Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 101
Перейти на страницу:

— I o tym, że przebywamy od miesiąca w Kosmosie — dorzucił profesor.

Nazajutrz po starcie do programu codziennych zajęć włączono ćwiczenia, mające na celu lepsze przystosowanie do życia w stanie nieważkości. Były to właściwie kosmonautyczne zabawy, chociaż łatwo można było rozpoznać ich ziemskie wzory. Pierwsze ćwiczenie przypominało pływanie w powietrzu. Kosmonauci stawali w jednym końcu kabiny i starali się wiosłować ramionami w powietrzu, żeglując w drugi jej koniec. Szczupły, silny Bill zwykle pierwszy przybywał do mety. Drugie ćwiczenie — rodzaj zapasów — wymagało raczej zręczności niż siły. Zaczynając od środka kabiny zapaśnicy starali się przycisnąć przeciwnika do jednej ze ścian. Rewelacją turnieju był Gromow, który przypomniał sobie wyczyny z dzieciństwa spędzonego we wsi nad Donem.

Niestety, ćwiczenia te nie miały żadnego wpływu na Larssona. Po kilku próbach, wykonanych bez zapału, wpadł w złość:

— Zdziecinnieliście!

I stanowczo odmówił udziału w zawodach, bardziej jeszcze izolując się od reszty kolegów.

Uznali, że trzeba go wciągnąć do działania, które by wyrwało go z sieci czarnych myśli. Matej oświadczył, że będzie musiał poświęcić więcej czasu na badanie zjawisk niebieskich, gdyż przyrządy sygnalizują natężenie promieniowania kosmicznego i zmiany w układzie widma gwiazd w konstelacji Łabędzia. W związku z tym poprosił Larssona, by go zastąpił przy hodowli roślin na pożywkach wodnych.

Po pewnym czasie profesor zaczął się uskarżać na ból oczu.

— Nic dziwnego! — parsknął Larsson. — Skoro siedzi pan ciągle z nosem w książkach.

— Chciałbyś, żeby wetknął nos w poduszkę, jak ty? — odparował Bill.

Nie skończyłby na tym, ale Matej dał mu znak, żeby zamilkł. Nie zawsze chirurgia jest najwłaściwszą metodą leczenia.

Pragnąc wykonać plan studiów, profesor poprosił Billa, by mu czytał przynajmniej godzinę albo dwie dziennie. Pilot w tym czasie musiał jednak sprawdzić działanie silników, tak że lektura znów obciążyła Larssona. Stawiał początkowo opór, ale że miał najmniej zajęć, więc musiał w końcu skapitulować.

Czwarta postać wysiadła niebawem z kuli gwiezdnego statku. Przybywała z systemu planetarnego Syriusza i miała za zadanie zbadać wyższe formy życia w układzie słonecznym. Przypadek sprawił, że natknęła się na nie od razu, lecz wcale jej to nie ucieszyło, gdyż nie potrafiła się cieszyć. Była robotem.

Matej daremnie próbował odgadnąć, projekcją czyich myśli są postacie na ekranie. Zrozumiał wreszcie, że ich postępki oraz często niekonsekwentne wypowiedzi zależą od reguł gry, których i on coraz dokładniej przestrzegał. Albowiem urok kinocybru polegał między innymi na tym, że postacie miały znaczną swobodę działania, zgodną wszakże z logiką wydarzeń. Tak więc Stary Wilk Przestrzeni Kosmicznej podziwiał szczątki marsjańskiej cywilizacji, słuchał wyjaśnień trubadura o złotych oczach, zakochał się w kosmonautce i spierał z robotem o to, która z dwóch cywilizacji osiągnęła wyższy poziom. Usiłował nawet uczyć go gry w szachy, mając cichą nadzieję, że Larsson przy tym się zdradzi. Wszakże Marsjanin, przebierając w powietrzu długimi palcami, podjął nową opowieść o czasach, kiedy planetę pokrywały lasy i skupiska miejskie, Kosmonautka oświadczyła, że woli robić na drutach, robot zaś długo słuchał go w milczeniu, by na koniec stwierdzić, że filtr użyteczności nie przepuścił nic do jego elektronicznej pamięci.

Tymczasem „Albatros” kontynuował lot na Marsa. Świetlisty punkt, wskazujący położenie kosmicznego statku, przesuwał się nieznacznie na wielkiej mapie planetarnej, zostawiając za sobą jaskrawo — czerwoną smugę. Przez okna z borazonu tak przejrzyste, jakby wcale nie istniały, widać było jaśniejące nieruchomo gwiazdy. Dawno zniknął złudny błękit atmosfery. Dookoła trwała gęsta, przytłaczająca, namacalna ciemność, podobna do oceanu, na którym rozsiane są wyspy w odległościach tak ogromnych, że myśl ludzka nie potrafi ich ogarnąć. Kosmonauci mieli jednak wrażenie, iż wszystko dookoła jest nieruchome, że utknęli na wieki w punkcie uwolnionym od dobroczynnej tyranii Wszechświata.

