Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
To tutaj otaczał się wspomnieniami, zadręczał się nimi, zamiast próbować się od nich
uwolnić.
Wciąż był mu tak oddany... po tym wszystkim, co Severus mu zrobił, jak go
potraktował, jak wiele ciosów mu zadał... wciąż nie wyobrażał sobie istnienia bez
niego.
Wciąż szukał drogi powrotnej do niego. Niczym porzucony z daleka od domu
szczeniak. Wciąż chciał być jego.
To przypominało iskry. Rozsypało się po jego ciele, kumulując się w klatce piersiowej
i rozgrzewając ją do tego stopnia, iż przez chwilę zapomniał o oddychaniu. Jego
dłonie zacisnęły się mimowolnie w nieopanowanym, gwałtownym pragnieniu
wypełnienia ich tym, czego nie mogły dotknąć, nie mogły mieć... Ale opanował się
szybko. Rozprostował palce i wziął głęboki oddech.
Zaczeka z tym. Ma przecież jeszcze niemal cały tydzień na podjęcie ostatecznego
kroku. Nie musi tego robić teraz.
Zrobi to wtedy, kiedy będzie na to gotowy. Kiedy nie pozostanie już nic, poza drogą
naprzód.
Odwrócił się i, z powiewającą za nim peleryną, zniknął w ciemnościach
opustoszałego korytarza.
***
Kilka kolejnych dni minęło niemalże błyskawicznie. Jakby czas uciekał mu przez
palce. Czasami widywał Pottera na posiłkach, czasami na korytarzach. I coraz mniej
czasu spędzał we własnych komnatach. Sprawdzał wypracowania w klasach, robił
obchody i wracał późnymi wieczorami. A kiedy tylko wchodził do swych komnat, czuł
tam obecność Harry'ego wyzierającą z każdego kąta, słyszał jego śmiech utrwalony
w ścianach, widział jego zielone oczy odbijające się w lustrze i musiał od razu
wychodzić.
Być może popadał w szaleństwo...
*
Tej nocy miał sen erotyczny.
Potter dyszał mu w szyję. Nagi i lśniący od potu nabijał się na jego penisa, drżąc przy
każdym pchnięciu, a Severus wsuwał się w niego całym sobą, zaciskając na nim swe
dłonie, na jego gorącej skórze, na jego wilgotnych włosach i odczuwając każde
pchnięcie jako eksplozję mocy, rozlewającą się po jego wnętrzu płynnym ogniem. I
wśród ochrypłych okrzyków i nieprzytomnego skamlenia, Harry szeptał mu wprost do
ucha:
"Już zawsze będziesz we mnie. Każdego dnia, każdej nocy. Zawsze."
"Nie. To już ostatni raz. Nie mamy więcej czasu.", odpowiadał Severus, a wtedy Harry odchylał głowę, uśmiechał się do niego i patrząc mu prosto w oczy,
wypowiadał miękkim głosem:
"Severusie, przecież wiesz, że nigdy się ode mnie nie uwolnisz..."
Severus obudził się pokryty spermą i zlany potem. I przez chwilę po prostu leżał bez
ruchu, dysząc ciężko i szeroko otwartymi oczami wpatrując się w sufit, dopóki nie
nadeszło opanowanie, a wraz z nim napływająca do gardła gorycz.
Ten sen wystarczająco wytrącił go z równowagi, aby cały dzień jawił mu się jako
niekończący się koszmar, i nie sądził, że spotka go dzisiaj coś jeszcze gorszego.
A jednak.
Severus niemal dostał furii, kiedy dowiedział się od Dumbledore'a, że ten bezmyślny
smarkacz uczy się po nocach Czarnej Magi . Jakby już nie wystarczająco jasno
wytłumaczył mu, do czego może go to doprowadzić. Czarna Magia potrafiła
zniszczyć każdego, a kiedy już raz wpadło się w jej szpony, nie było żadnej ucieczki.
Zagnieżdżała się w duszy jak robak, pożerając powoli każdą pozytywną emocję i
pozostawiając jedynie trawiący wszystko mroczny głód, który wciąż domagał się
pożywienia i nigdy nie mógł zostać zaspokojony do końca.
Nie pozwoli, by Potter stał się jej ofiarą. Dumbledore może sobie pieprzyć o własnym
wyborze, ale Potter nie potrafi go dokonać. Choćby nie wiadomo jak doświadczony i
dorosły sam się sobie wydawał, to wciąż był tylko naiwnym, kierującym się emocjami
dzieciakiem, który został pozostawiony samemu sobie i przez całe życie musiał
podejmować decyzje, do których nie dorósł, nie mając przy sobie nikogo, kto
podjąłby je za niego, kto pokierowałby nim i zdjął z niego część odpowiedzialności.
