Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Angielski pacjent [The English Patient - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Angielski pacjent [The English Patient - pl]

Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:

Utkana z niedomówień i nastrojów poetycka opowieść, która zaczyna się pod koniec drugiej wojny światowej, w zrujnowanym pałacu na południu Włoch. Kanadyjska pielęgniarka, Hana, opiekuje się bezimiennym pacjentem, którego płonący samolot rozbił się na Saharze. Ciężko poparzonego uratowali Beduini i przetransportowali do szpitala. Hana otacza go troskliwą opieką, czyta mu książkę, która może być kluczem do poznania jego przeszłości. Pamięć niezwykłego pacjenta stopniowo powraca i odkrywa jego mroczną tajemnicę. Hana towarzyszy mu w ostatnich dniach próbując zapomnieć o swoich bolesnych przeżyciach. Angielski pacjent jest historią miłości uwikłanej w okrucieństwa wojny, uczucia niespełnionego, z góry skazanego na przegraną.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 63
Перейти на страницу:

W czasie tej nocnej jazdy musiał zapomnieć o emocjach. Aby przeżyć, trzeba zachować jasność myśli. Panna Morden wypijająca wielką szklankę czystej whisky, zanim sięgnie po sherry. Tym sposobem może je sączyć z wolna, udawać damę przez resztę wieczoru. „Pan nie pije, Mr Singh, ale gdyby pan pił, robiłby pan to samo. Jedna czysta whisky i potem może już pan sobie popijać drobnymi łyczkami jak układny dworzanin”. Potem następował leniwy, głośny śmiech. Była jedyną kobietą, jaką spotkał w życiu, która nosiła ze sobą duże srebrne flaszki. Tak więc ona stale popijała, a lord Suffolk stale pogryzał swe ciasteczka o nazwie „Kipling”.

Druga bomba spadła prawie o kilometr dalej. Też 250-kilogramowa, typu SC. Wyglądała znajomo. Zrzucano ich mnóstwo, zazwyczaj całymi seriami. W taki to sposób toczono tę wojnę. Co pół roku wróg coś w tych bombach zmieniał. Rozgryzałeś ten trik, tę fanaberię, tę małą psotę i instruowałeś cały oddział. Wstępowaliście wtedy na wyższy stopień wtajemniczenia.

Nie wziął z sobą nikogo. Musiał ważyć każdy swój krok. Sierżant, który go wiózł, nazywał się Hardy i miał pozostać w jeepie. Radzono mu, żeby poczekał do rana, ale wiedział, że woleliby, żeby to zrobił zaraz. 250-kilogramówki były bronią zbyt rozpowszechnioną. Jeśli wprowadzono do niej jakieś udoskonalenia, trzeba je szybko poznać. Prosił, żeby zatelefonowali po lepsze oświetlenie. Nie przejmował się swym zmęczeniem, ale potrzebował właściwego światła.

Kiedy przybył do Erith, miejsce, gdzie leżała bomba, było już oświetlone. W blasku dnia, zwykłego dnia, zapewne okazałoby się, że to pole. Żywopłoty, pewnie gdzieś w pobliżu staw. Teraz było areną. Zimno, pożyczył od Hardy'ego sweter i narzucił na siebie. Lampy będą go rozgrzewały. Kiedy podchodził do bomby, żyli nadal w jego pamięci. Egzamin.

W jasnym świetle wyraźnie rysowała się porowatość metalu. Zapomniał teraz o wszystkim — poza podejrzliwością. Lord Suffolk mawiał, że można spotkać świetnego szachistę mającego lat siedemnaście, albo i trzynaście, który może pokonać mistrza. Ale nie zdarza się spotkać dobrego brydżysty w tym wieku. Brydż jest funkcją charakteru. Charakteru twojego i charakteru twoich przeciwników. Musisz poznać ich charaktery. To samo odnosi się do rozbrajania bomb. Jest to dwuosobowy brydż. Masz do czynienia z wrogiem. Nie z partnerem. Niekiedy w czasie egzaminu kazałem im grać w brydża. Ludzie sądzą, że bomba jest urządzeniem mechanicznym, mechanicznym wrogiem. Ale trzeba pamiętać, że ktoś ją zbudował.

