formularze i oddajcie je urzędnikom. Potem zabierajcie się do tego, co wam zlecą na dzisiaj. No, idźcie.

Popatrzyli po sobie ponuro nie rozumiejąc, czym go urazili.

— Chodźmy — odezwał się Hale wypychając ich przed sobą z gabinetu.

Vittorio pośpieszył za nimi i zniknął pozostawiając drzwi otwarte.

W chwilę później do gabinetu wśliznął się mężczyzna w stroju kupca i zamknął za sobą drzwi. Zamknął, tak po prostu. W tym ruchu nie było respektu, nie było nic z konspiracji. Jak gdyby to on tu rozkazywał. Pospolita twarz, mężczyzna pod trzydziestkę i bez żadnych dystynkcji. Ruchy opanowane i flegmatyczne.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 146
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)