Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]

Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:

Dan Thorson był świeżo upieczonym absolwentem akademii kształcącej obsługę statków kosmicznych. Jednak nie trafił na statek żadnej z prestiżowych kompanii handlowych. Komputer zaoferował mu los wolnego pośrednika.
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 47
Перейти на страницу:

— Wiadomość od Algara, wodzu. Nadlatuje, a za nim Patrol.

— Patrol! — człowiek przy pulpicie odwrócił się otwierając w zdumieniu usta.

— Czy ostrzegliście go, że maszyna jest włączona? — zapytał Rich.

— Oczywiście, że tak. Ale on nie może już dłużej uciekać. Albo wyląduje, albo dostanie go Patrol.

Rich stał z głową lekko uniesioną wpatrując się w ekrany. Jego asystent, Rigeliańczyk, odezwał się pierwszy:

— Zawsze mówiłem, że powinniśmy tu zainstalować nadajnik — stwierdził triumfalnie z miną człowieka, któremu w końcu udało się dowieść swej racji.

Człowiek przy pulpicie odparł natychmiast:

— Tak, ale w jaki sposób miałbyś coś usłyszeć poprzez te zakłócenia? — zaczął, lecz przerwał mu Rich, rzucając krótko w stronę gońca:

— Wracaj tam i powiedz Jennisowi, żeby natychmiast zatrzymał silniki. Dokładnie za dwie godziny — spojrzał na zegarek-wyłączymy maszynę na godzinę. Ale tylko na godzinę — nie dłużej. Wtedy on wyląduje. Nieważne, czy uda mu się ocalić statek; ważne, żeby ocalić skórę, a z tym sobie jakoś poradzi. Potem my znowu włączymy promieniowanie i ściągniemy Patrol. Rozumiesz?

— Dwie godziny i wyłączamy, przez godzinę bez promieniowania i wtedy on ma lądować, potem znowu włączamy — powtórzył posłusznie goniec. — Zrozumiałem!

Odwrócił się i wybiegł z sali, by zniknąć w krętych korytarzach labiryntu. Dan żałował, że nie może się rozdwoić i pobiec za nim — w ten sposób odkryłby wyjście z tej budowli. Ważniejsze było jednak pozostanie na miejscu, aby przyjrzeć się jak Rich ma zamiar wyłączyć maszynę.

— Myślisz, że mu się uda? — zapytał człowiek przy tablicy kontrolnej.

— Dwanaście do jednego, że wyjdzie z tego cało — wtrącił Rigeliańczyk. — Algar jest świetnym pilotem.

— Będzie musiał ulec przyciąganiu i pozostać w pełnej gotowości, czekając aż ustanie. I wtedy wyczuć moment, w którym można włączyć silniki hamowania — niełatwa sprawa. — Najwidoczniej drugi asystent Richa nie podzielał optymizmu Rigeliańczyka.

Tymczasem wódz cały czas obserwował ekran. Pojawiły się na nim dwa światełka. Przemieszczały się po gładkiej powierzchni tak nierówno, że Dan nie był w stanie zrozumieć nic z ich dziwnego wirowania.

Rich poruszał ustami odliczając sekundy. Jego oczy wędrowały na ekran i z powrotem na zegarek. Atmosfera była coraz bardziej napięta. Nad tablicą kontrolną pochylał się człowiek koncentrując całą swoją uwagę na przyciskach. Rigeliańczyk przeszedł swoim posuwistym krokiem do przeciwnego końca płyty i wyciągnął pokrytą łuskami, sześciopalczastą dłoń w stronę jednej z dźwigni.

— Czekaj! — zawołał człowiek przy klawiaturze. — Znowu pulsuje!

Rich zaklął ostro. Na ekranie świetlne punkty skakały w górę i w dół w zwariowanym pościgu. Dan zauważył, że dudnienie instalacji było teraz nierówne, że rytm był jakby słabszy.

— Zrób coś z tym! — Rich podbiegł do tablicy kontrolnej. — Włącz to!

Człowiek miał twarz zlaną potem.

— Ale jak? — zapytał. — Przecież nie wiemy, dlaczego tak się dzieje!

— Skróć promień — to już kiedyś pomogło — odezwał się Rigeliańczyk, który najmniej spośród nich ulegał emocjom.

Człowiek nacisnął dwa klawisze. Wszyscy trzej wpatrywali się w ekran obserwując rezultat tego posunięcia. Rozbiegane punkciki uspokoiły się nieco i poruszały niemal w ten sam sposób, co wtedy gdy Dan dostrzegł je po raz pierwszy.

— Jak daleko sięga przyciąganie? — zapytał Rich.

— Do poziomu atmosfery.

— A statki?

Jego podwładny zerknął na tablicę i zegary.

— Wejdą w strefę przyciągania za godzinę lub dwie. Za każdym razem, gdy przerywamy zasilanie, trzeba potem trochę czasu, żeby wrócić do poprzedniej mocy. W każdym razie ten przeklęty frachtowiec i tak nie może odlecieć…

Rich wyjął z kieszeni małe pudełko, wysypał coś z niego na dłoń i zaczął to zlizywać.