Twórca „Albatrosa”, profesor Gromow, długo poszukiwał materiału zapewniającego należytą trwałość powłoce statku kosmicznego; wreszcie zdecydował się na stop kadmu i berylu, uzyskany w próżni, a później odlewany w atmosferze argonu. Kilka warstw tego stopu miało zabezpieczyć pojazd przed bombardowaniem cząstek elementarnych. Przeciwko większym przeszkodom kadłub statku został uzbrojony w urządzenia radarowe, sygnalizujące mózgowi elektronowemu zbliżanie się niebezpieczeństwa; lekkie zboczenie z toru pozwalało na uniknięcie zderzenia. Podczas prób przeprowadzonych na Ziemi przyrządy te działały bezbłędnie. Ale przy pierwszym nadchodzącym spotkaniu z ławicą meteorytów cień niepokoju zasępił kosmonautów. Ławica bowiem była zbyt wielka, by ją „Albatros” mógł okrążyć, musiał więc przemknąć się między meteorytami, narażony jednocześnie na działanie cząstek elementarnych.

W tej niebezpiecznej sytuacji zachowanie Larssona raz jeszcze zdziwiło załogę. Był najspokojniejszy ze wszystkich, swobodny i uśmiechnięty; takim go widywano tylko na Ziemi.

— Co mu się stało? — dziwił się Matej odprowadzając go spojrzeniem do kabiny pilota. — Gdyby na pokładzie był alkohol…

— Przecież jest! — wtrącił popędliwie Bill. — Larsson zawsze ma dostęp do apteczki.

Gromow z gestem irytacji włączył się do rozmowy:

— Za daleko posuwacie się, chłopcy! To mi wygląda na zawiść!

Zanim Bill zdążył odpowiedzieć, Larsson wrócił i przypomniał, że pora na kinocyber.

— Nie zwlekajmy — powiedział. — Za dwie godziny…

Za dwie godziny mieli się spotkać z ławicą meteorytów.

Spektakl zaczął się w niespokojnym nastroju. Marsjanin stał się bardziej ruchliwy, kosmonautka bardziej gadatliwa, Stary Wilk Przestrzeni Kosmicznej raz po raz spoglądał na zegarek… Nie zmieniło się tylko zachowanie robota. Poruszał się ciężkim krokiem na ekranie i wydobywał dziwne przedmioty z gwiezdnego pojazdu.

— Co robisz? — spytała kosmonautka.

— Chcę zachować wasze podobizny.

— Czemu właśnie teraz przyszło ci to na myśl? — zdziwił się Stary Wilk Przestrzeni Kosmicznej.

— Dlatego, że dopiero teraz jesteście sobą naprawdę.

— Nie rozumiem — wyszeptał Marsjanin pieszcząc dźwięczące hafty.

— Rozumiecie aż za dobrze!

To był głos Larssona. Zdjął hełm z czułkami psychokonwertora i uśmiechał się wyzywająco.

— Sven, co cię napadło? — pilot zmarszczył brwi.

— Nic szczególnego, Bill. Po prostu chcę żyć. Za drogo by nas kosztowała sława.

Larsson nacisnął guziki umieszczone na oparciach fotela. Uwolniony z zacisku elastycznych pasów uniósł się raptownie pod sam sufit.

— Co ci jest, Sven? Co chcesz zrobić? — zaniepokoił się profesor.

— To, co dawno należało! — odpowiedział inżynier zmierzając do drzwi. — Dotarliśmy do kresu i zawracamy. Jeśli ktoś chce wysiąść…

Nie dowierzając własnym uszom, Bill i Matej niemal jednocześnie rzucili się ku niemu. Ale Szwed, który śledził ich z ukosa, wykonał półobrót w powietrzu i wyciągnął rękę z prawej kieszeni. Rozległ się strzał. Bill pobladł i chwycił się za ramię. Matej zawahał się — i to wystarczyło, żeby Larsson zamknął drzwi z drugiej strony. Astronom rzucił się do pomocniczego silnika i nacisnął guzik, lecz mechanizm odmówił posłuszeństwa. Drzwi zostały zablokowane. Wszyscy trzej byli więźniami inżyniera.

— Po co szukać skomplikowanych wyjaśnień! — wykrzyknął pilot rozdrażniony bólem ramienia. — Jak świat światem, zawsze zdarzali się tchórze!

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)