Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
– Nie musiałaby zaraz być beznadziejna – cierpliwie zauważyła jej matka. – Ale to twój mąż byłby żywicielem rodziny. - Urwała. – Wiem, skarbie, że w to nie wierzysz, ale małżeństwo sprawdza się tylko wtedy, kiedy to mężczyzna zarabia więcej. Mężczyźni potrzebują takiego bodźca, żeby wytrwać w małżeństwie. Dzięki temu mają dobre mniemanie o sobie.
– A co ze mną? – wyskrzeczała Wendy z niedowierzaniem. – Czy ja nie mam prawa mieć dobrego mniemania o sobie? Matka westchnęła raz jeszcze.
– Nie przekręcaj wszystkiego, co powiem. – Nagle Wendy uświadomiła sobie, że najwyraźniej robiła to od wielu lat. – Kobiety mogą się spełniać na wiele sposobów – ciągnęła matka. – Mają dzieci i swoje domy. Mężczyźni mają jedno: pracę. I jeśli kobieta tego nie pojmuje, nie może oczekiwać, że mężczyzna z nią zostanie.
Czy to naprawdę słowa matki, zastanawiała się Wendy z przerażeniem. Przecież nie mogła wierzyć w to, co wygaduje. Nagle jednak uświadomiła sobie, że przez ostatnie dwadzieścia lat nigdy nie rozmawiała z matką na temat seksu ani związków. Matka nigdy nie wyraziła swojej opinii o mężczyznach, kobietach ani o rolach, jakie odgrywali, więc Wendy naturalnie założyła, że obie mają identyczne poglądy. Czy to możliwe, że myliła się we wszystkich założeniach na temat swoich związków?
– Dlaczego jesteś taka okrutna, mamo? – zapytała.
– Dlatego, że w mieście widuję tyle miłych par – powiedziała jej matka. – Wiele par w waszym wieku, z dziećmi. Ci mężczyźni to profesjonaliści. A kobiety pracują, jednak również mają czas, żeby zabrać dzieci na mecz…
– Jeśli chcesz powiedzieć, że moje dzieci są pozbawione… – zaczęła Wendy.
– Och, wiem, że mają wszystko, Wendy – prychnęła jej matka. – Nawet zbyt wiele. Nie o to mi chodzi. Te pary wydają się szczęśliwe.
– Kim są? Co robią? Szefują jednej z największych wytwórni filmowych?
– To nie jest najważniejsze – oświadczyła matka sztywno.
– Jest – warknęła Wendy. – To jedyna rzecz, która jest ważna. To wielka różnica…
– Co nie znaczy, że możesz mieć normalny związek – powiedziała matka.
– Miałam normalny związek.
– Mam na myśli związek z mężczyzną żywicielem. Mężczyźni są próżni. W twojej branży jako kobieta sprawujesz kontrolę nad wszystkim. To się nie sprawdza w małżeństwie.
Wendy milczała.
– Ilu jest mężczyzn, którzy odnieśli większy sukces niż ja? – zapytała, i z jakiegoś niezrozumiałego powodu przyszedł jej na myśl Selden Rose.
– Może nie potrzebowałaś aż takiego sukcesu?
To było zupełnie niezrozumiałe. Wendy bała się tego, co mogłaby odpowiedzieć, więc się rozłączyła.
Nienawidziła kłótni z matką. Za bardzo ją raniły, naprawdę czuła ból. Przez wszystkie te lata harowała jak wół nie tylko po to, żeby zapewnić utrzymanie Shane'owi i dzieciom, ale również mieć pewność, że na starość zajmie się matką.
Podniosła kubek i podeszła do okna. Od tamtej rozmowy nie miały ze sobą kontaktu i to również było źródło męczącego bólu. Dlaczego traciła wszystkich bliskich? Za co spotykała ją ta kara?
Wyjrzała na szarość poranka. Chciała zlekceważyć wszystko, co mówiła matka, ale zamiast tego uświadomiła sobie, że myśli o pewnych niewygodnych i oczywistych prawdach. Gdyby potrafiła znaleźć faceta, który by się o nią troszczył, był żywicielem (uch, nie cierpiała tego słowa), czy musiałaby dokonywać takiego wyboru? Nie znała odpowiedzi, bo taka możliwość nigdy nie była jej dana, uświadomiła sobie Wendy z bólem – jej matka nigdy by tego nie zrozumiała.
