Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 419 420 421 422 423 424 425 426 427 ... 508
Перейти на страницу:

Wszystko zniknęło, utopione w gotującej się czerwieni. Ściany klasy, ławki oraz

uczniowie stali się zaledwie niewyraźnymi cieniami. Powietrze wypełniło się trującymi

oparami, wysysając tlen i pozostawiając jedynie ciężar tego, co się pomiędzy nimi

wydarzyło. Wszystko inne przestało się liczyć. Pozostał tylko Potter i jego ostre

niczym odłamki rozbitego lustra zielone oczy, wypełnione żalem i rozczarowaniem.

Oczy, które widział na dnie butelki przez całą noc.

Skoczył do przodu, opierając dłonie na blacie ławki i pochylił się, zanurzając swoje

spojrzenie w tych oczach. Musiał w końcu stawić im czoła. Nie miały prawa

wzbudzać w nim tego potwornego uczucia. Nie miały prawa wzbudzać w nim

jakiegokolwiek uczucia, ponieważ niedługo i tak będą puste. Nie miały prawa

cokolwiek dla niego znaczyć!

- Grozisz mi, Potter? A kim ty jesteś, żeby mnie szantażować? W ogóle się nie

liczysz! Nic mnie nie obchodzisz! Ani ty, ani twoje zdanie! Jesteś tylko żałosną kopią

swojego skretyniałego ojca! Niczym więcej! Masz się za kogoś wyjątkowego?

Myślisz, że kogokolwiek obchodzisz? Wbij sobie wreszcie do głowy, że jesteś

nędznym, bezwartościowym, nic nieznaczącym zerem! Że jesteś i zawsze będziesz

dla mnie nikim! Rozumiesz? Nikim!

Ulga, którą poczuł, kiedy wyrzucił z siebie te słowa, była niemal osłabiająca. Ale nie

trwała długo. Spłynęła na podłogę i zamieniła się w lodową kałużę, kiedy ujrzał wyraz

twarzy Pottera... kiedy ujrzał jego łzy.

Poczuł się wtedy tak, jakby coś wbiło mu się boleśnie w żołądek i rozerwało

wnętrzności, pozostawiając otwartą, rwącą ranę. Miał wrażenie, że wszystko

rozsypuje mu się w palcach i nie pozostało już nic, co dałoby się uratować.

I w tej jednej chwili oddałby wszystko, aby cofnąć te słowa.

Dzwonek był niczym wybawienie. Pozwolił mu pozostać tylko z Potterem i chociaż

spróbować... porozmawiać z nim. Ale do Harry'ego nic już nie docierało. Był

zamknięty, odległy, żadne słowo, które Severus wypowiedział później, nie trafiło do

jego umysłu. I nawet jeżeli Severus miał ochotę potrząsnąć nim, zasłonić mu usta

dłonią, by powstrzymać je od wypowiadania słów, które wbijały się w niego niczym

sztylety, przycisnąć go do siebie i powiedzieć mu, żeby się zamknął i po prostu

posłuchał tego szaleńczego odgłosu, który wydaje jego serce, kiedy jest blisko

niego... to nie mógł tego zrobić. To byłoby jak przyznanie się do przegranej. A on był

Severusem Snape'em. Nigdy nie przegrywał. Nawet ze sobą.

Po prostu pozwolił mu wstać i pozostawić na ławce swój kamień. Pozwolił mu po raz

ostatni spojrzeć w swoje oczy i wypowiedzieć:

- Do widzenia... profesorze Snape.

Pozwolił mu odwrócić się i... odejść.

Ale w momencie, kiedy tylko drzwi zamknęły się za nim i w pomieszczeniu zaległa

cisza... nogi samowolnie poniosły Severusa wprost do wyjścia, a dłoń wyciągnęła się

ku klamce, pragnąc nacisnąć na nią, otworzyć drzwi szarpnięciem i zatrzymać go.

Ale powstrzymał się. Przez chwilę po prostu stał z ręką na klamce, walcząc ze sobą.

I zwyciężył.

Zsunął dłoń z chłodnego metalu i odwrócił się, spoglądając na połyskujący na blacie

zielony kamień. Podszedł do ławki i wziął go do ręki, przyglądając mu się ze

zmarszczonymi brwiami.

Zranił go. Tak straszliwie go zranił...

Jaki demon skłonił go do wypowiedzenia tych okrutnych słów? To nie tak miało

wyglądać. Nie tego chciał. Nie w taki sposób...

W czarnych oczach pojawił się srebrny rozbłysk gniewu.

