Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 72
Перейти на страницу:

Jednorożec uderzył kopytem o ziemię.

Buty babci zgrzytnęły o powierzchnię mostu.

— Znalazł się tutaj przypadkiem i nie może wrócić — powiedziała. — Gdyby tu było tylko jedno z nas, już by atakował. Jesteśmy mniej więcej na środku mostu…

— Sporo śniegu spływa tą rzeką — mruknął z powątpiewaniem Ridcully.

— Rzeczywiście — zgodziła się babcia. — Spotkamy się przy jazie.

I zniknęła. Jednorożec, który usiłował dokonać wyboru między dwoma celami, został sam na sam z Ridcullym. Umiał liczyć do jednego.

Opuścił łeb.

Ridcully nigdy nie lubił koni; te zwierzęta, jego zdaniem, ledwie zachowywały normalność.

Gdy jednorożec zaatakował, mag przeskoczył balustradę i runął — bez szczególnej aerodynamicznej gracji — w lodowate wody Lancre.

* * *

Bibliotekarz lubił scenę. Zawsze siedział w pierwszym rzędzie na premierze każdego nowego przedstawienia w teatrach Ankh. Chwytne stopy pozwalały mu bić brawo dwa razy głośniej od innych, albo też — w razie potrzeby — skuteczniej ciskać łupinami orzeszków.

A teraz czuł się rozczarowany. W zamku prawie nie było książek, jeśli nie liczyć poważnych tomów o etykiecie, hodowli zwierząt i zarządzaniu nieruchomościami. Członkowie rodów królewskich zwykle nie czytali wiele.

Nie oczekiwał, że Rozrywka dostarczy niezwykłych wrażeń. Zajrzał za płachtę służącą za garderobę i zobaczył kilku potężnie zbudowanych, kłócących się mężczyzn. Nie wróżyło to najlepiej wieczorowi teatralnych rozkoszy, choć zawsze istniała szansa, że jeden z nich trafi innego tortem w twarz[28].

Udało mu się zająć trzy fotele w pierwszym rzędzie. Nie całkiem było to zgodne z prawami pierwszeństwa, ale aż dziwne, jak wszyscy się odsuwali, żeby zrobić mu miejsce. Znalazł też orzeszki. Nikt nie wiedział, jak mu się to udaje.

— Uuk?

— Nie, dziękuję — odparł Myślak Stibbons. — Mani po nich wzdęcia.

— Uuk?

— Lubię posłuchać takiego, co lubi mówić! Hopsa! Trociny i melasa! Wsadź to w swojego śledzia, zanim go uwędzisz!

— Myślę, że on też nie chce orzeszka — zauważył Myślak.

Kurtyna poszła w górę, a w każdym razie została ściągnięta na bok przez piekarza Woźnicę.

Rozrywka się rozpoczęła.

Bibliotekarz patrzył w zapadającym zmierzchu. Niesamowite… Na ogół lubił źle wystawione sztuki, pod warunkiem że w powietrzu pozostawała dostateczna liczba tortów, ale ci ludzie nie potrafili nawet dobrze zagrać złej gry. W dodatku nikt jakoś nie zabierał się do rzucania czymkolwiek.

Wyłowił z torby fistaszka i przetoczył go między palcami, patrząc znacząco na lewe ucho Krawca, drugiego tkacza. I nagle poczuł, że włosy mu się jeżą. Gdy się jest orangutanem, trudno tego nie zauważyć.

Spojrzał na wzgórze za niewprawnymi aktorami i warknął pod nosem.

— Uuk? — zapytał.

Myślak szturchnął go łokciem.

— Cicho bądź! — syknął. — Zaczynają się wczuwać… Głos tego w słomianej peruce brzmiał jakby z echem.

— Co on powiedział? — szepnął Myślak.

— Uuk!

— Jak to zrobiła? Niezła charakteryzacja, trzeba…

Umilkł.

Bibliotekarz poczuł się nagle całkiem samotny. Wszyscy widzowie wpatrywali się nieruchomo w trawiastą scenę. Bibliotekarz zamachał ręką przed twarzą Stibbonsa.

Powietrze nad pagórkiem falowało, a trawa po tej stronie poruszała się tak, że małpę bolały oczy.

— Uuk?

Nad wzgórzem, między niewielkimi głazami, zaczął padać śnieg.

— Uuk?!

* * *

Sama w komnacie, Magrat odpakowała ślubną suknię.

Jeszcze i to… Powinna jakoś uczestniczyć w szyciu ślubnej sukni. Przecież to ona miała… no, jeszcze niedawno miała ją nosić. Powinna przez całe tygodnie dobierać odpowiedni materiał, dodatki, potem zmienić zdanie, zmienić materiał, zmienić krój i znowu dodatki…

…chociaż oczywiście była kobietą niezależną i wcale nie potrzebowała takich głupstw…

…ale powinna mieć w tej sprawie wybór.

