Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Odstawił szklankę tak gwałtownie, że połowę niemal wylał. Sięgnął do kieszeni i wyjął
z niej kamień. Kamień, który już nigdy nie powinien się rozjarzyć...
W środku lśniła wiadomość:
Możesz po mnie przyjść. Zwołaj swoich kumpli Śmierciożerców. Nie jestem teraz w
stanie nawet unieść różdżki, więc będziesz miał ułatwione zadanie. No chodź!
Przyjdź po mnie!
Oczy Severusa rozszerzyły się. Przestrzeń wypełnił oślepiający rozbłysk, po którym
nadszedł przenikliwy mrok. Jasność i ciemność zaczęły migotać w szalonym tańcu,
odbijając się we wpatrzonych w kamień oczach Severusa.
Tego właśnie się obawiał...
Jego ciało zareagowało samoczynnie, podrywając się z fotela. Dłoń zacisnęła się na
kamieniu.
Gdzie jesteś, Potter?
Drzwi zamknęły się z głośnym trzaskiem i kiedy Severus otrzymał wiadomość
zwrotną, był już w połowie korytarza.
*
Tak jak się tego spodziewał...
Potter był kompletnie pijany. Severus znalazł go w Świńskim Łbie, ledwie
trzymającego się na nogach i zupełnie nie zdającego sobie sprawy z tego, na jak
wielkie niebezpieczeństwo się naraził, przychodząc tutaj. Na jak wielkie
niebezpieczeństwo naraził ich obu. Gdyby ktokolwiek ich tutaj razem zobaczył, to
byłby koniec...
Wprost nie mógł uwierzyć, jak lekkomyślnie zachował się Potter. Doprowadził do
tego, że Severus musiał tu za nim przyjść, wyciągnąć go siłą z tej speluny i
aportować się z nim przed bramą zamku. Przyciskając go do siebie. Tak mocno, że
niemal wyczuwał szaleńcze bicie jego serca. Mając go tak blisko siebie... po raz
pierwszy od...
Dość!
Puścił go i odsunął się niemal od razu, kiedy tylko poczuł pod stopami przysypaną
śniegiem ziemię. Chłopak zachwiał się, pozbawiony podpory, i poderwał głowę,
spoglądając na niego zamglonym wzrokiem.
Severus wstrzymał oddech.
Znowu widział te oczy... z tak bliska... i znowu zobaczył w nich to... te emocje,
których już nigdy nie powinien ujrzeć...
I w tej samej chwili wydarzyło się coś, czego Severus się nie spodziewał.
Potter uniósł dłoń, próbując dotknąć jego twarzy...
Severus zareagował błyskawicznie. Odtrącił ją brutalnie i odsunął się od niego,
przeszywając go lodowatym spojrzeniem, chociaż coś na samym dnie jego duszy
spalało się, wydając z siebie wrzask agonii. Szczególnie, kiedy oczy Pottera
rozszerzyły się i ponownie wypełniły... tym wszystkim, co Severus ujrzał w nich
wtedy, kiedy Harry wyszedł z jego myślodsiewni. Tym wszystkim, czego już nigdy
więcej miał nie widzieć... ponieważ tarcza, którą wtedy osłaniał się przed gradem
ciosów, była już tak zniszczona, że nie nadawała się do niczego i wystarczyło nawet
niewielkie uderzenie, aby przebić ją na wylot...
- Jak mogłeś mi to zrobić? - Harry wybuchnął tak nagle, że Severus nawet nie zdążył
się na to przygotować. Po prostu stał oniemiały, patrząc, jak chłopak rzuca się do
przodu, unosząc pięści, ale zanim zdołał go dosięgnąć, opadł na kolana, łapiąc go za
szatę. - Jak mogłeś? Jak... - szlochał, trzymając w dłoniach poły jego szaty i
osuwając mu się aż do stóp. Zanim dotknął czołem czarnych butów, wszędzie wokół
szalały już płomienie. Ostre i kłujące. - Pragnąłem tylko ciebie. Tylko ciebie... -
Severus patrzył szeroko otwartymi oczami na to drżące, skulone ciało u swoich stóp.
Płomienie już niemal sięgały jego twarzy. - Tylko ciebie... Ciebie.
Wyciągnął rękę, pragnąc dotknąć tych czarnych, rozkopanych włosów. Wpleść w nie
palce. Pogłaskać je.
Ukoić jego ból.
Nie.
Jego drżące palce zatrzymały się tuż nad głową Harry'ego.
