Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
jasnowłosą sylwetkę. Podszedł bliżej i przystanął, zaintrygowany. Luna najwyraźniej
czekała na kogoś, kto w najbliższym czasie miał przejść korytarzem, znajdującym się
niedaleko klasy, do której Harry zmierzał.
Ruszył w stronę Krukonki, starając się podejść do niej tak, żeby jej nie wystraszyć
i nie narobić zbyt dużo hałasu.
- Mógłbyś chodzić trochę ciszej, Harry - usłyszał nagle, kiedy znalazł się zaledwie
kilka kroków od niej.
Do licha! Skąd ona wiedziała, że to ja?
- Co tu robisz? - zapytał szeptem, stając za nią.
- Nie mogę ci powiedzieć - odparła również szeptem dziewczyna, odwracając
głowę w jego stronę. Następnie rozejrzała się po korytarzu, spoglądając z uwagą na
ściany i sufit. - Szpiczajki Długouche nas podsłuchują.
- Co? - Harry zamrugał, podążając spojrzeniem za wzrokiem Luny, jednak korytarz
był całkowicie pusty. - Przecież tu nikogo nie ma.
- One chcą, żebyś tak myślał. Dlatego tak łatwo mogą podsłuchiwać. Ponieważ
nikt ich nie może zobaczyć. - wyjaśniła Luna.
Harry zamyślił się przez chwilę nad tą pokrętną logiką. Luna gestem wskazała,
aby się przybliżył. Pochyliła się do jego ucha i wyszeptała:
- Masz może przy sobie jakieś pomarańcze?
- Co? - tym razem Harry czuł się już całkowicie zbity z tropu. - Jakie pomarańcze?
Po co?
- To je odstrasza - wytłumaczyła Krukonka konspiracyjnym szeptem. - Zapach i
kolor pomarańczy. Chociaż mandarynki też mogą być.
Harry zrezygnował z prób zrozumienia dziewczyny. To było ponad jego siły. Nawet
tajemnicza koperta, którą ściskała w dłoni, nie była warta umysłowego wysiłku,
któremu musiałby podołać, aby przestawić swój mózg na sposób myślenia Krukonki.
Zostawił Lunę w korytarzu i poszedł dalej. Był pod klasą pierwszy, nic zresztą
dziwnego, skoro opuścił śniadanie w połowie. Bardziej zaskakujące było zachowanie
Luny. Przecież zaledwie wczoraj wieczorem wyszła ze szpitala. Przez to wszystko
zapomniał zapytać, jak się czuje.
Zawrócił, aby jeszcze chwilę z nią porozmawiać, skoro i tak chwilowo nie miał co
robić. Jednak zanim dotarł do końca korytarza, zamarł, widząc wyłaniające się zza
zakrętu trzy znajome sylwetki. Od razu rozpoznał Crabbe'a i Goyle'a. Jednak razem z
nimi, zamiast Malfoya, szedł Zabini.
Harry zjeżył się mimowolnie, przygotowując się na szyderstwa i postanowił minąć
ich jak najszybciej.
Może go nie zaczepią...
- Potter, co ty tu robisz? - zarechotał Zabini, zagradzając mu drogę. - Czekasz na
tę różowowłosą wiedźmę? W niej też się zabujałeś?
Co?
Harry wciągnął gwałtownie powietrze, zatrzymując się i wbijając ostrzegawcze
spojrzenie w uśmiechającego się złośliwie Ślizgona.
O czym on, do diabła, mówi?
- Och, widzę, że nie rozumiesz - Zabini zdawał się czytać w jego myślach. - Czy
twoja wielka miłość nie będzie zazdrosna, Potter?
O kim on mówi? O Lunie?
- Zejdź mi z drogi - warknął Harry, starając się go wyminąć, jednak Crabbe i Goyle
zdawali się blokować swoimi wielkimi cielskami cały korytarz.
- A co zrobisz? Pójdziesz poskarżyć się Snape'owi? Robiłeś wczoraj do niego
takie maślane oczy na lekcji, że na pewno spełni każdą zachciankę swojej małej
dziwki, prawda, Potter?
Harry poczuł, jak cały sztywnieje, a lodowata fala przerażenia zalewa jego rozbity
umysł.
Zauważył to! Skoro on to widział, to pewnie cały Slytherin już wie... I Malfoy...
- Co jest, Potter? Odebrało ci mowę, czy może wspominasz właśnie wasze
wspólne gorące chwile? Zważywszy na to, jak wczoraj na niego patrzyłeś, musiał cię
porządnie...
