Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7245-544-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:
— Nie wydaje ci się, że trochę przesadzasz?
— Nie, wcale nie. Hiram, przed WormCamami dedukowaliśmy o istnieniu tej planety z mikroskopijnych odchyleń trajektorii gwiazdy. Wyliczaliśmy, jakie muszą być warunki na powierzchni, ślęczeliśmy nad analizami spektroskopowymi jej rozmytego widma, żeby się przekonać, czy odkryjemy, z czego jest zbudowana. Staraliśmy się konstruować nowe generacje teleskopów, które pozwoliłyby nam zobaczyć jej powierzchnię. Marzyliśmy o zbudowaniu statków, które tu przylecą. A teraz mamy WormCam i nie musimy dedukować, walczyć ani myśleć.
— Czy tak nie jest lepiej?
— Nie! — zawołał David. — To tak, jakby dziecko zaglądało do odpowiedzi na koniec książki. Widzisz, najważniejsze nie są te odpowiedzi, lecz rozwój umysłu, który osiągamy w ich poszukiwaniu. WormCam zniszczy cały wachlarz nauk: planetologię, geologię, astronomię. Przez pokolenia nasi naukowcy będą tylko liczyć i klasyfikować jak osiemnastowieczni kolekcjonerzy motyli. Nauka zmieni się w taksonomię.
— Zapominasz o historii — odpowiedział Hiram.
— Historii?
To przecież ty odkryłeś, że WormCam, który może sięgnąć przez cztery lata świetlne, równie łatwo może sięgnąć cztery lata w przeszłość. Nasze panowanie nad czasem jest znikome w porównaniu z przestrzenią, ale z pewnością się rozwinie. I wtedy dopiero rozpęta się piekło. Pomyśl o tym. W tej chwili możemy się cofnąć o dni, tygodnie, miesiące. Możemy szpiegować nasze żony, podglądać je w ubikacji, gliny mogą śledzić przestępców w chwili zbrodni. Spotkanie z własną przeszłością jest dostatecznie trudne, ale to głupstwo, zwykły drobiazg. Kiedy potrafimy sięgnąć wstecz o lata, wtedy otworzy się historia. I to będzie prawdziwa puszka Pandory. Niektórzy ludzie już przygotowują teren. Na pewno słyszałeś o projekcie Dwunastu Tysięcy Dni. To pomysł jezuitów, działających na polecenie Watykanu: dokładne opowieści z pierwszej ręki o rozwoju Kościoła, wstecz aż do samego Chrystusa. — Hiram skrzywił się. — Duża część z tego to nie będą piękne widoki. Lecz papież jest sprytny. Lepiej żeby zrobił to Kościół niż ktoś inny. Ale i tak chrześcijaństwo rozsypie się jak zamek z piasku. A inne religie zaraz za nim.
— Jesteś pewien?
Tak, do diabła. — Oczy Hirama błyszczały w czerwonym świetle. — Czy Bobby nie ujawnił, że Kraina Objawienia to wielkie oszustwo stworzone przez kryminalistę?
Prawdę mówiąc, pomyślał David, Bobby tylko pomagał. To odkrycie było triumfem Kate Manzoni.
— Hiramie, Chrystus nie był Billybobem Meeksem.
— Jesteś pewien? Myślisz, że zniesiesz sprawdzenie tego? Czy zniesie to twój Kościół?
…Może nie, pomyślał David. Ale musimy mieć nadzieję, że tak.
Uświadomił sobie, że Hiram miał rację, wyciągając go z klasztornej, akademickiej celi i pokazując to wszystko. Nie powinien się ukrywać, pracować przy WormCamie i nawet nie myśleć, do czego może doprowadzić. Postanowił osobiście zająć się zastosowaniami, nie tylko teorią.
Hiram spojrzał na kopułę słońca.
— Robi się coraz zimniej. Czasami nawet pada śnieg. Chodź. — Poszukał palcami niewidocznych klawiszy przy hełmie.
David patrzył na iskrę światła, która była dalekim Słońcem, i wyobraził sobie, że jego dusza wraca do domu, że frunie z tego pustego brzegu ku pierwotnemu ciepłu.
15. Konfabulacja
Pokój przesłuchań, ukryty głęboko we wnętrzu zabytkowego gmachu sądu, wywierał przygnębiające wrażenie. Brudne ściany wyglądały, jakby nie malowano ich od zeszłego wieku, a nawet wtedy tylko na typową w rządowych pomieszczeniach bladą zieleń.
W tym właśnie pokoju miało być rozerwane na kawałeczki prywatne życie Kate.
