Obfite piersi, pełne biodra
- Автор: Янь Мо
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Kulpa
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
Po naszym tragicznym pochodzie wzdłuż drogi pozostały dziesiątki trupów. Niektórzy leżeli z koszulami rozpiętymi na piersiach, z wyrazem błogości na twarzy, jakby ogrzewali swoje torsy w blasku pochodni.
Trzeci Fan umarł w czerwonych promieniach wschodzącego słońca.
Zjedliśmy boski kleik ósmego dnia miesiąca przestępnego; ja wypiłem swoją porcję z piersi matki. Nigdy nie zapomnę tej sceny. Ogromne, strzelające w niebo wieże katedry. Sroki siedzące na ramionach krzyża. Pociąg posapujący na torach. Gorąca para buchająca z kotłów pełnych wołowego rosołu. Kapłan w czarnej sutannie, modlący się obok kotła. Kilkuset głodnych wieśniaków, czekających w kolejce. Członkowie „Świętego Zgromadzenia" długimi chochlami nalewali kleik, jedna chochla na osobę, bez względu na wielkość miski. Pachnący kleik, jedzony z głośnym siorbaniem. Nie wiedzieć ile łez wylądowało w pełnych miskach. Kilkaset różowych języków wylizało naczynia do czysta – po jedzeniu każdy ustawiał się powtórnie w kolejce. Do kotłów wrzucono parę worków ryżu i wlano kilka wiader wody. Po smaku mleka poznałem, że druga partia kleiku miłosierdzia została ugotowana na połamanym ryżu, spleśniałym sorgu, nadgniłej soi i jęczmieniu wraz z wąsami.
15
W drodze powrotnej ze stolicy powiatu, gdzie jedliśmy kleik ósmego dnia miesiąca przestępnego, głód dokuczał nam jeszcze bardziej. Ludzie nie mieli siły pogrzebać trupów leżących wzdłuż drogi, nie znaleźli w sobie energii, by chociaż podejść i rzucić okiem na zmarłych. Wyjątkiem było ciało Trzeciego Dziadka Fana. W krytycznym momencie ten człowiek, który zwykle budził naszą niechęć, zdjął własną kurtkę, podpalił ją i swoimi żarliwymi nawoływaniami przywrócił nam przytomność umysłu. Był to dar życia – takiej dobroci nie sposób zapomnieć. Pod przewodnictwem mojej matki ludzie przenieśli ciało chudego jak patyk, wątłego staruszka na pobocze i przysypali kurzem i piachem.
Gdy wróciliśmy do domu, pierwszym, co zobaczyliśmy, była Ptasia Nieśmiertelna, trzymająca w objęciach zawiniątko z rudego kuniego futra. Chodziła tam i z powrotem po podwórzu. Matka przytrzymała się framugi, jakby miała zemdleć. Trzecia Siostra podeszła i podała zawiniątko matce.
– Co to jest? – spytała matka.
– Dziecko – rzekła Trzecia Siostra, niemal całkowicie ludzkim głosem.
– Czyje dziecko? – spytała matka tonem osoby, która zna odpowiedź.
– A czyje ma być?
Zawinięte w kunie futro Shangguan Laidi mogło być tylko dziecko Shangguan Laidi.
Była to dziewczynka o ciemnej prawie jak węgielek skórze; miała czarne oczy, przypominające ślepia walecznego koguta, ostre, wąskie wargi i wielkie białe uszy, zupełnie niepasujące do śniadej karnacji. Wszystkie te cechy niezbicie świadczyły o jej pochodzeniu: była to pierwsza siostrzenica rodziny Shangguan, owoc związku Najstarszej Siostry i Sha Yuelianga.
Matka patrzyła na małą z wyraźną niechęcią, a ona uśmiechnęła się do niej jak kot. Zaślepiona gniewem, zapominając o boskich mocach Ptasiej Nieśmiertelnej, matka wymierzyła Trzeciej Siostrze siarczystego kopniaka w nogę.
Trzecia Siostra wrzasnęła boleśnie, zatoczyła się o kilka kroków w przód, a gdy odwróciła głowę ku nam, na jej twarzy bez wątpienia gościła mina rozgniewanego ptaka. Jej twarde wargi wyciągnęły się w długi ryjek, jakby zamierzała kogoś dziobnąć, ramiona uniosły się, jakby miała się zerwać do lotu. Matka, nie zważając na jej tożsamość, ptasią czy też ludzką, krzyknęła:
– Ty głupia! Kto ci pozwolił przyjąć od niej to dziecko?
Trzecia Siostra kręciła głową, jakby szukała owadów na korze.
– Laidi, ty bezwstydna suko! – przeklinała matka wniebogłosy. – Sha Mnichu, ty nikczemniku o czarnym sercu! Robić dzieci to umiecie, a wychować potem nie łaska? Myślicie, że możecie mi podrzucić swojego bachora, a ja go będę chować? No to się pomyliliście! Bo ja wrzucę wasz pomiot do rzeki i nakarmię nim żółwie! Cisnę go na ulicę, na pożarcie psom, albo na bagna, niech je wrony zeżrą! Czekajcie no!