Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 508
Перейти на страницу:

jasnowłosą sylwetkę. Podszedł bliżej i przystanął, zaintrygowany. Luna najwyraźniej

czekała na kogoś, kto w najbliższym czasie miał przejść korytarzem, znajdującym się

niedaleko klasy, do której Harry zmierzał.

Ruszył w stronę Krukonki, starając się podejść do niej tak, żeby jej nie wystraszyć

i nie narobić zbyt dużo hałasu.

- Mógłbyś chodzić trochę ciszej, Harry - usłyszał nagle, kiedy znalazł się zaledwie

kilka kroków od niej.

Do licha! Skąd ona wiedziała, że to ja?

- Co tu robisz? - zapytał szeptem, stając za nią.

- Nie mogę ci powiedzieć - odparła również szeptem dziewczyna, odwracając

głowę w jego stronę. Następnie rozejrzała się po korytarzu, spoglądając z uwagą na

ściany i sufit. - Szpiczajki Długouche nas podsłuchują.

- Co? - Harry zamrugał, podążając spojrzeniem za wzrokiem Luny, jednak korytarz

był całkowicie pusty. - Przecież tu nikogo nie ma.

- One chcą, żebyś tak myślał. Dlatego tak łatwo mogą podsłuchiwać. Ponieważ

nikt ich nie może zobaczyć. - wyjaśniła Luna.

Harry zamyślił się przez chwilę nad tą pokrętną logiką. Luna gestem wskazała,

aby się przybliżył. Pochyliła się do jego ucha i wyszeptała:

- Masz może przy sobie jakieś pomarańcze?

- Co? - tym razem Harry czuł się już całkowicie zbity z tropu. - Jakie pomarańcze?

Po co?

- To je odstrasza - wytłumaczyła Krukonka konspiracyjnym szeptem. - Zapach i

kolor pomarańczy. Chociaż mandarynki też mogą być.

Harry zrezygnował z prób zrozumienia dziewczyny. To było ponad jego siły. Nawet

tajemnicza koperta, którą ściskała w dłoni, nie była warta umysłowego wysiłku,

któremu musiałby podołać, aby przestawić swój mózg na sposób myślenia Krukonki.

Zostawił Lunę w korytarzu i poszedł dalej. Był pod klasą pierwszy, nic zresztą

dziwnego, skoro opuścił śniadanie w połowie. Bardziej zaskakujące było zachowanie

Luny. Przecież zaledwie wczoraj wieczorem wyszła ze szpitala. Przez to wszystko

zapomniał zapytać, jak się czuje.

Zawrócił, aby jeszcze chwilę z nią porozmawiać, skoro i tak chwilowo nie miał co

robić. Jednak zanim dotarł do końca korytarza, zamarł, widząc wyłaniające się zza

zakrętu trzy znajome sylwetki. Od razu rozpoznał Crabbe'a i Goyle'a. Jednak razem z

nimi, zamiast Malfoya, szedł Zabini.

Harry zjeżył się mimowolnie, przygotowując się na szyderstwa i postanowił minąć

ich jak najszybciej.

Może go nie zaczepią...

- Potter, co ty tu robisz? - zarechotał Zabini, zagradzając mu drogę. - Czekasz na

tę różowowłosą wiedźmę? W niej też się zabujałeś?

Co?

Harry wciągnął gwałtownie powietrze, zatrzymując się i wbijając ostrzegawcze

spojrzenie w uśmiechającego się złośliwie Ślizgona.

O czym on, do diabła, mówi?

- Och, widzę, że nie rozumiesz - Zabini zdawał się czytać w jego myślach. - Czy

twoja wielka miłość nie będzie zazdrosna, Potter?

O kim on mówi? O Lunie?

- Zejdź mi z drogi - warknął Harry, starając się go wyminąć, jednak Crabbe i Goyle

zdawali się blokować swoimi wielkimi cielskami cały korytarz.

- A co zrobisz? Pójdziesz poskarżyć się Snape'owi? Robiłeś wczoraj do niego

takie maślane oczy na lekcji, że na pewno spełni każdą zachciankę swojej małej

dziwki, prawda, Potter?

Harry poczuł, jak cały sztywnieje, a lodowata fala przerażenia zalewa jego rozbity

umysł.

Zauważył to! Skoro on to widział, to pewnie cały Slytherin już wie... I Malfoy...

- Co jest, Potter? Odebrało ci mowę, czy może wspominasz właśnie wasze

wspólne gorące chwile? Zważywszy na to, jak wczoraj na niego patrzyłeś, musiał cię

porządnie...

- Co tu się dzieje? - wysoki, chłodny głos przerwał potok tnących jak brzytwa słów,

płynących z ust Ślizgona. Zza pleców Zabiniego wyłonił się Malfoy. Jego oczy

zmrużyły się, kiedy zobaczył Harry'ego. Zapłonęła w nich nienawiść. Trująca i

nieokiełznana.

Gryfon skrzywił się nieznacznie, jednak za wszelką cenę postanowił nie dać się

sprowokować. Cokolwiek Malfoy powie...

- Właśnie opowiadałem Potterowi o tym, jak cudownie było podziwiać jego

wczorajsze wyczyny na lekcji eliksirów. Ten rozmarzony wzrok, te uwodzicielskie

gesty... - drążył Zabini. Crabbe i Goyle rechotali, trzymając się za brzuchy. - Wiesz,

co ja myślę, Potter? Że ty i Snape naprawdę...

- Zamknij się! - warknął nagle Malfoy, co sprawiło, że Crabbe i Goyle również

prawie natychmiast ucichli. Zabini urwał i spojrzał podejrzliwie na Malfoya, który

wbijał w niego twarde jak stal spojrzenie. - Nic nie widziałeś. Rozumiemy się? -

wycedził, nie odrywając wzroku od wykrzywionej grymasem niezadowolenia twarzy

Ślizgona. Zabini otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Malfoy podniósł drżący od

tłumionej wściekłości głos. - Niczego nie zauważyłeś. Jeżeli spróbujesz komuś o tym wspomnieć, to będą ostatnie słowa, które zdołasz wypowiedzieć.

W korytarzu zapadła całkowita cisza. Zabini zacisnął zęby i powoli, z wysiłkiem

skinął głową.

- Chodźcie - rzucił Malfoy i ruszył do klasy, potrącając Harry'ego ramieniem, kiedy

przechodził obok, jednak nie spojrzał na niego ani razu. Crabbe i Goyle podążyli za

swoim przywódcą. Zabini rzucił Harry'emu jeszcze jedno, pełne wściekłości

spojrzenie, po czym dołączył do pozostałych.

Harry stał na środku korytarza, całkowicie oniemiały. Myśli w jego głowie pędziły

szaleńczo i prześcigały się w próbach wyjaśnienia tego, co przed chwilą zaszło.

Co to miało znaczyć? Dlaczego Malfoy go bronił? Przecież powinien przyłączyć

się do Zabiniego i swoich goryli. Zawsze tak robił. Dlaczego zamiast szydzić z

Harry'ego, wściekł się na Zabiniego i kazał mu o wszystkim zapomnieć? Co się

zmieniło? Czyżby planował coś ze Snape'em? Ale jeżeli byliby w zmowie, to Snape

nie ukarałby go wtedy, kiedy napadł na Harry'ego. A może to miała być tylko zasłona

dymna, żeby Harry myślał, że oni są po przeciwnych stronach? Ale jak mieliby być po

przeciwnych stronach, skoro obaj służą Voldemortowi? Co prawda Snape jest

szpiegiem, ale przecież Malfoy o tym nie wie.

Co się, do cholery, dzieje?

Najgorsze jest to, że Zabini zauważył zachowanie Harry'ego. Wiedział, że

ryzykuje, ale wtedy zupełnie nie myślał o konsekwencjach. Był całkowicie zaślepiony.

Ale skoro Zabini zauważył, to ile jeszcze osób mogło to widzieć? A Gryfoni? Czy oni

też się zorientowali?

Harry'ego ogarnęła panika.

Może jednak nikt więcej nie widział. Nikt go wczoraj nie zaczepił. Dzisiaj na

śniadaniu też nie. Ale może zauważyli, jednak nie dali tego po sobie poznać. Pewnie

nadal boją się Snape'a, który niewątpliwie zemściłby się, gdyby dotarło do niego, że

nadal tworzą insynuacje na temat jego i Harry'ego.

Olśniło go.

No właśnie! To pewnie dlatego Malfoy tak się zachował. Bał się, że Snape się

dowie. Takie rozsądne zachowanie nie było może domeną Ślizgona, ale kto wie, co

Snape mu wtedy zrobił albo powiedział... Ale czy Malfoy aż tak się go boi? To by

wyjaśniało, dlaczego zaatakował Lunę, a nie Harry'ego.

- Harry, wyglądasz, jakbyś zobaczył Sam-Wiesz-Kogo. Dobrze się czujesz? -

zatroskany głos Tonks przebił się przez jego galopujące myśli i sprowadził go na

ziemię. Nauczycielka stała obok niego, trzymając w rękach teczkę i przypatrując mu

1 ... 37 38 39 40 41 42 43 44 45 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)