Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]
Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]

Электронная книга - «Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]». Краткое содержание книги:

Severian, wygnany z konfraterni katów za złamanie zasad, dotarł do Thraxu. Obejmuje stanowisko liktora i sumiennie wypełnia obowiązki strzegąc więźniów i ścinając skazańców. Mimo poszukiwań nie zdołał zwrócić Pazura Łagodziciela — klejnot o uzdrawiającej mocy zaczyna mu ciążyć, odbierając spokój i sen. Severian wyczuwa coraz bardziej mrok gromadzący się nad światem, zaczyna wątpić w swoje powołanie, aż wreszcie wbrew rozkazowi archonta daruje życie kobiecie skazanej na uduszenie. Musi uciekać z Thraxu i udaje się na północ, w góry zamieszkane przez istoty, które odrzuciły człowieczeństwo. Rozpoczyna niebezpieczną podróż, która wyjaśni wiele kłębiących się wokół niego tajemnic.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 74
Перейти на страницу:

Potem góra znalazła się bezpośrednio przed nami, zbyt blisko, abyśmy mogli dostrzec jej podobieństwo do postaci człowieka. Z warstwy chmur wyłaniały się potężne, pofałdowane zbocza, o których wiedzieliśmy, że są jego wyrzeźbionymi w skale szatami. Z pewnością wielokrotnie okrywał się nimi zaraz po przebudzeniu, nie zdając sobie sprawy, iż kiedyś zostaną utrwalone na całe wieki, tak wielkie, że prawie wymykające się ludzkiemu postrzeganiu.

ROZDZIAŁ XXIII

PRZEKLĘTE MIASTO

Nazajutrz około południa ponownie znaleźliśmy wodę — jak się później okazało, po raz ostatni na zboczu tej góry. Zjedliśmy resztkę suszonego mięsa otrzymanego od Casdoe i napiliśmy się ze strumienia, który był tutaj zaledwie strużką średnicy męskiego kciuka. Wydawało mi się to dziwne, ponieważ w wyższych partiach góry widziałem mnóstwo śniegu; po pewnym czasie przekonałem się jednak, że poniżej granicy wiecznych śniegów, gdzie biała czapa mogłaby rozpuszczać się w promieniach słońca, dając początek licznym potokom, śnieg został zmieciony przez silne wiatry, wyżej natomiast przybywało go nieprzerwanie od stuleci.

Ponieważ nasze koce były wilgotne od rosy, rozpostarliśmy je na kamieniach, aby wyschły. Nastąpiło to w ciągu jednej wachty, nie tyle dzięki słońcu, co podmuchom suchego, górskiego wiatru. Wiedziałem, że najbliższą noc przyjdzie nam spędzić na stoku, mniej więcej w takich samych warunkach, w jakich spałem pierwszej nocy po opuszczeniu Thraxu, a jednak świadomość ta nawet w najmniejszym stopniu nie wpłynęła na pogorszenie mojego nastroju. Jego przyczyną była nie tylko ulga, że wreszcie opuszczamy niebezpieczną dżunglę, lecz także, a może nawet przede wszystkim, zadowolenie, że z każdym krokiem oddalamy się od czyhającej tam niegodziwości. Miałem wrażenie, że zostałem zbrukany i że teraz oczyszczę się w zimnym górskim powietrzu. Przez pewien czas nie bardzo wiedziałem, skąd wzięło się to uczucie, ale potem, kiedy zaczęliśmy wspinać się na dobre, zrozumiałem, iż wywołało je przede wszystkim wspomnienie kłamstw, jakimi uraczyłem magów, udając — podobnie jak oni — że władam potężnymi mocami i znam mroczne tajemnice. Co prawda kłamałem tylko dlatego, żeby ocalić życie swoje i małego Severiana, niemniej jednak czułem się tak, jakbym przestał być w pełni mężczyzną. Mistrz Gurloes, którego znienawidziłem na długo przed opuszczeniem konfraterni, kłamał bardzo często; teraz nie byłem pewien, czy nienawidziłem go dlatego, że kłamał, czy też nienawidziłem kłamstw dlatego, że on się nimi chętnie posługiwał.

A przecież mistrz Gurloes miał wymówkę równie dobrą jak moja, albo nawet jeszcze lepszą: kłamał po to, aby zachować nasze bractwo i zapewnić mu pomyślność, podając najróżniejszym dostojnikom i oficerom przesadzone informacje na temat naszej działalności, a w razie potrzeby ukrywając także nasze błędy. Czyniąc to jako, de facto, zwierzchnik konfraterni, ponad wszelką wątpliwość umacniał swoją pozycję, ale jednocześnie przyczyniał się do umocnienia pozycji mojej, Drotte'a, Roche'a, Eaty oraz wszystkich uczniów i czeladników, jacy mieli w przyszłości kontynuować jego dzieło. Gdyby naprawdę był brutalnym prostakiem, za jakiego chciał uchodzić, na pewno uwierzyłbym, że wszelka nieuczciwość miała służyć wyłącznie jego dobru. Ponieważ jednak nim nie był, miałem podstawy przypuszczać, iż przez wiele dziesięcioleci czuł się dokładnie tak samo, jak ja teraz.

