Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Migotliwy swiat
Migotliwy swiat - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Migotliwy swiat

Электронная книга - «Migotliwy swiat». Краткое содержание книги:

Aleksander Grin, właściwie Gryniewski (1880–1932), jest pisarzem znanym i chętnie czytanym w Polsce. Przełożono już na język polski sporo jego opowiadań, opowieści i niemal wszystkie powieści („Biegnąca po falach”, „Droga donikąd”, „Złoty łańcuch”). Polskiemu czytelnikowi została wreszcie udostępniona jedna z najciekawszych powieści tego pisarza rosyjskiego „Migotliwy świat”, która może przykuć uwagę swoją sensacyjno-przygodową fabułą, utopijną futurologią, nietypową fantastyką i tajemniczością.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 47
Перейти на страницу:

— No, co u pana, panie Saracenie? — spytała dziewczyna.

— Tak sobie, powoli.

— Toć powiadają niektórzy, że oświeciliście Hiszpanię — ciągnęła Tawi. — Byliście, jak powiadają, wielcy, ale zmniejszyliście się. Dlaczego tak się stało?

— Jestem z gipsu, nie wiem — powiedział Saracen.

— Słuchaj. — Dziewczyna podparła się pod boki. — Wyjmij w końcu swój jatagan, gwizdnij nim w powietrze i wydaj okrzyk bojowy; ileż to lat trzymasz się za tę gardę, a klingi wyciągnąć nie możesz. Powstań i czyń!

— To się nie uda — odpowiedział Saracen — ale posłuchaj, co ci powiem, biała, chrześcijańska dziewczyno: patrzę w dal i tam widzę twój los.

Słowa zadźwięczały tak jasno, że Tawi wydawało się, jakby je sama wymówiła. Zniewolona nieruchomym spojrzeniem gipsowej figurki, mimowolnie spojrzała w bok, na Maura, który patrzył na przeciwległą ścianę. Poza tą monotonną granicą błyszczał potężny transparent świata migocący błękitnym zygzakiem, który był jak gdyby przyszłością Tawi. Tak, często w cieniach cieni niewidzialnego kreśli niewyjaśnione znaki nasza dusza, sugerując i obiecując w języku pełnego namysłu milczenia wszystko, co jest pozbawione słów.

Na sprzątaniu, myciu naczyń, bieganiu do sklepu, gotowaniu i różnych innych pracach zleciał Tawi ten upalny dzień, ustępując miejsca dusznemu wieczorowi. Jednak nic nie zostało zapomniane z wydarzeń pamiętnego lisskiego dnia; przeciwnie, im dalej, tym bardziej uporczywie i ociężale toczyły się jej myśli, tym bardziej nieprzeniknione stawały się też wydarzenia, za którymi krył się jakiś dziwny i niepojęty związek. Niezależnie od tego, z jakim wysiłkiem Tawi mocowała się ze splątanym węzłem zachowań Kruksa który wiedział, że Torp zmarł, który zaszokował tłum swoimi czynami do tego stopnia, że obraźliwe okrzyki ustąpiły miejsca słowom najwyższego podziwu, który powiedział, że wnet zobaczy się z nią, i że więcej nie będzie musiała być służącą — całe skomplikowane splecenie tego węzła pozostawało wciąż niczym innym, jak tylko poplątanym sznurem, który — mocując się w myślach — tylko wzmacniała, nie będąc w stanie ani go rozwiązać, ani rozerwać. Śmierć Torpa była, jak się zdawało, jakby podwójną rzeźbą wyrytą na modelu zrobionym z jednego kawałka: z niej i Kruksa. Rozmyślając o Kruksie nie mogła mu odmówić siły i dużej pewności siebie, zmuszającej do oczekiwania, jednak patrząc na swoje zagubione życie speszyła się, nie bardzo rozumiejąc, co może łączyć ją z Kruksem — człowiekiem, który jeśli nie dziś to jutro zaćmi swoją sławą, być może, Edisona.

IV

Przed ósmą wieczorem Tawi, znudzona już samotnością, rzuciła się do otwierania drzwi, słysząc sieroco-uprzejme stukanie, z jakim wchodzi człowiek oglądający się na swoje ślady.

— Odgadłam, że to ty — krzyknęła. — Rita, myszko, trusio, i twój, jak być powinno, jeszcze chudszy Butz!

Rudawa, szczupła dziewczyna z drobnymi rysami twarzy dostojnie przekroczyła próg, oglądając się na idącego z tyłu wielbiciela.

— To ja — powiedziała przeciągle — ale dlaczego Butz miałby schudnąć?

Za jej plecami parsknęła istota tak gruba i okrągła, że wydawało się, położona na bok, mogłaby się w takim położeniu kręcić jak bąk, bez obawy, że zaczepi o łoże jakąkolwiek częścią ciała.

— Dlaczego Butz miałby schudnąć? Je, dzięki Bogu. No, kochana, witam cię. Butz, ty też się przywitaj. Oto tort, dla ciebie, Tawi.

