Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Migotliwy swiat
Migotliwy swiat - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Migotliwy swiat

Электронная книга - «Migotliwy swiat». Краткое содержание книги:

Aleksander Grin, właściwie Gryniewski (1880–1932), jest pisarzem znanym i chętnie czytanym w Polsce. Przełożono już na język polski sporo jego opowiadań, opowieści i niemal wszystkie powieści („Biegnąca po falach”, „Droga donikąd”, „Złoty łańcuch”). Polskiemu czytelnikowi została wreszcie udostępniona jedna z najciekawszych powieści tego pisarza rosyjskiego „Migotliwy świat”, która może przykuć uwagę swoją sensacyjno-przygodową fabułą, utopijną futurologią, nietypową fantastyką i tajemniczością.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 47
Перейти на страницу:

— Kareta odjechała! Przed domem oszalały wszystkie konie, spłoszone wyrwały się, woźnica nic nie mógł zrobić. Szarpnął lejcami i poniosły.

Zgiełk okrzyków przytłumił te słowa; tymczasem wychodzący żandarmi zbili się w gromadę, a kiedy już zapanował jako taki ład, zabrzmiały spieszne rozkazy. Tawi z głębokim zadowoleniem spostrzegła, jak część żołnierzy opuściła ją i zbiegła po stopniach w dół.

— O proszę! — powiedziała przez zęby. — Konie są mądrzejsze od was.

Pozostali żołnierze, nie szczędząc szturchańców, odprowadzili ją na oświetlone z okien podwórze, gdzie wskakując w siodła z trudem powstrzymywali przestraszone czymś konie, które pieniąc się i szarpiąc biły kopytami.

— Co tu robić!? — zapytał ktoś ze złością.

— Posadź dziewczynę na siodło — krzyknął inny. — Bądźcie ostrożni i pamiętajcie, że o wypadek nie trudno.

— Broń w pogotowiu!

— Stój! Aresztowaną do środka!

— Czego się boisz? — dał się słyszeć ostrożny szept.

— Tego nikt nie wie, tu sam diabeł się nie rozezna.

Tawi podprowadzono do konia, pochylony w siodle żołnierz wyciągnął ku niej rękę; inny z tyłu nagle i silnie podsadził dziewczynę. Ona szarpnęła się, kopiąc z rozpaczą nogą w bok konia, który raptownie skoczył przed siebie, wyminął bramę i znalazł się na ulicy, skąd donośny i bezładny tętent oraz parskanie i rżenie dawały wszystkim do zrozumienia, że jeździec ledwie panuje nad zwierzęciem. Wówczas to rozległy się wściekłe okrzyki biegnących wokół żołnierzy, którzy rzucili się, by czym prędzej zażegnać incydent.

— Diabeł nie dziewczyna — powiedział ten, kto przytrzymał Tawi.

— Nie chcę — rzekła ponuro, walcząc z obezwładniającym coraz bardziej jej ruchy uściskiem czyichś rąk. Dłużej sprzeciwiać się już nie miała siły.

— Co za noc! — rozległo się nad jej uchem.

— Dajcie bliżej lampę — ktoś krzyknął z boku.

— Nie mogę sobie poradzić — powiedział z siodła żandarm, z którym powinna była jechać Tawi. — Stańcie po bokach i przytrzymajcie za uzdę tego diabła.

Było ciemno jak w worku; ani gwiazd, ani księżyca; rzadkie latarnie przedmieścia migotały z daleka. Wiał porywisty wiatr. Wydawało się, że w takim mroku na zawsze zapomni się o tym, co się zdarzyło tego dnia, że zniknęło wszystko oprócz stukotu kopyt i ludzkich głosów. Lampa podana pośpieszną ręką, oświetliła Tawi, hełmy przytrzymujących ją żołnierzy i zadarty w górę łeb konia z poplątaną uzdą i obłędem w ogromnych oczach — z jego pyska ciekła piana. Rozlegające się jeszcze gdzieniegdzie wrzaski i krzyki stawały się coraz bardziej odległe; w końcu siłą wrzucono dziewczynę na siodło, znalazła się w nim prawie bezwładna, przytrzymywana w talii żelazną niczym obręcz ręką; paliła ją twarz od wyschniętych łez.

— Galopem, Prost! — ktoś krzyknął do żołnierza trzymającego Tawi. — Hej, rozstąpić się, na koń i za nim, baczcie pilnie!

— Puść konia! — krzyknął żandarm.

Przytrzymujący konia odsunęli się; w tym momencie żołnierz zachwiał się, jęknął, i zanim umilkł przeraźliwy huk wystrzału, rozluźnił uścisk, upadł głową w dół, a Tawi, tracąc równowagę, runęła z siodła na ziemię, myśląc, że jest zabita. Koń zarżał i znikł. Krzyki, tupot nóg i brzęk szabel rozległ się teraz ze wszystkich stron. Tawi, wstając oparła się o ścianę, gdzie natychmiast dopadli ją rozwścieczeni żandarmi. Byli pewni, że to ona strzelała.

