Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]

Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:

Dan Thorson był świeżo upieczonym absolwentem akademii kształcącej obsługę statków kosmicznych. Jednak nie trafił na statek żadnej z prestiżowych kompanii handlowych. Komputer zaoferował mu los wolnego pośrednika.
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 47
Перейти на страницу:

— Latarka — rzucił niecierpliwie steward. — Poświeć mi tu trochę!

Dan oświetlił Murę i jego pacjenta. Rany zostały przemyte i posmarowane maścią regenerującą tkankę. Ali dostał porcję skondensowanego pokarmu i łyk witaminizowanego płynu. Widział już teraz swoich wybawców i chociaż trudno było mu się uśmiechać, w jego głosie pojawiła się znowu, dobrze im znana ironia.

— Jak się tu dostaliście? Szperaczem?

Mura wstał i spojrzał na ogromną kopułę nad nimi.

— Nie, ale pewnie któryś z nich bardzo by nam się tu przydał.

— Zgadza się! — Okaleczone i spuchnięte usta nie pozwalały Kamilowi swobodnie mówić, ale mimo wszystko ciągnął dalej: — Myślałem, że już po mnie. Kiedy ten Rich zamknął mnie tutaj, powiedział, że jeśli będę mądry, to znajdę wyjście. Ale nie sądziłem, że do tego trzeba skrzydeł!

— Co to w ogóle jest? zapytał Dan. — Więzienie?

— Tak, ale nie tylko. Wiecie, co tu się dzieje? — głos Aliego zadrżał z podniecenia. — Znaleźli instalację zbudowaną przez Przodków i okazuje się, że ona działa! Każdy statek, który znajdzie się w pewnej odległości od planety, jest skazany na katastrofę.

Potem ta banda banitów wychodzi z ukrycia i kradnie z wraków wszystko, co się da.

— W ten sposób uwięzili też Królową — poinformował go Dan. — Jeśli spróbuje wystartować, marny będzie jej los.

— A więc o to chodzi! Muszą pilnować, żeby maszyna równo pracowała i jeszcze zanim mnie tu zamknęli, była mowa o tym, że nie wiadomo, jak długo ta instalacja może działać bez odpoczynku. Zdarzyło się już kiedyś, że wyłączyła się i włączyła pod wpływem jakiegoś impulsu, którego nie rozszyfrowali. W każdym razie, rozwiązanie tej całej zagadki jest tutaj, w tym przeklętym labiryncie!

— To znaczy, że instalacja jest tutaj? — Mura przyglądał się ścianom tak łapczywie, jak gdyby chciał wyssać z nich tajemnicę.

— Albo instalacja, albo coś równie ważnego. Można się tam dostać, jeśli trafi się na szlak. Dwa razy podczas mojego tutaj kołowania słyszałem za ścianą rozmowy. Tylko nigdy nie mogłem wejść w odpowiedni korytarz — westchnął Ali. — Już prawie uniosłem się w nadprzestrzeń, kiedy usłyszałem was w eterze.

Dan zapiął pas i wyciągnął miotacz. Ustawiwszy miernik ciśnienia na najniższej wartości, zaczął wypalać w murze kolejne stopnie aż do wysokości, na której zakończył pracę Mura.

— Możemy pójść i sprawdzić — powiedział nie przerywając pracy.

— Ty pójdziesz — odparł Mura. — I zrobisz to z największą ostrożnością. Ali nie jest jeszcze w stanie wędrować po murach. Ale ty dojrzysz może z góry ten szlak, o którym mówił. Potem, pod twoim kierunkiem, możemy wyruszyć wszyscy.

Było to chyba najbardziej rozsądne rozwiązanie. Dan czekał, aż wystygną nowe wyżłobienia i przysłuchiwał się relacji, którą zdawał Kamilowi Mura. Potem Ali opowiedział, co go spotkało od czasu, gdy tak tajemniczo zniknął.

— Nagle skoczyło na mnie dwóch ludzi — rzekł nie ukrywając wstydu za brak ostrożności. — Mieli osobiste szybkościowce! — W jego głosie słychać było złość. — To też spuścizna po Przodkach. Przeogromny Kosmosie! Czegóż tu oni nie zostawili! Rich używa tych cudów i zupełnie nie ma pojęcia, dlaczego i na jakiej zasadzie działają. Te góry to potężny magazyn! No więc zabrali mnie tym szybkościowcem w górę i uderzyli na tyle skutecznie, że straciłem przytomność. Kiedy doszedłem do siebie, leżałem związany na tym ich gąsienicowatym pełzaczu. Potem miałem krótką rozmowę z Richem i jego ekipą. — Ali zamyślił się na moment przy ostatnim zdaniu, ale nie podał szczegółów — jego twarz mówiła sama za siebie. — Zrobili jeszcze parę mądrych uwag i wrzucili mnie tutaj. Od tego czasu chodziłem w kółko po tych zwariowanych korytarzach. Ale czy wy rozumiecie, że to jest coś, o czym każdy Branżowiec marzy przez całe życie? Urządzenia Przodków! I to w dodatku tak dobrze zachowane. Gdybyśmy mogli się wydostać…

— Tak, to jest w tej chwili najistotniejsze — wtrącił Mura. — No i sprawa instalacji. Dan spojrzał w górę.

