Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Przetoczyła się na swoją stronę łóżka i podkuliła nogi. Nie będzie płakała. Jednak wszystko straciła i nie rozumiała dlaczego. Zawsze sądziła, że ona, Shane i dzieci są szczęśliwi. Nagle, z jakiegoś powodu, pomyślała o rybce Tylera, Błękitnym Kaczorku. Kupiła mu tę chińską rybkę na początku zeszłego lata, a mały uparł się, że zabierze ją z nimi do Dark Harbor w Maine, dokąd wyjechali na dwa tygodnie, gdyż jeździli tam wszyscy ludzie z Hollywood. Błękitny Kaczorek miał status członka rodziny, więc podroż do Maine koncentrowała się na utrzymaniu przy życiu cholernej rybki, zwłaszcza po tym, jak Shane niechcący zafundował jej wstrząs termiczny, kiedy włożył ją do lodowatej wody w hotelowym pokoju. Przeżycie Kaczorka było przewodnim tematem wakacji, historyjką, z której, jak sądziła Wendy, będą się śmiali za dwadzieścia lat, kiedy dorosłe dzieci przyjadą do nich na święta. Smutek przeszył jej ciało niczym prąd. To się nigdy nie zdarzy. Jak będzie wyglądała przyszłość rodziny bez Shane'a? Co się stanie z tą opowieścią?
Wiedziała, że już nie zaśnie. Każdy dzień był taki sam, pełen rozdrażnienia z powodu nieznanego. Bała się. Uświadomiła sobie, że przez większość życia czuła ukryty strach. Bała się samotności, braku mężczyzny. Bała się, że nie wydaje się dość dobra, by go zdobyć. Czy był to jeden z powodów, dla których tak ciężko pracowała na sukces? Zęby kupić sobie mężczyznę? Pomyślała z goryczą, że skoro mogła kupić jednego, to istnieje szansa, że z następnym też nie będzie problemu.
Postanowiła wstać i popracować. Już dawno temu odkryła, że jedynym sposobem na złagodzenie strachu jest jeszcze cięższa praca. Minęła piąta rano. Męcząca szara godzina, pomyślała Wendy, ale postanowiła wstać i umyć zęby. Poszła do kuchni i zaparzyła sobie kawę, po czym zabrała kubek do gabinetu i usiadła przy tandetnym metalowym biurku. W college u należało do Shane'a, nie chciał się z nim rozstać z powodów sentymentalnych. Nigdy nie nalegała, żeby się go pozbyć. Zawsze szanowała dziwactwa Shane'a. Sama chyba znienawidziłaby męża, który dyktowałby jej, co ma robić. Już po roku małżeństwa olśniło ją, że kluczem do udanego związku jest traktowanie drugiej strony tak, jak samemu chce się być traktowanym.
Najwyraźniej to jednak nie wystarczało.
Uniosła scenariusz leżący na wierzchu sterty: uderzyło ją, że od ponad dwudziestu lat scenariusze to nieodłączny element jej życia. Były dostarczane do jej domu, by mogła je czytać w weekendy, przesyłane FedEksem w egzotyczne plenery, taszczone w torbach w samochodach, pociągach i autobusach. A ona czytała je wszystkie. Musiała już przeczytać około pięciu tysięcy scenariuszy, a końca nie było widać. Nagle ujrzała przygnębiającą wizję swojej przyszłości. Będzie niemal dokładnie tak jak teraz, tyle że ona będzie starsza, bardziej zmęczona i samotna. Teraz zdarzały się jej dni, w których fantazjowała, że nie wstanie z łóżka przez tydzień.
Otworzyła scenariusz, przeczytała pięć stron i go odłożyła, zirytowana sceną, w której matka strofuje dwudziestopięcioletnią córkę za to, że ta jeszcze nie wyszła za mąż. Zerknęła na pierwszą stronę, pewna, że scenariusz to dzieło mężczyzny, i to zapewne młodego – tylko oni jeszcze wierzyli w to, że matki marzą o dobrym mężu dla córek. Scenariusz jednak napisała kobieta, jakaśtam Shasta. Co to za imię, zastanawiała się Wendy, coraz bardziej zirytowana. I, co ważniejsze, jaką kobietą jest Shasta? Nie wie, że ten banał o matkach, które brak męża dla córki wpędza w rozpacz, jest niemodny?
„Nie", napisała na okładce i odsunęła scenariusz.
