Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Tydzień wcześniej Nico i Seymour byli na przyjęciu w lofcie Victory Ford. Mieścił się nieopodal, po drugiej stronie Szóstej Alei. Nico i Victory wylądowały w kącie i przez ponad godzinę gadały o swojej pracy. Wtedy Victory była wschodzącą projektantką, biły od niej pewność siebie i zdecydowanie, które zwykle sugerują przyszły sukces. Nico nie znała wielu takich kobiet, więc kiedy zaczęły rozmawiać, zachowywały się jak dwa psy, które uświadomiły sobie, że należą do tej samej rasy.
Były wtedy takie młode, pomyślała Nico, ściągając rajstopy. Miały nieco ponad trzydzieści lat…
Nico dokładnie pamiętała, jak tamtego ranka pojawiła się u Victory. Ulica pełna była ciężarówek, chodniki zapełniali zmęczeni ludzie pracujący w Garment District. Upał dawał się wszystkim we znaki, w połowie maja temperatura sięgała trzydziestu trzech stopni. Victory mieszkała w budynku, w którym niegdyś działała niewielka fabryka: na ścianie w przedsionku zainstalowano domofon ze starymi, czarnymi przyciskami, które wyglądały jak atrapy. Obok dzwonków widniały nazwy nieznanych firm, które zapewne upadły przed laty, ale na dole, na małej białej wizytówce, wydrukowano dyskretne VF.
Przez chwilę Nico się wahała. Victory pewnie nie było w domu, a jeśli nawet, co sobie pomyśli, kiedy jakaś poznana na przyjęciu kobieta zjawi się w jej domu w środku dnia?
Victory jednak nie była zaskoczona. Nico na zawsze zapamiętała, jak wyglądała jej przyjaciółka w chwili, gdy otworzyła ciężkie, stalowe drzwi. Co za piękność, pomyślała wtedy Nico. Tak idealna twarz nie wymagała ozdoby z włosów, więc Victory nosiła krótką, wręcz męską fryzurę, a poruszała się z gracją kobiety, która wie, że jej figura jest dla mężczyzn atrakcyjna. Nico przypuszczała, że taka dziewczyna może budzić zazdrość innych kobiet, ale w Victory była jakaś wspaniałomyślność, która sprowadzała tego rodzaju małostkowość do absurdu.
– Tak się cieszę, że cię widzę! – wykrzyknęła Victory.
W świetle dnia loft był jasny i niewymuszenie ekscentryczny, jakby sugerował, że przecież można żyć inaczej. Nico powoli uświadamiała sobie, że ją zwolniono, ale zamiast wpaść w rozpacz, doświadczyła dziwnego, niejasnego uczucia, że trafiła do równoległego świata, gdzie wszystko, co uważała dotąd za istotne, przestało się liczyć.
Tkwiła w lofcie Victory aż do końca dnia, czekając, aż Seymour wróci do domu. Kiedy weszła, Seymour panikował. Słyszał nowiny – wszyscy o tym mówili, dzwoniły poważne gazety i brukowce. Najwyraźniej zwolnienie Nico z Ratz Neste było bardziej interesujące niż jej zatrudnienie dwa lata wcześniej. Przez wiele tygodni musiała znosić kłamstwa i półprawdy na temat powodów zwolnienia oraz możliwych wad swojej osobowości i stylu pracy. Szokiem było dla niej odkrycie, że część podwładnych jej nienawidziła, przynajmniej na tyle, by uskarżać się prasie na jej „chłód". Jeszcze bardziej szokowało ją zainteresowanie gazet. Nie miała pojęcia, że jest taka ważna.
Pragnęła zniknąć, ale Seymour nalegał, by pokazywała się publicznie. Należało dać do zrozumienia, że wciąż się liczy, że nie da się pokonać. Seymour oświadczył, że kiepska prasa to tylko sprawdzian. I tak przez trzy wieczory w tygodniu Nico stroiła się i wywlekała swój rosnący brzuch z mieszkania. Razem z Seymourem chodziła na przyjęcia, wernisaże i kolacje, które składały się na życie towarzyskie nowojorskich wydawców.
