Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
That makes me want to live at all
When I am with you
There's no reason to pretend
When I am with you
I feel flames again
Just put me inside you
I would never ever leave
Just put me inside you
I would never ever leave
You*
Część 1
Chronił go.
Przez cały czas.
Wszystko, co robił, co mówił... każdy gest, spojrzenie... to wszystko, co Harry brał
jedynie za objaw pozbawionej skrupułów, chorej nienawiści. Nienawiści tak wielkiej,
iż wydawało się wręcz niemożliwym, by jakakolwiek istota ludzka mogła ją w sobie
pielęgnować aż tak długo i aż tak zajadle.
Jak mógł tego nie widzieć? Jak mógł nie dostrzec tego, co kryło się pod trującymi
kolcami, za obnażonymi zębami?
Jak mógł mu nie zaufać?
Pamiętał swoją oziębłość, swoją palącą pogardę, słowa, którymi celował tak, by jak
najdogłębniej zranić, by mu oddać, zniszczyć go, rozdeptać.
Jak pies, który z zaciekłością gryzie dłoń weterynarza.
Nie mógł tego znieść. Nie był w stanie udźwignąć tego ciężaru. Miał wrażenie, jakby
wgniatał go aż w podłogę, miażdżył płuca, nie pozwalając złapać tchu. I tylko chłodna
dłoń wpleciona w jego włosy... gładząca je... tylko ona utrzymywała go jeszcze na
powierzchni, nie pozwalając mu się poddać i zatonąć w bagnie rozgoryczenia.
- Przepraszam - wyszeptał spękanymi wargami, czując na języku słony smak łez.
Przełknął je z trudem, mając wrażenie, że wypalają mu przełyk.
Jak wiele by oddał, by cofnąć czas, by wszystko wyglądało zupełnie inaczej... jak
wiele...
Jego ciało przeszył niekontrolowany dreszcz, kiedy poczuł, jak dłoń Severusa powoli
przesuwa się na jego policzek, gładząc go z tak niesamowitą delikatnością, jakby
mężczyzna obawiał się, że Harry jest jedynie zjawą, która w każdej chwili może
rozpłynąć się w nicość, znikając z jego życia już na zawsze. I... nie, to nie było
wrażenie. Ta dłoń naprawdę drżała. Drżała tak bardzo, jak Harry drżał w środku, i w
tej sytuacji mógł zrobić tylko jedno. Złapać ją, ścisnąć i uspokoić. I przytulić się do
niej, tak jakby była jedyną realną rzeczą we wszechświecie stworzonym z
niedomówień, sekretów i kłamstw.
Harry'emu wydawało się, że łomotanie w piersi stało się jeszcze boleśniejsze. Jakby
w miejscu jego serca pojawiła się rana i każde uderzenie podrażniało ją, a ból
rozchodził się falami po całym ciele. Powoli uniósł głowę, przesuwając rozmytym
wzrokiem po czarnej szacie i długim rzędzie maleńkich guziczków, coraz wyżej i
wyżej, aż w końcu jego spojrzenie padło na ukrytą w cieniu włosów twarz Severusa. I
nagle poczuł się tak, jakby całe powietrze uleciało mu z płuc, a serce szarpnęło się,
wywołując kolejną niepowstrzymaną eksplozję bólu.
Severus wyglądał na kompletnie rozbitego. Jakby całkowicie stracił grunt, po którym
dotychczas stąpał, i teraz chwiał się niebezpiecznie na krawędzi, nie mając pojęcia,
gdzie postawić stopę, aby nie runąć w przepaść. I patrzył na Harry'ego w taki
sposób, jak jeszcze nikt... nigdy.
- Musiałem pozwolić ci odejść. - Szept, który wydobył się spomiędzy warg Severusa,
był tak cichy, tak przytłumiony przez gorycz, którą był nasiąknięty, że Harry ledwie był
w stanie go zrozumieć. - Przy mnie nie byłbyś bezpieczny.
Te ciche słowa... to, co się za nimi kryło... niczym bezdenna otchłań wypełniona po
brzegi czymś tak intensywnym, że powietrze wokół Severusa wydawało się drgać i
wibrować. Coś tak niewyobrażalnie silnego, że Harry poczuł, jak jego ciało pokrywa
się gęsią skórką.
