Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 102
Перейти на страницу:

A teraz kolejni z nich polegli w walce zaciekłej jak każda bitwa minionej wojny. Tej wojny, którą pomógł im przeżyć. Czy zdoła zadbać o to, by przeżyli także czas pokoju?

— Admirale. — Rione odezwała się z sali odpraw „Nieulękłego”, w której trwały gorączkowe prace nad komunikacją z Obcymi. — Udało nam się powiedzieć tamtym, że sami poradzimy sobie z tym superpancernikiem.

— Tamtym? — Potrzebował chwili, by zrozumieć, o kim Rione mówi. — Znaczy pająkowilkom?

— Tak, admirale. — W jej głosie usłyszał dezaprobatę. — Powinniśmy myśleć o nich jak o ludziach. Bo są odpowiednikami ludzi.

— Tylko wyjątkowo odrażającymi z wyglądu — mruknęła Desjani.

Geary posłał jej karcące spojrzenie, zanim odwrócił się ponownie do hologramu Rione.

— Dziękuję. Postaram się tak myśleć.

Wiktoria uśmiechnęła się krzywo.

— Wiem, że to może być trudne…

— Proszę pamiętać o odpoczynku. To dotyczy pani i generała Charbana. Siedzicie nad tym problemem od wielu godzin.

Gdy twarz Rione zniknęła z ekranu, Geary pochylił się nad wyświetlaczem. Musiał przerzucić swoje okręty w pobliże uszkodzonego superpancernika, który dryfował przez system należący do pająkowilków, zanim Obcy zaczną kwestionować prawo ludzi do tej zdobyczy.

Część jednostek leciała już od pół godziny w kierunku gigantycznego okrętu, gdy na stanowisku admirała rozbrzmiał kolejny sygnał alarmowy. Geary wzdrygnął się, jakby go coś ukąsiło, gdy tylko usłyszał buczący dźwięk. Podświadomie oczekiwał, że krodźwiedzie przesterują rdzeń reaktora albo w inny sposób doprowadzą do samozniszczenia swojej jednostki.

Na wyświetlaczu nie zobaczył jednak markerów, jakimi oznacza się zasięg rozszerzającego się szybko pola szczątków. Widział wciąż kadłub superpancernika, ale jakby… odmieniony.

— A cóż to takiego?

Część uszkodzonego kadłuba została jakby oderwana od reszty, więc Geary początkowo myślał, że wewnątrz superpancernika doszło do jakiejś eksplozji, która była zbyt słaba, by roznieść całość w strzępy, ale wystarczyła do zrobienia takiej wyrwy. Kilka sekund później zauważył, że oddzielająca się od reszty sekcja ma zasilanie, a wyglądem przypomina jeden z mniejszych okrętów krodźwiedzi. W miejscu, w którym spoczywała ta konstrukcja, widniała teraz pasująca do niej kształtem dziura.

— Jednostka ewakuacyjna — zameldowała porucznik Castries. — Odlatuje w kierunku punktu skoku.

W końcu zobaczyli, jak wygląda kapsuła ratunkowa krodźwiedzi. Ale dlaczego jest tylko jedna? I do tego przystosowana do takich prędkości i obciążeń?

— Z pewnością nie pomieściła całej załogi — zauważył Geary.

— Zgadza się — poparła go Desjani. — To byłoby niemożliwe.

Okręty pierwszej floty znajdowały się wciąż zbyt daleko od superpancernika, by przejąć uciekającą jednostkę ratunkową, lecz pająkowilki tylko czekali na taką okazję i już masowo ruszali w pościg za nową ofiarą.

— Chce pan, żebyśmy kazali im zostawić tę jednostkę? — zapytała Tania.

— Nie wiem, czy to ma sens — odparł admirał.

Wiadomość wysłana w tym momencie dotrze do pająkowilków już po tym, jak pierwsi z nich zaatakują uciekinierów.

Desjani przytaknęła z mocno zaciśniętymi ustami.

— Teraz wrak zostanie na pewno wysadzony — rzuciła.

— Niewykluczone. — Geary skrzywił się, patrząc na wyświetlacz. — Ta jednostka jest za duża jak na kapsułę ratunkową, ale i tak o połowę mniejsza od naszych niszczycieli.

— Ma jedną trzecią ich masy i długości — poprawiła go Tania. — Pani porucznik, proszę obliczyć, ilu krodźwiedzi mogło się nią ewakuować.

Odpowiedź przyszła po dłuższej chwili.

