Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 56
Перейти на страницу:

— Czego? — spytała.

— Ustawiłem ją na drzwi — ciągnął pryszczaty. — A teraz będę musiał ją przefokusować. Kurczę, człowieku, musi pan grzebać w moich rzeczach?

Ponownie przeniosłem wzrok na siostrę.

— On powiedział: „kamera”.

— Kamera — powtórzyła Debora.

— Tak.

Pani detektyw spojrzała na naburmuszonego księcia z bajki.

— Jest włączona?

Książę gapił się na nią, próbując zachować pałającą gniewem twarz.

— Ale co?

— Kamera. Czy ta kamera działa? Książę prychnął i wytarł palcem nos.

— Myśli pani, że zawracałbym sobie nią głowę, gdyby nie działała? Kosztowała mnie dwie stówy. Musi działać.

Wyjrzałem przez okno, żeby sprawdzić, gdzie skierowany jest obiektyw, tymczasem on gderał dalej.

— Mam własną stronę internetową. Kathouse. com. Kiedy nasi wyjeżdżają albo wracają, wszystko leci na żywo.

Debora podeszła do mnie i też wyjrzała przez okno.

— Była skierowana na drzwi — powiedziałem.

— No, a gdzie? — burknął nasz rozmówca. — Inaczej nic nie byłoby widać.

Debora przeszyła go wzrokiem i pięć sekund później zaczerwienił się i spuścił głowę.

— Czy w nocy też była włączona?

— Jasne — mruknął, wciąż patrząc na blat stołu. — To znaczy, chyba tak.

Siostra odwróciła się do mnie i uniosła brwi. Jej wiedza komputerowa ograniczała się do wypełniania standardowych meldunków o zdarzeniach drogowych. Wiedziała, że moja jest trochę głębsza.

Spojrzałem na informatyka.

— Jak ją pan ustawia? — rzuciłem, adresując pytanie do czubka jego głowy. — Na automatyczną archiwizację?

Tym razem podniósł wzrok. Użyłem określenia: „automatyczna archiwizacja”, więc musiałem być w porządku.

— Tak — odparł. — Odświeża obraz co piętnaście sekund i zapisuje na dysku. Rano zwykle to kasuję.

Debora chwyciła mnie za rękę tak mocno, że omal nie pękła mi skóra.

— Dzisiaj też pan skasował? — spytała. Informatyk uciekł wzrokiem w bok.

— Nie. Wpadliście tu z takim wrzaskiem, że nie zdążyłem nawet sprawdzić poczty.

— Bingo — powiedziałem.

— Niech pan tu podejdzie — rozkazała Debora.

— Słucham? — nie zrozumiał nasz smutny harcerzyk.

— Niech pan tu podejdzie — powtórzyła siostra, a wtedy powoli wstał, otworzył usta i niepewnie potarł kłykcie.

— Ale po co?

— Czy zechce pan tu podejść? — warknęła Deb jak na starą weterankę przystało. Informatyk wreszcie ożył i podszedł bliżej. — Może pan pokazać nam zdjęcia z dzisiejszej nocy?

Informatyk zerknął na komputer, potem na nią.

— Po co? — spytał. Ach, te niezbadane tajemnice ludzkiej inteligencji.

— Bo niewykluczone — odrzekła Debora bardzo powoli i wyraźnie — że jest wśród nich zdjęcie zabójcy.

Informatyk szybko zamrugał i się zaczerwienił. — No, nie.

— No, tak — odparłem.

Z rozdziawionymi ustami młodzian spojrzał na mnie, potem znowu na Deborę.

— Ale odlot — sapnął. — Bez kitu? To znaczy… naprawdę? O żesz ty… — Zaczerwienił się jeszcze bardziej.

— Możemy przejrzeć te zdjęcia? — powtórzyła Deb.

Pryszczaty stał nieruchomo jeszcze przez sekundę, a potem rzucił się na krzesło przy biurku i poruszył myszką. Momentalnie ożył ekran, a wtedy on zaczął wściekle stukać w klawiaturę i jeździć myszką po podkładce.

— Od której? — rzucił.

— O której wszyscy wyszli? — spytała siostra. Wzruszył ramionami.

— Wczoraj nie graliśmy. Chyba gdzieś o… ósmej?

— Niech pan zacznie od północy — powiedziałem. Kiwnął głową.

