Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
- Автор: Линдсей Джеффри
- Серия: Dexter (pl) #1
- Год: 2006
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 8324125922
- Переводчик: Jan Krasko
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:
— Czego? — spytała.
— Ustawiłem ją na drzwi — ciągnął pryszczaty. — A teraz będę musiał ją przefokusować. Kurczę, człowieku, musi pan grzebać w moich rzeczach?
Ponownie przeniosłem wzrok na siostrę.
— On powiedział: „kamera”.
— Kamera — powtórzyła Debora.
— Tak.
Pani detektyw spojrzała na naburmuszonego księcia z bajki.
— Jest włączona?
Książę gapił się na nią, próbując zachować pałającą gniewem twarz.
— Ale co?
— Kamera. Czy ta kamera działa? Książę prychnął i wytarł palcem nos.
— Myśli pani, że zawracałbym sobie nią głowę, gdyby nie działała? Kosztowała mnie dwie stówy. Musi działać.
Wyjrzałem przez okno, żeby sprawdzić, gdzie skierowany jest obiektyw, tymczasem on gderał dalej.
— Mam własną stronę internetową. Kathouse. com. Kiedy nasi wyjeżdżają albo wracają, wszystko leci na żywo.
Debora podeszła do mnie i też wyjrzała przez okno.
— Była skierowana na drzwi — powiedziałem.
— No, a gdzie? — burknął nasz rozmówca. — Inaczej nic nie byłoby widać.
Debora przeszyła go wzrokiem i pięć sekund później zaczerwienił się i spuścił głowę.
— Czy w nocy też była włączona?
— Jasne — mruknął, wciąż patrząc na blat stołu. — To znaczy, chyba tak.
Siostra odwróciła się do mnie i uniosła brwi. Jej wiedza komputerowa ograniczała się do wypełniania standardowych meldunków o zdarzeniach drogowych. Wiedziała, że moja jest trochę głębsza.
Spojrzałem na informatyka.
— Jak ją pan ustawia? — rzuciłem, adresując pytanie do czubka jego głowy. — Na automatyczną archiwizację?
Tym razem podniósł wzrok. Użyłem określenia: „automatyczna archiwizacja”, więc musiałem być w porządku.
— Tak — odparł. — Odświeża obraz co piętnaście sekund i zapisuje na dysku. Rano zwykle to kasuję.
Debora chwyciła mnie za rękę tak mocno, że omal nie pękła mi skóra.
— Dzisiaj też pan skasował? — spytała. Informatyk uciekł wzrokiem w bok.
— Nie. Wpadliście tu z takim wrzaskiem, że nie zdążyłem nawet sprawdzić poczty.
— Bingo — powiedziałem.
— Niech pan tu podejdzie — rozkazała Debora.
— Słucham? — nie zrozumiał nasz smutny harcerzyk.
— Niech pan tu podejdzie — powtórzyła siostra, a wtedy powoli wstał, otworzył usta i niepewnie potarł kłykcie.
— Ale po co?
— Czy zechce pan tu podejść? — warknęła Deb jak na starą weterankę przystało. Informatyk wreszcie ożył i podszedł bliżej. — Może pan pokazać nam zdjęcia z dzisiejszej nocy?
Informatyk zerknął na komputer, potem na nią.
— Po co? — spytał. Ach, te niezbadane tajemnice ludzkiej inteligencji.
— Bo niewykluczone — odrzekła Debora bardzo powoli i wyraźnie — że jest wśród nich zdjęcie zabójcy.
Informatyk szybko zamrugał i się zaczerwienił. — No, nie.
— No, tak — odparłem.
Z rozdziawionymi ustami młodzian spojrzał na mnie, potem znowu na Deborę.
— Ale odlot — sapnął. — Bez kitu? To znaczy… naprawdę? O żesz ty… — Zaczerwienił się jeszcze bardziej.
— Możemy przejrzeć te zdjęcia? — powtórzyła Deb.
Pryszczaty stał nieruchomo jeszcze przez sekundę, a potem rzucił się na krzesło przy biurku i poruszył myszką. Momentalnie ożył ekran, a wtedy on zaczął wściekle stukać w klawiaturę i jeździć myszką po podkładce.
— Od której? — rzucił.
— O której wszyscy wyszli? — spytała siostra. Wzruszył ramionami.
— Wczoraj nie graliśmy. Chyba gdzieś o… ósmej?
