Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7245-544-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:
… Jakiego źródła światła?
David odwrócił się. Na niebie była gwiazda podwójna: jaśniejsza niż dowolna gwiazda czy planeta widziana z Ziemi, a jednak zmieniona odległością w dwa punkty światła. Te punkty raniły oczy. Zasłonił j e dłonią.
— Piękne — powiedział.
Odwrócił się znowu i spojrzał na gwiazdozbiór, który wstępnie określił jako Kasjopeję, z doczepioną na końcu dodatkową, jasną gwiazdą.
— Wiem, gdzie jesteśmy. Te jasne gwiazdy za nami to podwójna Alfa Centauri: najbliższe naszemu słońcu jasne gwiazdy, jakieś cztery lata świetlne stąd…
— Prawie cztery przecinek trzy, jak mi powiedziano.
— Więc to musi być planeta Proximy Centauri, najbliższej gwiazdy ze wszystkich. Ktoś sięgnął WormCamem aż do Proximy Centauri. Przez cztery lata świetlne. To niesamowite.
— Dobra robota. Mówiłem ci, tracisz kontakt. To jest właśnie pierwsza linia technologii WormCamu. Ta moc. Oczywiście, konstelacje nie zmieniły się szczególnie, cztery lata świetlne to drobiazg w gwiezdnej skali. Ale ten jaskrawy dodatek przy Kasjopei to Soi. Nasze słońce.
David spojrzał uważnie. Zwykły punkt bladożółtego światła, jasny, ale nie wyjątkowo. A jednak ta iskra była źródłem wszelkiego życia na Ziemi. I to Słońce, i Ziemię, i wszystkie planety, wszystkie miejsca, które kiedykolwiek odwiedził człowiek, można było zasłonić ziarnkiem piasku.
— Ładna jest — powiedziała Mary. Bobby nie odpowiedział.
To naprawdę okno w przeszłość.
— Nie aż takie magiczne — odparł Bobby. — Za każdym razem, kiedy oglądasz film, zaglądasz w przeszłość.
— Daj spokój — szepnęła. — Widzisz tylko to, co jakiś operator, reżyser czy redaktor zechce ci pokazać. I zwykle nawet w informacjach ludzie, na których patrzysz, wiedzą, że tam jest kamera. Ale z tym możesz patrzeć na każdego w dowolnym czasie, wszędzie, czy kamera jest tam obecna, czy nie. Oglądałeś już tę scenę, prawda?
— Musiałem.
— Dlaczego?
— Bo właśnie wtedy jakoby popełniła swoją zbrodnię.
— Ukradła tajemnicę wirtualnej rzeczywistości z IBM? Jak dla mnie, nie wygląda, żeby popełniała przestępstwo.
To go zirytowało.
— A czego się spodziewałaś, że założy czarną maskę? Przepraszam.
— Nie ma sprawy. Wiem, że to trudne. Ale dlaczego miałaby to zrobić? Wiem, że pracowała dla Hirama, ale nie kochała go przesadnie… Och. Kochała ciebie.
Odwrócił głowę.
— FBI twierdzi, że chciała zyskać szacunek w oczach Hirama. Wtedy zaakceptowałby nasz związek. Takie miała motywy… według FBI. I tyle. A potem miała zamiar mu powiedzieć, co zrobiła.
— A ty w to nie wierzysz?
— Mary, nie znasz Kate. To po prostu nie jej styl. — Uśmiechnął się. — Możesz mi wierzyć, jeśli mnie zechce, to mnie weźmie, niezależnie od opinii Hirama. Ale to wszystko świadczy przeciw niej. Technicy zbadali cały jej sprzęt i odzyskali usunięte pliki, które dowodzą, że dane o próbnych eksperymentach IBM były w pamięci, z której korzystała.
Mary wskazała na ekran.
— Przecież możemy zajrzeć w przeszłość. Kogo obchodzą ślady w komputerze? Czy ktokolwiek widział, jak otwiera taki wielki tłusty plik z logo IBM?
— Nie, ale to niczego nie dowodzi. Przynajmniej nie w oczach oskarżenia. Kate wiedziała o WormCamie. Może nawet zgadywała, że w końcu będzie można zajrzeć nim w przeszłość i będą ją obserwować w retrospekcji. Dlatego zatarła ślady.
Mary znowu parsknęła.
— Musiałaby być szalonym geniuszem, żeby wyciąć taki numer.
— Nie znałaś Kate — odparł oschle.
— Zresztą dowody i tak są tylko poszlakowe… Czy to odpowiednie słowo?
