Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]
Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]

Электронная книга - «Sargassowa planeta [Sargasso of Space - pl]». Краткое содержание книги:

Dan Thorson był świeżo upieczonym absolwentem akademii kształcącej obsługę statków kosmicznych. Jednak nie trafił na statek żadnej z prestiżowych kompanii handlowych. Komputer zaoferował mu los wolnego pośrednika.
Będąc najmłodszym członkiem załogi statku „Królowa Słońca”, Dan trafia na planetę z tajemniczą przeszłością by rozwiać mroki jej teraźniejszości.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:

— Jakie mają źródła zasilania? — indagował dalej Ali. — Nam nawet we śnie nie przyszły do głowy takie pomysły! Jestem pewien, że są tu maszyny, które pchnęłyby naszą cywilizację o kilkaset lat do przodu.

— Oczywiście przy założeniu, że uda nam się je przejąć — rzekł cierpko Dan. — Jeszcze nie wygraliśmy tej bitwy.

— Ani też nie przegraliśmy — odparł Ali. Wyglądało na to, że zamienili się rolami. Teraz Kamil budował zamki na lodzie, a Dan powątpiewał.

— Gdybyśmy mogli spędzić tu parę godzin ze Stotzem! Na Wielką Przestrzeń, jednak wygraliśmy stawiając na Otchłań!

Ali najwyraźniej zupełnie zignorował fakt, że to Rich nadal był panem życia i śmierci na planecie, że Królowa była unieruchomiona, a wróg posiadał moc, która skutecznie broniła dostępu do jego głównej kwatery. Im więcej Kamil rozprawiał o przyszłości, która ich czekała, tym więcej Dan widział niebezpieczeństw w tym, co za chwilę mieli zrobić. Ich rozmyślania przerwał cichy okrzyk z góry.

— Mura! — Dan wstał natychmiast. A więc stewardowi udało się! Stał obok niego Kosti, z ręką na ramieniu przewodnika.

— To my — dotarła do nich krótka odpowiedź. — Teraz wasza kolej. Wchodźcie na górę, szybko! Czas ucieka!

Ali ruszył pierwszy i dwa lub trzy razy z trudem pohamował okrzyk bólu spowodowany nadmiernym, jak na jego sponiewierane ciało, wysiłkiem. Dan chwycił lampę, wyłączył ją, i poszedł w ślady kolegi.

— A oto nasz plan — Mura najwyraźniej czuł się przywódcą i w rzeczy samej był nim od momentu, gdy weszli w tę górę. — Kosti i Ali: pójdziecie normalną trasą do pomieszczenia z instalacją. Thorson i ja będziemy się poruszać po murach. Oczekują Richa, więc wasze pojawienie się zaskoczy ich. My powinniśmy mieć dużo czasu na unieruchomienie tej dźwigni. Potem zrobimy wszystko, co konieczne, żeby ta szatańska maszyna już nigdy nie zadziałała. No to w drogę.

Wrócili do szlaku używanego przez Richa. Kosti szedł wolno z ręką na ramieniu stewarda, jego ciałem wstrząsały dreszcze. Po kilkudziesięciu metrach ponownie połączyli pasy i spuścili go, a potem Aliego na dno labiryntu.

Blask unoszący się nad instalacją był ich przewodnikiem i bez problemu trafili do owalnego pomieszczenia. Mura dał znak Kostiemu, a ten zawołał tak, jak kilkadziesiąt minut wcześniej zrobił to goniec.

— Salzar!

Dan wpatrywał się w Rigeliańczyka. Mieszkaniec odległej planety podniósł głowę i spojrzał na ukryte drzwi. Chyba się uda, pomyślał Dan, jako że błękitna dłoń przesunęła się w stronę jednego z przycisków na tablicy kontrolnej. Za drzwiami cierpliwie czekał Kosti z miotaczem gotowym do strzału. Nieuzbrojony Ali stał o krok dalej.

Rozdział 17. — Serce przestaje bić

Gdy drzwi rozsunęły się. Kosti przeskoczył próg, a Mura krzyknął potężnym głosem: — Jesteście otoczeni! Nie ruszać się!

Człowiek przy klawiaturze zerwał się z miejsca i spojrzał pełen zdumienia na Kostiego. Rigeliańczyk przemknął z niezwykłą prędkością na drugi koniec pulpitu, wyciągając rękę w stronę jakiegoś przycisku.

Dan zareagował na to płomieniem miotacza wymierzonym nie w ludzi, lecz w klawiaturę. Rigeliańczyk wrzasnął nieludzko i upadł, ale jeszcze się nie poddawał. Rzucił się na Kostiego z szybkością, której nie mógł dorównać żaden mieszkaniec Ziemi.