Severus zacisnął mocno powieki, biorąc w piekące płuca głęboki oddech. Płomienie
nieco opadły. Zrobiło się chłodniej.
Nie może wszystkiego zaprzepaścić jednym nierozważnym gestem.
Cofnął dłoń i zacisnął ją w pięść, prostując się.
- Wstawaj. Natychmiast - wydusił, ponieważ ściśnięte gardło utrudniało mu mówienie.
Ale Harry nie chciał tego robić. Nie chciał mu tego ułatwić. Wciąż tylko wciskał
zapłakaną twarz w jego szatę i szlochał:
- Co się stało? Nie rozumiem... Przecież patrzyłeś na mnie w taki sposób... I
pamiętam... jak nie mogłeś oderwać ode mnie rąk... Pamiętam twoje ciepło... Co
zrobiłeś? Co zrobiłeś?
To pytanie przyniosło ze sobą lodowaty powiew.
- Nic nie zrobiłem - odpowiedział z naciskiem Severus.
Musi go odtrącić. Odsunąć od siebie. Całkowicie. Nigdy więcej nie dopuścić do...
czegoś takiego.
- To była dla mnie tylko gra, która już się zakończyła. Nie jesteś mi więcej potrzebny -
wycedził okrutnie.
Sądził, że to wystarczy. Że Potter w końcu opanuje się i...
- Nie wierzę ci. - Szloch zamienił się w łkanie. - Nie wierzę...
Severus przymknął powieki, zacisnął drżące pięści i oblizał wyschnięte wargi. Nie
otworzył oczu. Nie chciał na niego patrzeć. Wszędzie, tylko nie na niego.
- Nic dla mnie nie znaczyłeś. Nic.
Słowa raniły jego przełyk. Nie spodziewał się, że coś takiego jest możliwe.
Słyszał cichnące, coraz słabsze łkanie:
- Nie wierzę ci...
- I dobrze ci radzę... trzymaj się ode mnie z daleka - kontynuował brutalnie. - Nie
zbliżaj się do mnie. Nie patrz na mnie. Nie myśl o mnie. Zapomnij o moim istnieniu.
- Dlaczego to mówisz? Nie rozumiem... - Severus jeszcze mocniej zacisnął dłonie w
pięści. Czuł, jak mocno paznokcie wbijają mu się w skórę. - ...przecież tamtej nocy...
Wystarczy!
Odsunął się gwałtownie, odwracając się plecami do Harry'ego.
Musi to zakończyć. Zgasi tę iskierkę. Zgasi ją za wszelką cenę!
- Spójrz na siebie - powiedział cicho, zamieniając każde słowo w sopel lodu. - Jesteś
żałosny.
Płomienie odpłynęły, wypierane przez głęboką czerń. Tak samo twardą i
nieprzeniknioną, jak jego spojrzenie. Nawet śnieg pod jego stopami przybrał trupią
barwę.
Zrobiło się cicho.
I Severus niemal słyszał, jak te sople wbijają się w ciało Harry'ego i przeszywają go
na wylot, pozostawiając po sobie tylko próżnię.
Czuł, jak po wewnętrznej stronie jego dłoni spływają czerwone krople...
Dopiero po wydającej się nie mieć końca chwili usłyszał za sobą cichy, złamany
szept:
- Nie martw się. Zapomnę o tobie.
Śnieg przybrał barwę krwi.
Wszystkie dźwięki odpłynęły, pozostawiając tylko słabnące z wolna echo:
Zapomnę o tobie...
Zapomnę...
Dopiero po chwili przez szum w jego uszach przebiły się słowa:
- Wracam do zamku. A ty... nie waż się za mną iść.
Zmusił się, by odwrócić głowę. Harry brnął z trudem przez śnieg, zataczając się i
chwiejąc. I wystarczyło tylko kilka kroków, by chłopak osunął się w śnieg i coś w
Severusie nagle zamarło, kiedy przed jego oczami znowu pojawiła się wizja
bezwładnego, pozbawionego życia ciała opadającego na ziemię niczym zerwana ze
sznurków kukiełka...
I nie pamiętał nawet, jak to się stało, ale już trzymał go w swych ramionach, już
rzucał na nich obu najsilniejsze zaklęcie maskujące, jakie znał, i kierował się w stronę oddalonych świateł zamku.
Próbował się na niego zamknąć, ale... przypominało to próbę powstrzymywania
wdzierającej się do środka wody poprzez zamknięcie drzwi. Szczelin było zbyt wiele,
by nie mogła swobodnie przedostać się do wnętrza.