— Jak ja was tu odnajdę?

— Ustalisz współrzędne. A ponadto — Mura wyjął swoją lampę, ustawił ją na podłodze i wcisnął klawisz niskiego zasilania — kiedy będziesz na górze, sprawdź, czy to w ogóle stamtąd widać.

Dan ponownie użył wyrytej w ścianie drabiny i wdrapał się na górę. Spojrzał w dół. Snop światła rozcinał mrok, tak jak niedawno promień reflektora Królowej. Dał znak ręką pozostałym w korytarzu kolegom i ruszył w stronę centrum labiryntu, gdzie według przypuszczeń Aliego, znajdowała się tajemnicza instalacja.

Zakrzywione pod przeróżnymi kątami mury wiodły czasami w ślepe zaułki, toteż niekiedy musiał zawracać. Nigdzie nie dostrzegł korytarza, który bez przeszkód prowadziłby do środka. Nawet jeśli takie przejście istniało, to zapewne trzeba by użyć odpowiednich dźwięków, żeby rozsunąć jakąś ścianę.

Jego ciało przenikało coraz silniejsze dudnienie instalacji. Zbliżał się więc do źródła. Potem zauważył przed sobą wzmożoną jasność. Nie było to jednak światło lamp, ale raczej niezwykle skoncentrowane promieniowanie pochodzące ze ścian. Zwolnił teraz i zaczął ostrożnie przesuwać nogi po murze, aby uniknąć stukotu magnetycznych butów.

Natrafił na podwójny, owalny mur. Przestrzeń między ścianami wynosiła około metra. Zdecydowany sprawdzić, co jest w środku, przeskoczył na wewnętrzną ścianę, przykucnął i spojrzał w dół. Pomieszczenie było całkowicie odmienne od tych, które dotychczas widzieli.

Stały w nim maszyny, ogromne, niebotyczne urządzenia, z których każde pokryte było warstwą aluminium. Jedną trzecią ściany stanowiła wielka tablica rozdzielcza, ze wszystkimi wskaźnikami i zegarami. W jej centrum znajdowała się płyta z gładkiego metalu, która bardzo przypominała ekranowizory używane na statkach.

Nie było na niej jednak żadnego obrazu z przestrzeni kosmicznej. Płyta była całkiem czarna i tylko od czasu do czasu pojawiały się na niej jakieś iskierki.

Przy tablicy stało trzech ludzi. Trochę jaśniejsze światło pozwoliło Danowi rozpoznać Salzara Richa oraz Rigeliańczyka, który również był na Królowej. Trzeciego człowieka nie mógł zidentyfikować — chyba nigdy przedtem go nie spotkał.

Tak, to było to! Diabelskie serce Otchłani, które zamieniło wypaloną planetę w przekleństwo tego zakątka Kosmosu. Dopóki to serce biło, tak ja teraz, Królowa była w niebezpieczeństwie, a jej załoga nic nie mogła na to poradzić.

Ale czy rzeczywiście byli bezradni? Przez ciało Dana przeszedł dreszcz emocji. Rich używał machiny, której przecież też tak do końca nie rozumiał. Inne ręce, inna głowa mogły, być może unieszkodliwić tę całą konstrukcję. Gdyby teraz przyjrzał się trochę tym na dole, mógłby dowiedzieć się, jak kontrolować emisję fal, które uwięziły ich statek.

Na wielkim ekranie świetlne punkciki poruszały się szybko, a stojący przy pulpicie ludzie obserwowali je w skupieniu sugerującym niepokój. Nikt nie dotykał żadnych dźwigni ani nie przyciskał klawiszy. Dan przeczołgał się do punktu, z którego mógł usłyszeć ewentualne rozkazy Richa.

Przywarł do muru w obawie, że ktoś go zobaczy i wówczas usłyszał tupot nóg. Spojrzał w dół i dostrzegł w oddali jednego z banitów. Biegł krętym korytarzem wprost do owalnego pomieszczenia. Gdy trafił na ścianę stanął i krzyknął:

— Salzar!

Rich odwrócił się przyciskając prawą ręką jakieś guziki. Fragment muru podniósł się i przybysz mógł wejść.

Do uszu Dana dotarł ostry ton Richa:

— Co się stało?

Goniec ciągle ciężko dyszał, jego umięśniona twarz była czerwona od wysiłku.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)