Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 137
Перейти на страницу:

— Komandor Quinn, z pewnością nie chce pani spowodować przykrego incydentu i opóźnić odlotu, prawda? Wszystko wskazuje na to, że ta dziewczyna dokonała wyboru.

Quinn zawahała się.

— Nie! — krzyknął Mark. Zdążył już wstać; pociągnął blondynę, którą po chwili przekazał najwyższemu Dendarianinowi. — Trzymaj ją. — Obrócił się i wyminął barona Bharaputrę.

— Admirale? — Baron uniósł brew z lekką ironią.

— Nosi pan na sobie zwłoki — warknął do niego Mark. — Proszę się do mnie nie odzywać. — Wychylił się naprzód, wyciągając ręce do ciemnowłosej dziewczyny przez dzielącą ich niewielką, ale straszną przestrzeń, która miała ogromne znaczenie polityczne. Dziewczyno… — Nie znał jej imienia. Nie wiedział, co powiedzieć. — Nie idź z nim. Nie możesz. Zabiją cię.

Coraz pewniejsza własnego bezpieczeństwa, choć nadal chowając się za kapitanem i trzymając się daleko, by uniknąć ewentualnego ataku Dendarian, uśmiechnęła się do Marka triumfująco i odrzuciła włosy do tyłu. Oczy jej jaśniały.

— Ocaliłam swój honor. Własnymi siłami. Mój honor to moja pani. Ty nie masz honoru. Łajdak! Moje życie to ofiara… większa, niż możesz sobie wyobrazić. Jestem jak kwiat złożony na jej ołtarzu.

— Jesteś zupełnie stuknięta — rzuciła Quinn.

Uniosła podbródek, zaciskając mocno usta.

— Proszę, baronie — rozkazała spokojnie, wyciągając w teatralnym geście dłoń w stronę włazu.

Baron Bharaputra wzruszył ramionami, jak gdyby chciał rzec: „Co pani powie?”, po czym ruszył we wskazanym kierunku. Żaden z Dendarian nie uniósł broni; Quinn rozkazała im wcześniej tego nie robić. Mark nie miał broni. Odwrócił do niej udręczoną twarz.

— Quinn…

Łapała z trudem powietrze.

— Jeżeli nie skoczymy teraz, możemy wszystko stracić. Nie ruszaj się.

Vasa Luigi przystanął u włazu z dłonią na zamku i jedną stopą nadal na pokładzie „Peregrine’a”. Odwrócił się do Marka.

— Gdyby się pan zastanawiał, admirale, ona jest klonem mojej żony — mruknął półgłosem. Polizał palec wskazujący prawej dłoni i położył na czole Marka, pozostawiając tam chłodną plamkę. Śmiały czyn wojownika. — Jeden dla mnie, czterdzieści dziewięć dla pana. Przyrzekam, że jeżeli kiedykolwiek ośmieli się pan tu wrócić, wyrównam ten rachunek w taki sposób, że będzie pan błagać o własną śmierć. — Szybko pokonał odległość dzielącą go od włazu. — Witam, kapitanie, i dziękuję za cierpliwość… — Właz zamknął się i nie usłyszeli dalszego ciągu powitania barona ze strażą swojego sojusznika lub rywala.

Ciszę przerwał szczęk uwalnianych blokad i żałosny płacz porzuconej i zapomnianej blondynki. Plama na czole swędziała Marka, jakby przyłożono mu tam kostkę lodu. Potarł czoło wierzchem dłoni w nadziei, że ją zlikwiduje.

Przez obuwie antypoślizgowe kroki nadchodzącej osoby były prawie bezgłośne, ale tak ciężkie, że cały pokład zdawał się wibrować. Do korytarza wpadła jak burza sierżant Taura. Ujrzawszy blondynkę, krzyknęła przez ramię:

— Jest następna! Zostały tylko dwie.

Zaraz za nią zjawił się inny żołnierz, ciężko dysząc.

— Została ta druga dziewczyna, prowodyrka, ta przemądrzała — powiedziała Taura, zatrzymując się i lustrując boczne korytarze, choć nie przestawała mówić. — Naopowiadała dziewczynkom jakichś bzdur, że jesteśmy statkiem łowców niewolników. Przekonała dziesięć z nich do ucieczki. Wartownik z ogłuszaczem złapał trzy, pozostałe siedem rozbiegło się po pokładzie. Udało się nam schwytać cztery. Większość pochowała się na statku, ale zdaje mi się, że tamta długowłosa miała precyzyjny plan przedostania się do ładowników pasażerskich przed naszym skokiem. Postawiłam tam ludzi, żeby odciąć jej drogę.