Inni mogli sobie dokonywać tych wyborów, mogli nawet skakać z wieży
astronomicznej, jeżeli mieli na to ochotę - ich los był mu całkowicie obojętny, ale
Potter... Potter...
O nie. Nie pozwoli, by Czarna Magia pożarła jego światło. By go skalała. Nigdy.
Od razu po wyjściu z gabinetu Dumbledore'a, udał się do Działu Ksiąg Zakazanych i
założył blokadę, powstrzymującą kogokolwiek przed niezauważonym wtargnięciem
do sekcji. Dumbledore już dawno powinien był to zrobić, ale oczywiście ten stary
pomyleniec wiedział swoje, uważając, że każdy z uczniów ma swój rozum i sam
potrafi decydować za siebie.
Dopiero, kiedy zabezpieczył dział i upewnił się, że Potter już się do niego nie
dostanie, mógł spokojnie wrócić do swojej komnaty.
*
Snape oderwał spojrzenie od zegara, przeniósł je na drzwi, a następnie na w połowie
opróżnioną butelkę, która stała przed nim na stoliku.
Była za piętnaście dziewiąta.
A to oznaczało, że siedział tu i pił już od godziny. Obraz rozmywał mu się przed
oczami, a wirowanie w głowie wciąż przybierało na sile. Ale nadal było zbyt słabe.
Pochylił się do przodu, spróbował sięgnąć po butelkę, co udało mu się dopiero za
drugim razem, i nalał sobie do pełna. Część trunku wylądowała na blacie. Sięgnął po
szklankę w tym samym momencie, w którym do jego uszu dobiegło odległe pukanie.
Gwałtownie podniósł głowę, spoglądając na drzwi szeroko otwartymi oczami.
Potter?! Czyżby...?
Zerwał się, odtrącając szklankę i butelkę, które przewróciły się na stół, rozlewając
swoją zawartość, i rzucił się do drzwi poprzez liżące jego stopy płomienie i wlewającą
się do pomieszczenia jasność. Wpadł do gabinetu, przemierzył go w kilku krokach i z
rozmachem otworzył drzwi na korytarz.
I wtedy wszystko pogrążyło się w mroku, a ogień został zastąpiony zamarzającymi
szybko soplami lodu. Twarz Severusa przeszył cień, a usta wykrzywił nieprzyjemny
grymas.
- Czego chcesz? - warknął w stronę stojącej na korytarzu Ślizgonki.
- Uch... Chciałam tylko zapytać, czy mógłby pan na chwilę przyjść? Chłopcy z
czwartego roku pobili się w dormitorium i pomyślałam...
- Nie mam czasu! Zejdź mi z oczu! - wysyczał, po czym z całej siły trzasnął drzwiami.
Odwrócił się i lekko się chwiejąc, wrócił do salonu. Podszedł do barku i wyjął z niego
kolejne dwie butelki. Opadł na fotel, otworzył whisky, nalał do szklanki
bursztynowego płynu i jednym haustem wypił całą jej zawartość, próbując ugasić w
ten sposób płonącą w nim wściekłość na samego siebie.
Zachowywał się jak żałosny, opętany dureń. Przecież Potter nie przyszedłby do
niego. Siedział teraz w Pokoju Życzeń, w swoim małym sanktuarium. Po co miałby tu
przychodzić? Dlaczego w ogóle pomyślał, że to on? Dlaczego tak bardzo chciał,
żeby to był on? Dlaczego nie potrafił przeżyć nawet jednego dnia bez myślenia o
nim, bez poszukiwania go w każdym zakamarku zamku, w każdym skrzypieniu drzwi,
w każdym wyłaniającym się zza zakrętu cieniu? Dlaczego nękał go nawet w snach?
Dlaczego ten cholerny, przeklęty, denerwujący smarkacz tak zawrócił mu w głowie?
Jak to zrobił?
Severus wypił kolejną szklankę. Z trudem mógł już skupić wzrok, ale wciąż wpatrywał
się w drzwi, czując, jak wściekłość rośnie w nim z każdym oddechem, z każdym
łykiem, z każdą myślą, krążącą wokół Pottera.
Ale przecież tak właśnie będzie. Te drzwi na zawsze pozostaną zamknięte. Musi się