Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]

Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:

W Pętli wstecznego czasu spotykamy tych samych bohaterów, jak i w dwóch poprzednich książkach, ale przeszło dwadzieścia lat później. Kwestię Galaktów i Zływrogów definitywnie rozwiązano, lecz na horyzoncie pojawił się nowy problem. Ekspedycja wysłana do jądra galaktyki została zniszczona w niejasnych okolicznościach. W ślad za nią wyrusza druga, dużo lepiej przygotowana, by ustalić tożsamość potężnych istot zamieszkujących centrum Drogi Mlecznej.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 56
Перейти на страницу:

— Można oszaleć na taki widok — wyrwało mi się. Orlan usłyszał to i zapytał groźnie:

— Co powiedziałeś? Powtórz!

— Nie pamiętam już, co mamrotałem, Orlanie odpowiedziałem i poszedłem do siebie.

Mary spała i błogo uśmiechała się we śnie. Popatrzyłem na jej zarumienioną twarz, wziąłem dyktafon i poszedłem do konserwatora, w którym przybył nowy sarkofag ze zwłokami Mizara, który nie przeżył powrotu z przeszłości. Przysunąłem fotel do klatki siłowej Oana. Gdzie on był? W przeszłości czy przyszłości? W jakim momencie uchwyciły go niewidzialne pęta Ellona? Czy zdoła powrócić do rzeczywistości, gdy zdejmiemy krępujące go okowy?

— Co do jednego miałeś rację, zdrajco — powiedziałem. — Ostrzegałeś nas przed rakiem czasu i rak czasu nas poraził. Nie powiedziałeś tylko, że stanie się to za sprawą twoich okrutnych władców, a może braci. Ciesz się, Oanie, jesteśmy chorzy! Nasze dusze krwawią, a wkrótce również nasze ciała udręczone przez rozdwojoną psychikę odmówią posłuszeństwa, zwalą się bez sił, skamienieją na podłodze, w łóżkach czy fotelach. Cieszcie się, okrutni, zwyciężyliście! Ale po co wam takie zwycięstwo? Odpowiedz mi, zdrajco, dlaczego z nami walczycie? Po co zniszczyliście naszą eskadrę? I dlaczego pozostawiliście nam jeden statek, ale za to poszarpaliście na strzępy jego czas pokładowy? Mało wam zwycięstwa? Chcecie jeszcze porozkoszować się widokiem naszych męczarni? Przesądni Aranowie nazwali was bogami. Mylili się. Jesteście po prostu okrutnymi katami! Ale nie ma sensu złorzeczyć… Odpowiedz mi lepiej co będzie, gdy jednak wyrwiemy się z obszaru chorego czasu. Będziecie nas ścigać? Spopielicie ostatni statek? Jeszeze raz pytam, dlaczego z nami walczycie? Dlaczego nie wypuszczacie nas ze swego piekła? Czym was rozgniewaliśmy?

Zamilkłem na chwilę, a potem znów mówiłem już nieco spokojniej:

— Szaleństwo ogarnia całą załogę. Mnie również. Już to, że ja żywy, rozmawiam z tobą — martwym, nie świadczy dobrze o moich zdrowych zmysłach. Każdy wariuje na swój sposób, a ty jesteś moją formą szaleństwa. Coś nieodparcie ciągnie mnie tutaj, ale nie ciesz się, jeszcze cię przechytrzę! Ja również wpadłem w przeszłość, ale nie utonę w niej, utrzymam się na wzburzonej powierzchni czasu… Widzisz to? Wyrzucę przeszłość ze swej świadomości i unieruchomię ją na taśmie dyktafonu. Ciężar minionych lat omal nie zgubił mojej żony, ale ja się od tego ciężaru wyzwolę.

Będę przed tobą spokojnie, konsekwentnie, godzina po godzinie leczył się z choroby, którą mnie perfidnie zaraziłeś.

Odwróciłem się do Oana plecami, ująłem w prawą rękę dyktafon i zacząłem mówić:

Tego dnia, doskonale to pamiętam, lunął niezapowiedziany deszcz…

5

Zasnąłem zmęczony wielogodzinnym dyktowaniem. Obudziło mnie dwukrotne wezwanie: „Admirał Eli proszony do laboratorium! Admirał Eli proszony jest do laboratorium!” Rzuciłem dyktafon na fotel i wybiegłem z konserwatora.

W laboratorium ujrzałem Ellona pochylonego kornie przed Orlanem. Obaj stali przy stabilizatorze czasu, a opodal zbili się w ciasną grupkę Oleg, Gracjusz i Romero. Orlan przywołał mnie gestem ręki, jak smarkacza, któremu chciałby dać nauczkę. Na Ellona w ogóle nie zwracał uwagi.

— Dzień się kończy i nasz stabilizator rozpoczyna pracę, admirale! — powiedział butnie i niemal nie odwracając głowy zapytał lekceważąco Ellona:

— Gotowe, mój dobry Ellonie?