— Dobra. — Przez chwilę walił w klawisze i cicho mamrotał. — No, szybciej, ty… To tylko sześćset megaherców. Nie chcą nam dać lepszego sprzętu. Ciągle mówią, że wystarczy, a to bydlę jest takie powolne, że… — Nagle urwał. — Mam.

Na ekranie monitora ukazał się ciemny obraz, pusty parking przed stadionem.

— Północ — powiedział informatyk.

Piętnaście sekund później obraz zmienił się na identyczny.

— Będziemy to oglądali przez pięć godzin? — spytała Debora.

— Niech pan przewinie — poleciłem. — Szukamy świateł, reflektorów samochodowych, czegoś, co się rusza.

— Jjyyasne. — Pryszczaty książę gwałtownie poruszał myszką, znowu zastukał w klawiaturę i obrazy zaczęły przesuwać się z prędkością jednego na sekundę. Początkowo były takie same: ten sam ciemny parking, to samo jaskrawe światło na skraju kadru. Ale mniej więcej pięćdziesiąt klatek później na ekranie coś się pojawiło.

— Furgonetka! — sapnęła Deb.

Nasz ulubiony informatyk pokręcił głową.

— Ochroniarz — mruknął i rzeczywiście, po chwili zobaczyliśmy samochód ochrony.

Obrazy przesuwały się dalej, wciąż takie same i niezmienne. Co trzydzieści, czterdzieści klatek przez ekran przejeżdżał samochód ochrony, a potem nie działo się nic. Po kilku minutach przestał przejeżdżać nawet samochód.

— Mam cię — rzucił nasz nowy, pyszałkowaty przyjaciel. Debora zmarszczyła brwi.

— Kamera wysiadła?

Pryszczaty spojrzał na nią, zaczerwienił się jak piwonia i uciekł wzrokiem w bok.

— Nie, to ten ochroniarz — odparł. — Facet się obija. Noc w noc gdzieś o trzeciej parkuje naprzeciwko i daje w kimono. — Ruchem głowy wskazał przesuwające się czarne obrazy. — Widzi pani? Hej tam, panie ochroniarz! Niech się pan tylko nie przemęczy. — Z jego nosa wydobył się dziwny, mokry odgłos; założyłem, że to śmiech. — A to sukinkot. — Znowu zabulgotało mu w nosie i na ekranie znowu ukazał się pusty parking.

I nagle…

— Zatrzymaj! — krzyknąłem.

Na ekranie pojawiła się furgonetka. Stała tuż przy wejściu. Kolejny obraz i obok furgonetki wyrósł jakiś mężczyzna.

— Nie można bliżej? — spytała Debora.

— Niech pan podkręci zoom — rzuciłem, zanim zdążył zmarszczyć czoło.

Przesunął kursor, podświetlił fragment obrazu z mężczyzną i kliknął myszką. Fragment się powiększył.

— Za mała rozdzielczość — powiedział. — Te piksele…

— Zamknij się — warknęła Debora. Wpatrywała się w ekran tak intensywnie, jakby chciała roztopić go wzrokiem. Wiedziałem dlaczego.

Było ciemno i mężczyzna stał za daleko, żeby mieć całkowitą pewność, mimo to na podstawie kilku ledwo widocznych szczegółów stwierdziłem, że jest w nim coś znajomego. Jego sylwetka, sposób, w jaki stał na znieruchomiałym obrazie, rozkładając ciężar ciała na obydwie nogi. Wrażenie było bardzo niejasne i nieuchwytne, ale wszystko to razem do czegoś się sprowadzało. I kiedy z głębokich zakamarków mojego umysłu buchnął głośny, syczący rechot, poczułem się tak, jakby spadł mi na głowę fortepian koncertowy. Bo mężczyzna z ekranu wyglądał jak…

— Dexter? — wychrypiała Debora dziwnie zduszonym głosem.

Rzeczywiście.

Wyglądał dokładnie jak Dexter.

23

Musiała odprowadzić tłustowłosego księcia do holu, ponieważ kiedy podniosłem wzrok, stała przede mną sama. I chociaż była w mundurze, nie wyglądała teraz jak policjantka. Była zmartwiona, wewnętrznie rozdarta, jakby nie wiedziała, czy ma na mnie nawrzeszczeć, czy rozpłakać się jak mama, którą zawiódł ulubiony synek.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)