Mimo to wcale nie byłem pewien, czy istotnie kierowała mną myśl, by uratować małego Severiana. Kiedy uciekł, a ja oddałem napastnikom miecz, ocaliłem chyba nie jego, lecz swoje życie — bo to przecież ja zostałbym niechybnie zabity, gdybym zdecydował się na walkę z wielekroć silniejszym przeciwnikiem. Później, już po ucieczce, wróciłem nie tylko po chłopca, ale także po Terminus Est, tak samo jak wróciłem po miecz w kopalni zamieszkanej przez małpoludy. Gdybym go stracił, już niczym nie różniłbym się od zwykłego włóczęgi.

Jakąś wachtę później, kiedy wspinałem się na stromiznę z chłopcem na plecach, podpierając się mieczem jak laską, w dalszym ciągu nie wiedziałem, na którym z nich bardziej mi zależy. Na szczęście byłem wypoczęty, wspinaczka więc nie sprawiała mi większych trudności. Wreszcie ten odcinek zbocza skończył się i stanęliśmy na skraju starożytnej drogi.

Chociaż zarówno wcześniej, jak i później bywałem w wielu dziwnych miejscach, żadne z nich nie wydało mi się równie nienaturalne, jak to. Po lewej stronie, w odległości zaledwie dwudziestu kroków, droga kończyła się niemal pionowym urwiskiem o poszarpanej krawędzi, po prawej natomiast znajdowała się w doskonałym stanie, jakby zaledwie wczoraj ukończono jej budowę: idealnie gładka wstęga czarnego kamienia, wijąca się w górę, ku potężnej postaci, której głowa wznosiła się wysoko nad chmurami.

Postawiłem chłopca na ziemi, a on złapał mnie mocno za rękę.

— Mama mówiła, że nie wolno korzystać z dróg, bo pilnują ich żołnierze.

— Twoja matka miała rację, tyle tylko, że miała na myśli drogi na nizinach, gdzie istotnie łatwo spotkać żołnierzy. Prawdopodobnie patrolowali kiedyś i tę drogę, ale wszyscy umarli, zanim wysiało się najgrubsze z drzew, jakie widzieliśmy w dżungli.

Mały Severian drżał z zimna, dałem mu więc jeden z koców i pokazałem, w jaki sposób należy się w niego zawinąć. Gdyby ktoś nas wtedy zobaczył, pomyślałby zapewne, że widzi samotną, zakutaną w pled postać, obok której podąża nieproporcjonalnie duży, czarny jak noc, cień.

* * *

Weszliśmy w mgłę, co mnie trochę zdziwiło, gdyż nie spodziewałem się napotkać jej na tak znacznej wysokości. Dopiero kiedy wspięliśmy się ponad nią i spojrzeliśmy z góry na oświetloną blaskiem słońca, kłębistą powierzchnię, zrozumiałem, iż był to jeden z obłoków, które wydawały mi się takie odległe, gdy oglądałem je z porośniętej dżunglą przełęczy.

Jednak po zastanowieniu się musiałem przyznać, że nawet tamto miejsce, teraz tak daleko w dole, ponad wszelką wątpliwość znajdowało się tysiące łokci powyżej Nessus. Jakże daleko musiałem już zawędrować, skoro na takich wysokościach mogły bujnie rosnąć dżungle — sięgające niemal do kibici świata, gdzie zawsze panuje lato, a różnice klimatyczne wynikają jedynie z różnic wysokości. Z tego, czego dowiedziałem się od mistrza Palaemona wynikało, że gdybym teraz ruszył prosto na zachód, pozostawiwszy za sobą góry, znalazłbym się w dżungli tak niebezpiecznej, iż ta, z której niedawno wyszedłem, wydałaby mi się istnym rajem. Jednak nawet tam dostrzegłbym oznaki śmierci, bo choć do obszarów tych dociera więcej energii słonecznej niż do jakiegokolwiek innego miejsca na Urth, to jednocześnie jest jej znacznie mniej niż w dawnych czasach, a w miarę jak lód posuwał się coraz dalej na południe, rośliny strefy umiarkowanej uciekały przed jego naporem, stopniowo zastępując te, które mogły żyć jedynie w klimacie tropikalnym.

Zatrzymałem się, by popatrzeć z góry na obłok, ale chłopiec maszerował dalej. Dopiero po chwili przystanął, spojrzał na mnie błyszczącymi oczami i zapytał:

— Kto zrobił tę drogę?

— Zapewne ci sami robotnicy, którzy wyrzeźbili górę. Dysponowali ogromnymi zasobami energii oraz maszynami znacznie potężniejszymi od tych, jakie znamy obecnie. Mimo to musieli przecież w jakiś sposób pozbywać się resztek skał i pogruchotanych kamieni. Tą drogą jeździły kiedyś tysiące wozów.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)