Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 56
Перейти на страницу:

Tak jest dobrze. Tak, na pewno. Że tak jest dobrze, że właśnie tak powinno być, że mój tajemniczy autostopowicz jest zadowolony, podekscytowany i spełniony w sposób, jakiego nie jestem w stanie ogarnąć rozumem. Jednocześnie przebijało przez to wszystko niejasne wrażenie, że skądś to znam. Nie miało to żadnego sensu, ale tak było. Lecz zanim zdążyłem zgłębić znaczenie tego dziwnego objawienia, młody, przysadzisty mężczyzna w policyjnym mundurze kazał mi wyjść z pakamery z rękami na widoku. Musiał przyjechać jako pierwszy i celował we mnie z rewolweru w bardzo przekonujący sposób. Ponieważ twarz przecinała mu tylko jedna długa, ciemna brew i ponieważ nie miał czoła, uznałem, że lepiej spełnić jego życzenie. Wyglądał na tępego, prymitywnego draba, który może przypadkiem zastrzelić niewinnego człowieka — albo nawet mnie.

Niestety, mój odwrót odsłonił małą dioramę w pakamerze i prymitywny drab zaczął rozpaczliwie szukać miejsca, gdzie mógłby zwrócić śniadanie. Wreszcie dopadł dużego kosza na śmieci sześć metrów dalej i zaczął wydawać okropne rzężąco-gulgoczące odgłosy. Stałem nieruchomo i czekałem, aż skończy. Rozrzucać wokoło na wpół strawione jedzenie — cóż za okropny zwyczaj. Jaki niehigieniczny. I pomyśleć, że robił to strażnik bezpieczeństwa publicznego.

Dołączyli do nas kolejni mundurowi i już wkrótce mój małpi przyjaciel dzielił kosz z kilkoma kolegami. Wydawali bardzo niemiłe dźwięki, nie wspominając już o tym, że musiałem wdychać te wszystkie nieprzyjemne zapachy. Mimo to grzecznie czekałem, ponieważ jedną z najbardziej fascynujących rzeczy, jakie można powiedzieć o rewolwerze, jest to, że da się z niego wystrzelić, nawet wymiotując. Jeden z mundurowych wyprostował się wreszcie, wytarł rękawem usta i zaczął mnie przesłuchiwać. Niedługo potem odepchnięto mnie na bok, zakazano mi odchodzić i czegokolwiek dotykać.

Kilka minut później przyjechali kapitan Matthews z detektyw LaGuertą i kiedy przejęli dowództwo, trochę się odprężyłem. Ale teraz, kiedy mogłem już wszędzie pójść i wszystkiego dotknąć, po prostu siedziałem tam i myślałem. A myśli miałem zaskakująco niepokojące.

Dlaczego wystawa w pakamerze wydała mi się tak dobrze znajoma, tak rozkosznie swojska?

Nie wiedziałem, byłem zupełnie zagubiony. Oczywiście mógłbym powrócić do moich porannych, jakże idiotycznych koncepcji i wmówić sobie, że to moje dzieło, ale tego nie zrobiłem. Moje dzieło — co to za głupota? Buu, rzeczywiście. Nie warto było nawet z tego szydzić. Czysty absurd.

Jeśli tak, skąd wrażenie, że tę wystawę znam?

Westchnąłem i doświadczyłem kolejnego nowego uczucia: uczucia dezorientacji. Po prostu nie miałem pojęcia, co się dzieje i wiedziałem tylko, że to coś dotyczy w jakiś sposób mnie. Nie było to objawienie przełomowe ani pomocne, ponieważ dokładnie pasowało do moich poprzednich wniosków, jakże logicznych i analitycznych. Jeśli wykluczyć absurdalny pomysł, że zrobiłem to nieświadomie — a ja ten pomysł wykluczyłem — każde kolejne wytłumaczenie stawało się coraz mniej prawdopodobne. Tak więc, podsumowanie wyglądało następująco: Dexter jest w tę sprawę zamieszany, ale nie wie nawet, co to znaczy. Poczułem, jak kilka trybików w moim dumnym niegdyś mózgu wyskakuje z łożysk i spada z trzaskiem na podłogę. Brzdęk, brzdęk. Ziuuu! Dexter wykolejony.

Od kompletnego załamania uratowało mnie pojawienie się Debory.

— Chodź — rzuciła. — Idziemy na górę.

— Można spytać po co?

— Żeby pogadać z urzędasami. Może coś wiedzą.

— Muszą coś wiedzieć, skoro mają własne biuro. Patrzyła na mnie przez chwilę, odwróciła się i powtórzyła:

— Chodź.

