Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 101
Перейти на страницу:

Larsson oczekiwał ich na korytarzu, zaciągając się nerwowo papierosem o zapachu świeżego miodu. Miał tak posępną minę, że Bill, jak zawsze impulsywny, zapytał:

— Może byśmy wpadli do Prateru?

Kabina spadała po stromej pochylni. Obraz jej, odbity w zwierciadle wody, błyskawicznie się przybliżał. Matej uczepił się poręczy krzesła. „Teraz!” Obraz rozprysnął się i zniknął. Kabina, sunąc wciąż po metalowych szynach, rozpruła dziobem warstwy wody. Zakochane pary, siedzące w głębi na skałkach, przyjaźnie skinęły kosmonautom kulistymi kaskami. W dalszej części podwodnego ogrodu dzieci goniły się na motorowerkach.

Przed wejściem do baru profesor spojrzał na jezioro, w którym pogrążała się właśnie inna kabina.

— Mimo że przyspieszenie jest tu znacznie mniejsze niż w naszej ćwiczeniowej wirówce, po prostu zaparło mi oddech.

— Mnie również — przyznał Matej. — Pewno dlatego, że jesteśmy tu po cywilnemu.

Larsson spojrzał na nich niechętnie i wstąpił do baru. Kiedy weszli w ślad za nim, siedział już przy sześciobocznym stole, na środku którego lśniły klawisze automatu.

— Czego się napijemy? — zapytał Bill.

— Reklamują jakiś nowy koktajl truskawkowo — ananasowy na mleku kokosowym, może spróbujemy? — zaproponował Matej.

— Daj spokój tym nowościom! — obruszył się Larssen. — Mam dziś ochotę na kieliszek propergolu!

To mówiąc nacisnął z furią jeden z klawiszy. Odskoczyła klapa i melenowy pojemnik pojawił się przed gośćmi. Alkohol w jego wnętrzu mienił się wspaniałym fioletem.

— Tylko jeden kieliszek, Sven! — powiedział cicho profesor. — Jutro w nocy wyruszamy.

Statek kosmiczny czekał na nich z dziobem wycelowanym w gwiazdy. Gdyby nie obawa przed docinkami kolegów, Matej pogłaskałby palcami jego lśniącą pokrywę. Z platformy windy objął spojrzeniem opalizujące niebo, zabudowania kosmodromu, rakiety pasażerskie i pocztowe… Przyszło mu nagle na myśl, że opuszcza to i wszystko inne na czas bardzo długi — może na zawsze. Do tej pory stale marzył o wielkich wyprawach. Okres coraz cięższych prób, jakim ich poddawano, tysiące stron pokrytych schematami, wzorami, równaniami — wszystko to straciło znaczenie wobec „Albatrosa”, który za chwilę miał wystrzelić w niebo wśród ognistych wybuchów. I teraz, w momencie rozstania, wzrok Mateja dostrzegł nagle piękno tego, co pod wpływem przyzwyczajenia oglądał dotąd obojętnie.

Głośniki ponownie rzuciły stanowcze wezwanie: „Opuśćcie pobliże wyrzutni! Ostatni elektrowóz wycofa się za pięć minut!” Jakby dla podkreślenia wagi tych słów, promienie reflektorów przestały omiatać teren i skupiły się na grupie ludzi, wśród których górował wzrostem Sven Larsson. Stał w otoczeniu reporterów, nie mogących zdecydować się na porzucenie swej zdobyczy, i wielbicielek z naręczami kwiatów.

Inżynier uśmiechnął się jeszcze do kamer terrawizji, wyrwał się z kręgu łowców autografów i ruszył do windy. Nie przestawał się uśmiechać, lecz był to uśmiech wymuszony, kontrastujący z niespokojnym wyrazem oczu.

„To nic, otrząśnie się z tego — pomyślał Matej. — Mamy dość czasu przed sobą.”

Winda zatrzymała się bezszelestnie. Z brzozowego lasku doleciał ledwo wyczuwalny powiew. Matej wciągnął głęboko powietrze i przekroczył próg, usiłując opanować drżenie warg.

Skrępowany kombinezonem anty — g Matej był bezsilny jak poczwarka w jedwabnym kokonie. Ramiona, nogi, całe ciało było poddane wzmagającemu się ciężarowi przyspieszenia. Każdy oddech wymagał bolesnego wysiłku.

Tarcze zegarów zdawały się unosić nad nim we mgle. Sądził początkowo, że to dym dobywa się ż płonącego brzucha statku. Chciał krzyknąć, lecz nie zdołał wydobyć głosu z krtani. Nie mógł nawet opuścić powiek.

