Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
spalenizny.
Chłopak zmienił się nie do poznania. Severus nigdy nie miał problemów z
odczytywaniem jego intencji i zamiarów, ale teraz... teraz jego twarz stała się dla
niego całkowicie zamknięta. Nie było na niej żadnych emocji. Nie było na niej
niczego. Jakby Potter przywdział stalową maskę, spod której widać było jedynie
zarys pogrążonych w mroku oczu. I Severus nie mógł powiedzieć, że jest zdziwiony
albo zaskoczony. Spodziewał się tego. Własnymi dłońmi wykuł dla niego tę maskę.
Była jego dziełem. I teraz musi stawiać jej czoła. Każdego dnia. Każdego cholernego
dnia przez resztę swojego nędznego życia.
Gdyby tylko mógł... zdarłby ją z niego, zdeptał i zaczął go szarpać, by się ocknął, by
wrócił... By w jego oczach pojawił się chociaż cień, niewielki cień jakichkolwiek
emocji, którymi zawsze emanował, by drżał i spalał się w gniewie, nawet jeżeli miałby
to być jedynie ogień nienawiści... wszystko było lepsze od...
Zaciśnięta pięść mężczyzny trzasnęła w biurko.
Ale nie mógł.
I Severus zaczynał powoli zastanawiać się nad tym, czy Czarny Pan nie zamknął go
w najgorszym koszmarze...
Wciąż pamiętał moment, w którym Potter zachwiał się i niemal przewrócił.
Najwidoczniej maska, którą nosił chłopak, była dla niego zbyt ciężka. A Severus
doskonale wiedział, jak potrafiły być uciążliwe. Zakładał je przez całe swoje życie. Był
świadomy tego, jak bardzo wykańczały fizycznie...
Jedną z nich nosił przecież także i teraz. I w dodatku najcięższą ze wszystkich
dotychczasowych. Ale udało mu się ją utrzymać. Zsunęła się tylko odrobinę, w
momencie, w którym prawie nieświadomie sięgnął po różdżkę i naprawił mu tę
piekielną fiolkę. Na szczęście klasa była już wtedy całkowicie opustoszała.
Uniósł głowę i spojrzał na stojącą na jednej z ławek fiolkę, wypełnioną do połowy
liliowym płynem. Powoli podniósł się z krzesła i kierowany niezrozumiałą siłą,
podszedł do ławki i wziął eliksir w dłoń, a wtedy w jego nozdrza buchnął wciąż
unoszący się w powietrzu aromat wanili i czekolady. Severus przymknął powieki i
wciągnął go głęboko w płuca.
A wtedy klasę przykryła czerwona mgła, a powietrze wypełniło się gorącem. Ławkę
Harry'ego zaczęły pochłaniać płomienie. A stojącego nad nią Severusa pochłonął
ogień wspomnień...
***
Codziennie czekał na wezwanie od Czarnego Pana, na jakikolwiek sygnał z jego
strony, ale nic nie nadchodziło. Nie zauważył również, by zmienił się stosunek
Ślizgonów do niego. Wciąż mieli do niego ten sam, pełen szacunku dystans. A to
oznaczało, że nie wiedzieli nic o tym, co się wydarzyło.
Severus każdego dnia przeglądał również "Proroka" w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji, które pozwoliłyby mu odkryć, co planuje Czarny Pan, ale wyglądało na to,
że albo całkowicie zawiesił wszelkie ataki, albo ci niekompetentni reporterzy
postanowili trzymać wszystko w tajemnicy, aby nie siać jeszcze większej paniki i nie
ściągać na Ministerstwo fali krytyki za to, że nie robi nic, aby tym atakom zapobiec.
Pozostał jeszcze Dumbledore, ale staruszek sam był jak ślepiec w tunelu,
pozbawiony swojego najlepszego źródła informacji, i nie potrafił powiedzieć mu
niczego konkretnego. Podczas tych dwóch dni rekonwalescencji, które Severus
spędził w swoim łóżku, odwiedzany przez Pomfrey i Dumbledore'a, był oczywiście
zmuszony wyjawić mu powód swojego złego stanu zdrowia. Dyrektor bez słowa
przyjął jego wyjaśnienie, że Czarny Pan zaatakował go najprawdopodobniej dlatego,
że zaczął domyślać się jego roli podwójnego szpiega i ledwie udało mu się ujść z
życiem. I chociaż Dumbledore był równie znakomitym Oklumentą, jak on, to Severus
i tak wyczuwał od niego słabe sugestie gniewu i rozczarowania, nawet jeśli próbował
je zatuszować.