Wzięła następny i poprawiła okulary, żeby lepiej widzieć. Zauważyła ostatnio, że słowa na stronach uparcie się rozmywają. Zresztą jej myśli też się rozmywały. Pomyślała o matce Shasty. Jasne, część kobiet nadal wierzyła, że może się określić wyłącznie przez męża i dzieci. Wendy nigdy się nie zgadzała z tym szczególnym typem przedstawicielek swojej płci – tym, który uważał, że rolą kobiety jest bycie kurą domową, zależną od mężczyzny. Do niedawna swoje uczucia do tych osób traktowała tak jak przekonania polityczne i religijne, w których nie ma miejsca na moralny kompromis. Teraz nie była pewna.
Katalizatorem tego przewartościowania okazała się rozmowa z matką, dwa dni wcześniej. Wendy zadzwoniła do niej, żeby powiedzieć o rozstaniu z Shane'em. Była pewna, że matka ją wesprze. Przez lata Wendy wierzyła, że jej matka jest mistrzynią we wszystkim i wmawiała sobie, że odniosła sukces dzięki niej. Była przekonana, że w dzieciństwie i okresie dojrzewania matka przekazała jej bez słów, że Wendy nie musi skończyć jako gospodyni domowa, zależna od mężczyzny, zwłaszcza takiego jak jej ojciec. Matka urodziła czwórkę dzieci i nigdy nie pracowała. Kiedy Wendy była nastolatką, czasem jej matka nie mogła wstać z łóżka. Naturalnie cierpiała na depresję, ale wtedy trudno to było zdiagnozować i leżenie w łóżkach po całych dniach czasem przydarzało się mamom z przedmieść. Wendy mogłaby jej nienawidzić za te żenujące godziny, kiedy na próżno czekała, aż mama przyjedzie po nią po szkole. Kochała ją jednak miłością ślepą na błędy. Jej matka miała zapewne problemy z osobowością, była histeryczką, ale Wendy zapamiętała ją jako piękną i czarującą kobietę, najbardziej zjawiskową w okolicy, a do tego osobę, która odegrała znaczącą rolę w zachęcaniu córki do zrobienia kariery.
Przynajmniej Wendy w to wierzyła, dopóki nie zatelefonowała do matki, żeby powiedzieć jej o Shanie.
– Och, Wendy – westchnęła jej matka. – Podejrzewałam, że to tylko kwestia czasu.
– Kwestia czasu? – powtórzyła zaszokowana Wendy. Oczekiwała od matki współczucia, nie potępienia.
– Wiedziałam, że w końcu do tego dojdzie. Takie małżeństwo nie ma szans. Nie jest naturalne.
Wendy zatkało.
– Myślałam, że ty i tata uwielbialiście Shane'a.
Matka ponownie westchnęła.
– Lubiliśmy go jako człowieka. Nie jako twojego męża. Nigdy nie wierzyliśmy w to, że wasze małżeństwo przetrwa.
– Przetrwało ponad dwanaście lat – jęknęła Wendy.
– Tylko dlatego, że Shane to leń. Twój tata i ja zawsze uważaliśmy, że pewnego dnia znudzi się i odejdzie. Chciałam uprzedzić cię wiele lat temu, ale bałam się, że popsuję ci humor.
– Teraz mi go psujesz – zauważyła Wendy. – Usiłuję zrozumieć dlaczego.
– Szkoda, że nie wyszłaś za człowieka sukcesu. Nie musiałabyś tyle pracować – oświadczyła jej matka. – Wtedy nigdy by do tego nie doszło.
Wendy siedziała z szeroko otwartymi ustami.
– Myślałam, że zależało ci na moim sukcesie. – Piekły ją oczy. Jak własna matka mogła ją tak gnębić?
– Oczywiście, że pragnęłam twojego sukcesu. Ale nie trzeba rządzić światem, żeby odnieść sukces. Chciałam, żebyś była szczęśliwa. Zawsze myślałam, że będziesz szczęśliwą żoną prawnika albo bankiera. Mogłaś mieć dzieci i pracować, gdybyś chciała.
Wendy była tak oszołomiona, że musiała złapać się krawędzi biurka, żeby nie upaść. Czy właśnie taką przyszłość wyobrażała sobie dla niej matka?
– Życzyłaś sobie dla mnie jakieś beznadziejnej pracy? – spytała piskliwym od złości głosem.