Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Migotliwy swiat
Migotliwy swiat - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Migotliwy swiat

Электронная книга - «Migotliwy swiat». Краткое содержание книги:

Aleksander Grin, właściwie Gryniewski (1880–1932), jest pisarzem znanym i chętnie czytanym w Polsce. Przełożono już na język polski sporo jego opowiadań, opowieści i niemal wszystkie powieści („Biegnąca po falach”, „Droga donikąd”, „Złoty łańcuch”). Polskiemu czytelnikowi została wreszcie udostępniona jedna z najciekawszych powieści tego pisarza rosyjskiego „Migotliwy świat”, która może przykuć uwagę swoją sensacyjno-przygodową fabułą, utopijną futurologią, nietypową fantastyką i tajemniczością.
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:

— Nie przedstawię się — powiedział nieznajomy — a także nie objaśnię pani, dlaczego dopiero teraz, a nie później i nie wcześniej zjawiam się tutaj. Wiem, że pani czekała na mnie, dlatego przyszedłem.

Drżąc, gestem zaprosiła go, by spoczął, i sama siadając zacisnęła ręce, oczekując na coś niezwykłego. Gość złożył na spiczastym kolanie żółte dłonie, stał się przez to jeszcze bardziej nieruchomy niż znajdujące się za nim marmurowe posągi Leandra i Hery, pełne bólu i śmierci. Bez zbędnych gestów kontynuował swoją mowę.

— Wiem, jak pani żyje, wiem, że pani życie pełne jest wiecznego strachu, że pani młodość gaśnie. I wiem również, że myślami biegnąc w jednym kierunku, zawsze myśląc o jednym i tym samym, bez cienia nadziei na pokonanie tego żaru, spalającego panią pośród przepięknego błękitu dnia, doszła pani do rozsądnego rozwiązania.

W słowach tych zaiste zawarty był stan jej duszy.

Jak się pan nazywa — cofając się zawołała Runa tak ochryple, że był to niemal krzyk. — Pierwszy raz pana widzę. A pan który raz? Czy rozmawiałam z panem? Gdzie? Proszę powiedzieć, kto mnie zdradził? Tak, ja już nie żyję, majaczę i ginę.

— Kim bym nie był — powiedział nieznajomy, z ponurym roztargnieniem, zmieniwszy swoją nieruchomą pozycję i delikatnie kiwając się — ja, jak i pani, jestem jego wrogiem, a więc przyjacielem pani. Odtąd, jeśli ta rozmowa przybliży nas, będzie nazywać mnie pani po prostu „Szefem”. Drud dłużej żyć nie powinien. Jego istnienia dłużej tolerować nie można. Wtrąca się w prawa przyrody i sam jest ich bezpośrednim zaprzeczeniem. W naturze skupione są gigantyczne siły, które w zależności od tego jak je wykorzysta, mogą spowodować katastrofy. Być może tylko ja jeden znam jego tajemnicę, on sam nigdy jej nie wyjawi. Pani spotkała go w czasie zabawy, w chwili błyskotliwego wyznania rzuconego wszystkim, lecz spotykając go w tłumie każdy widzi w nim zwykłego człowieka. Jednak jego wpływ jest ogromny,]ego kontakty — niezliczone. Nikt nie podejrzewa, kim jest, jeden, drugi, trzeci, dziesiąty otwiera mu ufnie drzwi. Włóczy się po artystycznych pracowniach młodych pijaków, sugerując lub urzekając ich pejzażami nie znanych nam planet; wygwizduje poetom oratoria i symfonie, wtedy gdy życie rozpaczliwie upomina się o swoje prawa; potakuje wynalazcom, zakłóca sny i wtrąca się w przeznaczenie. Nieruchawe życie, raz na zawsze dane jak wyraźny obraz — wzburza i zmienia, i śmiejąc się, ciągnie je w połyskliwą dal. Jednak mało tego, życie jest określone przez surowe prawo biedy i beznadziejne cierpienie, zimny lód zalega mocną pokrywą na jego niesłyszalnym biegu, a on rozłamuje ten lód, pozwalając przeniknąć słońcu w czeluście głębokiej wody. Poznaje i rozwiązuje wypadki z jego woli zaczynając mamić jak bajka. Świat jest pełen jego słów, subtelnych dowcipów, zabójczych. uwag, drgań duszy bez znajomości rozprzestrzeniającego je źródła. Ten człowiek powinien zniknąć.

Jeśli słaby nienawidzi — silny niszczy. Teraz pozostaje pragnienie i złoto. Poniesie pani niezbędne straty, być może niepotrzebne, ale niech pani pamięta, że nie ma ratunku bez walki — jednak nie pani zada ten cios. Zaczniemy z daleka, szczelnie zaciskając pierścień. Po świecie włóczą się Cyganie, którzy wiedzą to, co nie każdy wie. Są chciwi i skryci. Oprócz tego mam pod ręką kilku ludzi szczególnego rodzaju, pogrążonych, jak i ja, w rozpatrywaniu mglistych postaci życia, w migotliwym i ledwie dosłyszalnym jego drżeniu. Schodzimy po złotej ścieżce do tych oberwanych, włochatych koczowników, gdzie pod połami namiotu ukryte jest przebiegłe piękno i wiadomości najróżniejszego charakteru o tych drogach, na jakie powinniśmy wkroczyć. Oczywiście nie będziemy także gardzić oficjalną pomocą, ale ostrożnie i ze specjalną selekcją, żeby nasze poszukiwania nie stały się dostępne wszystkim. W tym wypadku nasze karty będą zmieszane i porażone tym przeciwieństwem, w jakim się znajdziemy — wraz ze swoim zadaniem wobec zastanej rzeczywistości.

