Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
obserwuje, naprężył się cały, jak gotowe do ucieczki zwierzę.
Ale przed tym... przed nim nie było ucieczki. Potter mógł sobie próbować do woli, ale
Severus był zbyt dobrym myśliwym.
Problem polegał na tym, że polowanie... uzależniało.
W końcu nadszedł piątek. A wraz z nim lekcja Eliksirów z szóstorocznymi. Lekcja,
którą Severus dobrze sobie zaplanował. Musi być ostrożny. Musi dołożyć nieco
starań i powstrzymać się przed złośliwościami. Musi zaskoczyć Pottera. Pokazać mu,
co jest w stanie dla niego zrobić. Wykonać kolejny mały krok w jego kierunku.
Nawet nie spodziewał się, ile wysiłku będzie go to kosztowało. Powinien dostać jakiś
cholerny medal za to, że udało mu się powstrzymać przed potraktowaniem tych
nieudaczników tak, jak na to zasłużyli, i nie wylaniem tego, co oni nazywali
"eliksirami", na te ich puste głowy. Zamiast warczeć i pożerać ich jak zawsze, musiał
po prostu chodzić pomiędzy tymi żałosnymi stworzeniami i dawać im rady. Niczym
znajdujący się w stadzie owiec wilk, który musi powstrzymywać swą naturę, by ich
wszystkich nie rozszarpać. Może jeszcze powinien pokazać im, jak mają unikać jego
kłów?
Ale zrobił to. I prawie wszystko, co sobie zaplanował, udało mu się. Prawie.
Nie potrafił powstrzymać się tylko przed jednym. Przed dotknięciem go.
Przez całą lekcję Potter wydawał się odległy, odseparowany, jakby za wszelką cenę
próbował odgrodzić się barierą. I nagle znalazł się tak blisko... na wyciągnięcie ręki. I Severus widział to. Widział, jak Potter niemal wibruje z napięcia, kładąc fiolkę na jego biurku. Ze wzrokiem utkwionym gdzieś w ścianie, drżącymi palcami i zaciętą miną... I
Severus chciał tylko musnąć te palce. Zobaczyć, jak chłopak zareaguje... czy te
zielone oczy spojrzą na niego tak samo jak dawniej?
Tak.
To wciąż w nich było. Zobaczył to, kiedy Potter niemal stracił dech pod wpływem jego
dotyku, kiedy zobaczył ten nagły, jasny rozbłysk w jego oczach i reakcję tak
gwałtowną, jakby przeszył go prąd.
Wciąż należał do niego. Całym sobą. Każdą komórką ciała, które tak żywo
reagowało na bliskość Severusa. Nawet, jeżeli próbował to w sobie zdusić. Nawet
jeżeli próbował zaprzeczać. Wciąż drżał.
Severus obserwował go, kiedy niemal wybiegał z klasy. Rozbity. Wstrząśnięty.
Osłabiony.
A później spojrzał na swą własną dłoń.
Również drżała.
*
Kiedy Severus wychodził z sali, znajdujące się po drugiej stronie korytarza drzwi do
łazienki otworzyły się samoczynnie. I wyjątkowo gwałtownie.
W pierwszej chwili pomyślał, że to przeciąg, ale nie poczuł żadnego wiatru. Potem
pomyślał, że to jeden z duchów albo może Irytek. Ale nawet Irytek nie był aż tak
głupi, aby próbować jakichkolwiek sztuczek w pobliżu Severusa. Dyrektor może i był
wobec niego pobłażliwy, ale Severus już kilka razy pokazał mu, że znał takie
zaklęcia, przed którymi nawet poltergeist czuł respekt.
Odwrócił się i podszedł do łazienki, aby zamknąć drzwi, ale wtedy w jego nozdrza
uderzył zapach. Tak znajomy, tak aromatyczny, że wszystko wokół nagle zawirowało.
Wanilia.
Powietrze wypełniło się iskrami i czerwoną mgłą. I głębokim, wypełniającym
przestrzeń dudnieniem. Jego umysł zadziałał błyskawicznie, wychwytując
poszarpane nici przerażenia, napływające spod ściany.
Potter. Był tutaj. Tuż obok. Ukryty pod tą swoją przeklętą peleryną. Wystarczyło tylko
wyciągnąć rękę i ściągnąć ją z niego i...
Nie. To nie czas na to. Jeszcze nie teraz. To zbyt duży krok. Musi działać ostrożnie.