— Nasze systemy szacują, że jednostka tej wielkości może pomieścić około stu istot wielkości zeków — zameldowała Castries. — Pod warunkiem, że zajmą całą wolną powierzchnię, a ich ekwipunek będzie zbliżony objętościowo do naszego. Dolna granica szacunków to dwudziestu zeków.

— Góra stu. — Desjani skrzywiła się mocno. — Na takim superpancerniku służy pewnie nawet tysiąc marynarzy.

— Może ta jednostka jest niemal w pełni zautomatyzowana — spekulował Geary. — Nie. Część nagrań, które odebraliśmy, pokazywała wnętrza ich okrętów, a na każdym tłoczyły się masy krodźwiedzi. Ale tylko stu z nich mogło się ewakuować. — W tym momencie znalazł odpowiedź. — Oficerowie. Dowódca, jego sztab, może rodziny, jeśli zabierają je z sobą. Przywódcy tej części stada zostawiają trzódkę na pastwę losu, a sami uciekają w bezpieczne miejsce.

— Wolałabym określenie przewodnicy stada — wtrąciła zdecydowanym tonem Tania. — Oficerowie nigdy nie opuszczają swoich załóg, a z tego, co widzę, na tym gigancie nie ma innych jednostek ewakuacyjnych.

— Niektórzy krodźwiedzie są równiejsi od innych — wymamrotał admirał. — To nie powinno być dla nas specjalnym zaskoczeniem. Wiemy, że mają przywódców, a ci niemal zawsze tworzą uprzywilejowaną kastę.

— Jak Syndycy.

— Tak. Na swój sposób, oczywiście. — Nawet Syndycy mieli liczne kapsuły ratunkowe na pokładach swoich okrętów wojennych. Inna sprawa, że nie dysponowali trzydziestoma miliardami upakowanych ciasno robotników, których mogliby poświęcić bez mrugnięcia okiem.

— Przewodnicy stada próbują uciec, ale nie dolecą daleko.

Desjani zaśmiała się pod nosem.

— Zbyt wiele pająkowilków blokuje im drogę.

Tak było, mrowie jajowatych okrętów kierowało się już w stronę jednostki ewakuacyjnej, podchodząc do niej pod najróżniejszymi kątami. Ich sieci zaciskały się coraz ciaśniej wokół uciekającego dowódcy krodźwiedzi.

Jak na swoje rozmiary kapsuła dysponowała niewiarygodnie potężnymi tarczami. Brakowało jej za to opancerzenia i zwrotności. No i nie miała za wiele systemów obronnych, więc w kierunku atakujących okrętów oddawano tylko po kilka strzałów naraz.

A pająkowilki uderzali nieprzerwanie i w końcu przeciążyli tarcze energetyczne i doprowadzili do przebicia kadłuba, co poskutkowało przesterowaniem rdzenia. Gdy atakujący rozprysnęli się we wszystkie strony, w miejscu zniszczonej jednostki ewakuacyjnej pozostała chmura gazu i szczątków.

— Z tego, co widzę, pająkowilki nie są zainteresowani braniem jeńców — zauważyła Desjani. — Dlaczego dowódcy krodźwiedzi próbowali uciekać? Byliby o wiele bezpieczniejsi w superpancerniku.

— Ten okręt zostanie z pewnością zniszczony — odpowiedział Geary. — Może dowódca spanikował, może zaraz zobaczymy jego samozagładę, a on nie chciał ginąć w taki sposób.

— Ale i tak zginął od eksplozji reaktora — stwierdziła oschle Tania, wskazując szczątki jednostki ewakuacyjnej. — Hm, do tej pory znaleźliby się już poza polem rażenia eksplozji. Nawet przy założeniu najgorszego scenariusza byliby bezpieczni. Dlaczego więc superpancernik nie wybucha?

— Może to pułapka? Podobna do tej, którą kapitan Smythe chciał zrobić z „Niezwyciężonego”? Krodźwiedzie zaminowali wrak, by wybuchł, gdy wejdziemy na jego pokład…

— Chyba że coś poszło nie tak — zasugerowała Desjani. — A może zekowie zostawieni na pokładzie nie chcieli się wysadzać. Albo nigdy nie mieli zamiaru przeciążać rdzenia. Sprawdziłam zapisy z ostatniej bitwy. Żadna z uszkodzonych jednostek krodźwiedzi nie dokonała aktu samozniszczenia. Pająkowilki wykończyli wszystkie okręty, które my uszkodziliśmy.

— Kiedy miałaś czas na przeglądanie tych zapisów? — zapytał admirał, przypominając sobie, co sam robił od momentu zakończenia walki.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)