Migotliwy swiat
- Автор: Грин Александр Степанович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Pozna
- Переводчик: Antoni Malinowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Migotliwy swiat». Краткое содержание книги:
— Ależ wspaniale tańczysz! — szepnęła.
— Tak lekko jak piórko!
I dobroduszny grubas całym sercem wybaczył jej wcześniejsze zuchwalstwo z pudrem. Obok wysoka dziewczyna, która miała na imię Alicja, najspokojniej w świecie tuliła i kołysała w ramionach nienaturalnie rozpromienioną Ritę; Celestyna natomiast zderzyła się plecami z jednym z muzykantów i bal się skończył.
— Ponieważ jesteście bardzo barwni — powiedziała Tawi do młodzieńców w beretach, których jednakowy ubiór składał się z błękitnych bluz z czerwonymi, atłasowymi kołnierzykami, to urządzimy to wszystko jeszcze bardziej pstrokato. Jednego z was posadzę obok mnie, właśnie pana, panie Murrey, ponieważ pan przyjemnie się do mnie uśmiecha, a oprócz tego mam białą suknię i czarny pas, jedno pasuje do drugiego, prawda?! Ralf, dziecino, chodź tu! Alicjo, kochanie, przytulę się do ciebie troszeczkę.
Objęły się i pogładziły wzajemnie po głowach z uśmiechem i czułością.
— Tak, teraz lepiej, no, chodźcie, chodźcie, siadajcie, wszyscy, wszyscy, wszyscy! To krzesło jest kulawe, a to, chociaż nie kulawe, to zbyt słabe, jak dla ciebie, Butz; no co, wszyscy usiedli? Uf!
Tak paplając, śmiejąc się, przemieszczając i sadowiąc po kolei każdego, Tawi posadziła wszystkich przy okrągłym stole, sama zaś usiadła między Alicją i Murrey'em. Nie bez dumy patrzyła na stół. Alicja przyniosła słodkie ciasto, Rita tort, Ralf wyciągnął kiełbase, a Murrey paczkę cykat; oprócz tego panowie mrużąc oczy basem przyobiecali jeden drugiemu „popić dobrze”, z powodu czego damy, chrząkając wzruszyły ramionami pytając jedna drugiej:
— Czy rozumiesz coś z tego? Nie. A ty? Jeszcze mniej niż ty!
Od tego momentu Tawi można było oglądać w trzech pozycjach: siedzącą, a zarazem wiercącą się na krześle i machającą przed sobą wskazującym palcem i zaciskającą pozostałe palce tak, jak gdyby trzymała w nich orzech; stojącą, ażeby można było tupaniem podkreślić znaczenie jakichś jej raptownie wypowiedzianych słów; i unoszącą się w półzgiętej pozycji ponad zastawionym naczyniami stołem. Śmiała się przy tym i mówiła bez przerwy, ale jak kamień leżało jej na sercu coś, co przeszkadzało swobodnie odetchnąć.
Dobrze wiemy, jak się je i pije, może tylko warto wspomnieć o tym, jak zadźwięczy zrzucona ze stołu łyżka, albo zakrztusi się i parsknie kawą śmiejący się sąsiad, wywołując tym samym zamieszanie i pisk odsuwanych krzeseł.
— I co z twoim wyjazdem, Tawi?… — spytała Alicja, spojrzawszy na Ritę, która zamierzała wtrącić jakieś słowo.
— Czy zupełnie rozmyśliłaś się podjąć służbę? — dodała Rita. — Zaiste, to twoje święto chociaż nam się przydaje.
Tawi odwróciła talerzyk, podrzuciła w górę, złapała go i jeszcze raz podrzuciła mówiąc:
— Tę sprawę przegapiłam, przegapiłam! Spóźniłam się. Przyjęto inną.
Nagle zachciało się jej opowiadać wszystko, ale otworzywszy usta i już błysnąwszy oczami, poczuła, że to niemożliwe. Są sprawy, o których nie można mówić bez zdziwienia, a być może, i uśmieszku ze strony słuchacza, w każdym bądź razie opowiada się o nich sam na sam, a nie w rozgardiaszu wesołej zabawy.
— A…a…a… z tego typu podobnymi do szczebiotu dźwiękami ograniczył się jej słaby zapał, po czym zaczerwieniła się i popchnęła Murrey'a, wypisując mu palcem na policzku: „Fju”.
— Nie mówmy o tym — obojętnie powiedziała Tawi — dzisiaj nie chce mi się mówić o moim niepowodzeniu.
— No, niech i tak będzie! — krzyknął Ralf, uderzając się po kolanie. — Zajmijmy się czymś ważniejszym. Murrey, przynieś butelki, korkociąg mam.