Wielki człowiek zrobił unik. Nie umknął jednak niebieskim, łuskowatym dłoniom i znalazł się na podłodze. Rozpoczęła się zaciekła walka. Drugi z banitów pozostał na miejscu ciągle coś mamrocząc pod nosem.

Ali wsunął się do pokoju i opierając o ścianę zaczął przesuwać się w kierunku klawiatury. Podniósł głowę i krzyknął do Dana:

— Który to wyłącznik?!

— Ten przed tobą! Czarny z mechanizmem w rączce — odpowiedział Dan. W tym momencie oczy człowieka przy klawiaturze dostrzegły stojących na murze Branżowców i nagle wróciła mu zdolność myślenia. Sięgnął po broń przy pasie, lecz nie udało mu się jej użyć. Płomień miotacza osmalił mu łokcie.

— Podnieś ręce! Natychmiast! — Mura krzyknął tak ostro, jak zwykł to czasami robić Jellico.

Człowiek posłuchał go i oparł się dłońmi o ekran, w który tak długo się wpatrywał. Teraz obserwował, jak Ali niepewnym krokiem zbliża się do dźwigni i na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Gdy wreszcie ręka Aliego spoczęła na rączce, wrzasnął z całej siły:

— Nie!

Ali oczywiście nie miał zamiaru przejmować się ostrzeżeniem i pociągnął dźwignię w dół. Banita krzyknął po raz drugi. Lecz nie był to jedyny rezultat poczynań Branżowca. Dudnienie wypełniające ściany, ten rytm przenikający ich ciała, nagle ucichło.

Rigeliańczyk wyśliznął się z uchwytu Kostiego i rzucił na dźwignię. Ali był jednak szybszy — przykrył swoim ciałem metalową rączkę, aż pękła pod wpływem ciężaru. Nikt już nie będzie mógł jej użyć. Widząc to, człowiek przy ekranie zupełnie oszalał i ruszył na Kamila nie bacząc na groźby Mury.

Dan zauważył to za późno, ponieważ całą swą uwagę skoncentrował na Rigeliańczyku, który był jego zdaniem groźniejszy. Na szczęście steward zareagował od razu i gdy tylko ręce szaleńca dotknęły gardła Aliego, płomień miotacza dosięgnął kamikadze. Nie zdążył nawet krzyknąć z bólu i upadł na podłogę twarzą w dół.

Rigeliańczyk wstał. Nieruchome, typowo gadzie oczy, spoczęły na Danie i Murze. Był najzupełniej świadom dwóch wycelowanych w niego miotaczy. Poprawił poszarpane w walce ubranie i zignorował Kostiego.

— Wydaliście wyrok na nas wszystkich — powiedział w języku Lingo, oficjalnie uznanym za obowiązujący w Branży. To zdanie było zupełnie pozbawione emocji: równie dobrze mógł właśnie prowadzić towarzyską rozmowę.

Kosti ruszył na niego.

— A może byś tak podniósł ręce do góry i nie próbował żadnych sztuczek?

Przez ciało Rigeliańczyka przeszedł dreszcz.

— Nie ma żadnej potrzeby, żebym czegokolwiek próbował. Wszyscy wpadliśmy w tę samą pułapkę.

Ali oparł się o jakieś krzesło i usiadł wyczerpany. Ekran za jego plecami był pusty.

— Co z tą pułapką? — zapytał Mura.

— Kiedy zniszczyliście tę dźwignię, zniszczyliście jednocześnie wszystkie stery — Rigeliańczyk oparł się spokojnie o ścianę. Jego łuskowata twarz była zupełnie bez wyrazu. — Nigdy stąd się nie wydostaniemy w ciemności!

Po raz pierwszy Dan zauważył zmianę. Szare promieniowanie ścian zanikało stopniowo, tak jak zanika żar ogniska.

— Jesteśmy w potrzasku — kontynuował bezlitośnie więzień. — I ponieważ roztrzaskaliście urządzenie kontrolujące wszystko wokół, nikt nas stąd nie uwolni.

Odpowiedział mu snop światła, który rozciął zapadający mrok. Rigeliańczyk pozostawał niewzruszony.

— Nie znamy wszystkich tajemnic tego miejsca — rzekł. — Poczekajcie chwilę, a zobaczycie, jakie sprawne i pomocne okażą się wasze lampy za kilka minut.

Dan zwrócił się do stewarda:

— Jeśli wyruszymy teraz, zanim całkiem zniknie światło ścian…

Mura przytaknął i krzyknął do więźnia:

— Czy możesz otworzyć drzwi?

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)