To nie żaden demon był sprawcą. Tylko głupcy zasłaniali się podobnymi

wymówkami, próbując zrzucić z siebie przynajmniej część winy za swe uczynki. To

on wypowiedział te słowa. To on go torturował. To on próbował obarczyć go winą za

własny, powolny upadek, za uczucia, które w nim wzbudzał, wyżywając się na nim za

wszystko, co odczuwał z jego powodu. Za swą własną słabość.

Jeszcze mocniej zacisnął kamień w dłoni.

I teraz płaci za to najwyższą cenę.

Podniósł wzrok na drzwi.

Ale może to i lepiej, że Pottera nie będzie teraz w pobliżu. Będzie mu łatwiej

zmierzyć się z tym zadaniem i dokończyć eliksir, kiedy nie będzie go widział, nie

będzie go czuł... Przecież niedługo i tak... zniknie z jego życia. Już na zawsze.

Czyż nie lepiej byłoby zacząć przyzwyczajać się do tego już teraz?

***

Na niemal cały kolejny dzień zaszył się w swoim laboratorium. Eksperymentował z

różnymi składnikami blokującymi przekaźniki neuronowe, próbując uzyskać jak

najlepszy i najmniej otumaniający efekt. Zostało mu zaledwie dziesięć dni do

ukończenia eliksiru. Musiał się pospieszyć. I całkowicie skupić na zadaniu, nie

rozpraszany przez Pottera i jego zachcianki.

Tego dnia spotkał go przypadkiem na korytarzu. Jego twarz pokryta była cieniem, a

napięcie pod skórą tak wyraźne, że niemal fizycznie wyczuwalne. I kiedy Severus go

mijał, kątem oka dostrzegł, jak chłopak przymyka oczy i wzdycha, jakby samo

wyminięcie go na korytarzu było dla niego zadaniem ponad siły.

Tego samego wieczoru złapał się również na tym, że sięga po kamień i zaciska na

nim dłoń, oczekując na wiadomość, na te słowa, które otrzymywał każdego wieczoru

od kilku miesięcy... i wtedy przypomniał sobie, że przecież Potter oddał mu kamień i

żadnej wiadomości już nie otrzyma.

Następnego dnia zobaczył go w bibliotece. Siedział nad książkami ze spuszczoną

głową. Bez swoich przyjaciół. Sam. Severus mógł więc wziąć z półki pierwszą lepszą

książkę, otworzyć ją na obojętnie której stronie, stanąć tuż za regałem, w

wystarczająco bliskiej odległości, aby Potter wyczuł jego obecność, ale

wystarczająco daleko, aby nie wydało się to podejrzane, i po prostu... obserwować

go. Nie pozwolić mu zapomnieć o sobie. Nie pozwolić, aby chociaż przez jedną

chwilę pomyślał, że to koniec. Że Severus pozwoli mu ot tak po prostu odejść od

siebie.

Nigdy.

I wiedział, że Potter doskonale zdaje sobie sprawę z jego obecności. Widział to w

jego napiętych ruchach, w przygarbionej postawie, w tym, że przez piętnaście minut

nie przewrócił kartki, w którą tak uparcie starał się wpatrywać.

Czy on naprawdę sądził, że tak łatwo się od tego uwolni? Że od tego w ogóle da się

uwolnić?

Wrócił tam następnego dnia. Severus zobaczył go przy tym samym stoliku, z głowa

podpartą na ręku i nieobecnym, zamyślonym spojrzeniem wbitym w sypiący za

oknem śnieg. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wcześniej widział takie...

przygnębienie na jego twarzy. Tak mocno zaciśnięte usta. Tak bardzo zmarszczone

brwi. Taką melancholię w tych zielonych, o wiele ciemniejszych niż zwykle oczach.

Jakby coś je zasnuwało. Cień. Kąciki ust ściągnięte w dół, jakby wyssano z nich całą

radość. I w zamian nasączono je goryczą.

Severus oblizał wargi i zacisnął je, czując, jak do jego gardła również napływa coś

przypominającego gorycz.

Potter ewidentnie nie radził sobie z tą sytuacją. Próbował, ale każda jego myśl, każdy

czyn nasączone były Severusem i mężczyzna widział to bardzo wyraźnie w każdym

jego spłoszonym, a jednocześnie ziejącym dumną zawziętością spojrzeniu. I widział

także, że chłopak próbuje czytać, ale kompletnie nie jest w stanie. Czy wyczuwał

jego obecność? To oczywiste. Kiedy tylko zorientował się, że Severus znowu go

1 ... 419 420 421 422 423 424 425 426 427 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)