Jego dłonie całkowicie bez udziału świadomości wystrzeliły do przodu i zacisnęły się
na czarnej szacie. I Harry już wspinał się po piersi Severusa, pragnąc dosięgnąć
twarzy, ust, włosów...
I dosięgnął. Złapał w dłonie jego twarz, by nie pozwolić mu się odsunąć i z czułością
pocałował długą, głęboką bliznę na jego policzku. Jedyny widoczny dowód mówiący
o tym, jak wiele ten mężczyzna poświęcił, by go chronić. Jedyne pęknięcie w jego
powłoce, które stworzyła światłość. Nie ciemność.
Do uszu Harry'ego dotarło długie, głębokie westchnienie. Severus objął go i zagarnął
bliżej, przyciskając go do siebie z taką siłą, że Harry na moment stracił oddech. Ale
nawet pomimo zakleszczenia w gorącym uścisku, nie oderwał warg od skóry
Severusa, z utęsknieniem przypominając sobie jej smak i aromat.
- Mogłeś mi powiedzieć... nie musiałeś... - szeptał, całując ciemne brwi i skronie
mężczyzny. Poczuł, jak dłonie Severusa uwalniają go, a następnie otulają jego twarz,
ostrożnie zdejmując mu okulary i odrzucając je na podłogę. Ciężki, przyspieszony
oddech połaskotał go w nos tuż przed tym, jak gorące wargi przywarły do jego
powiek.
- Nie mogłem. Jesteś zbyt... - odparł słabo mężczyzna, błądząc ustami po oczach i
skroniach Harry'ego. - Nie potrafiłbyś... On by się dowiedział...
Ten zapach... Harry czuł, jak kręci mu się w głowie, kiedy aromat ziół wdzierał mu się
do nozdrzy, podczas gdy on walczył z dłońmi Severusa, próbując przejąć inicjatywę i
wycałować każdą część jego twarzy. Wypełnić nim pustkę, którą odczuwał przez
ostatnie dwa tygodnie. Tę lodowatą, przerażającą pustkę. Wypełnić ją skórą
Severusa, jego głosem i zapachem, jego spojrzeniem, dotykiem oraz bliskością.
Wypełnić ją tak, by nie pozostawić już miejsca na nic innego.
- Tak bardzo tęskniłem... - wymruczał, wplatając dłonie w ciemne włosy i składając
wygłodniałe pocałunki na jego brodzie i żuchwie. - Tak straszliwie za tobą
tęskniłem... Severusie.
Przywarł wargami do jego szyi, smakując słoną skórę. Czuł ręce Severusa,
wędrujące po jego twarzy, włosach, szyi, ramionach... próbujące go odsunąć, ale
zamiast tego jedynie przyciągające go jeszcze bliżej ku spragnionym ustom.
- To zaklęcie... - Szept Severusa był tak ciężki, że aż wibrował. Wydawało się, że
każde słowo przychodzi mu z nieopisanym trudem. - Jak ty... jak ci się udało...?
- Nie wiem. Po prostu musiałem się dowiedzieć - odpowiedział niewyraźnie Harry, nie
odrywając ust od szyi mężczyzny. - Dlaczego mi nie powiedziałeś? Mogliśmy... tak
wiele dni. Przepadło...
- Nie - szept Severusa stał się niższy. Bardziej charczący. - Nie rozumiesz. - Harry
czuł jego silne dłonie. Czuł, jak łapią go za ramiona i próbują odciągnąć. Severus
walczył. Wydawało się, że próbuje to przerwać, zakończyć ten szaleńczy upadek w
przepaść. Ale jednocześnie nie potrafił przestać całować jego twarzy i Harry był
pewien, że czuje, jak wargi Severusa drżą przy każdym pocałunku. - To nie powinno
się wydarzyć. Nigdy. Nie powinieneś...
Dłonie naparły mocniej, ale Harry wczepił się w szaty mężczyzny z taką siłą, że był
niemal gotów gryźć, gdyby Severus próbował go odsunąć.
- Poświęciłeś wszystko... dla mnie - wyszeptał, wdychając głęboko upajający zapach
Severusa. Czuł zawroty głowy i pulsowanie w skroniach, a nieokiełznane fale gorąca
już dawno roztopiły jego samoopanowanie. - Przez cały ten czas... przez cały ten