No cóż, pomyślała, przebierając się w piżamę. Seymour miał rację. To był sprawdzian. Część ludzi, których uważała za bliskich, ją odtrąciła, inni, tacy jak Victory i Wendy, byli przy niej i mieli gdzieś, że ją wywalono z Ratz Neste. Późnym wieczorem razem z Seymourem analizowała, co się działo, kogo widzieli, co kto powiedział i jak powinien wyglądać ich plan działania. Seymour twierdził, że trzeba wiedzieć, czego chcą ludzie, czego potrzebują i do czego są zdolni, żeby to zdobyć. Była to kwestia wewnętrznej etyki…
Na początku od tych dyskusji bolała ją głowa. Nigdy nie interesowało ją włażenie ludziom do czaszek, i sądziła, że ich to również nie interesuje. Jedyne, czego chciała, to stworzyć z „Glimmer" świetne czasopismo. Tyle rozumiała. Wydawało się jej, że ciężka i dobra praca powinna zaowocować odpowiednią nagrodą, a jeśli inni ludzie mieli trochę oleju w głowach, powinni się z tym zgadzać. Seymour jednak powtarzał jej bez przerwy, że świat, a przynajmniej świat wielkich interesów, rządzi się innymi prawami. Miliony utalentowanych ludzi przepadały każdego dnia, bo ludzie ci nie rozumieli, że tak naprawdę nie liczy się talent, tylko umiejętność błyskawicznej oceny każdej sytuacji.
Pewnego wieczoru, na przyjęciu koktajlowym z okazji wypuszczenia na rynek nowego pióra Mont Blanc, do Nico podszedł jakiś mężczyzna przed pięćdziesiątką. Nico rzuciły się w oczy dwie rzeczy: że jego mahoniowa skóra jest poplamiona samoopalaczem i że ma na sobie krawat w srebrno-czarne paski.
– Chciałem powiedzieć, że świetnie sobie pani radziła w „Glimmer". Ratz Neste popełnił wielki błąd – mruknął.
– Dziękuję – powiedziała.
Kim był? Miała wrażenie, że powinna go znać.
– Nad czym teraz pani pracuje? Poza oczywistym. – Spojrzał wymownie na jej brzuch.
– Rozpatruję kilka interesujących propozycji – odparła zgodnie z poleceniem Seymoura.
– Da pani radę umówić się kiedyś z nami na rozmowę?
– Naturalnie. – Pokiwała głową.
Dopiero kiedy odszedł, uświadomiła sobie, że był to Mike Harness, wybrany niedawno na szefa działu wydawniczego w Splatch-Verner.
– Widzisz? – piał z zachwytu Seymour, kiedy wracali do domu taksówką. – Po to właśnie bywa się w Nowym Jorku. Teraz musimy tylko czekać.
– Może nie zadzwoni – powiedziała Nico.
– Zadzwoni – oświadczył Seymour z wielką pewnością siebie. – Nie byłbym zdumiony, gdyby chciał zastąpić tobą Rebeccę DeSoto z „Bonfire". To nie on ją zatrudniał, rozumiesz? Chce na tym stanowisku swojego człowieka. Zęby umocnić pozycję.
Nico trochę znała Rebeccc DeSoto i ja lubiła.
– Biedna Rebecca – powiedziała.
– Biedna Rebecca, tratatata – prychnął Seymour. – Musisz być twardsza. Przecież to nic osobistego, chodzi tylko o interesy.
Trzy miesiące po narodzinach Katriny Splatch-Verner ogłosił, że Nico O'Neilly zastąpi Rebeccc DeSoto na stanowisku redaktor naczelnej „Bonfire". Nico pomyślała, że Rebecca też pewnie niczego się nie spodziewała.
Kiedy wróciła na szczyt, ludzie wypełzli ze wszystkich kątów, wysyłali kwiaty, wizytówki i gratulacje. Seymour nalegał, żeby odpowiedziała nawet tym, którzy jej unikali, kiedy straciła pracę. Na samym początku jednak Nico napisała do Rebecki DeSoto. Pogratulowała jej świetnej pracy i życzyła szczęścia na przyszłość. Uznała, że nie ma sensu robić sobie wrogów.
Zwłaszcza że miała poważnych rywali pod ręką.
Dwa tygodnie po rozpoczęciu pracy zorientowała się, że jej śmiertelnym wrogiem jest człowiek, który powinien być jej sprzymierzeńcem, czyli Bruce Chikalis, wydawca „Bonfire". Był to arogancki młody mężczyzna po trzydziestce, uważany za ulubieńca Mike'a Harnessa, o czym nie dawał nikomu zapomnieć.
Bruce i Nico znienawidzili się od pierwszego wejrzenia.
Bruce oceniał kobiety wyłącznie przez pryzmat ich stosunku do niego. Na świecie istniały tylko dwa typy kobiet: do przelecenia i pozostałe. Te nie do przelecenia równie dobrze mogłyby nie istnieć. Jego zdaniem kobieta powinna być piękna, piersiasta, szczupła i uległa, czyli ssać mu fiuta za każdym razem, gdy tego zapragnął. Nigdy nie powiedział tego na głos, rzecz jasna, bo nie musiał. Nico czuła pogardę dla kobiet w każdym jego słowie. Na dzień dobry Bruce wkroczył do jej gabinetu, wskazał palcem modelkę z ostatniego numeru „Bonfire" i powiedział: