Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zrobić nic ponadto, gdyż opiekun ich domu także był obecny na posiłku.
Harry czuł wyraźnie wbijające mu się w plecy, sztyletujące spojrzenie, ale
postanowił, że za żadne skarby świata nie spojrzy na Snape'a. Nawet, jeżeli zacząłby
tańczyć kankana na stole nauczycielskim...
Jednak obecność Mistrza Eliksirów jak zwykle wyprowadziła go z równowagi i
skutecznie odebrała apetyt. Wmusił jednak w siebie część posiłku i razem z resztą
uczniów opuścił Wielką Salę. Nadal zdenerwowany, ale teraz przynajmniej z pełnym
żołądkiem.
- Potter! - ostry głos przeszył powietrze, kiedy Harry wraz z przyjaciółmi wracał do
pokoju wspólnego. W pierwszym odruchu zesztywniał cały, sparaliżowany strachem i
dopiero po chwili dotarło do niego, że to nie jest głos Snape'a. Odwrócił się i zobaczył
zmierzającą w jego stronę grupkę Ślizgonów, z Zabinim na czele. Ich miny nie
wyrażały bynajmniej chęci zaproszenia Harry'ego na popołudniową herbatkę.
Najeżył się, gotów odeprzeć każdy atak słowny i zaczepkę. Pamiętając, jak
patrzyli na niego podczas obiadu, spodziewał się, że nie dadzą mu spokoju,
szczególnie po tym, przez co musieli przejść na wczorajszej lekcji eliksirów. Miał
wrażenie, że cała szkoła ma do niego pretensje.
Dziwiło go, że teraz to Zabini był głównym prowodyrem zaczepek, a nie Malfoy.
Jednak, zanim którykolwiek ze Ślizgonów zdążył choćby otworzyć usta, wyrosła
przed nimi wysoka, szczupła sylwetka.
- Wracajcie do lochów - warknął Malfoy, mierząc ich władczym spojrzeniem. - Sam
zajmę się Potterem.
Przez chwilę patrzyli na niego, rozważając możliwości, po czym pokiwali głowami i
niczym stado posłusznych węży zawrócili, zostawiając sprawę swojemu przywódcy.
Kilkoro odwracało się jeszcze, by popatrzeć, jak Malfoy gnoi Pottera, jednak
blondwłosy czekał, aż wszyscy znikną na schodach wiodących do lochów. Następnie
odwrócił się w stronę Harry'ego i obrzucił go nienawistnym, pełnym wściekłości
spojrzeniem.
Jednak w tych niebieskich oczach było coś jeszcze. Opór.
Wyglądało to tak, jakby Malfoy walczył ze sobą. Ale o co walczył i z czym - tego
Harry nie potrafił odgadnąć.
- Potter - wycedził Ślizgon, mrużąc oczy. - Musimy pogadać.
- Czego od niego chcesz? - wtrącił się Ron, którego głos aż wibrował od tłumionej
nienawiści.
- To sprawa pomiędzy nami - wysyczał Malfoy.
Harry czuł się... zaintrygowany. Malfoy chce z nim o czymś porozmawiać? Na
osobności? Nic mu tutaj nie zrobi. Za dużo osób kręci się w pobliżu. Może warto
zaryzykować? Chętnie dowiedziałby się, czego może od niego chcieć jego
największy wróg.
- W porządku - zwrócił się do Rona i Hermiony. - Idźcie przodem. Dogonię was -
widząc, że Ron otwiera usta, żeby zaprotestować, ubiegł go. - Nic mi nie będzie,
Ron. Muszę z nim pogadać.
Kiedy przyjaciele zniknęli za zakrętem, Malfoy rozejrzał się po korytarzu i podszedł
o krok bliżej do Gryfona, wbijając w niego chłodne, a jednocześnie płonące dziwnym
blaskiem spojrzenie.
- O co chodzi? - zapytał Harry, siląc się na spokojny ton. Jednak ciekawość
buzowała w nim, niczym hormony.
- O twoje debilne zachowanie, Potter! - twarz Malfoya zmieniła się w lodowatą
maskę. Jedynie jego oczy zdradzały szalejącą w nim wściekłość. - Jesteś tak głupi,
że czasami mam ochotę się nad tobą ulitować. Jeżeli już musisz tak biegać za
Snape'em, to staraj się to robić w mniej widowiskowy sposób.
Harry'emu odebrało mowę. Spodziewał się wszystkiego, ale na pewno nie
Malfoya, udzielającego mu dobrych rad odnośnie jego zainteresowania
nauczycielem.
- Co cię to obchodzi? - warknął po chwili, kiedy odzyskał zdolność mówienia.
Malfoy zmrużył oczy i kontynuował:
- Wszystkich tylko wkurwiasz. Najpierw robisz do niego maślane oczy na lekcji,
potem nie przychodzisz na eliksiry i wszyscy za ciebie obrywają. Narażasz sie,
Potter. Radzę ci, przystopuj trochę i zacznij się z tym kryć, bo niedługo wszyscy będą
wiedzieć o tym, że Złoty Chłopiec buja się w Mistrzu Eliksirów. Równie dobrze
mógłbyś wyjść na środek sali i ogłosić to wszem i wobec. Jeżeli nie zaczniesz trochę
myśleć i zachowywać się normalniej, to źle się to dla ciebie skończy.
Harry stał przez chwilę, całkowicie oniemiały i zbity z tropu. Czuł się tak, jakby
Ślizgon wylał mu na głowę ogromne wiadro lodowatej wody.
Nie, on tego nie powiedział! Musiałem się przesłyszeć!
Malfoy uśmiechnął się szyderczo.
- Odebrało ci mowę, Potter? Co się stało? Snape nie zadowolił cię odpowiednio?
Nawet jeżeli Malfoy wcześniej z czymś walczył, to najwyraźniej w końcu udało mu
się to przezwyciężyć i jego złośliwa ślizgońska natura zaczęła brać górę.
- Jesteś nienormalny - zdołał w końcu wydusić Harry, kiedy udało mu się pokonać
ogromny szok, którego doznał słysząc wszystkie te słowa z ust swojego
największego wroga.
Skąd Malfoy o tym wie? W jaki sposób ma zamiar to wykorzystać? Chce
szantażować Harry'ego?
Musi obrócić to przeciwko niemu! Najlepiej zachowywać się tak, jakby o niczym
nie miał pojęcia.
- Zabawne - odparował Ślizgon. - To samo pomyślałem o tobie.
Uśmiechnął się, widząc wściekłość, którą najpewniej musiała teraz emanować
twarz Harry'ego.
- Wiesz... - kontynuował okrutnie Malfoy, jakby w końcu mógł dać upust swojej
nienawiści i frustracji i nic już go nie mogło powstrzymać. - Czasami mi ciebie żal.
Niezłą partię sobie wybrałeś. Czy Snape każe cię za nieposłuszeństwo, Potter? Bo
on uwielbia zadawać ból. Torturować swoje ofiary i przyglądać się, jak wiją się u jego
stóp, błagając o litość. Tobie też to robi? A może pieprzy cię do utraty przytomności?
Jak to z tobą jest, Potter? Lubisz takie rzeczy?
Harry czuł, jak słowa Malfoya sączą się w jego serce niczym jad, szarpiąc nim i
brutalnie rozdrapując to, co z takim wysiłkiem starał się pogrzebać. Kiedy się
odezwał, jego głos drżał tak bardzo, że z trudem wypowiadał słowa:
- Zamknij się. Nic o nim nie wiesz! O niczym nie masz pojęcia!
Malfoy zdawał się świetnie bawić tym, że w końcu udało mu się trafić w czuły
punkt. Jego oczy zwęziły się jeszcze bardziej, a na cienkich wargach pojawił się
triumfalny uśmiech.
- Wiem, że zawsze będziesz dla niego nikim.
Harry poczuł znajome uczucie, jakby coś w nim pękło. Rana, którą przez cały
tydzień tak usilnie starał się w sobie zabliźnić, otworzyła się. A wraz z nią fala
nieokiełznanej furii zalała jego umysł. Fala tak wielka i potężna, że swą siłą pchnęła
turbiny zemsty.
Harry przestał myśleć. Chciał tylko zranić Malfoya tak bardzo, jak on zranił jego.
Po szeroko otwierających się oczach Ślizgona zrozumiał, że jego twarz musiała teraz
wyglądać przerażająco.
- Ty musisz wiedzieć o tym najlepiej, prawda, Malfoy? - jego głos wydał mu się tak
nienaturalnie zimny, jakby nie należał do niego. - Twój tatuś wciąż ci to szepcze,
kiedy cię pieprzy?
Twarz Malfoya stężała.
Harry uśmiechnął się mściwie. Trafił.
- Szepcze ci do ucha, że jesteś bezwartościowym nieudacznikiem, który nadaje
się tylko do pieprzenia i do obciągania? A kiedy chcesz zaprotestować, zatyka ci
usta, wpychając do nich swojego... - Harry przerwał widząc na twarzy Malfoya coś,