Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]
Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]

Электронная книга - «Miecz Liktora [The Sword of the Lictor - pl]». Краткое содержание книги:

Severian, wygnany z konfraterni katów za złamanie zasad, dotarł do Thraxu. Obejmuje stanowisko liktora i sumiennie wypełnia obowiązki strzegąc więźniów i ścinając skazańców. Mimo poszukiwań nie zdołał zwrócić Pazura Łagodziciela — klejnot o uzdrawiającej mocy zaczyna mu ciążyć, odbierając spokój i sen. Severian wyczuwa coraz bardziej mrok gromadzący się nad światem, zaczyna wątpić w swoje powołanie, aż wreszcie wbrew rozkazowi archonta daruje życie kobiecie skazanej na uduszenie. Musi uciekać z Thraxu i udaje się na północ, w góry zamieszkane przez istoty, które odrzuciły człowieczeństwo. Rozpoczyna niebezpieczną podróż, która wyjaśni wiele kłębiących się wokół niego tajemnic.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 74
Перейти на страницу:

— I to wszystko?

— Potem przybiegło ich więcej i złapali mnie, i kazali mi wejść do dziury w ziemi, gdzie było zupełnie ciemno. A potem obudzili mnie i gdzieś zanieśli, a jeszcze potem byłem pod ubraniem jakiegoś mężczyzny, aż wreszcie ty przyszedłeś i mnie uwolniłeś.

— Nikt o nic cię nie pytał?

— Jakiś człowiek w ciemnościach.

— Rozumiem. Mały Severianie, zapamiętaj, że nie wolno ci uciekać, tak jak to zrobiłeś na ścieżce, rozumiesz? Możesz to zrobić tylko wtedy, kiedy zobaczysz, że ja także rzuciłem się do ucieczki. Gdybyś wtedy został przy mnie, nie znaleźlibyśmy się tutaj.

Chłopiec skinął głową.

— Decumanie! — zawołałem. — Decumanie, czy możemy porozmawiać?

Dalej nucił swoją pieśń, może nieco głośniej niż do tej pory, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Miał uniesioną twarz, jakby wpatrywał się w drewniany sufit, ale jego oczy były zamknięte.

— Co on robi? — zapytał chłopiec.

— Próbuje rzucić na nas czar.

— Czy zrobi nam krzywdę?

— Nie, ponieważ magia, którą włada, w zdecydowanej większości opiera się na oszustwach, na przykład na wyciąganiu cię przez dziurę w ziemi, tak by wszyscy myśleli, że nagle pojawiłeś się pod jego szatami.

Jednak nawet wtedy, kiedy mówiłem te słowa, zdawałem sobie sprawę, że w grę wchodzi coś znacznie poważniejszego. Decuman skoncentrował na mnie swoje myśli w sposób nieosiągalny dla większości ludzkich umysłów, ja zaś poczułem, że jestem zupełnie nagi w jakimś jasno oświetlonym miejscu, pod obstrzałem tysiąca spojrzeń. Jedna z pochodni zamigotała, zaskwierczała i zgasła. W pomieszczeniu zrobiło się ciemniej, ale tym bardziej jaskrawo jarzyło się to światło, którego nie byłem w stanie dostrzec za pomocą wzroku.

Podniosłem się z miejsca, dokonując w pamięci przeglądu sposobów, które pozwalają zabić bez pozostawiania żadnych śladów, i postąpiłem krok naprzód. W tej samej chwili ze szpar w obu długich ścianach wyrosły jak na komendę ostre piki. Nie miały nic wspólnego z lancami używanymi przez żołnierzy, które miotają porażające błyskawice — były to zwykłe, naostrzone żerdzie, takie same, jakich używali wieśniacy z Saltus. Mimo to na krótki dystans stanowiły śmiertelnie groźną broń, więc pospiesznie wróciłem na swoje miejsce.

— Oni chyba stoją na zewnątrz i obserwują nas przez szpary w ścianach — szepnął chłopiec.

— Też tak mi się wydaje.

— Co teraz zrobimy? — zapytał. — Kim są ci ludzie, ojcze?

Po raz pierwszy zwrócił się do mnie w ten sposób. Przyciągnąłem go bliżej, czując, jak jednocześnie słabnie nić, którą Decuman starał się opleść mój umysł.

— Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że trafiliśmy do akademii magów, zwanych także okultystami, którzy uprawiają to, co uważają za sztuki tajemne. Podobno mają wielu zwolenników, choć nie bardzo chce mi się w to wierzyć i są nadzwyczaj okrutni. Czy słyszałeś o Nowym Słońcu, mały Severianie? Według proroków ma to być człowiek, który odegna lód i naprawi świat.

— I zabije Abaię — dodał chłopiec, wprawiając mnie w zdumienie.

— Istotnie, to także ma uczynić, podobnie jak mnóstwo innych rzeczy. Powiadają, że już tu kiedyś był, bardzo dawno temu. Wiedziałeś o tym? Pokręcił głową.