Tawi schwyciła jedną ręką tort, krótki pocałunek w usta odwzajemniła porywczym cmoknięciem w ucho, zaś drugą ręką wczepiła się w Butza, przyciągając go blisko do siebie. Butz miał dwadzieścia dwa lata, był w rozkwicie swych pulchnych krągłości podobny do dziesięcioletniego olbrzyma, przypominającego przy każdym obrocie malutkiego Gargantuę.

— Nie chcesz więc schudnąć, Butz — powiedziała Tawi, szczypiąc go w drżący łokieć — a szkoda, bo wtedy jeszcze bardziej byś mi się podobał! Już się spociłeś? To kołnierzyk zbyt mocno ściska. Rita, czy ty pilnujesz, żeby szedł po schodach powoli, patrz, jak bije jego serce, jak dyszy, mój ty biedaku! Potrzeba ci trochę pudru. Chcesz, zaraz ci podam? Śmiejąc się, już rzuciła się w poszukiwaniu puderniczki, ale Butz, podniósłszy obie ręce, zaczął bronić się tym gestem z bardzo żałosnym wyrazem twarzy; najprawdziwsze przerażenie i panika pojawiły się na jego zaczerwienionej twarzy, a oczy stały się wilgotne; jednak uległszy czemuś śmiesznemu, nieoczekiwanie prychnął, chichnął i parsknął cichym śmiechem.

— Pu-pu… pudrem — wymówił w końcu, tracąc oddech i wycierając twarz chusteczką. — Nie, nie, ja nigdy, nigdy… nie… nie używam pudru! Dziękuję ci. Niech ci to wyjdzie na zdrowie!

Słowa te wypowiedziane szybko, lecz z namiętną odrazą do pudru, zmusiły gospodynię do zajęcia miejsca na taborecie i powstrzymania wszechogarniającego ją chichotu rękami, przyciśniętymi do twarzy; nawet Rita roześmiała się łagodnie.

— Jednak, kochanie — spytała — jesteś tak podniecona, że aż zaniepokoiłam się. Co? Co z tobą?

Nowe stukanie do drzwi przerwało tę u wagę.

— Cały wieczór będę taka — zdążyła powiedzieć Tawi. — Widzisz kochana, to nerwy.

Wciąż jeszcze śmiejąc się, otworzyła drzwi i wzięła w ramiona czarnowłosą, o smagłej twarzy maleńkiej małpki i w ogromnym kapeluszu, Celestynę Dufort, kiedyś pracującą razem z nią w księgarni.

— Witaj, Celestynko, witaj!

— Witam cię, Tawiątko, witam!

— No cóż, starość nie radość. Celestynko niegodziwa, z kim to przyszłaś? Ach, to twój brat!

Wziąwszy się za ręce, podskoczyły razem ze trzy razy. Potem Fluk, brat Celestyny, w sposób szarmancki i wyszukany skłonił się Tawi, jego maniery, ironiczna i pewna siebie twarz, szczególny polot wyuczonych i przesadnie ruchliwych gestów, często spotykanych na publicznych balach, czyniły z tego młodzieńca kawalera umiejącego znaleźć się w każdej chwili.

— Kwitnąć i upiększać sobą drogę życia, z każdym rokiem kwitnąć coraz wspanialej i jaśniej! — tak właśnie zakończył swoje życzenia.

Tawi wysłuchała tej tyrady, która zabrzmiała niczym upomnienie, z zastygłym uśmiechem, po czym uroczyście podała mu sztywną jak pałka rękę i, szalenie nią potrząsając, powiedziała z westchnieniem:

— Ach! Przeszył pan moje serce! Przeszył pan czy też nie? — W tym momencie poważnie i szybko zwróciła się po kolei do wszystkich: — Tak czy też nie? Przeszył czy nie? — Natknęła się na grzecznie cofniętego But za. Grubas, przymilnie skłoniwszy głowę, skwapliwie zagulgotał:

— Nie, nie, nie! — i bojaźliwie obejrzał się na Ritę, ale jego wysiłek został przywitany łaskawym grymasem.

W tym momencie Tawi chciała wypchnąć gości z kuchni do oświetlonego i posprzątanego pokoju, gdy przez półprzymknięte drzwi doleciały z dołu metaliczne dźwięki mandoliny, na co Fluk, poruszywszy brwią, zauważył:

— O, to Ralf i Murrey!

Rzeczywiście, dwóch przystojnych młodych ludzi, przepuszczając przed sobą taką samą dorodną, wielką, o mężnej postaci, dziewczynę z nieładną, ale przyjemną twarzą, stało naprzeciwko drzwi, wystawiwszy każdy jedną nogę do przodu i dotykając rękami aksamitnych beretów, wyszarpnęli ze strun „szaleńczo-pociągający” walc. Tak też i weszli do środka, ukłonili się, nie przestając ciągle grać. Równocześnie jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś poderwało dziewczyny, bo z piskiem rzuciły się ku kawalerom, zanurzyły w ich ramionach i zakręciły w miejscu, ponieważ wirowanie po kole w takiej ciasnocie było niemożliwe nawet dla kurcząt. Mimo że Butz raczej obracał się niż tańczył, Tawi, jak się wydawało, była zadowolona.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)