Nie wiem, może zmusił mnie do tego jej rozkazujący ton głosu, tak czy inaczej, wstałem i poszedłem. Przeszliśmy na drugą stronę lodowiska i wyszliśmy na korytarz. Przed windą stał policjant z Broward, a przez przeszklone drzwi zobaczyłem kilku innych, którzy pilnowali taśmy ostrzegawczej przed wejściem. Debora pomaszerowała prosto do tego przed windą.

— Morgan — powiedziała, a on od razu kiwnął głową i wcisnął guzik. Potem spojrzał na mnie, ale zrobił to bez najmniejszego zainteresowania, co wiele mówiło.

— Ja też jestem Morgan — wyjaśniłem, lecz on odwrócił głowę i wbił wzrok w przeszklone drzwi.

Rozległ się stłumiony gong i przyjechała winda. Debora weszła do kabiny i grzmotnęła ręką w guzik tak głośno, że policjant spojrzał na nią tuż przed tym, gdy zamknęły się drzwi.

— Dlaczego jesteś taka ponura, siostrzyczko? — spytałem. — Czy nie tego zawsze chciałaś?

— Każą mi to robić tylko po to, żebym miała coś do roboty i wszyscy o tym wiedzą — burknęła.

— Ale jest to robota detektywistyczna — zauważyłem.

— Ta suka znowu namieszała — syknęła Deb. — Jak tylko się tu wybiegam, mam wracać do dziwek.

— Ojej. Znowu w tym seksubranku?

— Znowu.

Zanim zdążyłem znaleźć magiczne słowa pocieszenia, przyjechaliśmy na miejsce i otworzyły się drzwi. Deb wysiadła, ja wysiadłem za nią. Szybko trafiliśmy do holu, gdzie pracownicy mieli czekać, aż przedstawiciele majestatu prawa będą mieli czas z nimi porozmawiać. Przed drzwiami stał kolejny policjant z Broward, pewnie po to, żeby żaden z nich nie uciekł i nie spróbował przedrzeć się przez granicę do Kanady. Debora skinęła mu głową i weszła do środka. Bez entuzjazmu poczłapałem za nią, wciąż rozmyślając o moim problemie. Ale siostra szybko wyrwała mnie z zadumy, wypychając drzwiami młodego, opryskliwego człowieka o tłustej twarzy i koszmarnie długich, tłustych włosach. Powlokłem się za nimi.

Oczywiście wiedziałem, o co chodzi: Debora oddzieliła go od pozostałych, żeby go przesłuchać. Bardzo dobra zagrywka, ale szczerze mówiąc, nie rozpaliła mi serca. Po prostu czułem — nie mając pojęcia dlaczego — że żaden z pracowników nie wniesie do sprawy niczego znaczącego; sądząc po tym długowłosym, uogólnienie to można by zastosować również do jego życia. Siostrę obarczono nudnym, rutynowym zadaniem na niby, ponieważ kapitan uznał, że zrobiła coś dobrze. Wciąż uchodziła za szkodnika, więc dostała trochę detektywistycznej roboty, żeby miała jakieś zajęcie i nie wchodziła nikomu w paradę. A ja wlokłem się za nią, bo mnie o to prosiła. Może chciała sprawdzić, czy moje zdolności postrzegania pozazmysłowego pomogą jej ustalić, co ci potulni kanceliści jedli na śniadanie. Spojrzałem na twarz towarzyszącego nam młodzieńca i od razu wiedziałem, że skonsumował zimną pizzę i chipsy, popijając to litrem pepsi. Musiał jeść tak od dawna, bo miał zniszczoną cerę i biła z niego bezmyślna wrogość.

Pan naburmuszony zaprowadził nas do sali konferencyjnej na zapleczu. Stał tam długi dębowy stół, dziesięć czarnych krzeseł z wysokim oparciem oraz biurko z komputerem i sprzętem audio-wideo. Debora i jej pryszczaty przyjaciel usiedli i zaczęli wymieniać złowrogie miny, tymczasem ja podszedłem do biurka. Pod oknem, tuż obok biurka, stała mała półka. Wyjrzałem na dwór. Na dole, niemal dokładnie pode mną, zobaczyłem ciągle rosnący tłum reporterów i policyjne radiowozy przed drzwiami, którymi weszliśmy na lodowisko ze Stebanem.

Spojrzałem na półkę i pomyślałem, że zrobię sobie trochę miejsca i oprę się o nią, dyskretnie dystansując się od przesłuchującej i przesłuchiwanego. Na półce leżała sterta żółtych teczek, a na nich jakiś mały, szary przedmiot. Był kwadratowy i chyba plastikowy. Czarny przewód łączył go z komputerem. Chciałem go podnieść i przesunąć, ale…

— Hej! — zawołał pryszczaty. — Niech pan nie dotyka mojej kamery. Spojrzałem na Deborę. Debora spojrzała na mnie i przysięgam, nozdrza zafalowały jej jak u wyścigowego konia przed bramką startową.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)