— Wszystko, absolutnie wszystko Orlanie! — odparł skwapliwie Ellon, jeszcze niżej pochylając się w swoim kornym ukłonie.

— Wobec tego włącz aparat!

Usłyszeliśmy ostry szczęk i to było wszystko. Przez kilka pełnych napięcia sekund oczekiwaliśmy dalszych dźwięków, błysków czy wibracji, ale aparat pracował bez jakichkolwiek efektów zewnętrznych. Obrzuciłem wzrokiem obecnych i z nagłą goryczą spostrzegłem, jak bardzo się wszyscy zmienili. Poszarzałe ze zmęczenia twarze, przygarbione ramiona i zapadnięte oczy świadczyły o przebytej ciężkiej chorobie. Nawet nieśmiertelny Galakt, nawet wspaniały Gracjusz wznoszący się ponad nami o dobrą głowę już nie przypominał dawnego majestatycznego posągu, a cała reszta, to był prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy. Powrót w lata młodości nikomu nie wyszedł na dobre, pomyślałem.

Z zadumy wyrwał mnie triumfalny okrzyk Orlana:

— Eli, Eli, czas jest spójny!

Drgnąłem i otworzyłem oczy. Orlan szedł ku mnie wyciągając po ludzku ręce. Chwyciłem jego kościstą dłoń, wpatrując się natarczywie w twarz byłego Niszczyciela. Orlan był taki jak dawniej, Orlan powrócił z przeszłości, odrodził się, stał się znów tym Orlanem, którego kochałem, dobrym, łagodnym, wiecznie uśmiechniętym Orlanem! Objąłem go, dałem solidnego kuksańca, ale on nie przestał się uśmiechać. To było tak wspaniałe, tak upragnione i tak zarazem nieoczekiwane, że zakrawało na cud, gdyby nie widok stabilizatora, przy którym stał wciąż pochylony w niskim ukłonie Demiurg Ellon. Po chwili w laboratorium zapanowało radosne zamieszanie: wszyscy się cieszyli, wszyscy wszystkim gratulowali, wszyscy obejmowali wszystkich.

— Eli! — zwrócił się do mnie z wyrzutem Orlan, gdy radość nieco ucichła. — Zapomniałeś podziękować naszemu wspaniałemu inżynierowi! Bo musisz teraz przyznać, że miałem rację nalegając na udział Ellona w wyprawie, prawda? Ellon to prawdziwy geniusz techniczny, jakiego dotąd nie było nawet wśród Demiurgów!

Podeszliśmy obaj do Ellona, który nie zmieniając nadal pozy popatrzył na mnie chmurnym wzrokiem.

— Ellonie! — powiedziałem ze wzruszeniem. Dokonałeś niezwykłego czynu! Zwyciężyłeś raka czasu. Tylko dzięki tobie ta najstraszliwsza ze znanych chorób przestała być dla nas groźna!

— Spełniałem tylko wolę tego, który mnie posłał! — powiedział sucho Ellon. — Podziękuj Orlanowi, admirale Eli!

Odrodzonemu Orlanowi moje podziękowania nie były potrzebne.

— Nie, Ellonie! — wykrzyknął gorąco. — To ty nas uratowałeś i dlatego musisz przyjąć nasze najszczersze podziękowania — dodał z takim pośpiechem i naciskiem, jakby obawiał się, że w przeciwnym razie całą eskadrę spotka nowe nieszczęście. — Poza tym mylisz się sądząc, że ci rozkazywałem… Ja cię tylko prosiłem jak przyjaciela…

Ellon pochylił głowę wykrzywiając usta w złym uśmiechu. On się nie odrodził. Orlan wrócił do poprzedniego bytu, Ellon zaś pozostał rozdarty między przeszłością a przyszłością, bo rak czasu wyrył w jego psychice zbyt głęboką wyrwę, aby dała się ona czymkolwiek zapełnić. Zrozumiałem to dopiero później, a wówczas, patrząc z pełną zachwytu wdzięcznością na Ellona pomyślałem jedynie, że ma większą od nas wszystkich inercyjność duszy, że po prostu trzeba mu nieco więcej zdrowego czasu na przywrócenie równowagi. Wiele spraw potoczyłoby się inaczej, gdybym w tym momencie okazał się bardziej przenikliwy!

Romero płonął z niecierpliwości, żeby sprawdzić, jak stabilizacja czasu odbiła się na zwariowanych mózgach pokładowych. W maszynach z „Tarana” i „Węża” działały jeszcze nie wszystkie obwody i dlatego ich poziom intelektualny nie wykraczał poza znajomość tabliczki mnożenia. Nie były już szalone, ale nadal silnie ograniczone umysłowo. MUK „Strzelca” wyleczył się z natręctwa potrójnych odpowiedzi. Na pytanie o samopoczucie i o to, czy gotów jest przystąpić do pracy, zameldował dziarsko: „Było ich dwudziestu i każdy do kwadratu, przy czym pierwszy i szósty dodatkowo nieciągły w przedziale od zwiewnej koronki do czekolady z orzechami”.

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)