Murrey podniósł się bez słowa z lunatycznym wyrazem twarzy, wyszedł i powrócił z butelkami, wiszącymi z szyjkami pomiędzy jego palcami, jak kiście winogrona.
— Ręce jak grabie — zauważył Fluk. — Ale gdzie były te skarby?
— Obawiając się, że zastaniemy wszystkich pijanych — wyjaśnił Murrey — i nie życząc nikomu śmierci, zostawiłem je przed drzwiami.
Towarzystwo, śmiejąc się, zaczęło oglądać etykietki. Celestyna, wodząc palcem po literach, przeczytała: — Rum.
— Rum! — krzyknęła z przerażeniem. — Toć to was wykończy. Alicjo, i ty będziesz pić to świństwo? A ty Rito? Ja nie, za nic w świecie!
— Jest też muskat — delikatnie wtrącił Ralf — oto on, napój dla kanarków, hańba dla pijących i nędza filozofii!
— A co to takiego? — spytała Rita, poważnie patrząc na butelkę.
— Zwykła rycyna — powiedział Murrey. W końcu powydziwiali i pożartowali na ten
temat wszyscy, i Murrey zaczął nalewać; damy wyciągały w jego kierunku szklanki, przyciskały palec niemal do samego dna naczynia i powoli przesuwały go wyżej, jak tylko podnosił się poziom pieniącego się wina.
— A moja, moja, skromniuteńka buteleczka, którą kupiłam — zapytała Tawi — czy ją mam też podać?
— Oczywiście, oczywiście! — krzyknęli mężczyźni. Butz sapał, kłaniał się i promieniał, wycierając spoconą twarz.
— Wypijmy więc! — zaproponował Fluk, bardziej niecierpliwy niż pozostali.
W tym momencie jedni tylko przyłożyli usta, inni wypili haustem i perliste życzenia rozległy się wokół Tawi, która oszołomiona z lekka winem, kichnęła i nerwowo machnęła ręką na znak wdzięczności.
— Wszystkim, wszystkim, wszystkim! — powiedziała i od razu pomyślała: „Ciekawe, jaki toast wzniósłby mój tajemniczy Kruks?
Ale jej myśli zostały przerwane okrzykiem:
— Muszę opowiedzieć — powiedział głośno Murrey — że w nadzwyczaj interesującym numerze dzisiejszej gazety przeczytałem szokującą wiadomość i pomyślałem, Tawi, że być może wczoraj słyszała pani o tym, będąc w Lissie.
— Też czytałam. Bzdury — powiedziała gryząc pieróg, Rita. — To coś nieprawdopodobnego.
— Więc pani wie? — krzyknął Murrey. — Mam przy sobie tę gazetę. Mówi się w niej o nowym wynalazcy. Pofrunął tak, że aż wszyscy jęknęli. Czyżby pani nic nie słyszała o tym?
Tawi, powstrzymując oznaki trwożliwego zdenerwowania, niewinnie skierowała ku niemu twarz, migając powiekami z uważnym zdziwieniem, z lekka ubarwionym beztroskim wysiłkiem pamięci.
— Słyszałam — przeciągle powiedziała — słyszałam o czymś podobnym, ale zdaje mi się, że zdrzemnęłam się, gdy mówiono o tym w wagonie. Proszę, niech pan przeczyta! Murrey rozłożył gazetą, poszukując artykułu, który go tak zaszokował.
— Ciszej — powiedziała Rita, mimo że wszyscy w milczeniu czekali na Murrey'a. Ten zaś w żaden sposób nie mógł od razu odnaleźć właściwej kolumny. Towarzystwo, pokasłując, oczekiwało na początek lektury. Zalegającej ciszy zawtórowała nagle, tak nieprzyjemnie jasna, zewnętrzna cisza domu, który jak gdyby od razu pogrążył się w sen, jaki ogarnął całe miasto.
— Co to, jak cicho wszędzie! — zauważyła Alicja, nerwowo rozglądając się. Czyżby już było tak późno?
— Oto — powiedział, układając gazetę Murrey — osądźcie sami, jaki wstrząs zdarzył się w Lissie. Słuchajcie! — Ale zamilkł, bo od razu wszyscy skierowali swoją uwagę na coś innego: szybkie, głośne stukanie do drzwi zatrwożyło czytającego i słuchaczy.
— Co to takiego? — krzyknęła Tawi, lecz w odpowiedzi rozległy się jeszcze bardziej głośne i niecierpliwe uderzenia. Dziewczyna nieco pobladła i rzuciła się z zaniepokojonym wyrazem twarzy do kuchni, gestem prosząc gości, ażeby pozostali na miejscach. Przed drzwiami wyprzedził ją Murrey; odsunąwszy dziewczynę, gwałtownie otworzył drzwi. Za Tawi w mroku zakołysał się tłum.