Boczna ściana bomby rozdarła się przy uderzeniu o ziemię i Singh widział materiał wybuchowy w jej wnętrzu. Czuł, że jest obserwowany, ale nie umiał orzec, czy przypatruje mu się lord Suffolk, czy też konstruktor tej pułapki. Intensywność światła rzucanego przez lampy wprawiała go w stan napięcia. Obszedł bombę dookoła, przyglądając się jej od każdej strony. Aby usunąć zapalnik, powinien otworzyć komorę i odnaleźć detonator. Wyjął z plecaka klucz francuski, ostrożnie odkręcił płytkę u spodu korpusu bomby. Zaglądając do środka stwierdził, że kaseta zapalnika spoczywa luzem, nie przytwierdzona do korpusu. Czy to dobry znak, czy zły, tego nie umiał jeszcze rozstrzygnąć. Problem polegał na tym, że nie wiedział, czy mechanizm został już wprawiony w ruch, czy już zaskoczył. Klęczał pochylony, rad, że jest sam, oko w oko z wyborem, którego ma dokonać. Czy skręcić w lewo, czy w prawo. Czy odciąć to, czy tamto. Czuł się zmęczony i tlił się w nim gniew.

Nie wiedział, ile ma czasu. Niebezpieczeństwo zwiększało się z każdą sekundą. Obejmując mocno wierzch cylindra, schwycił i wyrwał kasetkę zapalnika z wnętrza. I natychmiast zdjęły go dreszcze. Otrząsnął się. Bomba była już w zasadzie unieszkodliwiona. Położył zapalnik ze zwojem kabli na trawie; w świetle lampy wyglądały czysto i lśniąco.

Zaczął przygotowywać korpus bomby do załadowania na ciężarówkę, stojącą pięćdziesiąt metrów dalej; czekający tam ludzie mieli z niej wyjąć materiał wybuchowy. Kiedy go przesuwał w ich kierunku, trzecia bomba eksplodowała o jakieś pół kilometra od nich, niebo rozbłysło blaskiem, przy którym światło lamp wydawało się delikatne, na ludzką miarę.

Jakiś oficer podał mu kubek z czymś, co musiało zawierać alkohol, odszedł na bok i zajął się kasetką zapalnika. Wdychał aromat napoju.

Nie było już poważniejszego niebezpieczeństwa. Jeśliby się pomylił, mały wybuch oderwałby mu rękę. Nie zginąłby od takiego wybuchu, mimo że przyciskał kasetkę do piersi. Problem stał się teraz kwestią czysto techniczną. Zapalnik. Nowy „dowcip” w tej bombie.

Powinien przywrócić pierwotny układ splotowi kabli. Pod-szedł do oficera i poprosił o resztę ciepłego płynu z termosu. Potem znów odszedł na bok i zajął się zapalnikiem. Było już pewnie koło wpół do drugiej w nocy. Zgadywał, nie nosił zegarka. Przez pół godziny wpatrywał się w zapalnik przez szkło powiększające, rodzaj monokla, który nosił w kieszeni. Obracał zapalnik dokoła i próbował wypatrzeć w mosiądzu jakiś ślad szczeliny w miejscu, gdzie go dokręcono. Nic.

Później zapragnie rozrywek. Później, kiedy w jego umyśle ułoży się już własna historia wydarzeń i chwil, będzie potrzebował jakiejś przeciwwagi dla białego wybuchu spalającego lub burzącego wszystko, kiedy on rozmyśla o zagadce utajonej w mechanizmie. Radio i kryształkowy odbiornik przyjdą później, a także brezent, chroniący go przed deszczem i przed rzeczywistym życiem.

Wtedy jednak głowę wypełnioną miał myślą o czymś, co pozostaje już w oddali, jak odblask gromu na chmurze. Harts i Morden i Suffolk zginęli, są już tylko nazwiskami. Ponownie skierował wzrok na kasetkę zapalnika.

