Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 56
Перейти на страницу:

— No i co? — warknęła. U mnie? Dobre pytanie.

— Fatalnie — odparłem. — A u ciebie? Kopnęła krzesło. Krzesło upadło.

— Przestań się wygłupiać, do ciężkiej cholery! Powiedz coś. Powiedz, że to nie ty!

Milczałem.

— W takim razie powiedz, że to ty! No, mów coś! Pokręciłem głową.

— Widzisz… — Cóż miałem powiedzieć? Znowu pokręciłem głową. — Jestem pewny, że to nie ja. Prawie pewny. — Nawet dla mnie zabrzmiało to tak, jakbym był absolutnym mistrzem kulawych odpowiedzi.

— Co znaczy: „prawie”? Że nie jesteś pewny? Że to możesz być ty?

— Cóż. — Błyskotliwa riposta, zwłaszcza w tej sytuacji. — Może. Nie wiem.

— Nie wiesz? Nie wiesz, czy mi powiesz, czy nie wiesz, kim jest ten facet na ekranie?

— Jestem prawie pewien, że to nie ja — powtórzyłem. — To znaczy, jestem pewien, ale nie na sto procent. Wszystko wskazuje na mnie, co?

— Cholera jasna! — Kopnęła leżące krzesło. Krzesło grzmotnęło w stół. — Jak możesz tego nie wiedzieć?

— Trochę trudno to wyjaśnić.

— Spróbuj!

Otworzyłem usta, ale pierwszy raz w życiu nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Nie dość, że wszystko się waliło, to jeszcze straciłem inteligencję.

— Widzisz, mam… mam te sny, ale… naprawdę nie wiem. — Powiedziałem to? Czy wymamrotałem?

— Niech to szlag! Niech to szlag! Niech to szlag! — Kop w krzesło, kop w krzesło i piąty kop w krzesło.

Zanalizowała tę sytuację bardzo trafnie, trudno było się z nią nie zgodzić.

Z nową, szyderczą siłą powróciły moje głupie, masochistyczne myśli. Oczywiście, że to nie ja. Przecież to niemożliwe. Gdybym to był ja, musiałbym o tym wiedzieć. Jak widać, nic byś nie musiał, drogi chłopcze. Jak widać, nic o tym nie wiedziałeś. Nasze małe, ciemne, tępe móżdżki podsuwają nam tylko to, co wpływa i wypływa z rzeczywistości, a zdjęcia nie kłamią.

Deb przepuściła nową serię szaleńczych ataków na krzesło i wreszcie się wyprostowała. Miała zaczerwienioną twarz, a jej oczy nigdy dotąd nie były tak bardzo podobne do oczu Harry’ego.

— Dobrze — powiedziała. — To jest tak. — Urwała i zamrugała, ponieważ obydwoje zdaliśmy sobie sprawę, że zacytowała ojca.

I przez chwilę Harry naprawdę z nami był, przez chwilę między nami stał. Chociaż tak bardzo się różniliśmy, byliśmy jego dziećmi, jego dziwną, jedyną w swoim rodzaju spuścizną. Debora nagle złagodniała i znowu wyglądała jak człowiek, czego dawno u niej nie widziałem. Patrzyła na mnie bardzo długo, a potem się odwróciła.

— Jesteś moim bratem, Dex. — Dawałem głowę, że nie to chciała powiedzieć.

— To nie twoja wina — odparłem.

— Cholera jasna, jesteś moim bratem! — warknęła. — Nie wiem, co było między tobą i tatą, bo nigdy nie chcieliście o tym mówić. Ale wiem, co tato zrobiłby na moim miejscu.

— Oddałby mnie w ręce policji — powiedziałem, a ona kiwnęła głową. Coś błyszczało w kąciku jej oka.

— Jesteś moją jedyną rodziną, Dex.

— Fatalnie, co?

Spojrzała na mnie i zobaczyłem w jej oczach łzy. Przez długą chwilę tylko na mnie patrzyła, a ja patrzyłem na łzę, która spływała po jej lewym policzku. Wytarła ją, głęboko odetchnęła i odwróciła się do okna.

— Tak — powiedziała. — Oddałby cię w ręce policji. Ja też tak zrobię. — Patrzyła w pustkę, w dal, na horyzont. — Muszę ich przesłuchać. A ty ustalisz, czy te materiały mają znaczenie dla sprawy. Weź nagranie, idź do domu i sprawdź, co się da. Skończę robotę i przed powrotem na komendę przyjadę do ciebie. Przyjadę, a ty powiesz mi to, co będziesz miał do powiedzenia. — Zerknęła na zegarek. — O ósmej. I jeśli będę musiała cię aresztować, to cię aresztuję. — Znowu na mnie spojrzała i patrzyła jeszcze dłużej niż przedtem. — Niech cię szlag, Dexter — powiedziała cicho i wyszła.