— Obszukajcie i odbierzcie jej rewolwer! — dało się słyszeć tuż obok. — Zwiążcie ją.

Tawi urażona grubiańskim traktowaniem zręcznie wywinęła się napastnikom i uderzyła w twarz najbliższego; w tej samej chwili w ciemnościach rozległy się trzy strzały, które głośno przeszyły mrok z błyskiem oślepiającym oczy. W samym środku kotłowaniny dwóch żołnierzy zachwiało się i upadło z jękiem, pozostali bezładnie rzucili się w różne strony, potrącając się wzajemnie w zamieszaniu.

— Strzelają! Co się gapicie, musimy okrążyć dom i ulicę! Na koń! Gdzie aresztowana?

Tawi przylgnęła do ściany nieruchoma z ręką podniesioną w obronnym geście; tracąc siły zaczęła krzyczeć ze strachu, wokół niej narastała coraz większa wrzawa. Niespodziewanie tuż przy samym uchu usłyszała pośpieszny szept:

— Odwagi. Proszę mnie słuchać i nic nie mówić.

— Kto to? — także szeptem, z trudem oddychając, spytała dziewczyna.

— To ja, Kruks.

Nie zdążyła oprzytomnieć, a już objęła ją zdecydowana i twarda ręka; w tym samym momencie zgiełk bijatyki oddalił się, jak gdyby przysłonięty wielką kotarą.

VI

Kruks uniósł na rękach lekkie ciało dziewczyny z takim spokojem, jak gdyby nic mu nie zagrażało, z wolna też zmienił uścisk, lewą ręką przytrzymując jej ramię. Jednak zmysły Tawi były już tak stępione, że tylko głębokie westchnienie ulgi świadczyło o tym, jak ciężkie przeżywała chwile. Była zaszokowana i bezgranicznie bezwolna. Ogarnęło ją ciepłe uczucie całkowitego bezpieczeństwa, jak gdyby skryła się poza zbawiennym murem. Wrażenie to podtrzymała absolutna cisza, w której dałoby się wyłowić co najwyżej szelest sukni albo szmer głuchego strumienia. Wydawało jej się, że ukryta jest gdzieś w pobliżu domu, w jakimś przypadkowym lecz niedostępnym miejscu. Jej twarz owiewał wiatr, delikatnie chłodził skronie, co oznaczało, że znajduje się na otwartej przestrzeni.

— Proszę mi pomóc — wyszeptała ledwie dosłyszalnie. — Proszę mi jak najszybciej wszystko wyjaśnić, czuję się źle, tracę rozum. Czy to pan? Gdzie teraz jestem?

— Bądź cierpliwa i zaufaj mi — rzekł Drud. — Teraz nie czas na wyjaśnienia; na razie lepiej milcz. Nie chcę cię przerażać. Czy bardzo ci niewygodnie?

— Nie, tak sobie. Ale nie trzeba mnie dłużej trzymać. Proszę, puść, ja stanę.

— I na to przyjdzie czas. Tu gdzie stoimy, jest mokro. Jestem po kolana w wodzie.

Tawi instynktownie podciągnęła nogi. „Ty” Druda nie uraziło jej w niczym, pragnęła ratunku i obrony, a poza tym jej wybawca zdawał się panować nad sytuacją i nie przywiązywał znaczenia do formy. Umilkła, ale czuła na twarzy zagadkowy powiew nieustającego wiatru i tym bardziej nie mogła niczego zrozumieć.

— Nic nie będę mówić — odezwała się cicho Tawi — ale czy mogę zapytać o jedną tylko rzecz?

— Mów — łagodnie zgodził się Drud.

— Dlaczego jest tak cicho wokół? Dlaczego w tych murach wieje wiatr? — Wiatr wieje przez wybite okno — po chwili milczenia odpowiedział Drud. — Znajdujemy się w starym magazynie, pełno tu wody i hula wiatr.

— Nie utopimy się?

— Nie.

— Jeszcze tylko dwa słowa i już milczę.

— Rozumiem.

Ucichła, kołysząc nogą, wiszącą na zgiętym łokciu Druda, próbując w ten sposób poprawić swój nastrój, ale Drud przycisnął jej nogę, mówiąc:

— Im mniej będziesz się ruszać, tym lepiej. Czekaj i milcz.

— Milczę już, milczę — szybko powiedziała dziewczyna. Wszelako jej uwagę przyciągnęło dziwne zjawisko: na kręgu rozpylonego światła, nieruchomo snującego się bezpośrednio pod nią w kształcie fosforycznego, mglistego deseniu, z powolnością much przesuwały się żółte i czerwone punkty.

— Co to się świeci? — spytała bezwiednie. — Jak gdyby węgielki były tam rozsypane, proszę mi wyjaśnić, co to jest? Kochany panie Kruks, pan mnie uratował i jest dobry wobec mnie, dlaczegóż nie chce mi pan powiedzieć od razu?

Drud opanował wzruszenie, delikatnie pogładził jej ochłodzoną przez wiatr rękę.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)