Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wszystko czerwone - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wszystko czerwone

Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:

Joanna Chmielewska
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 83
Перейти на страницу:

– Co to znaczy, na litość boską?! Co oni robią?! Ona żyje?!

– Żyje. Nic jej nie jest.

– Niemożliwe…!!! Jakim sposobem?! Przecież została kompletnie zmasakrowana!!!

– Wcale nie została zmasakrowana.

– Jak to? A ta zaskorupiała czerwona miazga to co?!

– Maseczka z truskawek.

Na moment odjęło mi mowę i inne zdolności.

– Maseczka z truskawek – powtуrzyła Alicja z akcentem zgrozy. – Zrobiła sobie maseczkę z truskawek i miała to na twarzy. Gotowy produkt, opakowanie zostało. Czerwony kolor nadaje cerze rуżaną świeżość…

Uczyniłam wysiłek i odzyskałam głos.

– Jaka maseczka, Chryste Panie, z ilu truskawek?! Z pięciu kilo? Jedna maseczka by nie wystarczyła!

– Toteż tam była nie tylko maseczka, krew też. Ma przeciętą tętnicę nad okiem, szkiełkiem od zegarka. Zegarek miała na ręku, jest stłuczony.

– To tym bardziej nie rozumiem, dlaczego żyje, przecież powinna się wykrwawić na śmierć!

– Powinna, ale ta maseczka ściągnęła skуrę. Ona była nie tylko z truskawek, coś tam zostało domieszane takiego na ściąganie. Widocznie była jeszcze świeża, kiedy ten zbrodniarz się zamachnął. Nic jej nie będzie…

Pan Muldgaard musiał zebrać swoją ekipę wspуłpracownikуw i przyjechać z Kopen­hagi, zdążyliśmy zatem przed jego przybyciem zjeść to wytworne śniadanie i posprzątać ze stołu. Nowa, nieudana zbrodnia tym razem jakoś nikomu nie odebrała apetytu, co wskazywa­ło na to, że zapewne zaczynamy się przyzwyczajać. Ochłonęłam już nieco po maseczce z truskawek.

– Niedługo może dojść do tego, że będę się czuła nieswojo, jeśli nikt w pobliżu nie zostanie uszkodzony – powiedziałam z niesmakiem. – Zdaje się, że następna osoba uratowała ci życie.

– Niedobrze mi się robi, jak pomyślę, co teraz będzie – powiedziała Alicja, okropnie przygnębiona. – Co ja powiem tej całej rodzinie?! Obrażą się na mnie wszyscy. Dlaczego ja jej nie załatwiłam tego hotelu…?! W hotelach się mniej mordują!

– Idiotka! – rozzłościła się Zosia. – Też masz czego żałować! Gdybyś jej załatwiła hotel, to teraz ty byś tam leżała z rozwaloną głową!

– No to co z tego? Też bym może wyżyła, a w zegarku nie sypiam. Przecięta tętnica, wielkie rzeczy…

– Głupiaś, on pewno zauważył w ostatniej chwili, że to nie ty i przyhamował siłę uderzenia. Ciebie by łupnął mocniej.

– Tamci troje żyją i nawet im lepiej. To jest nieudolny zbrodniarz.

– Przyjechał w nocy – rozważał Paweł. – Myślał, że to Alicja tam śpi. Zmyliło go to, że spałaś tam cały czas, nawet jak było więcej osуb.

– Nie przewidział cioci – mruknęłam.

– Zobaczył, że trucizna nie działa… – ciągnął Paweł. – To znaczy działa, ale na kogo innego. Zniecierpliwił się i postanowił to wreszcie załatwić raz, a dobrze. Zobaczył maseczkę i zdrętwiał…

– Pewnie, każdy by zdrętwiał.

– Co tam za rumor był taki? – spytała Zosia zgryźliwie. – Ktуraś z was zemdlała czy co? Byłabym poszła zobaczyć, ale miałam nie zwracać uwagi na te wasze hałasy.

– Nic takiego, łeb zleciał.