Quinn zaklęła z posępną miną.

— Dobre posunięcie, sierżancie. Widocznie to podziałało, bo przybiegła tutaj. Niestety wpadła w sam środek przekazywania barona Bharaputry. Poszła razem z nim. Tę drugą udało się nam złapać. — Quinn ruchem głowy wskazała blondynkę, której płacz przeszedł w ciche pochlipywanie. — Czyli szukacie tylko jednej.

— Jak… — olbrzymia sierżant obrzuciła zdziwionym spojrzeniem korytarz prowadzący do włazu — jak mogła pani do tego dopuścić?

Twarz Quinn zmieniła się w kamienną maskę bez wyrazu.

— Postanowiłam nie wywoływać strzelaniny z jej powodu.

Szponiaste ręce sierżant Taury drgnęły, ale z jej wywiniętych ust nie padło żadne słowo krytyki pod adresem przełożonej.

— Lepiej znajdziemy ostatnią, zanim zdarzy się coś gorszego.

— Proszę szukać dalej, sierżancie. Wy czterej, pomóżcie im — powiedziała Quinn do strażników, którzy nie mieli tu już nic do roboty. — Kiedy wszystkie znajdą się z powrotem na swoim miejscu, zamelduj się w sali odpraw, Tauro.

Taura skinęła głową, skierowała żołnierzy do różnych korytarzy, a sama dała susa do najbliższej rury windowej. Poruszała nozdrzami, jak gdyby chciała zwietrzyć ściganą dziewczynkę.

Quinn obróciła się na pięcie, mrucząc:

— Muszę przesłuchać szpiegów i dowiedzieć się, co się stało z…

— Ja… zabiorę ją do kabiny klonów, Quinn — zaofiarował się Mark, wskazując blondynkę.

Quinn posłała mu nieufne spojrzenie.

— Proszę. Chcę to zrobić.

Zerknęła na właz, za którym zniknęła Eurazjatka, potem zatrzymała wzrok na jego twarzy. Nie wiedział, jak w tej chwili wygląda, lecz Quinn głęboko nabrała powietrza.

— Posłuchaj, po naszym wylocie ze Stacji Fella kilka razy przeglądałam zapisy z akcji. Zdawałeś sobie sprawę, kiedy ruszyłeś przede mną do wahadłowca Kimury, na ile strzałów wystarczy twoja tarcza przeciwplazmowa?

— Nie. To znaczy, wiedziałem, że kilka razy trafili mnie w tunelach.

— Na jeden. Gdyby odbiła jeszcze jeden strzał, byłoby po niej. Dwa więcej i byś się usmażył.

— Aaa…

Zmarszczyła brwi, jak gdyby wahając się, czy uznać to za dowód odwagi, czy głupoty.

— Pomyślałam sobie, że to interesujące. Że może powinieneś się dowiedzieć. — Zamilkła na chwilę. — Moja bateria była już wyczerpana. Jeśli więc chcesz znać prawdziwy rachunek gry z Bharaputrą, możesz podwyższyć swój wynik do pięćdziesięciu.

Nie wiedział, jakiej odpowiedzi od niego oczekuje. W końcu Quinn westchnęła.

— Dobrze. Możesz ją odprowadzić. Jeśli to ci sprawi przyjemność. — Z chmurną miną ruszyła w stronę sali odpraw.

Odwrócił się i delikatnie wziął za rękę blondynkę; wzdrygnęła się, spoglądając na niego szklistymi od łez oczami. Dobrze wiedział — najlepiej ze wszystkich tutaj — że jej rysy i ciało zostało drobiazgowo zaprojektowane na zamówienie, jednak mimo to poczuł, jak odurza go jej uroda i niewinność zmieszana ze zmysłowością i lękiem. Wyglądała na w pełni rozwiniętą dwudziestoletnią kobietę — osobę dokładnie w jego wieku. I była zaledwie parę centymetrów od niego wyższa. Mogłaby zostać heroiną jego dramatu, gdyby jego życie nie zmieniło się w pseudoheroiczną farsę, która wymknęła mu się spod kontroli. Zamiast nagród dostawał coraz to nowe kary.

— Jak masz na imię? — spytał ze sztucznym ożywieniem. Zerknęła na niego podejrzliwie.

— Maree.

Klony nie miały nazwisk.

— Bardzo ładnie. Chodź, Maree. Zabiorę cię z powrotem do twojej, hm, sypialni. Poczujesz się lepiej wśród koleżanek.

Trzymał ją, toteż musiała z nim pójść.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)