- Co tu się dzieje? - wysoki, chłodny głos przerwał potok tnących jak brzytwa słów,
płynących z ust Ślizgona. Zza pleców Zabiniego wyłonił się Malfoy. Jego oczy
zmrużyły się, kiedy zobaczył Harry'ego. Zapłonęła w nich nienawiść. Trująca i
nieokiełznana.
Gryfon skrzywił się nieznacznie, jednak za wszelką cenę postanowił nie dać się
sprowokować. Cokolwiek Malfoy powie...
- Właśnie opowiadałem Potterowi o tym, jak cudownie było podziwiać jego
wczorajsze wyczyny na lekcji eliksirów. Ten rozmarzony wzrok, te uwodzicielskie
gesty... - drążył Zabini. Crabbe i Goyle rechotali, trzymając się za brzuchy. - Wiesz,
co ja myślę, Potter? Że ty i Snape naprawdę...
- Zamknij się! - warknął nagle Malfoy, co sprawiło, że Crabbe i Goyle również
prawie natychmiast ucichli. Zabini urwał i spojrzał podejrzliwie na Malfoya, który
wbijał w niego twarde jak stal spojrzenie. - Nic nie widziałeś. Rozumiemy się? -
wycedził, nie odrywając wzroku od wykrzywionej grymasem niezadowolenia twarzy
Ślizgona. Zabini otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Malfoy podniósł drżący od
tłumionej wściekłości głos. - Niczego nie zauważyłeś. Jeżeli spróbujesz komuś o tym wspomnieć, to będą ostatnie słowa, które zdołasz wypowiedzieć.
W korytarzu zapadła całkowita cisza. Zabini zacisnął zęby i powoli, z wysiłkiem
skinął głową.
- Chodźcie - rzucił Malfoy i ruszył do klasy, potrącając Harry'ego ramieniem, kiedy
przechodził obok, jednak nie spojrzał na niego ani razu. Crabbe i Goyle podążyli za
swoim przywódcą. Zabini rzucił Harry'emu jeszcze jedno, pełne wściekłości
spojrzenie, po czym dołączył do pozostałych.
Harry stał na środku korytarza, całkowicie oniemiały. Myśli w jego głowie pędziły
szaleńczo i prześcigały się w próbach wyjaśnienia tego, co przed chwilą zaszło.
Co to miało znaczyć? Dlaczego Malfoy go bronił? Przecież powinien przyłączyć
się do Zabiniego i swoich goryli. Zawsze tak robił. Dlaczego zamiast szydzić z
Harry'ego, wściekł się na Zabiniego i kazał mu o wszystkim zapomnieć? Co się
zmieniło? Czyżby planował coś ze Snape'em? Ale jeżeli byliby w zmowie, to Snape
nie ukarałby go wtedy, kiedy napadł na Harry'ego. A może to miała być tylko zasłona
dymna, żeby Harry myślał, że oni są po przeciwnych stronach? Ale jak mieliby być po
przeciwnych stronach, skoro obaj służą Voldemortowi? Co prawda Snape jest
szpiegiem, ale przecież Malfoy o tym nie wie.
Co się, do cholery, dzieje?
Najgorsze jest to, że Zabini zauważył zachowanie Harry'ego. Wiedział, że
ryzykuje, ale wtedy zupełnie nie myślał o konsekwencjach. Był całkowicie zaślepiony.
Ale skoro Zabini zauważył, to ile jeszcze osób mogło to widzieć? A Gryfoni? Czy oni
też się zorientowali?
Harry'ego ogarnęła panika.
Może jednak nikt więcej nie widział. Nikt go wczoraj nie zaczepił. Dzisiaj na
śniadaniu też nie. Ale może zauważyli, jednak nie dali tego po sobie poznać. Pewnie
nadal boją się Snape'a, który niewątpliwie zemściłby się, gdyby dotarło do niego, że
nadal tworzą insynuacje na temat jego i Harry'ego.
Olśniło go.
No właśnie! To pewnie dlatego Malfoy tak się zachował. Bał się, że Snape się
dowie. Takie rozsądne zachowanie nie było może domeną Ślizgona, ale kto wie, co
Snape mu wtedy zrobił albo powiedział... Ale czy Malfoy aż tak się go boi? To by
wyjaśniało, dlaczego zaatakował Lunę, a nie Harry'ego.
- Harry, wyglądasz, jakbyś zobaczył Sam-Wiesz-Kogo. Dobrze się czujesz? -
zatroskany głos Tonks przebił się przez jego galopujące myśli i sprowadził go na
ziemię. Nauczycielka stała obok niego, trzymając w rękach teczkę i przypatrując mu