— Tak. Gdyby nie WormCam, byłaby już na wolności. Ale nie doszło nawet do procesu. Sąd Najwyższy pracuje nad nowymi ramami prawnymi, ustalającymi dopuszczalność dowodów z WormCamu. A tymczasem sporo spraw, w tym sprawę Kate, odłożono na później.
Impulsywnym gestem oczyścił ekran.
— Czy to cię nie irytuje? — spytała Mary. — To, jak oni używają WormCamu?
— Oni?
— Wielkie korporacje, które podglądają się nawzajem. FBI, które podgląda nas wszystkich. Wierzę, że Kate jest niewinna. Ale ktoś z pewnością szpiegował w IBM, przez WormCam. — Z typową dla młodości pewnością siebie oświadczyła: — Albo wszyscy powinni mieć WormCamy, albo nikt.
— Może masz rację — zgodził się. — Ale to się nie zdarzy.
— A to, co mi pokazywałeś, następna generacja, ta ściskana próżnia…
— Musisz sobie poszukać kogoś innego do dyskusji. Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu.
— Gdybym ja miała wizjer — odezwała się w końcu — używałabym go bez przerwy. Ale nie po to, żeby ciągle wpatrywać się w jakieś gówno. Szukałabym czegoś ładnego. Dlaczego nie cofniesz się trochę dalej, do czasu, kiedy byłeś z nią szczęśliwy? Drgnął, jakoś nie przyszło mu to do głowy.
— No, dlaczego nie?
— Ponieważ to minęło. To już przeszłość. Nie warto oglądać się za siebie.
— Jeśli teraźniejszość jest do niczego, a przyszłość jeszcze gorsza, przeszłość jest wszystkim, co ci pozostało.
Zmarszczył brwi. Jej twarz, tak podobna do matki, była blada, spokojna, a szczere niebieskie oczy nieruchome.
— Tęsknisz za ojcem.
— Oczywiście, że mi go brakuje — przyznała lekko zagniewana. — Może na tej planecie, z której pochodzisz, jest inaczej. — Złagodniała wyraźnie. — Chciałabym go zobaczyć. Choćby na chwilę.
Nie powinien jej tu sprowadzać.
— Może później — zgodził się. — Chodźmy. Pogoda jest piękna. Pójdziemy na Sound. Żeglowałaś już kiedyś?
Potrzebował długich minut perswazji, żeby ją przekonać.
…A później, po rozmowie z Davidem, dowiedział się, że niektóre artykuły i ręczne notatki o tunelach ściskanej próżni zniknęły z biurka brata.
— Właściwie wpadł na to Disney — tłumaczył spokojnie Hiram, oświetlony blaskiem Proximy. — Do spółki z Boeingiem zainstalowali gigantyczny system WormCamu w starym budynku montażu pojazdów na przylądku Canaveral. Kiedyś składali tam rakiety księżycowe. Teraz wysyłaj ą kamery do gwiazd. Niezłe osiągnięcie, co? Oczywiście na ogół udostępniaj ą te wirtualne podróże naukowcom, ale dyrekcja Boeinga pozwala pracownikom bawić się tutaj podczas przerw. Już teraz oglądają każdą planetę i księżyc w Układzie Słonecznym, a przy tym nawet nie wychodzą z klimatyzowanych laboratoriów. A Disney też chce to wykorzystać. Księżyc i Mars pewnie wkrótce pojawią się w lunaparkach jako rozrywka dla wirtualnych wormcamowych podróżników. Słyszałem, że miejsca lądowania Apollo i Vikingów są szczególnie popularne, chociaż ostro konkurują z nimi stare radzieckie łunochody.
A OurWorld, pomyślał ponuro David, z pewnością ma spory pakiet akcji.
Hiram uśmiechnął się.
— Czemu jesteś taki milczący, Davidzie?
David ocenił swoje emocje: zachwyt, jak przypuszczał, lecz połączony z niechęcią. Podniósł garść kamieni i wypuścił: powolne odbicia w małej grawitacji nie wydawały się do końca autentyczne.
— To rzeczywistość. Czytałem chyba setkę powieści i tysiąc artykułów naukowych o przyszłych misjach do Proximy. A teraz jesteśmy tu obaj. To marzenie milionów: żeby stanąć tutaj i wszystko to zobaczyć. Marzenie chyba tak silne, że w końcu zabije podróże kosmiczne. Szkoda. Ale to tylko marzenie. Wciąż jesteśmy w tym chłodnym hangarze na przedmieściach Seattle. Pokazując nam cel, ale nie wymagając męczącej podróży, WormCam zamieni nas wszystkich w planetę pełną kanapowców.