Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7245-544-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:
— Dobrze się czujesz?
Przez chwilę Bobby nie był pewien, czy zdoła wykrztusić choć słowo.
— Tak… Tylko nie bardzo wiem, jak powinienem się do ciebie zwracać.
— Może „Heather”? — zaproponowała z uśmiechem. — Sytuacja jest już dostatecznie skomplikowana.
Bez ostrzeżenia podeszła bliżej i objęła go mocno.
Próbował wyobrazić sobie to spotkanie, przewidzieć, jak opanuje burzę emocji, której się spodziewał. Ale teraz chwila nadeszła i poczuł, że jest…
Pusty.
A przez cały czas był świadomy, boleśnie świadomy miliona wpatrzonych w niego oczu, rejestrujących każdy jego gest i wyraz twarzy.
Heather się odsunęła.
— Kiedy ostatni raz cię widziałam, miałeś pięć lat, więc to musiało tak wyglądać. Ale chyba dosyć już tego przedstawienia.
Zaprowadziła go do pokoju, który na początku uznał za pracownię. W blat wbudowany był gigantyczny softscreenowy ekran o wysokiej rozdzielczości, używany przez grafików i projektantów. Na ścianach wisiały tabele, zdjęcia ludzi, miejsc, pożółkłe kartki pokryte chwiejnym, nieczytelnym pismem. Na każdej wolnej powierzchni, nie wyłączając podłogi, leżały teksty i otwarte książki. Heather bez namysłu zdjęła z krzesła plik papierów i zrzuciła je na podłogę. Przyjął to milczące zaproszenie i usiadł.
Uśmiechnęła się.
— Kiedy byłeś mały, lubiłeś herbatę.
— Naprawdę?
— Nie chciałeś pić nic innego. Nawet coca-coli. A teraz… masz ochotę?
Chciał odmówić. Ale pewnie kupiła tę herbatę specjalnie dla niego.
To twoja matka, durniu.
— Jasne — powiedział. — Dziękuję.
Wyszła do kuchni i wróciła z parującym kubkiem czegoś, co okazało się herbatą jaśminową. Pochyliła się, żeby podać ją Bobby’emu.
— Nie oszukasz mnie — szepnęła. — Ale dziękuję, że chcesz mi zrobić przyjemność.
Niezręczna cisza… Wolno pił herbatę.
Po chwili wskazał na ekran, na zgromadzone papiery.
— Robisz filmy, tak? Westchnęła.
— Kiedyś. Dokumenty. Uważam się za reportera. — Znów się uśmiechnęła. — Zdobywałam nagrody. Możesz być ze mnie dumny. Chociaż nikogo już nie obchodzi ten aspekt mojego życia wobec faktu, że kiedyś sypiałam z wielkim Hiramem Pattersonem.
— Ale nadal pracujesz? Mimo że…
— Mimo że moje życie poszło w diabły? Staram się. Co jeszcze mogę robić? Nie chcę być definiowana poprzez Hirama. Ale to nie takie proste. Wszystko zmieniło się tak nagle…
— Przez WormCam?
— A cóż innego? Nikt już nie chce oglądać opracowanych i przemyślanych kawałków. Dramat całkiem zniknął. Wszystkich nas fascynuje nowa moc podglądania siebie nawzajem. Dlatego pracuje się tylko nad dokumentalnymi mydlankami: podąża się za prawdziwymi ludźmi, przeżywającymi swoje prawdziwe życie. Za ich wiedzą i zgodą, oczywiście. To zakrawa na ironię, jeśli wziąć pod uwagę moją sytuację, nie sądzisz? Popatrz. — Wywołała na ekran obraz uśmiechniętej młodej kobiety w mundurze. — Anna Petersen. Świeżo upieczona absolwentka Akademii Marynarki Wojennej w Annapolis.
Uśmiechnął się.
— Anna z Annapolis?
— Sam widzisz, dlaczego właśnie ją wybrano. Nasze zespoły na zmianę śledzą Annę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Będziemy obserwować jej karierę, jej pierwsze przydziały, jej triumfy i klęski, miłości i zawody. Podobno mają j ą wysłać z korpusem ekspedycyjnym w któryś z punktów zapalnych wojny o wodę nad Morzem Aralskim, więc spodziewamy się niezłego materiału. Oczywiście, marynarka wie, że śledzimy Annę. — Spojrzała w powietrze nad głową. — Prawda, chłopcy? Więc może to nic dziwnego, że dali jej taki przydział. Z pewnością dostaniemy sporo uspokajających, przyjaznych dla mamuś nagrań z działań wojennych.
