Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
Tylko w co, do cholery, miała wierzyć?
Telefon Wendy w gabinecie w Parador Pictures miał pięć linii. W tej chwili wszystkie były zajęte.
Tak było przez cały ranek. W zasadzie przez cały tydzień. A w sumie to niemal zawsze tak właśnie to wyglądało.
Popatrzyła na elektroniczny zegar na biurku, który odmierzał nie tylko minuty i sekundy, ale też dziesiętne sekundy. Wendy brała udział w połączeniu konferencyjnym od piętnastu minut, trzydziestu dwóch i czterech dziesiątych sekundy. Jeśli miała trzymać się rozkładu dnia, powinna zakończyć za trzy minuty, dwadzieścia siedem sekund i cośtam. Nie umiała tego wyliczyć z dokładnością do ułamków sekundy.
– Potrzebujecie więcej fabuły, chłopcy. Więcej historii – powiedziała Wendy do słuchawki.
Był czwartkowy poranek. W czwartkowe poranki odbywały się połączenia konferencyjne służące dyskusji nad postępami w rozmaitych scenariuszach, które przygotowywał Parador. Ta liczba zawsze oscylowała między czterdziestoma a sześćdziesięcioma rocznie. Z tej sześćdziesiątki trzydzieści miało szansę na realizację, a z tej trzydziestki zapewne piętnaście okaże się hitami, czyli zarobi pieniądze. Większość wytwórni filmowych mogła liczyć na dziesięć hitów w ciągu roku. Ona jednak zawsze radziła sobie trochę lepiej niż przeciętnie.
Tylko dlatego, że poświęcała swoim scenariuszom więcej czasu!
– To opowieść o egzystencjalnych przygodach dzieciaka. Doświadcza życia. Jaki jest sens życia? – wtrącił jeden ze scenarzystów, Wally.
Dobre pytanie, pomyślała Wendy. Westchnęła. Co do cholery dwóch dwudziestosiedmiolatków mogło wiedzieć o życiu?
– Co rozumiesz przez egzystencjalne? Konkretnie? – zapytała.
Dlaczego na litość boską dała się przekonać do kupienia tego scenariusza? Bo musiała. Wally i jego partner, Rowen, byli uważani obecnie za najgorętszy duet scenarzystów. Napisali scenariusze do dwóch hitów, a Wendy zaczynała myśleć, że to był zwykły fuks. No chyba że sukces uderzył im do głowy i przez cały czas popalali trawę i jeździli po Los Angeles w porsche i hummerach, przekonani, że znają odpowiedzi na wszystkie pytania świata.
– Oto jest pytanie, co? – powiedział Rowen.
On i Wally bredzili w tym tonie przez całą minutę. Wendy machnęła przez otwarte drzwi na swoją trzecią asystentkc, Xenic, która słuchała rozmowy. Czytając w myślach szefowej, Xenia złapała niewielki egzemplarz słownika Webstera i wpadła do gabinetu, przytrzymując stronę otwartą na E.
– Egzystencjalizm – przeczytała na głos Wendy, przerywając Wally'emu albo Rowenowi, nie wiedziała, któremu. – To kierunek filozoficzny, którego przedmiotem rozważań jest indywidualny byt i osobista odpowiedzialność za wolny wybór wobec braku pewnego rozróżnienia między dobrem a złem.
– Urwała. To idealnie podsumowywało jej obecne życie. Nie miała pojęcia, co jest dobre, a co złe, a była odpowiedzialna za wszystko. W tym również za beznadziejny scenariusz Wally'ego i Rowena. – To uroczy pomysł, ale niestety, ani jedna osoba na widowni nie wie, co to jest egzystencjalizm. Nie chodzą do kina po to, żeby się tego dowiedzieć. Ludzie chodzą do kina, żeby obejrzeć historię. Zęby identyfikować się z opowieścią, która w jakiś sposób odnosi się do ich myśli i uczuć.
Zamilkła. Boże, była równie głupia jak oni. Nikt tak naprawdę nie wiedział, czemu publiczność uwielbia jedne filmy, a innych nie. Nikt nic nie wiedział. Ale trzeba było udawać.
– Myślę, chłopcy – w skrytości ducha rozkoszowała się tym słowem – że musicie wrócić do początku i zacząć od nowa.
Cisza po drugiej stronie. Pewnie się wściekali, pomyślała Wendy, nie wiedząc, co mówić dalej.
Minęły trzy i dwie dziesiąte sekundy. Nie ośmieliliby się jej sprzeciwić. Branża filmowa była niczym dwór Ludwika XIV – odszczekiwanie się przełożonemu oznaczało więzienie albo śmierć. Wally i Rowen nie mogli podać w wątpliwość słów prezeski Parador Pictures. Ale mogli rzucić słuchawką i nazwać Wendy suką.