— Niech pan zacznie od północy — powiedziałem. Kiwnął głową.
— Dobra. — Przez chwilę walił w klawisze i cicho mamrotał. — No, szybciej, ty… To tylko sześćset megaherców. Nie chcą nam dać lepszego sprzętu. Ciągle mówią, że wystarczy, a to bydlę jest takie powolne, że… — Nagle urwał. — Mam.
Na ekranie monitora ukazał się ciemny obraz, pusty parking przed stadionem.
— Północ — powiedział informatyk.
Piętnaście sekund później obraz zmienił się na identyczny.
— Będziemy to oglądali przez pięć godzin? — spytała Debora.
— Niech pan przewinie — poleciłem. — Szukamy świateł, reflektorów samochodowych, czegoś, co się rusza.
— Jjyyasne. — Pryszczaty książę gwałtownie poruszał myszką, znowu zastukał w klawiaturę i obrazy zaczęły przesuwać się z prędkością jednego na sekundę. Początkowo były takie same: ten sam ciemny parking, to samo jaskrawe światło na skraju kadru. Ale mniej więcej pięćdziesiąt klatek później na ekranie coś się pojawiło.
— Furgonetka! — sapnęła Deb.
Nasz ulubiony informatyk pokręcił głową.
— Ochroniarz — mruknął i rzeczywiście, po chwili zobaczyliśmy samochód ochrony.
Obrazy przesuwały się dalej, wciąż takie same i niezmienne. Co trzydzieści, czterdzieści klatek przez ekran przejeżdżał samochód ochrony, a potem nie działo się nic. Po kilku minutach przestał przejeżdżać nawet samochód.
— Mam cię — rzucił nasz nowy, pyszałkowaty przyjaciel. Debora zmarszczyła brwi.
— Kamera wysiadła?
Pryszczaty spojrzał na nią, zaczerwienił się jak piwonia i uciekł wzrokiem w bok.
— Nie, to ten ochroniarz — odparł. — Facet się obija. Noc w noc gdzieś o trzeciej parkuje naprzeciwko i daje w kimono. — Ruchem głowy wskazał przesuwające się czarne obrazy. — Widzi pani? Hej tam, panie ochroniarz! Niech się pan tylko nie przemęczy. — Z jego nosa wydobył się dziwny, mokry odgłos; założyłem, że to śmiech. — A to sukinkot. — Znowu zabulgotało mu w nosie i na ekranie znowu ukazał się pusty parking.
I nagle…
— Zatrzymaj! — krzyknąłem.
Na ekranie pojawiła się furgonetka. Stała tuż przy wejściu. Kolejny obraz i obok furgonetki wyrósł jakiś mężczyzna.
— Nie można bliżej? — spytała Debora.
— Niech pan podkręci zoom — rzuciłem, zanim zdążył zmarszczyć czoło.
Przesunął kursor, podświetlił fragment obrazu z mężczyzną i kliknął myszką. Fragment się powiększył.
— Za mała rozdzielczość — powiedział. — Te piksele…
— Zamknij się — warknęła Debora. Wpatrywała się w ekran tak intensywnie, jakby chciała roztopić go wzrokiem. Wiedziałem dlaczego.
Było ciemno i mężczyzna stał za daleko, żeby mieć całkowitą pewność, mimo to na podstawie kilku ledwo widocznych szczegółów stwierdziłem, że jest w nim coś znajomego. Jego sylwetka, sposób, w jaki stał na znieruchomiałym obrazie, rozkładając ciężar ciała na obydwie nogi. Wrażenie było bardzo niejasne i nieuchwytne, ale wszystko to razem do czegoś się sprowadzało. I kiedy z głębokich zakamarków mojego umysłu buchnął głośny, syczący rechot, poczułem się tak, jakby spadł mi na głowę fortepian koncertowy. Bo mężczyzna z ekranu wyglądał jak…
— Dexter? — wychrypiała Debora dziwnie zduszonym głosem.
Rzeczywiście.
Wyglądał dokładnie jak Dexter.
23
Musiała odprowadzić tłustowłosego księcia do holu, ponieważ kiedy podniosłem wzrok, stała przede mną sama. I chociaż była w mundurze, nie wyglądała teraz jak policjantka. Była zmartwiona, wewnętrznie rozdarta, jakby nie wiedziała, czy ma na mnie nawrzeszczeć, czy rozpłakać się jak mama, którą zawiódł ulubiony synek.