— Przyjemnie jest wiedzieć, że choć jedna sprawa się udaje — stwierdził z satysfakcją, która przyprawiła Dana o gęsią skórkę.

— Wiemy o tym wszystkim zbyt mało. — Człowiek przy tablicy kontrolnej stukał palcami o pulpit. — Żaden z nas nie został przecież wyszkolony w tej dziedzinie, a już na pewno nikt nie miał do czynienia z pozaziemskimi instalacjami…

— Daj mi znać, czy i kiedy będziesz mógł włączyć pełną moc — odpowiedział mu Rich.

Miną więc dwie godziny, zanim instalacja będzie pracowała pełną parą, pomyślał Dan. Gdyby w tym czasie on i Mura, a może nawet Ali i Kosti, mogli coś zrobić… Ta dźwignia, po którą sięgnął Rigeliańczyk, na pewno jest bardzo ważna. Mogliby przejąć ten pokój i uwięzić obecnych w nim ludzi, a wówczas może dowiedzieliby się czegoś więcej o tej machinie. Wtedy Patrol wylądowałby bezpiecznie zaraz za statkiem banitów… Ale co on ma teraz zrobić?

Rich zdecydował za niego. Przeżuwając nieznaną Danowi substancję podszedł do ukrytych w jednej ze ścian drzwi.

— Dwie godziny, mówisz — rzucił w stronę pochylonego nad pulpitem człowieka. — Byłoby znacznie lepiej dla nas wszystkich, gdybyś skrócił ten czas o połowę, zrozumiałeś? Wrócę za godzinę. Bądź przygotowany do włączenia pełnego zasilania. — Skinął głową Rigeliańczykowi i wyszedł.

Dan ruszył za nim. Pozwolił Richowi trochę się oddalić i zaczął go śledzić. Przywódca banitów pokonywał trasę z olbrzymią łatwością i bardzo szybko. Zanim jeszcze osiągnęli poziom równoległy do miejsca pobytu Mury i Aliego, Dan poznał sekret labiryntu. Dwa zakręty w prawo, jeden w lewo i trzy w prawo, potem wejście w korytarz, które trzeba zignorować i jeszcze raz to samo. Rich zrobił tak cztery razy i Dan był pewien, że jest to jedyny sposób na wydostanie się stąd. Odkrywszy tę tajemnicę, Branżowiec poczekał, aż Rich minie kolejnych kilka korytarzy i dopiero wtedy skręcił w stronę pomieszczenia, w którym zostawił swoich kolegów.

Kamil już chodził, najwidoczniej pomoc Mury przywróciła mu siły. Gdy tylko Dan zszedł do nich, zarzucili go pytaniami.

— To wszystko — zakończył swoje sprawozdanie. — Patrol siedzi na ogonie tego ptaszka i dopóki nie wchodzą w atmosferę, są bezpieczni. Ale kiedy włączą pełne zasilanie… — Dan wzruszył ramionami.

— Teraz nasz ruch! — wyrzucił przez spuchnięte usta Kamil. — Musimy całkowicie unieszkodliwić tę machinę!

— Tak — Mura zbliżał się do stopni w ścianie. — Ale najpierw trzeba przyprowadzić Kostiego.

— Jak to sobie wyobrażasz? Przecież powiedział, że nie może chodzić po tych murach…

— Człowiek jest w stanie zrobić wszystko, jeżeli nie ma innego wyjścia — odrzekł steward. — Wy zostańcie tutaj, a ja pójdę po niego. Ale najpierw pokaż mi drogę do tego „serca”.

Dan wspiął się więc na wierzchołek ściany i poprowadził Murę do korytarza, którym szedł Rich. Potem odtworzył jego niezbyt skomplikowaną drogę. Mura uśmiechnął się pogodnie.

— Bardzo proste, prawda? Wracaj teraz do Kamila i nie zróbcie jakiegoś głupstwa. To naprawdę niezwykle interesujące…

Dan posłusznie skierował się w stronę pomieszczenia, w którym czekał Kamil. Asystent inżyniera siedział na podłodze oparty plecami o ścianę z twarzą zwróconą do światła. Gdy usłyszał kroki, odwrócił głowę.

— Witam na pokładzie — rzekł z trudem. — Opowiedz mi teraz o tej instalacji. — Zaczął dokładnie wypytywać Dana o szczegóły, których wyjaśnienie sprawiało mało doświadczonemu chłopakowi autentyczną trudność. Jeśli chodzi o urządzenia, to niewiele zdołał dostrzec, ponieważ miały aluminiową obudowę. Nie był również w stanie opisać szczegółowo tablicy kontrolnej, jako że bardziej był skoncentrowany na tym, co robili stojący przy niej ludzie. Musiał więc przyznać, że nie zachował się tak, jak powinien. Prawdziwy Branżowiec miał oczy szeroko otwarte i analizował wszystko, co widział. A więc Dan znowu nie wykorzystał w pełni okazji, która mu się nadarzyła. Obudziła się w nim dawna niechęć do rozmówcy.

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)