No i dobra. Miała rację – a przynajmniej więcej racji niz oni – i właśnie dlatego to ona stała na czele Paradoru, a nie Wally i Rowen.
– Wyślemy ci zarys scenariusza jak najszybciej – powiedział Wally.
– Bardzo dziękujemy – wtrącił Rowen, sama słodycz. – Naprawdę doceniamy twoje uwagi.
– Wendy? – Jej pierwszy asystent, Josh, wtrącił się do rozmowy. – Następny telefon.
– Dzięki, Josh – powiedziała.
Tym razem rozmawiała z reżyserem i scenarzystą, którzy pracowali nad filmem akcji, obecnie w przedprodukcji. Miała im tylko powiedzieć, że potrzebują więcej bum w trzecim akcie.
– Pierwszy akt, jedno bum – oświadczyła. – Drugi akt, trzy bum. Trzeci akt, pięć dużych bum, jedno po drugim. Bum. Załatwione, wychodzimy z kina i, jak dobrze pójdzie, mamy trzydzieści milionów dolarów w weekend premiery.
Reżyser i scenarzysta zachichotali na myśl o takiej forsie.
Kiedy Wendy rozmawiała, jej druga asystentka, Maria, wpadła z wiadomością. „Charles Hanson musi odwołać lunch", przeczytała Wendy. Uniosła wzrok ze zdumieniem.
– Spóźnia się samolot z Londynu – wyszeptała Maria.
„Cholera!", napisała pod spodem Wendy. „Przełóż jak najszybciej".
Powróciła do rozmowy, myśląc jednocześnie o tym, że opóźnienie samolotu to zapewne wykręt, żeby Charles Hanson miał jeden dzień więcej na sfinalizowanie ich umowy. Zapewne rozważał oferty innych wytwórni filmowych. „Zbadaj Hansona", napisała na sporym żółtym bloku w linie, który zawsze leżał na jej biurku.
Odbębniła jeszcze dwie telefoniczne konferencje. W trakcie jednej z nich zadzwonił Shane. Maria wpadła z identycznym żółtym blokiem, na którym napisała „SHANE?". Wendy skinęła głową.
Kazała Shane'owi czekać przez cztery minuty czterdzieści pięć i trzy dziesiąte sekundy.
– Tak? – odezwała się lodowato.
– Co ty wyprawiasz? – zapytał.
– Pracuję – odparła znacząco.
– Chodzi o mnie – powiedział.
Ten komentarz był tak absurdalnie egoistyczny, że Wendy nie wiedziała, co odpowiedzieć.
– Zabrałaś wszystkie pieniądze z naszych wspólnych kont – dodał Shane oskarżycielsko.
– Tak? Fajnie, że zauważyłeś.
– Nie bądź suką, Wendy – powiedział Shane. – Niedługo dwunaste urodziny Magdy. Chcę kupić córce prezent.
– No to poszukaj pracy. – Wendy odłożyła słuchawkę.
Odbyła jeszcze trzy rozmowy. Zbliżała się pierwsza po południu.
– Co zjesz na lunch? – Xenia zajrzała do gabinetu szefowej. Wendy wpatrywała się bezmyślnie w poranny numer „Hollywood Reporter". Artykuły były zakreślone markerami w kolorach, które ustawiały je w kolejności od najważniejszych do najmniej istotnych: na czerwono te dotyczące Paradoru i jego projektów, na żółto o konkurencji, a na zielono wszystko inne, co mogło mieć jakiekolwiek znaczenie.
Wendy podskoczyła.
– Lunch?
– Charles Hanson odwołał spotkanie. Zastanawiałam się, czy zamówić ci coś tutaj.
– Och. Daj mi chwilę. – Z roztargnieniem podniosła „Hollywood Reporter", powoli odzyskując równowagę. Za każdym razem po czterech godzinach takiej pracy i żonglerce między rozmówcami, wpadała w rodzaj dziwnego transu. Powrót na ziemię zajmował jej zwykle kilka minut. Teraz jednak spadła z hukiem.
– Nagle przypomniała sobie telefon od Shane'a.
Chryste. Faktycznie zachowała się jak suka.
W cholerę z nim, pomyślała, biorąc do ręki blok i wstając. Jak śmiał? Ale przynajmniej nareszcie zaczynał załapywać. Była wściekła, że ją okradł, z samego rana w poniedziałek postanowiła zatrudnić adwokata. Jednak miała tyle pracy, że zdążyła jedynie przenieść pieniądze z ich wspólnego konta na swoje konto osobiste. Była zdumiona, że Shane nie wpadł na to pierwszy.