Kate i jej adwokat — poważna, tęga kobieta — siedziały na plastikowych krzesłach przy odrapanym drewnianym stole. Na blacie ułożono pełny zestaw urządzeń rejestrujących. Sam Bobby przysiadł na twardej ławce przy ścianie; był tu na życzenie Kate jako jedyny świadek tej dziwnej sceny.
Clive Manning, psycholog wyznaczony przez sąd do sprawy Kate, stał pod przeciwległą ścianą, przy dużym ekranie. Wormcamowe obrazy, ciemne i trochę zniekształcone, migotały, gdy szukał odpowiedniego punktu początkowego. Wreszcie trafił na właściwe miejsce: nieruchomy obraz Kate z jakimś mężczyzną. Stali w ciasnym saloniku i najwyraźniej kłócili się, wrzeszcząc na siebie.
Manning — wysoki, chudy, łysy, koło pięćdziesiątki — zdjął okulary i stuknął drucianą oprawką o zęby — manieryzm, który już teraz zaczynał Bobby’ego irytować; zresztą same okulary też były tylko pozą.
— Czym jest ludzka pamięć? — zapytał Manning. Mówiąc, patrzył w powietrze, jakby zwracał się do niewidocznej publiczności… Zresztą, może tak właśnie było. — Z pewnością nie jest pasywnym mechanizmem rejestrującym jak dysk optyczny czy taśma. Bardziej przypomina urządzenie do opowiadania historii. Informacja sensoryczna zostaje rozbita na odłamki percepcji, a te rozłożone dalej i zachowane jako sceny w pamięci. Nocą, kiedy ciało wypoczywa, sceny te są przywoływane, montowane i odtwarzane. Każdy taki przebieg osadza je głębiej w neuronowej strukturze mózgu. I za każdym razem, kiedy wspomnienie jest przywoływane czy odtwarzane, podlega opracowaniu. Trochę do niego dodajemy, trochę usuwamy, majstrujemy przy logice, uzupełniamy części słabiej zapisane, a nawet zlewamy różne zdarzenia w jedno. W przypadkach ekstremalnych określamy takie działania jako konfabulację. Mózg tworzy i odtwarza przeszłość, produkując w końcu wersję wydarzeń, która nie musi mieć wiele wspólnego z tym, co nastąpiło w rzeczywistości. Na początek, jak sądzę, mogę chyba powiedzieć, że wszystko, co pamiętam, jest fałszem.
Bobby miał wrażenie, że w głosie Manninga zabrzmiała nuta lęku.
— To pana przeraża — domyśliła się Kate.
— Byłbym głupcem, gdybym nie czuł lęku. Wszyscy jesteśmy skomplikowanymi, skażonymi istotami, Kate. Kroczymy w ciemnościach. Być może nasze umysły, te niewielkie i ulotne pęcherzyki świadomości, dryfujące w przerażająco wrogim wszechświecie, potrzebują poczucia własnej ważności, przekonania o logice świata. Tylko to pozwala im przywołać dostatecznie silną wolę przetrwania. Ale bezlitosny WormCam nigdy już nie da nam uciec przed prawdą. — Zamilkł na moment, po czym uśmiechnął się lekko. — Możliwe, że ta prawda doprowadzi nas do obłędu. A może, odarci z iluzji, odzyskamy wreszcie równowagę umysłu, a ja zostanę bez pracy. Co o tym myślisz?
Kate, w bezkształtnej czarnej sukience, siedziała przygarbiona, trzymając złożone dłonie między kolanami.
— Myślę, że powinien pan ciągnąć dalej ten swój pokaz.
Manning westchnął i włożył okulary. Stuknął w róg ekranu i zaczął odtwarzać fragment życia Kate.
Kate na ekranie rzuciła czymś w mężczyznę. Uchylił się, a przedmiot plasnął o ścianę.
— Co to było? Brzoskwinia?
— O ile pamiętam, kumkwat — odparła Kate. — Trochę przejrzały.
— Niezły wybór — pochwalił Manning. — Powinnaś popracować nad celnością.
…dupku. Ciągle się z nią spotykasz, prawda?
To nie twoja sprawa.
Owszem, to jest moja sprawa, śmieciu! Nie wiem, skąd ci się wzięło przekonanie, że będę się na to godzić…
Mężczyzna na ekranie, jak dowiedział się Bobby, miał na imię Kingsley. Przez kilka lat byli z Kate kochankami, przez trzy lata mieszkali razem — aż do tego dnia, kiedy Kate w końcu go wyrzuciła.