W myśli odwracał ją dnem do góry rozważając różne możliwości. A potem przywracał jej położenie horyzontalne. Odkręcił wieczko, uniósł je, zbliżył doń ucho, tak że niemal dotykał zakrętki. Nie słyszał tykania. Mechanizm pozostawał uśpiony. Delikatnie odłączył mechanizm zegarowy od trzonu zapalnika i obie części położył na trawie. Wziął do ręki tubę kasetki zapalnika i zajrzał do wnętrza. Nic nie zobaczył. Już miał ją odłożyć na trawę, kiedy coś mu przyszło do głowy i ponownie zbliżył ją do światła. Nie dostrzegł w niej niczego niewłaściwego, z wyjątkiem ciężaru. I nigdy by na ten ciężar nie zwrócił uwagi, gdyby nie poszukiwał owego „dowcipu”. Wszystko, co w takich razach robili, sprowadzało się do słuchania lub patrzenia. Ostrożnie przechylił tubę, ciężar przesunął się ku jej otwartemu końcowi. Było więc jakieś drugie urządzenie — zupełnie niezależny mechanizm — które należało rozmontować, aby rozładować zapalnik.

Ustawił je naprzeciw siebie i odkręcił wieczko. Bladozielony błysk i odgłos, jakby ktoś strzelił z bata. Drugi detonator usunięty. Wyjął go i położył obok pozostałych części zapalnika. Podszedł do jeepa.

— W środku jest drugie urządzenie — wyszeptał — miałem szczęście wyrywając te wszystkie kable. Zadzwońcie do dowództwa i sprawdźcie, czy gdzieś jeszcze mają takie niewypały.

Nakazał żołnierzom odsunąć się od jeepa, wyjął z niego tylne siedzenie i poprosił o ustawienie przenośnej lampy. Zebrał trzy składowe części mechanizmu i ułożył obok siebie na tym zaimprowizowanym warsztacie. Było mu teraz zimno, próbował się ogrzać własnym oddechem. Rozejrzał się dookoła. W pewnym oddaleniu kilku żołnierzy wciąż wydobywało zasadniczy materiał wybuchowy z korpusu bomby. Szybko nakreślił na kartce papieru schemat nowego mechanizmu zapłonowego i podał jednemu z oficerów. Nie przeanalizował go jeszcze do końca, ale będą mieli przynajmniej wstępną informację.

Kiedy słońce wpada do pokoju, w którym pali się kominek, ogień gaśnie. Kochał lorda Suffolka i jego dziwne informacje. Ale jego nieobecność, oznaczająca, że wszystko zależy teraz od Singha, sprawiła, że dotarła doń świadomość odpowiedzialności za wszystkie bomby tego rodzaju w całym Londynie. Uświadomił sobie nagle skalę tej odpowiedzialności, brzemię, które — jak rozumiał — lord Suffolk dźwigał przez cały czas. Ta świadomość wzbudziła w nim później potrzebę wyrzucenia z siebie tak wielu spraw, kiedy będzie rozgryzał zagadkę kolejnej bomby. Należał do tych ludzi, których nie interesuje choreografia władzy. Nie czuł się dobrze przy wysuwaniu i modyfikowaniu planów i zabezpieczeń. Czuł się powołany jedynie do rozpoznawania, do podejmowania konkretnych przeciwdziałań. Kiedy dotarło do niego, że lord Suffolk nie żyje, porzucił dotychczasowe zajęcie i ponownie wtopił się w anonimową machinę wojskową. Skierowano go na statek „Macdonald”, który przewiózł setkę saperów na front włoski. Tu używano ich nie do rozbrajania bomb, lecz do budowania mostów, uprzątania gruzu, przygotowywania dróg dla opancerzonych wozów bojowych. Tkwił w tym aż do końca wojny. Mało kto już pamiętał Sikha z oddziału lorda Suffolka. W ciągu roku oddział rozpadł się i został zapomniany. Tylko porucznik Blackler nadal wykonywał pracę odpowiadającą jego umiejętnościom.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)