Mgła opadła, zastąpiona niemalże płynną ciemnością. Ale dudnienie pozostało. Było
teraz tylko nieco słabsze. Zduszone. Jakby ktoś złapał je w dłoń i ścisnął.
Jeszcze raz wciągnął głęboko do płuc otaczającą go woń i powoli zamknął drzwi
łazienki. I po prostu odszedł.
***
Potter nie pojawił się na kolacji. Severus skierował więc swe kroki do biblioteki,
pewien, że znowu się w niej ukrywa, ale tam również go nie było.
Wyglądało więc na to, że dzisiaj już więcej go nie zobaczy...
Całą noc pracował nad eliksirem. Udało mu się stworzyć idealny wywar z jadu
czarnej wdowy i zasuszonych paznokci druzgotka. Sparaliżował receptory chochlika
kornwalijskiego na wystarczająco długi okres, aby trucizna, którą mu podał, zaczęła
działać dopiero po półtorej godzinie.
Kiedy tylko opuścił laboratorium i rozejrzał się po swojej komnacie... od razu
zapragnął z niej wyjść. Coś się w niej zmieniło. Coś niewielkiego, niemal
niezauważalnego, ale z dnia na dzień wydawało się coraz bardziej wyraźne. Nie
potrafił jedynie określić źródła tej zmiany.
Wszystko było na swoim miejscu. Idealnie poukładane na półkach książki. Nie
porozwalane na podłodze. Czysta, schludna podłoga. Nie zaściełana fragmentami
porozrzucanych ubrań i butów, o które nieraz się potykał. Idealna cisza i spokój. Bez
ciągłego, bezsensownego paplania przerywanego nieopanowanymi wybuchami
śmiechu. Doskonałe miejsce do życia. Do życia, które zawsze tu prowadził. Z książką
w jednej ręce, szklaną whisky w drugiej i swoimi eliksirami wokół.
Więc czego jeszcze chciał? Czego mu tu brakowało?
Wyszedł w poszukiwaniu odpowiedzi. Nogi zaprowadziły go do Wielkiej Sali na
śniadanie. Siedział w niej tak długo, dopóki półmiski z potrawami nie zniknęły ze
stołów, ale Potter nie zjawił się. Poszedł więc do biblioteki. Tam też go nie było.
Sobota wiązała się z brakiem lekcji. A co za tym szło, Severus miał cały dzień tylko
dla siebie. Eliksir nie wymagał teraz żadnej uwagi. Pozostało mu jedynie dodanie do
niego wywaru, który uwarzył dzisiejszej nocy, ale może to zrobić na samym końcu.
Wrócił więc do komnat. Rozejrzał się po wypełnionym jedynie cichym trzaskiem
ognia w kominku salonie i opadł na swój fotel. Przywołał do siebie butelkę, szklankę
oraz gruby plik pergaminów zawierających testy drugo-, trzecio- oraz
piątoroczniaków i pogrążył się w pracy. W pracy, która zajęła mu niemal całe
przedpołudnie i część popołudnia. Niemal, ponieważ wciąż łapał się na tym, że coraz
częściej chodzi do biblioteki. Wiedział, że robi to zbyt nagminnie, ale to było
silniejsze. Wychodził z komnaty, szedł na obchód, zaglądał do klas, do Wielkiej Sali i
zawsze zatrzymywał się przed wejściem do biblioteki. Lecz kiedy nie dostrzegał
wśród pochylonych nad stołami, pogrążonych w lekturze uczniów znajomej ciemnej
czupryny, wychodził i rozglądał się po korytarzach. Wciąż go poszukiwał.
Ale nie odnalazł go.
Po kolacji wrócił do siebie. Wszedł do komnat i ponownie się rozejrzał, jakby
spodziewał się, że znajdzie go tutaj. Siedzącego w czarnym fotelu przed kominkiem,
z nogą przewieszoną przez oparcie i peleryną-niewidką zwisającą niemal do samej
ziemi. Z rękami założonymi za głowę, którą odwróciłby w jego stronę i twarzą, która
rozjaśniłaby się w uśmiechu. I wypowiadającego tym miękkim głosem:
"Dobry wieczór, Severusie..."
Severus zacisnął usta, przeszedł szybko przez salon i skierował swe kroki do
sypialni, z głośnym trzaskiem zamykając za sobą drzwi.
***
Severus dostrzegł go od razu, kiedy tylko Potter wszedł do Wielkiej Sali podczas
niedzielnego śniadania. Wyglądał na... zmęczonego. Szedł pochylony, ze
zgarbionymi ramionami i bladą twarzą. I Severus już zbyt wiele razy widział go w