Im uważniej go Runa słuchała, tym coraz wyraźniejsza stawała się jej nadzieja; i już nie chciało jej się o nic pytać, tylko działać. Mroczna zasłona pokryła jej duszę; beznamiętnie, ale i bez jasnego wyobrażenia, na co się decyduje, powiedziała z uśmiechem:

— Pan będzie Szefem. Niczego nie pożałuję, dam wszystko, co trzeba, po niczym nie westchnę, będę cierpliwie czekać.

Wyszła i przyniosła wszystkie pieniądze, jakie miała pod ręką, a także czek na olbrzymią sumę.

— Wystarczy tego? — Na razie wystarczy — odpowiedział przybysz — teraz mogę wspaniale spędzać czas. A co powiedziałaby pani, szalona dziewczyno, gdyby to było jedno z genialnych oszustw, które dzieje się akurat na pani oczach?

Runa uśmiechnęła się, ale tak słabo, jak słabo podziałał na nią ten żart.

— Ma pani rację — powiedział przybysz, wstając i głęboko kłaniając się. — Gdy nadejdzie właściwy czas, zawiadomię panią o tym, co najważniejsze. Dobranoc.

Mówiąc to uśmiechnął się, uważnie badając wzrokiem dziewczynę.

Być może, dało o sobie znać w tych słowach jej własne pragnienie spokoju, który prysnął niczym bańka mydlana, lub też ozwało się coś jeszcze bardziej znaczącego, gdyż nagły skurcz bólu oszpecił twarz dziewczyny. Drgnęła, wyprostowała się i z trudem zapanowała nad sobą.

— Proszę iść — powiedziała dysząc nerwowo — czeka na pana noc, ta sama, która pana tutaj przysłała. Proszę iść i go zabić.

— Tak, znajdę jego ślad, pójdę za nim krok w krok — odpowiedział Szef. — Spieszę się, odchodzę.

Wyszedł; kareta odjechała, pospieszny, oddalający się turkot kół zagrzmiał najpierw przed drzwiami wejściowymi i szybko stał się niewyraźnym dźwiękiem. Runa wsłuchując się w niego rozmawiała ze sobą, ściskała ręce, śmiała się i płakała.

Od tej nocy czas zaczął się toczyć wolniej. Jej niepokój wzrastał; bezwolny upór skazany na bierne wyczekiwanie, w momencie, gdy być może ścierają się obok przeciwstawne siły tajemnych poczynań, rósł w niej kamienną masą i ponuro zamykał jej usta za każdym razem, gdy wyobrażała sobie finał. Uśmiech lub twarz Druda jak dawniej nieodłącznie towarzyszyły jej myślom, ale były już nie tak przejmujące i nie tak porywające, jak to było niegdyś. Teraz niejasno przywidywała się jej inna twarz, ledwie uchwytna, z subtelnymi rysami, niemrawo oświetlona refleksem niespokojnego światła — to znikała, to znów pojawiała się, tak że nie mogła jej dokładnie określić. Jej trwożliwe myśli błądziły w koło, przesiąknięte uczuciem nieobliczalnej straty i obawą przed psychiczną dewiacją. Stan ten, potęgując się, to znów słabnąc i ponownie nasilając się, osiągnął w końcu mroczność pustkowia, w którego ołowianym świetle wszystko staje się udręką.

Na drugi dzień po tym jak Drud, śmiejąc się, pokonał granicę zastawionej na niego obławy, Szef odwiedził Runę po raz ostatni. Wysłuchała jego słów jak wyroku — nie podnosiła oczu, tylko przebierała ręką liście wachlarza; jej twarz była bledsza niż perły. A obok niej, wydawało się, siedzi sama nienawiść w ludzkiej wstrętnej postaci. Jego słowa syczały i paliły — wyrzucał je z siebie szybko niczym wystrzały, z trudem łapiąc przerywany nienawiścią oddech:

— Nie było ani jednego momentu w realizacji naszych wspólnych zadań, którego nie sprawdziliśmy z dokładnością astronomicznego chronometru. Przyjaciół zmusiliśmy do milczenia, zdrajcy zostali zdemaskowani i zabici, wszystko, co było niepotrzebne, co zawadzało w tej sprawie zostało wyeliminowane. Przewidzieliśmy różne przypadki, obliczyliśmy milionowe setne szans, więcej aniżeli czyni to sama przyroda, stwarzając nową istotę, ale właściwy moment został przegapiony. Jak, gdzie, przez kogo została popełniona pomyłka? To nie jest jeszcze wyjaśnione. Jaką cząstkę myśli kogoś ze współpracujących z nami ludzi przegapiliśmy lub nadaliśmy jej niewłaściwy sens? Ale cóż z tego, skoro kieruję to pytanie w próżnię, w puste i niewinne powietrze! Tam w górze można dostrzec tylko ptaki. A tchórzliwe, słabe lub omamione w ten sposób serce spokojnie uśmiecha się i kładzie się spać z cichym westchnieniem!

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)