— Jesteś cyniczna.
— Mam nadzieję, że nie. Ale to niełatwe. WormCam strasznie zamieszał mi w karierze. Oczywiście, na razie potrzebna jest jeszcze interpretacja: analitycy, redaktorzy, komentatorzy. Ale i to minie, kiedy wielkie niemyte masy będą mogły wycelować swoje WormCarny, w kogo tylko zechcą.
— Myślisz, że to nastąpi?
— Oczywiście. — Parsknęła niechętnie. — Przeszliśmy już ten etap z komputerami osobistymi. To tylko kwestia czasu. Pod naciskiem konkurencji i społeczeństwa WormCamy będą coraz tańsze i potężniejsze, coraz łatwiej dostępne, aż w końcu każdy będzie miał swój.
Może będą nawet potężniejsze, niż sobie wyobrażasz, pomyślał niespokojnie Bobby, pamiętając o doświadczeniach Davida z obserwacją przeszłości.
— Opowiedz mi o sobie i Hiramie. Ze znużeniem wzruszyła ramionami.
— Na pewno tego chcesz? Tutaj, w ogólnoplanetarnej ukrytej kamerze?
— Proszę.
— A co mówił Hiram na mój temat?
Powoli, jąkając się czasem, powtórzył opowieść Hirama. Pokiwała głową.
— A zatem tak właśnie było. — Przez kilka długich sekund patrzyła mu w oczy. — Wysłuchaj mnie. Jestem czymś więcej niż tylko dodatkiem do Hirama, czymś w rodzaju dopisku do twojego życia. Mary także. Jesteśmy ludźmi, Bobby. Czy wiesz, że straciłam dziecko, braciszka Mary?
— Nie. Hiram nic mi nie mówił.
— Oczywiście. Ponieważ jego to nie dotyczyło. Dzięki Bogu, że tego przynajmniej nikt nie zdoła podglądać.
Na razie nie, pomyślał smętnie Bobby.
— Chcę, żebyś to zrozumiał, Bobby. — Spojrzała w powietrze. — Chcę, żeby wszyscy zrozumieli. Moje życie ulega zniszczeniu, po kawałku, przez fakt, że jestem obserwowana. Kiedy straciłam mojego synka, ukryłam się. Zamknęłam wszystkie drzwi, zaciągnęłam zasłony, chwilami chowałam się pod łóżkiem. Wtedy były przynajmniej krótkie okresy, kiedy człowiek mógł zostać sam. Teraz już nie. Teraz jest tak, jakby wszystkie ściany w moim domu zmieniły się w weneckie lustra. Czy wyobrażasz sobie, jakie to uczucie?
— Chyba tak — odpowiedział łagodnie.
— Za kilka dni ognisko uwagi przesunie się, żeby spalić kogoś innego. Ale nigdy nie będę pewna, czy jakiś maniak gdzieś na świecie nie zagląda do mojej sypialni, wciąż ciekawy, choćby minęły lata. I nawet gdyby WormCam zniknął jutro z tego świata, nie odzyskam już mojego Desmonda. Dla mnie to było straszne. Ale przynajmniej wiedziałam, że przyczyną jest coś, co sama zrobiłam wiele lat temu. Mój mąż i córka nie mieli z tym nic wspólnego. A mimo to kierowało się na nich to samo bezlitosne spojrzenie. I Desmond…
— Przykro mi.
Spuściła głową. Filiżanka z herbatą drżała w jej dłoni, delikatna porcelana dzwoniła o talerzyk.
— Mnie też jest przykro. Nie po to zgodziłam się na spotkanie, żeby budzić w tobie poczucie winy.
— Nie przejmuj się. I tak już czułem się winny. I sprowadziłem ze sobą dodatkową publiczność. Zachowałem się samolubnie.
Uśmiechnęła się z wysiłkiem.
— I tak już tu byli. — Machnęła ręką nad głową. — Czasami wyobrażam sobie, że zdołam przepłoszyć podglądaczy jak komary. Ale to pewnie niemożliwe. Cieszę się, że przyjechałeś, niezależnie od okoliczności. Chcesz jeszcze herbaty?
…Miała brązowe oczy.
Dopiero pod koniec długiej drogi do Cedar City uderzył go ten prosty fakt.
— Wyszukiwarka — powiedział głośno. — Podstawy genetyki. Geny dominujące i recesywne. Na przykład niebieskie oczy są recesywne, brązowe dominujące. Więc jeśli ojciec ma niebieskie oczy, a matka brązowe, dzieci powinny mieć…