— Wówczas jego zadanie polegało na doprowadzeniu do pokoju między ludzkością a Prastwórcą i dlatego nazwano go Łagodzicielem. Pozostawił po sobie słynną relikwię, klejnot zwany Pazurem.

Odruchowo sięgnąłem do zawieszonego na szyi woreczka z ludzkiej skóry i choć nawet nie spróbowałem rozluźnić rzemienia, to czułem klejnot w dłoni. Jak tylko go dotknąłem, niewidzialny blask, jaki Decuman rozpalił w moim umyśle, zgasł nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego sądziłem, że Pazur może zadziałać tylko wtedy, jeśli zostanie wydobyty z ukrycia. Tej nocy przekonałem się, że tak nie jest i wybuchnąłem donośnym śmiechem.

Decuman przerwał na chwilę śpiew i otworzył oczy, mały Severian zaś przywarł do mnie z całej siły.

— Już się nie boisz?

— Nie — odparłem. — A było po mnie widać, że się boję?

Poważnie skinął głową.

— Istnienie tej relikwii podsunęło niektórym ludziom myśl, że Łagodziciel posługiwał się pazurami jako bronią. Ja osobiście przez dłuższy czas wątpiłem, czy ktoś taki w ogóle istniał, ale jeśli tak, to jestem pewien, że najczęściej kierował tę broń przeciwko sobie samemu. Rozumiesz, co mówię?

Raczej nie liczyłem na to, ale dał znak, że rozumie.

— Na ścieżce znaleźliśmy urok mający nie dopuścić do nadejścia Nowego Słońca. Trójkolorowi ludzie — myślę, że to ci, którzy przeszli pomyślnie tę próbę — posługują się stalowymi szponami. Przypuszczalnie mają zamiar powstrzymać Nowe Słońce, aby zająć jego miejsce, a być może również zagarnąć część jego siły. Jeżeli…

Na zewnątrz ktoś krzyknął.

ROZDZIAŁ XXII

SKRAJ GÓR

O ile mój śmiech na chwilę zdekoncentrował Decumana, to krzyk nie zdołał tego uczynić. Pleciona przez niego sieć, która prawie przestała istnieć w chwili, kiedy dotknąłem Pazura, teraz znowu zaczęła mnie oplątywać, może nieco wolniej, ale za to ciaśniej.

Zawsze pojawia się pokusa, aby określić uczucia takie jak to mianem niemożliwych do opisania, choć w rzeczywistości wcale takie nie są. Wydawało mi się, że wiszę zupełnie nagi między dwoma myślącymi słońcami — nie wiedzieć skąd wzięła się pewność, iż są to półkule mózgu Decumana. Moje ciało zalewały potoki światła, lecz był to raczej żar bijący z otwartych palenisk, groźny i paraliżujący. W tym blasku nic nie wydawało się warte tego, by istnieć, ja sam zaś mogłem myśleć o sobie jedynie z pogardą i współczuciem.

Moja koncentracja także pozostała nienaruszona, a jednak uświadomiłem sobie mgliście, że krzyk, który dobiegł zza ścian budowli, może oznaczać dla mnie szansę. Ponieważ reagowałem na wszystko jakby w zwolnionym tempie, stanąłem chwiejnie na nogach znacznie później niż powinienem, bo dopiero po dziesięciu lub dwunastu oddechach.

Coś zaczęło przeciskać się przez drzwi. W pierwszej chwili wydawało mi się, że to błoto, które pod wpływem potężnej konwulsji, jaka wstrząsnęła wnętrznościami Urth, wytrysnęło z podziemnego zbiornika i teraz stopniowo zalewa wzniesione z ociosanych bali pomieszczenie. Pełzło powoli, ale niepowstrzymanie naprzód. Zgasła kolejna pochodnia, ale było jeszcze wystarczająco jasno, abym dostrzegł, że tajemnicza substancja zbliża się do Decumana, krzyknąłem więc głośno, aby go ostrzec.

Nie wiem, czy sprawił to mój głos czy dotknięcie czarnej istoty — gdyż jednak była to istota — ale mój przeciwnik błyskawicznie oprzytomniał, ja zaś po raz wtóry poczułem, jak rozpada się misterne rusztowanie, które miało utrzymać mnie w zasięgu niszczącego blasku dwóch bliźniaczych słońc. One same najpierw przygasły, by wkrótce zupełnie zniknąć, ja natomiast zacząłem błyskawicznie rosnąć, nie wiedząc, gdzie jest góra i dół, prawa i lewa strona, aż wreszcie zorientowałem się, że stoję w sali prób, z małym Severianem ściskającym kurczowo skraj mego płaszcza.

Między palcami Decumana błysnęły stalowe szpony (aż do tej chwili nie miałem pojęcia, że jest w nie uzbrojony). Czymkolwiek była ta czarna, prawie bezkształtna istota, pod jej skórą znajdowały się jakby pokłady grubego tłuszczu. Krew także miała czarną albo ciemnozieloną. Krew Decumana była czerwona; kiedy istota przesunęła się nad nim, jego skóra stopiła się jak wosk.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)