– Co?!… Czyj łeb?!

– Ten gipsowy. To popiersie do peruk, ktуre Alicja wygrała na loterii.

– I stłukło się?

– W drobne kawałki.

– Chwała Bogu! Cуż to była za obrzydliwa rzecz! Zaczynam dostrzegać w tym wszystkim jakieś dobre strony.

– Pewnie – przyznała Alicja ponuro. – Teraz się wreszcie dowiedziałam, ktуra to i jak jej na imię. Lekarz znalazł w dokumentach. Chociaż i tak niewiele mi z tego przyszło, bo nie pamiętam, z ktуrą byłam na ty…

Pan Muldgaard przyjechał z ekipą i powitał nas tak, jakby rуwnież zaczynał się przyzwyczajać i usiłowania zbrodni w Allerшd uważać za rzecz zwykłą i powszednią. Poniekąd miał chyba rację. Z zaciekawieniem obejrzał Alicję, najwidoczniej dziwiąc się nieco, że ona jeszcze żyje, zainteresował się Agnieszką, po czym rozpoczął indagacje.

– Pani oczekuje więcej kogo? – spytał uprzejmie. – Jakie goście?

– Na litość boską, nie zapraszaj więcej gości! – jęknęła rozpaczliwie Zosia.

– Nie wiem – powiedziała Alicja jakoś dziwnie niepewnie. – Ja nikogo nie zapraszam. Nie mam pojęcia, kto jeszcze może przyjechać.

Pan Muldgaard uczynił dłonią uspokajający gest.

– Można zapraszać mrowie. Tu stanie czata. Robotnik mуj strzegął będzie bezpieczeństwo osoby. Winno było od początku uczynić tak, a nie inaczej. Nie uczynione. Błąd – powiedział takim tonem, jakby odkrycie to sprawiło mu szaloną satysfakcję.

Alicja przyjrzała mu się zdecydowanie nieżyczliwie.

– To znaczy, że teraz policja będzie mi się dniem i nocą plątała po domu i ogrodzie, tak?

– Nie – odparł pan Muldgaard stanowczo. – Policja będzie ukryty. W schowaniu. Między krze.

– Jeszcze gorzej. Obcy facet będzie znienacka wyskakiwał zza krzakуw. Ci, co wyżyją, dostaną palpitacji serca i rozstroju nerwowego.

Pan Muldgaard okazał pełne niesmaku zdziwienie.

– Pani wyraża protesta? – spytał z naganą. Alicja zreflektowała się nieco. Protest przeciwko obecności policji w miejscu, gdzie ofiary padają gęsto, a sprawca jest nieznany, mуgłby zrobić nie najlepsze wrażenie. Już i tak zdawała sobie sprawę, że zaczyna być coraz bardziej podejrzana przez sam fakt, że jeszcze żyje.

– Nie wyrażam żadnego protesta – powiedziała gniewnie. – Niech sobie ta policja tu siedzi, byleby rzeczywiście nie na oczach.

Nie wiadomo, jak pan Muldgaard zrozumiał określenie „siedzieć na oczach”, w każdym razie zamilkł na chwilę, pozastanawiał się, po czym poniechał tematu. Zajął się szczegуłowym badaniem naszych czynności od chwili przybycia cioci do chwili odkrycia jej stanu. Niewiele mu to dało, w nocy bowiem każdy z nas spał oddzielnie i nikt za nikogo nie mуgł świadczyć. Każdy natomiast mуgł wstać po cichu i utłuc ciocię. Zainteresował się więc z kolei młotkiem.

– Narząd morda posiadamy – rzekł. – Azali kto jego wie?

Było to jedno z tych pytań, na ktуre odpowiedź wydawała się niesłychanie trudna i skomplikowana.

– A kto go tam wie – odparła mechanicznie Alicja.

– Wszyscy go wiedzą – powiedziałam rуwnocześnie. – W Dellsie jest tego od cholery i trochę.

– Myślisz, że on jest z Dellsa?

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)