Wyjrzałem przez okno. Przed wejściem kłębił się ten sam tłum reporterów, policjantów i gapiów. Daleko za parkingiem widziałem autostradę pełną samochodów i ciężarówek pędzących z obowiązującą u nas prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. W zamglonej dali za autostradą strzelały w niebo drapacze chmur Miami.

A tu, na pierwszym planie, stał biedny, blady, bezsilny Dexter, patrząc przez okno na nieme miasto, które nie powiedziałoby mu nic nawet wtedy, gdyby umiało mówić.

Niech cię szlag, Dexy.

Nie wiem, jak długo tak stałem, ale w końcu dotarło do mnie, że przez okno nie wypatrzę żadnych odpowiedzi. Odpowiedzi takie mogły jednak kryć się w komputerze kapitana Pryszczatego. Podszedłem do biurka. Komputer miał nagrywarkę. W górnej szufladzie znalazłem pudełko płyt CD. Włożyłem jedną do nagrywarki i skopiowałem nagranie. Wyjąłem płytę i zważyłem ją w ręku: ona też nie miała mi nic do powiedzenia, a cichutki chichot, który nagle usłyszałem, musiał być produktem mojej wyobraźni. Ale na wszelki wypadek skasowałem nagranie z twardego dysku.

Policjanci z Broward mnie nie zatrzymali ani nawet do mnie nie zagadali, chociaż wydawało mi się, że patrzą na mnie z podejrzliwą obojętnością.

Zastanawiałem się. jak to jest mieć sumienie. Pewnie nigdy się tego nie dowiem — w przeciwieństwie do biednej Debory, rozdartej poczuciem lojalności wobec tylu idei i przekonań, że pewnie nie mogły żyć razem w jednym mózgu. Podziwiałem jej inteligencję, to, że kazała mi ustalić, czy nagranie ma istotne znaczenie dla sprawy. Bardzo sprytne. Było w tym coś z Harry’ego. To tak jak zostawić nabity rewolwer przyjacielowi i wyjść z pokoju, wiedząc, że poczucie winy każe mu pociągnąć za spust i zaoszczędzić miastu kosztów procesu. Zhańbione sumienie nie mogło po prostu dalej żyć, nie w świecie Harry’ego.

Ale, o czym Harry dobrze wiedział, świat ten umarł już dawno temu, a ja nie miałem ani sumienia, ani poczucia wstydu czy winy.

Miałem tylko płytkę CD z serią zdjęć. W dodatku zdjęcia te były jeszcze bardziej absurdalne niż sumienie.

Nie, musiało istnieć rozwiązanie, które nie uwzględniało Dextera. Ani Dextera, ani tego, że śpiąc, jeździł furgonetką po Miami. Naturalnie jeździć tak potrafi większość kierowców, ale oni są przynajmniej częściowo przytomni, siadając za kierownicą, prawda? No, a ja, czujny, bystrooki Dexter, facet zupełnie niepodobny do monstrów, które grasują nocą po mieście i nieświadomie zabijają? Nie, to niemożliwe: należałem do tych, którzy zabijając, pragną chłonąć tę chwilę od początku do końca. No i kwestia zasadnicza: wieczór na autostradzie. Było fizycznie niemożliwe, żebym rzucił tą głową sam w siebie. Prawda?

Chyba że wmówiłbym sobie, iż jestem w stanie być w dwóch miejscach naraz, co w sumie miałoby sens, zważywszy że jedyną alternatywą było to, że tylko mi się tak zdawało, że tylko myślałem, iż siedzę w samochodzie i widzę, jak ktoś rzuca we mnie głową, podczas gdy tak naprawdę rzuciłem nią sam, a potem…

Nie. Przecież to absurd. Mózg miałem co prawda w strzępach, ale nie mogłem żądać, żeby uwierzył w bajki. Tak, musiało istnieć proste, logiczne wytłumaczenie i na pewno je znajdę i chociaż brzmiało to tak, jakbym chciał wmówić sobie, że pod łóżkiem niczego nie ma, powiedziałem to na głos:

— Istnieje proste, logiczne wytłumaczenie. — A ponieważ nigdy nie wiadomo, czy ktoś nas nie podsłuchuje, szybko dodałem: — A pod łóżkiem niczego nie ma.

Ale i tym razem jedyną odpowiedzią było wymowne milczenie Mrocznego Pasażera.

Mimo radosnej żądzy krwi trawiącej kierowców na autostradzie, w drodze do domu nie wpadłem na żaden pomysł. Dokładniej mówiąc, na żaden sensowny pomysł. Pomysłów głupich miałem co niemiara. Ale wszystkie obracały się wokół przesłanki, że wasz ulubiony potworek nie ma piątej klepki, z czym za nic nie mogłem się pogodzić. Może dlatego, że nie czułem się wcale bardziej obłąkany niż przedtem. Bo przecież nie zauważyłem, żeby ubyło mi szarej substancji. Nie zauważyłem, żebym myślał wolniej czy dziwaczniej, no i jak dotąd nie gadałem z duchami, a przynajmniej nic o tym nie wiedziałem.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)