Suknia była z białego jedwabiu, ozdobiona gustowną ilością koronki. Magrat nie opanowała języka krawiectwa; wiedziała, co jest czym, nie miała tylko pojęcia, jak się co nazywa. Wszystkie te krezy, plisy, kliny i różne takie…

Przycisnęła suknię do ciała i obejrzała się krytycznie w niedużym zwierciadle na ścianie.

Po krótkiej chwili wewnętrznej walki poddała się i przymierzyła suknię. Przecież jutro jej nie włoży. Jeśli nie sprawdzi teraz, do końca życia będzie się zastanawiać, czy pasowała.

Pasowała. A raczej nie pasowała, ale w bardzo pochlebny sposób. Nieważne, jak dużo Verence za nią zapłacił — była tego warta. Szwaczka dokonała chytrych sztuczek z materiałem, tak że wcinał się tam, gdzie Magrat biegła całkiem prosto w górę i w dół, i wybrzuszał się tam, gdzie Magrat nie.

Welon miał na opasce jedwabne kwiatki.

Nie rozpłaczę się znowu, powiedziała sobie Magrat. Będę zagniewana. Rozpalę ten gniew, aż będzie tak gorący, że zmieni się we wściekłość, i kiedy tu wrócą…

…to co?

Może spróbować lodowatej obojętności. Może przejść majestatycznie między nimi — ta suknia się do tego nadaje. To ich nauczy.

Ale co potem? Nie może tu zostać, przecież wszyscy wiedzą. I odkryją, co z tym listem. Plotki biegły po Lancre szybciej niż terpentyna przez chorego osła.

Musi wyjechać. Może znajdzie jakieś miejsce, gdzie nie ma czarownic, i zacznie od początku… Chociaż w tej chwili jej opinia o czarownicach była taka, że Magrat wolałaby dowolne inne zajęcie — o ile w ogóle istnieją inne zajęcia dla eksczarownic.

Wyprostowała się z godnością. W takim stanie, jak w tej chwili, z goryczą wzbierającą w gardle niczym gejzer, stworzy nową profesję. Przy odrobinie szczęścia nie będzie mieć nic wspólnego z mężczyznami ani wścibskimi staruchami.

I zachowa ten nieszczęsny list, żeby nie zapomnieć.

Przez cały czas zastanawiała się, jak Verence zdołał przygotować wszystko na wiele tygodni przed jej powrotem — a to było takie proste. Wszyscy musieli się z niej naśmiewać…

* * *

Niani Ogg przyszło do głowy, że tak naprawdę powinna być teraz gdzie indziej, ale w jej wieku zaproszenia na romantyczną kolację przy świecach nie zdarzają się codziennie. Musi nastąpić taka chwila, kiedy człowiek przestaje się martwić resztą świata i dba trochę o siebie. Musi nadejść czas na spokojne życie wewnętrzne.

— Wściekle dobre to wino — stwierdziła, sięgając po następną butelkę. — Mówiłeś, że jak się nazywa? — Spojrzała na etykietę. — Chateau Maison? Chat-eau… to po zagranicznemu kocia woda, chociaż oni tylko tak mówią. Wiem, że to nie jest prawdziwa kocia woda. Prawdziwa kocia woda jest ostrzejsza.

Czubkiem noża wbiła korek do butelki, potem zatkała wylot palcem i potrząsnęła solidnie, żeby „smak się wymieszał”.

— Chociaż nie podoba mi się picie z bucików dam — rzekła. — Słyszałam, że podobno tak się robi, ale nie rozumiem, co niby jest takiego wspaniałego, kiedy człowiek wraca do domu w butach pełnych wina. Nie jesteś głodny? Jeżeli nie chcesz tej chrząstki, ja ją zjem. Są jeszcze homary? Nigdy wżyciu nie jadłam homara. I tego majonezu. I tych małych jajeczek nadzianych różnymi rzeczami. Chociaż powiem szczerze, że dżem jeżynowy smakował rybą.

вернуться

28

Bibliotekarz był małpą o gustach prostych, ale wyrazistych. Uważał epizod z tortami, wiadrami białej farby, a zwłaszcza ten kawałek, kiedy ktoś zdejmuje komuś innemu kapelusz, napełnia go czymś gęstym i lepkim, po czym wciska z powrotem na śmiertelnie poważną głowę, a orkiestra gra „LA… La… ia… łaaaa…”, za absolutnie niezbędny w każdym przedstawieniu teatralnym. Ponieważ prażony orzeszek jest pociskiem groźnym i bolesnym, jeśli zostaje ciśnięty z absolutną precyzją, reżyserzy w Ankh-Morpork już dawno zrozumieli aluzję. Wskutek tego niektóre melodramaty grand guignol wypadały odrobinę dziwacznie, uznawano jednak zwykle, że takie sztuki jak Ociekająca krwią Tragedia Szalonego Mnicha z Quirmu (ze sceną z tortami) są i tak lepsze niż pięciodniowa głuchota na jedno ucho.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)