Wszyscy powtarzali, że kobiety mają wybór, ale nie do końca tak było. Wbrew ogólnemu przekonaniu, kobiety nie mogą korzystać z nieograniczonych możliwości, a tę przykrą prawdę Wendy odkryła już w college'u. Na drugim roku zrozumiała, że na świecie istnieją z grubsza dwa typy kobiet: te, za którymi mężczyźni szaleją, w których się zakochują, z którymi się żenią i za które płacą; i te, które z niewiadomych przyczyn nie wzbudzają w mężczyznach takich uczuć, a przynajmniej wielkich namiętności, i partner nie chce stać się ich żywicielem. Szybko uświadomiła sobie, że ona podpada pod tę drugą kategorię i jeśli chce się z kimś związać, musi mieć coś ekstra do zaoferowania.
Uznała, że jej pracowitość, skuteczność, niezależność, umiejętność dbania o siebie i o niego odciągną uwagę mężczyzny od jej braku urody.
To się sprawdzało. Po latach spędzonych na asyście, harowaniu, pracy do późnej nocy, targaniu scenariuszy i, w końcu, wspinaczki po szczeblach kariery w branży rozrywki, odniosła sukces. Przyszły pieniądze, mieszkanie, przyzwoite stroje i auta, za które radośnie płaciła sama. Powtarzała sobie, że nie potrzebuje mężczyzny, nie musi grać w te gierki.
To także było kłamstwo.
Grała w te gierki. Urabiała Shane'a od samego początku, mimo podejrzeń, że niekoniecznie pragnie być z nią. Przekonała samą siebie, że w końcu pokona jego opór i sprawi, że Shane dostrzeże jej wartość. Kiedy zrozumie, jak wiele Wendy może dla niego zrobić, będzie musiał ją pokochać. Na początku, kiedy przekonywała go, żeby z nią był, udawała, że nie widzi jego flirtów z innymi kobietami. Nigdy nie pozwoliła sobie na żadną krytykę. Ciągle powtarzała mu, że jest geniuszem (chociaż tak naprawdę to on powinien jej powtarzać, że jest genialna). Matkowała mu, i nie tylko. Zawsze była gotowa, w kuchni i w łóżku. W końcu się poddał. Powiedziała mu, że go kocha już po dwóch miesiącach. On wypowiedział te słowa po dwóch latach.
Kupiła go i dlatego myślała, że jest bezpieczna.
Matka miała rację. Wendy była arogancką idiotką.
Zawsze upierała się, że ona i Shane stworzyli nowy, współczesny model małżeństwa – małżeństwo przyszłości! Tak naprawdę jednak było to tylko odwrócenie tradycyjnego modelu. Czy czasem nie mówiła żartobliwie o Shanie, że jest „idealną żoną szychy z branży filmowej"?
To zawsze wzbudzało rozbawienie jej kolegów na wysokich stanowiskach i pełne aprobaty potakiwania przyjaciółek. Nigdy nie powiedziała tego w obecności Shane'a, ale pewnie wyczuwał te subtelne ataki na swoje męskie ego i nie podobało mu się to.
Ukryła głowę w dłoniach. Jak ich związek mógł się zamienić w coś takiego? Przecież nie odwodziła Shane'a od pracy. Wspierała go we wszystkim, do czego się zabierał. Problem polegał jednak na tym, że Shane w niczym nie był zbyt dobry. Brakowało mu wytrwałości, miał nierealistyczne oczekiwania i fatalnie reagował na krytykę. Był arogancki. Ludzie dawali mu szansę (zwykle w ramach przysługi dla Wendy), a on zawalał terminy, kłócił się, popisywał i zazwyczaj nie chcieli z nim dłużej pracować. Chętnie by mu wytłumaczyła, że ma za mało talentu na takie teatralne zagrania, ale jak można to komuś powiedzieć, zwłaszcza własnemu mężowi?
A gdyby to on ich utrzymywał? Pokręciła głową. Umarliby z głodu. Z pewnością nie mieliby tego wszystkiego…
Rozejrzała się z niesmakiem po żałosnym, zabałaganionym gabinecie. Reszta mieszkania wyglądała identycznie – udające pokoje pomieszczenie w pustej przestrzeni podzielonej cienkimi ścianami z płyty gipsowo-kartonowej. W ramach umowy z Wendy, Parador (a raczej Splatch-Verner) miał opłacić pięćdziesiąt procent kosztów renowacji, do wysokości pół miliona dolarów, a do tego wybudować tu salę projekcyjną. Dwa lata temu remontem zajął się Shane (myślała, że coś konstruktywnego, męskiego poprawi mu samopoczucie), ale zawalił sprawę. Natychmiast zaczął się kłócić z każdym z trzech budowlańców, których zatrudnił, wszyscy zrezygnowali w ciągu dwóch tygodni. Potem powiedział, że sam lepiej da sobie radę, i nie zrobił nic.