I kiedy dyrektor ssał te swoje cholerne dropsy cytrynowe, spoglądając na niego
wzrokiem udawanej, obłudnej troski o jego zdrowie, Severus pragnął jedynie tego,
żeby się nimi udławił.
Wiedział bowiem doskonale, że była to troska hodowcy, który chce, aby zwierzę było
w jak najlepszej formie, kiedy przeznaczy je na ubój, ponieważ wie, że wtedy otrzyma
za nie o wiele wyższą cenę.
Codzienne obowiązki stały się dla niego jeszcze bardziej męczące niż wcześniej.
Każdy uczeń szkoły wydawał mu się pozbawionym rozumu nieudacznikiem, a
pozostali członkowie grona pedagogicznego zaślepionymi, zamkniętymi we własnym
świecie malkontentami. A największym z nich była McGonagall, która przy każdej
okazji wypominała mu odebranie jej domowi wszystkich punktów. Zresztą Sprout
ziała do niego równie niedorzeczną niechęcią. Doszło już nawet do tego, że nie
chciała przekazać mu strąków wnykopieńków, które ostatnio wyhodowała, a których
potrzebował w produkcji eliksirów, ponieważ stwierdziła, że jest "pozbawionym
współczucia głazem". Severus już nie chciał jej mówić, że sama przypomina głaz. I to otoczak. Największy jaki widział w całym swoim życiu. Wiedział bowiem, że to może
zakończyć się jedynie oficjalną wojną z całym gronem pedagogicznym, a miał w
chwili obecnej zbyt wiele spraw na głowie, by wikłać się jeszcze w jakieś śmieszne
przepychanki z tymi żałosnymi ludźmi. Bez słowa zatrzasnął więc drzwi i ruszył w
drogę powrotną do swych komnat.
Ale zdążył przejść zaledwie jeden korytarz i minąć zakręt, kiedy ktoś na niego wpadł.
Na ułamek sekundy pojawiła się ciemność i nagłe uderzenie gorąca, kiedy jego
zmysły zarejestrowały ciemną czuprynę, błysk okularów, znajomy zapach oraz ciche
jęknięcie:
- Och...
Zrobił krok w tył, patrząc na mrugającego z oszołomieniem chłopca.
Potter...
Uderzenie gorąca było jeszcze silniejsze, kiedy Harry podniósł wzrok i Severus ujrzał
te zielone oczy. Tak blisko.
Severus miał zaledwie chwilę, by opanować to gorąco, odesłać je najdalej, jak
potrafił, i przywdziać na twarz chłodną, kamienną maskę. Ale zakładane w pospiechu
maski mają to do siebie, że często nie do końca dokładnie zasłaniają to, co powinny
zasłaniać.
Potter szybko odzyskał równowagę i niemal w tej samej chwili, w której zrozumiał, na
kogo wpadł, wyraz jego twarzy zmienił się, a w oczach pojawiła się chłodna
obojętność. Cofnął się i wyprostował, spoglądając Severusowi prosto w oczy, jakby
chciał rzucić mu wyzwanie. Mężczyzna zacisnął szczękę, jeszcze bardziej wyciszając
swój umysł, by wszystko, co wrzało głęboko w nim, nie przedostało się na
powierzchnię.
Przez pewien czas po prostu stali naprzeciw siebie, mierząc się wzrokiem, niczym
dwaj przeciwnicy na wyimaginowanej arenie. I nawet jeżeli wydawało się, że w
korytarzu panuje cisza, to jednak wcale tak nie było, ponieważ wszędzie wokół
wyraźnie słychać było... dudnienie serca. Coraz szybsze i coraz głośniejsze. I
zapach... wijące się w powietrzu wstęgi wanilii, oplatające Severusa niczym
pajęczyna, zaciskające się wokół niego, wdzierające się do nozdrzy...
Harry poruszył się, ale Severus był szybszy. Zrobił krok w lewo, zagradzając mu
drogę.
Chłopak znieruchomiał, wyraźnie zaskoczony tym ruchem. Po chwili wahania, zrobił
krok w drugą stronę, ale Severus ponownie zagrodził mu drogę.
Bicie serca wypełniało cały korytarz, wydawało się dudnić nawet w murach,
wprawiając cały zamek w drżenie. Dopiero po chwili przebił się przez nie odgłos