Stracił niemal przytomność, gdy zmienił się rytm owych drgań, jakim ulegał olbrzymi pojazd, i ucisk począł się zmniejszać. Matej, jeszcze oszołomiony, usłyszał głos pilota:

— Mister Gromow!

— Profesorze! Dlaczego pan nie odpowiada?

Gromow zaśmiał się cicho — słabym śmiechem podobnym do dalekiego echa.

— Przestraszyłeś się, Bill? Ledwie doszedłem do siebie…

— Jak się pan czuje? Może podejść do pana?

— Nie, nie! Masz dosyć kłopotu z aparatami. Sven i Matej są tu bliżej.

— Ale obaj milczą!

Matej wreszcie wyzwolił się z żelaznych kleszczy, które go ściskamy za gardło.

— Astronom jest na swoim stanowisku — szepnął. — Zobaczymy, jak się miewa Sven.

Bill odetchnął z ulgą.

— Skoro pan już wrócił do siebie…

Podczas specjalnych ćwiczeń na Ziemi Larsson okazywał największą wytrzymałość na raptowne przyspieszenie. Teraz leżał bez ruchu, z czołem pokrytym wielkimi kroplami potu. Bill wyjął lancet ż torby lekarskiej, gorączkowym ruchem przeciął elastyczną powłokę z krylonu i przytknął ucho do piersi inżyniera. Serce biło cicho jak skrzydła motyla, lecz jednak biło.

W tym okresie podróży rola pilota sprowadzała się przede wszystkim do czuwania nad sprawnym działaniem przyrządów. Jego umiejętności miały być potrzebne później, podczas skomplikowanej operacji miękkiego lądowania, kiedy nie można będzie zdać się jedynie na mózg elektronowy przy ocenie wszystkich czynników wewnętrznych i zewnętrznych.

Mimo to ani pilot, ani reszta załogi nie pozwalali sobie na dolce far niente. Ze względu na szczupłość kabiny nie zabrali tylu specjalistów, ilu wymagała ta wyprawa, toteż załoga musiała posiąść w rekordowo krótkim czasie wiadomości, jakie normalnie człowiek przyswaja sobie latami. Nauka trwała dalej podczas podróży. Matej, na przykład, astronom z wykształcenia, uzupełniał swą wiedzę w zakresie botaniki, a zwłaszcza flory podbiegunowej i pustynnej, która rozwija się w warunkach podobnych do tych, jakie panują na Marsie. Larsson przed specjalizacją w lotach międzyplanetarnych ukończył medycynę. Z tego tytułu powierzono mu troskę o zdrowie kolegów. Natomiast profesor Gromow, sława w dziedzinie budowy pojazdów kosmicznych, zapełnił półki biblioteczne traktatami z zakresu mineralogii; ślęczał teraz nad nimi całymi dniami.

Długotrwałe współżycie wymagało od kosmonautów jeszcze innych umiejętności. Przed opuszczeniem Ziemi ustalili, że codzienne posiłki będą przygotowywać kolejno. Skończyli nawet krótki, przyspieszony kurs sztuki kulinarnej. Ponieważ jednak każda sztuka wymaga choćby odrobiny talentu, niepowodzenia towarzyszy skłoniły Mateja do podjęcia się roli jedynego kucharza.

Co prawda, ograniczony asortyment surowców nie pozwalał mu rozwinąć twórczej fantazji, lecz wykorzystywał ją w pełni na miniaturowym ekranie kinocybru.

Ponieważ mowa tu o zupełnie nowym wynalazku, dla sprostowania nieścisłości, jakie zakradły się do artykułów pseudopopularnych, pozwolimy sobie opisać pokrótce kinocyber, tym bardziej, że odegrał on pewną rolę w dramacie, który miał miejsce na pokładzie „Albatrosa”. Współpraca między widzami a zespołem cybernetycznym, o której tak szeroko rozpisywali się rozentuzjazmowani dziennikarze, w ogóle jako taka nie istnieje. Kinocyber jest tylko udoskonaloną maszyną. Jego oryginalność polega na tym, że widzowie są jednocześnie scenarzystami, reżyserami, scenografami oraz aktorami widowiska. Siedząc wygodnie w fotelach, narzucają postępowanie stworzonej przez siebie postaci. Widowisko można w każdej chwili przerwać i wyświetlić ponownie, gdy zespół cybernetyczny zachowuje wszystko w swej pamięci. A ponieważ widzowie nie wiedzą, kto kieruje każdą z postaci, akcja przez dłuższy czas rozwija się w sposób nieprzewidziany, podyktowana fantazją nie ograniczoną w czasie i przestrzeni.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)